ZORRO, MARTWA NATURA i VOODOO

Obrazek użytkownika kokos26
Blog

 Coraz bardziej wydaje się oczywiste, że salonowi dziennikarze i wielbiciele Bronisława Komorowskiego, zamiast przebierać nogami, zaciskać pięści i szczęki oczekując na możliwość zapytania Jarosława Kaczyńskiego o jego wizję prezydentury, powinni zrobić wszystko by ich kandydat przestał mieć możliwość swobodnej wypowiedzi.

Wczoraj u Tomasza Lisa na zarzut braku charyzmy podparty opinią prof. Jadwigi Staniszkis, kandydat PO pochwalił się, że generał Jaruzelski jest innego zdania, a dla niego generalska opinia dużo więcej znaczy. Fakt, Jaruzelski musi coś wiedzieć więcej o owej charyzmie Komorowskiego. Sam przecież pozornie jej pozbawiony swoim życiem udowodnił, że owa charyzmę musiał posiadać uczestnicząc w antysemickiej czystce w armii, strzelając do robotników na wybrzeżu, wydając w 81 roku wojnę własnemu narodowi czy wcześniej likwidując podziemie niepodległościowe w piotrkowskim, częstochowskim czy hrubieszowskim, o działalności, jako agent „Wolski” w informacji wojskowej nie wspominając.

Takie poparcie dla kandydata PO to „palce lizać”.

Ale wrócić trzeba do Jarosława Kaczyńskiego, który urządził naszym żurnalistom istną walkę z cieniem.

Gdyby nie tragiczny kontekst, w jakim odbywa się kampania prezydencka to mogłaby ona być z pewnością natchnieniem dla najlepszych kabareciarzy i komediantów nie tylko z Polski. Być może kiedyś za jakiś czas będący w amoku i zdezorientowany do cna salon zauważy poziom kompromitacji i ośmieszenia samego siebie, jakiemu uległ w ostatnich dniach.

Jarosław Kaczyński zdając sobie sprawę, że tak naprawdę nikt nie oczekuje od niego żadnego programu czy przedstawienia własnej wizji prezydentury, a jedynie posadzenia go na jakimś redakcyjnym krześle i poddania dziennikarskim elektrowstrząsom, przyjął taktykę ZORRO.

Pojawia się w najmniej oczekiwanym miejscu i czasie i na tyłkach dziennikarskich kreśli znak „JK”, po czym znika. Bezradni, niemający się, czego uchwycić „wiodący” dziennikarze kombinują jakby tu go dopaść.

Jednak nienawiść, lepkie od zdenerwowania i bezsilności dłonie, niecierpliwość nie pozwalają im dłużej czekać.

I tu po raz pierwszy w historii III RP na taka skalę następuje atak na martwą naturę. Są w psychiatrii znane przypadki, kiedy pacjent w poczuciu bezradności, postawienia pod ścianą i braku kogoś z krwi i kości, na kim mógłby się wyładować, jeżeli oczywiście nie jest w kaftanie bezpieczeństwa, niszczy sprzęty, wybija szyby, wali głową w ścianę w wyniku, czego dochodzi do samookaleczenia.

Właśnie wczoraj byliśmy tego świadkami jak dziennikarskie „gwiazdy” zaatakowały pianino, imbryk, nuty i pozostałe sprzęty będące tłem ostatniego wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego.

Instynkt zachowania po-okrągłostołowego gatunku zanikł do tego stopnia, że salon i jego dziennikarscy dworzanie wbrew jakiejkolwiek logice zaczęli działać przeciwko swojemu kandydatowi na prezydenta.

Z anonimowego, lecz wiarygodnego źródła dowiedziałem się, że wczoraj w późnych godzinach wieczornych z Haiti do Polski przybył transport laleczek voodoo przypominających do złudzenia prezesa PiS. Odbierała go tajemnicza, zamaskowana kobieta. Ponoć wystające spod kominiarki tlenione blond włosy oraz charakterystyczne obuwie zdemaskowały ja, jako znaną i bardzo popularną dziennikarkę
 

Ocena wpisu: 
Brak głosów