Niepodległość?

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

K. Morawiecki problematyzując dość nieskomplikowaną, według mnie, kwestię niepodległości, mimowolnie wpisuje się w ten nurt komentatorów naszej współczesnej historii, z którym, jak sądzę, nie chciałby być łączony, czyli piewców III RP. Ja uważam, że niepodległość nie tylko nie jest stopniowalna, ale i nie da się podzielić na zewnętrzną i wewnętrzną (tak jak to czyni Morawiecki), podobnie zresztą jak wolność. Albo się ją ma, albo nie. Owszem, można mówić o stopniowalności, a nawet dokonywać jakiejś stratyfikacji i klasyfikacji zniewolenia, dokładnie tak samo, jak przeprowadza się skomplikowane podziały dotyczące tego, co uchodzi za przestępstwo, zbrodnię, czyn karalny, moralne zło itd. Jest bowiem różnica między kieszonkowcem, seryjnym mordercą oraz komunistycznym czy hitlerowskim ludobójcą, mimo że każdy z nich popełnia zło. W przypadku jednak kwestii wolności nie możemy mówić, że ktoś jest bardziej wolny od kogoś innego i nie ma też sensu twierdzić, iż jakieś państwo jest bardziej niepodległe od innego. Należy raczej badać różnice w stopniu zniewolenia stosownie do zakresu ograniczeń swobód obywatelskich – inaczej bowiem żyje się ludziom w kraju okupowanym, a inaczej w kraju jedynie satelickim. Różne także mogą być rodzaje okupacji, co widać było na przykładzie powojennych Niemiec – część okupowana przez ZSSR stanowiła komunistyczny obóz koncentracyjny w przeciwieństwie do części okupowanej przez zachodnie siły alianckie.

Oczywiście zagadnienie tego, czy Polska jest krajem niepodległym, jest bardzo ważne i warte dyskutowania, wydaje się jednak, że w sytuacji, gdy co jakiś czas to pytanie sobie zadajemy (a przynajmniej niektórzy z nas sobie je stawiają), odpowiedź nasuwa się sama i to bez jakiegoś długiego deliberowania: Polska niepodległa po prostu nie jest. Gdyby bowiem była, tego rodzaju wątpliwości czy pytania zwyczajnie nie przychodziłyby nam do głowy. Należy zatem zastanowić się, na czym polega zniewolenie Polski oraz jaka jest skala tego zniewolenia.

Morawiecki uważa, że możemy dziś mówić jedynie o tzw. niepodległości zewnętrznej, tj. na poziomie międzynarodowym, tak jakby zależność Polski od eurokratów brukselskich i absurdalnego, neosocjalistycznego „prawa unijnego”, jak też forsowanie na siłę „unii walutowej”, nie były dostatecznymi dowodami na to, jak bardzo jesteśmy podlegli strukturom międzynarodowym (w przypadku „UE” z decydującym, jeśli chodzi o nasze sprawy, głosem Niemiec). Morawieckiemu nie przeszkadza też najwyraźniej liczebność i stan polskiej armii, która wnet stanie się czymś w rodzaju firmy ochroniarskiej pilnującej polskiej zony w superpaństwie. Pomijam już notoryczne wtrącanie się krajów „starej unii” oraz Rosji w nasze sprawy i służalczość przedstawicieli polskiej „partii zagranicy”. Jeśli w takich warunkach można mówić o niepodległości na poziomie międzynarodowym, to chyba tylko z dużą nutą szyderstwa.

Problem najważniejszy polega jednak nie na tym, że polskie, pożal się Boże, elity, nie wiedzą (i nie chcą wiedzieć), czym jest i czym ma być niepodległość, ale że sami, zwykli, płacący podatki Polacy tego nie wiedzą. Dzieje się tak po pierwsze dlatego, że idea niepodległości została dwukrotnie skompromitowana po wojnie - raz za peerelu, drugi raz za neopeerelu - i właściwie więcej kompromitowana być nie musi, ponieważ Polacy sobie najwyraźniej odpuścili myślenie w kategoriach obywatelskiego, podmiotowego patrzenia na własne państwo. Wystarczy im bowiem teraz pobliskie centrum handlowe jako „mała ojczyzna”, w której mogą się swojsko poczuć, zwłaszcza jak są jakieś fajne promocje. Za peerelu wmawiano Polakom, że „Ludowa” to jak najbardziej normalny, wolny, no, wprawdzie związany sojuszem z bratnim „Krajem Rad”, ale niepodległy kraj, w którym przecież działają polskie szkoły, biblioteki, teatry, muzea, uczelnie itd. Za neopeerelu powtarza się także, że mamy zupełnie normalny, wolny, niepodległy kraj, mimo nierozliczenia komunizmu, mimo czerwonej pajęczyny, mimo starej i nowej nomenklatury, mimo cywilizacyjnego zacofania i mimo wszechobecności sitw na wszystkich szczeblach państwa, biznesu, nauki, kultury.

Idea niepodległości jest dla Polaków nieczytelna, jeśli nie bezsensowna, także dlatego, że (po drugie) idea narodu została dwukrotnie po wojnie skompromitowana. Za peerelu mówiono o narodzie polskim, mimo że o jego sprawach decydowało komunistyczne, zrzucone przez armię czerwoną (i przez nią strzeżone) politbiuro, a przede wszystkim kremlowskie cepy. Rozwijano „kulturę narodową” ale w taki sposób, by zamieniała się stopniowo w folklor (i była wypierana przez dehumanizującą, rusyfikującą nas „kulturę sowiecką”), nie zaś w europejską potęgę, a już broń Boże, w jakieś środowisko wolnej, śmiałej myśli. Od myślenia wszak byli marksiści od Krońskiego poczynając, poprzez Schaffa, na różnych Wiatrach i Pastusiakach kończąc, choć i ci wszyscy pracowali w życiodajnym cieniu Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Naród polski tak naprawdę to była zbiorowość jedna z wielu w „socjalistycznej bratniej rodzinie”, zaś pojęcie narodu wiązane z katolicyzmem, wolnością i heroicznością było wyszydzane jako anachroniczne, anarchistyczne („pobrzękiwanie szabelką”, „liberum veto”), nacjonalistyczne i generujące ksenofobię.

Za neopeerelu tę ostatnią myśl nie tylko przejęto, lecz i systematycznie ugruntowano. Polaka miał zastąpić „obywatel europejski”, rzecz jasna niespecjalnie religijny (jeśli już to nowocześnie religijny, poruszający się w ramach dogmatyki lewicy laickiej a la J. Turnau czy późny L. Kołakowski), nieksenofobiczny i nienacjonalistyczny. Zaczęto wałkować hasło o przestarzałości „państwa narodowego”, co miało być odpowiedzią na zjawisko rozpływania się obywateli poszczególnych „regionów unii” w superpaństwie. To że akurat rozpływać się mieli reprezentanci peryferii, a nie np. dumne narody Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii, polskim kosmopolitom (spośród których wielu jeszcze do niedawna krzewiło i zgłębiało wiecznie młodą myśl Lenina) wcale nie przeszkadzało, w czym zresztą byli oni konsekwentni jako ludzie działający świadomie na szkodę narodu polskiego i polskiej kultury.

Dziś Polacy sprawiają wrażenie ludzi nieprzytomnych, jakby całkowicie pochłonęły ich zakupy i wielokanałowa telewizja. Może boją się wyjrzeć spoza tych zasłon, by dostrzec potiomkinowską wieś zwaną III RP, albo też wiedzą, że żyją w byle jakiej, beznadziejnej Polsce i jest już im to zupełnie obojętne. Można więc to porzucenie przez współczesnych Polaków idei niepodległości i idei państwa narodowego skwitować tak, że „elity” (a ściślej uzurpatorzy) peerelu i neopeerelu odniosły sukces. Ujarzmiły ducha sprzeciwu. Czy na zawsze? Zobaczymy.

http://www.rp.pl/artykul/451366_Morawiecki__Narod_w_polowie_niepodlegly.html
http://www.pb.pl/2/a/2010/03/25/Euro_najnizej_od_maja_2009

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

... z tą filozofią zaplątałeś - bo jeśli można stopniować zniewolenie, to, daruj, można stopniować i wolność. (Choć zgoda, że propagandowo to mogło być fajne posunięcie, a to nie jest oczywiście bez znaczenia.)

Poza tym pełna zgoda!

Masz u mnie 9, a nie 10, bo to zaplątanie tak na samym początku i jako domorosły filozof nie mogłem nad tym przejść do porządku. Ale to bardzo, poza tym, sensowny tekst. Jak zwykle zresztą u Ciebie.

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
http://bez-owijania.blogspot.com - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#52934

W pewnym momencie odniosłem wrażenie że i tak nie wielu tego "słucha" bo stało się to tak oczywiste że wielu z nas po prostu łypnie okiem a FYM ..wiadomo ..

Tak sobie myślę że i wierchuszka pomału przyzwyczaiła się do utyskiwania na dołach przyjmując to za kontrolowane "spuszczanie" pary spod kotła .

Czy ty Fymie nie widzisz tego , czyżbym to ja stając na "wyższym wzniesieniu" widział to nieco inaczej bardziej ostrzej i bez przysłony ..

Warto byłoby miast marnować cenną parę na takie czy inne memento morii przekierować siły do pracy twórczej jakże w takim momencie na czasie by nie marnować naszych sił na deliberowanie o sprawach oczywistych . Wejdź zatem w siebie głęboko i sprawdź czy mógłbyś pomóc tym którzy wierzą w odrodzenie się na nowo Rzeczpospolitej ale zupełnie w innym wymiarze , o zupełnie innej IDEI I KONSTRUKCJI.
Jestem o tym dogłębnie przekonany że i bliskiej Twemu sercu.

FYM-ie nie patrząc na innych , spójrz tam w siebie , gdzie reszta nie ma dostępu , gdzie jesteś absolutnie wolny . Zadaj sobie wówczas pytanie czy nie warto byłoby pomóc tym, którym przydałoby się i twoje "pióro" ..

Info znajdziesz pod linkiem :
http://niepoprawni.pl/blog/438/co-dalej-polsko-nurniflowenola-probuje-odpowiedziec-na-twoje-pytanie

pozdrawiam

............................

"Pozwól mi Panie bym stał się narzędziem Twej sprawiedliwości"
http://andruch.blogspot.com/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-----------------------------------------

Andruch z Opola

http://andruch.blogspot.com

#52937

Osobiście inaczej odebrałem tekst Morawieckiego, raczej jako zdefiniowanie stanu ducha w społeczeństwie, a w każdym razie w jej warstwie, która mieni się być przywódczą.
Uważam, że Morawiecki prawidłowo to opisał.
Andrzej.A

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Venenosi bufones pellem non mutant Andrzej.A

#52967

możliwości spłaty zaciągniętych kredytów!
Spadła za Tuska zdolność konsumpcyjna jak i kredytowa!
A rozbudzona za rządów PiS wysoka konsumpcja to jeden z istotnych elementów dodatniego pkb w l.08-09.
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#53020