Tusk - zakompleksiony nieudacznik . Czy zostanie prezydentem?

Obrazek użytkownika Rewizor
Blog

Jeszcze niedawno Donald Tusk uchodził za niemal stuprocentowo pewnego zwycięzcę najbliższych wyborów prezydenckich. Wprawdzie notowania jego rządu słabły, ale w sondażach miał poparcie co najmniej dwóch trzecich Polaków.

W dodatku sytuował się – w odróżnieniu od prezydenta Lecha Kaczyńskiego – w czołówce najpopularniejszych polityków. Wydawało się, że nic nie może mu przeszkodzić na drodze do prezydentury, zwłaszcza że Tusk jest praktycznie jedynym realnym rywalem Kaczyńskiego.

Ale pod koniec roku trajektoria politycznej kariery Tuska nagle się załamała. Premier dowiedział się o tym z utajnionych wyników badań opinii publicznej, wcześniej od ogółu obywateli, a obserwatorzy sceny politycznej wyczuli, że coś jest nie w porządku, kiedy Tusk nagle zaczął się usprawiedliwiać z błędu, jakim była jego małostkowa odmowa udostępnienia samolotu Lechowi Kaczyńskiemu lecącemu do Brukseli.

Niedawno dowiedzieliśmy się, że prawie 70 proc. Polaków krytycznie oceniło w sondażu brak szacunku okazywany Prezydentowi RP. Do osobistego błędu Tuska trzeba jeszcze dodać chamstwo jego totumfackich – zwłaszcza Palikota, Komorowskiego, Niesiołowskiego, Nowaka i paru innych eksponowanych w mediach polityków. Wszystko to razem zburzyło wizerunek spolegliwego Tuska, który rok temu obiecywał „politykę miłości”. Incydent z samolotem ukazał prawdziwą twarz premiera. Miliony Polaków nagle zobaczyły w telewizji twarz Tuska wykrzywioną w grymasie nienawiści. I to był moment zwrotny, od którego zaczęła się katastrofa.

14 października w komentarzu Tusk do Pucka napisałem : „Dziś już mogę przyjmować zakłady, że Tusk nie zostanie prezydentem Polski. Historia z samolotem pokazała, że brak mu rozwagi, politycznej zręczności, zdolności przewidywania, a przede wszystkim prezydenckiego formatu. Może natomiast zostać prezydentem Pucka albo Kościerzyny”.

Ostatnie wyniki badań opinii zdają się potwierdzać tamtą moją prognozę. W ogłoszonym 3 grudnia w Wirtualnej Polsce sondażu firmy Gemius negatywne oceny Tuska po raz pierwszy od wyborów przeważają nad pozytywnymi. 41 proc. badanych mówi o nim z aprobatą (ale tylko 2 proc. ocenia go zdecydowanie dobrze), natomiast 44 procent negatywnie ocenia pracę premiera (w tym 18 proc. zdecydowanie źle).

Moim zdaniem, jesienią 2008 roku Tusk ostatecznie stracił realne szanse na prezydenturę. Może miałby szansę wygranej, gdyby nie upajał się słupkami sondaży i trzeźwiej oceniał rzeczywistość – zdążyłby wówczas w porę wycofać się z premierowania, nie budząc podejrzeń, że tchórzliwie ucieka z niebezpiecznego stanowiska, na którym może wytrwałby człowiek o formacie Jarosława Kaczyńskiego, ale nie lękliwy i zakochany w sobie Donald zwany słońcem Peru.

Pierwszym powodem jego bardzo prawdopodobnej porażki jest pechowe kierowanie rządem w dobie nasilającego się kryzysu, kiedy trzeba podejmować bolesne dla społeczeństwa decyzje. Tusk mógłby szukać ratunku, wycofując się z kierowania rządem, lecz dzisiaj jest chyba na to już za późno. Zmiana sternika pogorszyłaby tylko jego notowania – Polacy odebraliby to jako kapitulację fanfarona, który zapowiadał wyborcom drugą Irlandię i gruszki na wierzbie. A poza tym – kto miałby zostać następcą Tuska? Schetyna ze swym wizerunkiem prowincjonalnego cwaniaka? Komorowski z bagażem podejrzeń o związki z WSI? Polacy dostrzegają już, że ławka PO jest jeszcze krótsza od ławki PiS, gdzie poza Kaczyńskim jest Ziobro, Natalli-Świat, Wasserman, Kowal i jeszcze paru polityków, których można traktować poważnie.

Drugą przyczyną nadciągającej katastrofy jest rozkręcona przez Platformę (ale i osobiście przez samego premiera) kampania nienawiści skierowana przeciwko prezydentowi i PiS-owskiej opozycji. Nie da się jej nagle powstrzymać, bo ostentacyjna nienawiść stała się zasadniczym elementem polityki obecnego premiera. Nic nie pomogą umizgi Tuska i jego deklaracje, że chce teraz zmienić swój stosunek do Prezydenta RP. Musiałby wywalić na zbity pysk Komorowskiego, Schetynę, Nowaka i stado błaznów w rodzaju Niesiołowskiego, Palikota lub Chlebowskiego. Oznaczałoby to wojnę domową w Platformie, a jej skutki jeszcze bardziej pogrążyłyby Tuska w oczach wyborców.

Po roku premierowania Tusk znalazł się na równi pochyłej, z której nie ma chyba odwrotu. Za kilka miesięcy wyniki jego sondaży będą tak marne, że raczej nie zaryzykuje startu w wyborach prezydenckich. A jeśli zaryzykuje – przegra z Kaczyńskim tak jak już raz przegrał w 2005 roku, co przyprawiło go o chorobliwy kompleks i stało się ważną przyczyną politycznych niepowodzeń.

Załóżmy jednak, że szef Platformy pozwoli wystartować do walki z Lechem Kaczyńskim komuś innemu (osobiście nie wierzę, bo Tusk jest klasycznym narcyzem, typowym psem ogrodnika, który sam nie zje, ale i drugiemu nie da).

Kim mógłby być ów rywal Kaczyńskiego – Wałęsa, Cimoszewicz, Sikorski, a może Pawlak? Proszę wybaczyć, ale nie zamierzam zajmować się fantastyką polityczną. Na korzyść prezydenta Kaczyńskiego przemawia blask urzędu, ogromny aparat polityczny, dowiedziona odwaga osobista, patriotyzm, wizja przyszłości i gotowość twardej obrony polskiej racji stanu. Za Kaczyńskim staną związki zawodowe, rolnicy i zwyczajni Polacy, którzy mają po dziurki w nosie aroganckich przedstawicieli elit. Jest to elektorat który bez trudu pokona kandydatów obozu III RP. Społeczność internetowa - w odróżnieniu od wyborów 2007 roku - jest dziś zdecydowanie antyrządowa. I nie ma w tym nic dziwnego - młodzież głosuje zwykle przeciw władzy.

Obecne elity wiedzą, że każdy ich kandydat może się potknąć – tak samo jak potknął się w 2005 człowiek, którego już przed wyborami reklamowano na wielkich plakatach z pyszałkowatym podpisem „Prezydent Tusk”. I dlatego właśnie miotają się dzisiaj między chamską nienawiścią do Kaczyńskiego odbierającą im poparcie wyborców i obłudnymi komplementami wystawiającymi Platformę na śmieszność.

Ernest Skalski, usłużny publicysta rządzącej formacji, próbuje dzisiaj pogrążyć Lecha Kaczyńskiego przedstawiając go jako pechowego nieudacznika ( Mamy pecha ). Skalski, stary manipulant, wywraca kota ogonem, aby przesłonić katastrofę Tuska. Ale przecież każdy widzi, że to Tusk jest nieudacznikiem i beznadziejnym pechowcem.

Zbliża się dzień, kiedy będzie można sprawdzić, kto miał racje – ja czy Skalski. Nie odmówię sobie tej satysfakcji, by zacytować jego opinię z 3 grudnia 2008 r.

Ocena wpisu: 
Brak głosów