Psycholog dziecięcy

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Mama Łukaszka zaniepokoiła się tym, że Łukaszek miał problemy z matematyką. Nie mogła zrozumieć dlaczego. Sądziła, że problem nie leży w materiale, ale w psychice. Co tu zrobić?
Na szczęście z pomocą przyszedł jej niezawodny "Wiodący Tytuł Prasowy", a konkretnie pewien artykuł. Pani redaktor zachęcała rodziców aby regularnie prowadzali swoje potomstwo na badania psychiatryczne. Wczesne badanie w zarodku pozwoli wykryć takie choroby jak antysemityzm lub faszyzm. Albo wykryje, że dziecko jest homoseksualistą co rodzice powinni zaaprobować i tolerować.
Mama Łukaszka namówiła tatę Łukaszka. Początkowo tata nie chciał, twierdząc, że ich dziecko nie musi się badać bo jest normalne. Doszedł jednak do wniosku, że jeśli jest zdrowe to badanie nic nie zaszkodzi i się zgodził, tym bardziej, że mama Łukaszka poparła wniosek zgodą na zakup nawigacji do samochodu.
Łukaszek jako nieletni nie miał nic do gadania, więc nie musiał się zgadzać, ba, nikt go nawet o zdanie nie spytał. I tak oto pewnego wieczoru udali się do specjalistycznego gabinetu na osiedlu.
- Nie na osiedlu, nie na osiedlu! - ryczał Łukaszek.
- Łukasz, jak ty się zachowujesz - strofowała go mama. - Gotowa jestem pomyśleć, że z tobą jest coś naprawdę...
- Co będzie jak ktoś znajomy mnie zobaczy? - gorączkował się Łukaszek. - Wszyscy będą myśleć, że mam coś z deklem!
Mama mu oznajmiła, że sama wizyta nie oznacza, że się ma coś z deklem i poszli do gabinetu na osiedlu. Pani psycholog była młoda, blada, miała nieobecne spojrzenie, włosy związane w kitkę i biały kitel. Pogadali sobie chwilę, Łukaszek opowiedział jej coś o sobie i pani psycholog dała mu papier, ołówek i poprosiła aby narysował zwierzątko.
- A czy mogę samolot?
- Nie. Zwierzątko - powtórzyła pani psycholog.
- A piłkarza?
- Zwierzątko.
- A samochód?
- Zwierzątko - odpowiadała pani psycholog nieznużonym, monotonnym, automatycznym głosem.
- A wojnę?
- No czy ty kurwa nie rozumiesz, że jak zwierzątko, to masz rysować zwierzątko a nie coś kurwa innego?! - eksplodował tata.
- Nie bij mnie! Nie bij mnie! - drżący Łukaszek zerwał się i ręką zasłonił twarz.
- No wie pan... - pani psycholog spojrzała podejrzliwie na tatę Łukaszka.
- On się tylko wygłupia! - tacie Łukaszka zrobił niewyraźną minę.
Pani psycholog chciała coś powiedzieć, ale Łukaszek klepnął ją solidnie w plecy i powiedział:
- Żartowałem. To co mam narysować?
- Zwierzątko - głos pani psycholog nie zmienił się nawet o pół tonu.
Łukaszek skrobnął coś w minutę i oddał kartkę. Pani psycholog popatrzyła na rysunek i poprosiła Łukaszka, aby zaczekał na korytarzu, bo ona musi porozmawiać z rodzicami. Łukaszek wyszedł.
- Proszę państwa, jest źle - oznajmiła pani psycholog beznamiętnym głosem osoby zapowiadającej odjazd pociągu i zaprezentowała im dzieło ich latorośli.
- Żyrafa - powiedział tata Łukaszka.
- Ma trzy nogi - szepnęła pani psycholog.
- Faktycznie - przyznała mama Łukaszka. - Ale czy to...
- To jest bardzo ważne proszę państwa - przerwała jej pani psycholog. - Zastanówmy się, co dziecko chce nam w ten sposób przekazać. Czy Łukasz lubi kaleczyć zwierzęta?
- Co też pani?! Nie!
- A czy lubi... - i przez kwadrans trwało poszukiwanie motywów kierujących łukaszkowym postępowaniem. Padały pytania o stolec, o kolegów, o to, czy uległ jakiemuś wypadkowi w dzieciństwie, czy kiedykolwiek ktoś go zmusił do poddania się innej czynności seksualnej, czy lubi pić krew świeżo ubitych zwierząt...
- Że co? - przeraził się tata.
- Widzi pan - szepnęła pani psycholog - Karol Kot, morderca z Krakowa, pracował w rzeźni i lubił zlizywać krew z ubijanych zwierząt. I nikomu nie wydało się to dziwne, a on potem zaczął napadać na ludzi. Więc teraz pytam na wszelki wypadek...
Pani psycholog pytała dalej, ale nie udało się ustalić niczego konkretnego.
- Trudno, musimy się umówić na następną wizytę - westchnęła pani psycholog i zaczęła wypisywać paragon.
Rodzice zawołali Łukaszka. Pani psycholog skserowała jego rysunek, kopię włożyła do teczki z napisem "Łukasz Hiobowski - historia choroby, diagnoza, leczenie", a oryginał wręczyła autorowi. Autor spojrzał na swoje dzieło, a potem sięgnął po ołówek i błyskawicznie dorysowal żyrafie czwartą nogę mówiąc:
- Ja pierdzielę, nogi jednej zapomniałem a wy nic nie mówicie...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jak zwykle genialne. :)))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#12714