Pies kręci ogonem, czy ogon - psem?

Obrazek użytkownika mona
Blog

Media są potęgą.
Jest to oczywiście truizm, ale jakże przedziwny... Bo kiedy dokładniej przyjrzeć się sytuacji - doprawdy nie wiadomo: pies kręci ogonem, czy ogon - psem? Kto właściwie jest spiritus movens spraw: politycy czy media?

Bez bicia, ale nieco poniżej zapodam, co mnie oświeciło, sprowokowało do łamania sobie głowy nad problemem "konia, który - jaki jest - każdy widzi". Niby widzi, ale...czasem zapalonemu oglądaczowi przychodzi do głowy ( nawet niekoniecznie do końca zapełnionej mózgiem), że coś w tym wszystkim jest głupiego, że cały bałagan polityczno - medialny kręci się jakby w odwrotną stronę.

Śledząc, z ciężkim zreszta niesmakiem, medialne panopticum zwane prawyborami, którym - w braku żądnej wrażeń telewizji - nie zainteresowałby się pies z kulawą nogą, jako że rzecz dotyczy jednej partii, snułam rozważania: jak to się dzieje, że nie można się od tego cyrku medialnego uwolnić, nie przeskakując na neutralne politycznie kanały.

Co mnie obchodzi Radek lub Bronek, na których nie będę głosować nawet pod sankcją topora? Dlaczego mnie tym zamęczają?

I nagle coś mi się przypomniało.

Pisałam kiedyś pewnemu osiołkowi konspekt do trudnego tematu "Wiosny Ludów", którą zniecierpliwiona "pani" uraczyła osiołka w ramach represji. Musiało być zrobione porządnie, a na dodatek zjedliwe i w miarę krótko...paskudna robota. Jednak osiołek był ewidentnie zagrożonym osiołkiem rodzinnym, miał rodziców z branży daleko odbiegającej od nauk humanistycznych - padło na mnie.

Nie jestem historykiem, nie byłam specjalistką od detali "Wiosny Ludów" ( a kto, poza fachowcami, jest?), więc zadanie było dość "umęczliwe". Jednak obrabiając mozolnie ten nieszczęsny konspekt, zauważyłam jedną ciekawą rzecz: sprawa zaczęła się w końcu od rozruchów g ł o d o w y ch, a kończyła nieodmiennie i dowcipnie "wolnością wyznania, myśli, słowa i druku", wszędzie tam, gdzie następowały jakieś ustalenia.

A przecież wydarzenia poruszyły samo serce Europy i z wolnością mediów miały początkowo niewiele wspólnego.
I kto wygrał?

Oczywiście te same deklamacje zdarzyły się już przy okazji Rewolucji Francuskiej. Trudno się dziwić, że ludzie Oświecenia pragnęli wolności słowa, ale co z tego miał - powiedzmy - chłop, który teoretycznie miał być producentem żywności, której brak był zwykle samym jądrem wydarzeń?

Już widzę, jak tenże chłop czytał - a czytał, delektując się ideami Monteskiusza, Diderota, Woltera...I napawając się wolnością wysokiego czynszu dzierżawnego, na który zamieniono mu poddaństwo.

Zostawmy chłopów. Miało być o mediach.
Powiedzmy, że od tej pory mozolnie wywalczały sobie drogę pod górkę, bo zawsze znalazła się jakaś "trzecia strona" medalu, która je spychała w dół, przymykając buzię cenzurą. Żadnej władzy nie może podobać się pełna wolność mediów, ale każda chętnie korzystała z medialnych możliwości. Sprawa odbywała się na zasadzie "kroczek naprzód, kroczek w tył", ale kroczków do przodu było coraz więcej - ostatecznie ludzie pióra to był niegdyś intelekt w czystej postaci, niezależnie od wyznawanych poglądów.

Były to czasy...

Kiedy wreszcie dałam za wygraną, machnęłam ręką na perfidne urządzenie zwane telewizorem i umościłam się z pierwszą - lepszą książką na łożu - zadziałał palec boży.
Jestem wieśniarą, mieszkającą daleko od szosy, nowości raczej łykam natychmiast, więc pozostaje mi żelazny zestaw lektur czytliwych zawsze, ukochanych - i dostępnych na własnych półkach.

Trafiło na "Płomienie gniewu" Wilbura Smitha - czas okrutnych i okrutnie tłumionych walk murzyńskich gett z coraz groźniejszym apatrheidem. Książka wprawdzie zaczytana do bólu, ale dobra literatura ma tę cechę, że zawsze się coś przegapi "lecąc za akcją", a przegapione zauważa się w dziesiątym czytaniu.

Jest tam taki fragment: młoda, zdolna, wściekle głodna sukcesu dziennikarka amerykańska robi reportaż z krawych wydarzeń, "kręcąc się" w warstwach decydenckich ich sprawców i chętnie wylatując z dessous, jeśli może to posłużyć sprawie.
Nie daruję sobie, zamiast łamania głowy "jak to opisać" - przytoczę kawałek tekstu:

- Twoim obowiązkiem jest przedstawianie rzeczywistości, a nie jej zmienianie.(...) Jesteś dziennikarką, a nie Wyrokiem Opatrzności.
- Jeżeli w to naprawdę wierzysz, jesteś naiwny - uśmiechnęła się. - Kreujemy i niszczymy władców.
Shasa spojrzał na nią tak, jakby widział ja po raz pierwszy.
- Boże, ty też, jak wszyscy inni, bierzesz udział w walce o władzę.
- Bo tylko to się liczy, chłopcze.
- Jesteś niemoralna.
- Nie bardziej niż ty.
- Ależ tak. My jesteśmy gotowi podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Ty niszczysz, a następnie, bez żadnych wyrzutów sumienia, tak jak dziecko odrzucajace zniszczoną zabawkę, zajmujesz się nowa sprawą, dzięki której będziesz mogła puścić więcej reklam.
(...)
- W telewizji amerykańskiej wykreowałaś się na znawcę południowej Afryki tylko z jednego powodu. Nie dlatego, że obchodzi cię los czarnej ludności, ale po prostu dlatego, że czujesz w powietrzu krew i przemoc. (...)
- Ty bydlaku - warknęła. - Chcę spokoju i sprawiedliwości.
- Kochanie, pokój i sprawiedliwośc nie dają dobrych ujęć. Jesteś tu po to, by filmować zabijanie i krzyki, a jeśli to się nie wydarzy odpowiednio szybko, no cóż, postarasz się to przyspieszyć.

Był to jakiś dzień wspomnieniowy, bo naszło mnie kolejne: przypomniała mi się nagle walka Tuska z cieniem, kiedy to po wygranych wyborach pyskował i pyskował, wojował z Jarosławem Kaczyńskim tak intensywnie, że rozpaczliwie szukałam po googlach jakichś przegapionych wypowiedzi JK, dających powód do tego wściekłego "odpierania ataków".

Sprawę wyjaśnił sam Jarosław Kaczyński. - "Od trzech miesięcy nie powiedziałem słowa".

Czy Tusk brał wtedy odpowiedzialnośc za jakieś decyzje? A tym bardziej - był gotów ponieść konsekwencje?

Komu ten jednostronny "krwawy pojedynek" służył bardziej? Kto go wywołał - i po co? Kto postarał się "przyspieszyć" wydarzenia, których tak naprawdę nie było?

Pies kręcił ogonem - czy ogon psem?
Czy wszystko miało służyć bardziej intensywnej sprzedaży "Ranigastu" i innych preparatów "higienicznej czystości" w kibelku i inkasującym kasę za pokazywanie "wojownika" - Tuska między podpaskami a preparatem na zgagę?

Czy wysokie umawiające się strony choć raz pomyślały o ...Polsce?

Acha, żeby nie było tak ponuro - ciekawostka ze słowem "Polska " w tle. Weszłam do salonu na sam koniec "Kawy na ławę" i ze zdumieniem usłyszałam mocno wzburzonego Palikota ( no, muszę użyć...) pyskujacego w kwestii: "nie wolno tak mówić o prezydencie Polski".
- Wypił coś? - zaindagowałam dyrektora pilota.
Ale zostałam poinformowana, że mowa o ...Jaruzelskim.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Czy Tusk brał wtedy odpowiedzialnośc za jakieś decyzje? A tym bardziej - był gotów ponieść konsekwencje?"

trudno jest wygrać z kimś, kto obiecuje wszystko

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#53429

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#53459

ogladać, dzięki

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mona

#53471