O skutecznym zwalczaniu amerykańskiej stonki

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj


Szkoda, że S. Niesiołowski nie użył słynnej sms-owej frazy A. Halbera, kwitując bezprawne odwołanie szefa CBA przez premiera, bo słowo „szkodnik” jakoś brzmi zbyt delikatnie w ustach człowieka o starganych nerwach. Co ciekawsze, do tej stylistyki owadobójczej nawiązał też wesoły krakowski socjolog, J. Flis, który, stwierdziwszy, że należy na sprawę Kamińskiego spojrzeć chłodnym okiem, orzekł chłodno:

„Tak jak nie powinno się lekceważyć ani tych afer, ani roli CBA w ich wykryciu, tak nie sposób nie dostrzec niezwykle groźnych zjawisk w całej tej sprawie – kolejnych dowodów na polityczne zaangażowanie Mariusza Kamińskiego. To nie jest zwykła nadgorliwość – to jest nadgorliwość niezwykle szkodliwa.”

Nie tylko więc szkodnik, ale i niezwykle nadgorliwy szkodnik. Pominę może już składniową dwuznaczność przywołanego wyżej fragmentu, domyślamy się bowiem, że wesołemu socjologowi nie chodzi o to, iż koncentrowanie się na aferach i roli CBA jest nadgorliwością niezwykle szkodliwą – domyślamy się również, że działalność szkodników musi być stopniowalna. Zwykły szkodnik coś tam sobie ryje jak termit i mało kto zwraca sobie nim głowę. Niezwykły szkodnik ryje nieco głębiej i dotkliwiej – gorliwie; jest już niebezpieczny. Najgorszy jednak jest szkodnik nadgorliwy niezwykle („była to sprawa specjalnie "hodowana", by móc ją wykorzystać w momencie, gdy będzie bardziej szkodziła premierowi”). Bogu jednak dzięki przychodzi sprawiedliwa kara na takiego nadgorliwca i jego hodowlę na zdrowym ciele państwa.

Czy jednak kara jest współmierna do zniszczeń spowodowanych przez owada? Flis wszak dorzuca: „Kamiński zdaje się myśleć w kategoriach wojny totalnej, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Urzędnik oskarżony o nieprawidłowości powinien je w pierwszej kolejności chłodno wyjaśnić, nie zaś odpowiadać medialnymi kontroskarżeniami. Zanim jednak zacznie wskazywać belkę w cudzym oku, powinien najpierw sprawdzić czystość własnego.”

Nikt zatroskany o zdrowie państwa nie ma chyba wątpliwości, że jak ktoś zdaje się myśleć (zdaje się myśleć, zauważmy) w kategoriach wojny totalnej, to należałoby go przede wszystkim obezwładnić, nim tę wojnę wywoła. Samo zaś zwolnienie ze stanowiska nie wydaje się dostatecznie skutecznym sposobem zwalczania szkodnika, bo to tak, jakby wygonić stonkę ziemniaczaną z jednego pola na inne. Kto zagwarantuje, że taki owad odpędzony zdecydowanym gestem premiera, nie powróci od innej strony z całym rojem? „Jak to się dzieje, że CBA przecieka tylko wtedy, gdy jest to szkodliwe dla przeciwników politycznych szefa?” Otóż to. Termit nie działa sam. Stonka też. „Kamiński nie niszczyłby swojej wiarygodności, gdyby rozpoczęciem walki z premierem, przeprowadził śledztwo we własnych szeregach i wyrzucił osobę odpowiedzialną za wyciek materiałów operacyjnych do mediów.”

Pominę znowu niegramotność sformułowania „gdyby rozpoczęciem walki (…) przeprowadził śledztwo”, bo może chodziło socjologowi po prostu o rozpoznanie walką albo o dorzucenie jeszcze paru słów, lecz myśl Flisowi uciekła w diabły w trakcie burzy mózgu, a i były pewnie ważniejsze rzeczy do powiedzenia. Krakowski badacz szkodników stwierdza wszak, że partie opozycyjne źle by się czuły, gdyby za ich rządów na czele CBA stał ktoś, jak dodaje Flis, „nieusuwalny” i będący z partii opozycyjnej, taki np. jak K. Miodowicz. No ale akurat tenże Miodowicz zasłynął przed paroma laty akcją z A. Jarucką, więc tu chyba nie najlepszy wzorzec personalny przyłożony. Przy następnej okazji, np. w trakcie jakiegoś występu w TVP Info może ciekawszy przykład Flis znajdzie. Chociaż może nie ma tu przypadku, bo przecież Miodowicz dopiero co stwierdził: „Działania Kamińskiego są szkodliwe dla Polski, jego odwołanie leży w interesie państwa polskiego i jego bezpieczeństwa”, wskazując przy okazji na szafę Kamińskiego, o którą toczy się gra. Przypomina to trochę grę o materiały Komisji Likwidacyjnej WSI, kiedy to niejeden wychodził ze skóry, żeby nareszcie dokumenty wróciły w stare i pewne, posowieckie ręce, ale to pewnie przypadek, a poza tym CBA akurat tym się różni od służb sowieckich, że z sowietyzmem nic nie miało wspólnego. Taką zarazę więc tłucze się jak amerykańską stonkę – bo to wolny kraj.

http://www.rp.pl/artykul/377082_Belka_w_oku_Kaminskiego.html
http://wyborcza.pl/1,76842,2893452.html
http://polskatimes.pl/stronaglowna/172383,gra-o-szafe-w-ktorej-szef-cba-moze-miec-materialy,id,t.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów