Bij Ruska (1)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

line-height:115%;Times New Roman","serif"">Jedną z największych imprez sportowych, zorganizowanych w latach 50. w Polsce Ludowej były Mistrzostwa Europy w boksie, które odbyły się w dniach 18-24 maja 1953 w Warszawie.
 
W imprezie olbrzymi sukces odniosła polska reprezentacja, trenowana przez legendarnego Feliksa Stamma, zdobywając 5 złotych medali. Złoci medaliści: Henryk Kukier, Zenon Stefaniuk, Józef Kałuża, Leszek Drogosz oraz Zygmunt Chychła stali się narodowymi bohaterami.
 
Szczególnie owacyjnie przyjmowano każde zwycięstwo Polaka nad Sowietem. Nastrój sali był bowiem niezwykły. „Entuzjazm dla zawodników polskich – zapisała w dzienniku Maria Dąbrowska - wyrażany krzykiem i oklaskami można tylko porównać do huku morza w czasie sztormu. To było ogłuszające. A kiedy po piątym zwycięstwie wielotysięczny tłum zaczął gromowym głosem „Jeszcze Polska nie zginęła” – i śpiewał, jak my nigdy nie śpiewamy – łzy pociekły mi z oczu i na usta cisnęły się słowa: „A kiedy śpiewa chór, drży serce wroga”. Zrozumiałam, że to „pod boks” naród odkuwa się za wszystkie swoje upokorzenia. Śmieszne, ale to była wielka manifestacja patriotyczna”.
 
Zawodnicy sowieccy spotkali się z wrogim przyjęciem zdecydowanej większości polskiej publiczności, co nie uszło uwadze partyjnych i ubeckich nadzorców. Wydział Propagandy i Agitacji KC PZPR w swym sprawozdaniu zauważył, iż „zachowanie się sali, mimo naszych dużych wysiłków, do końca nie było w pełni właściwe. Charakterystyczną jest dwulicowość w postawie wielu osób pośród publiczności, które jawnie manifestowały swoje reakcyjne sympatie, tak długo, póki nie czuły w pobliżu obecności grupy komunistów inaczej reagujących, gdy orientowały się w sytuacji, z miejsca „zmieniały front”, oklaskując zawodników radzieckich i z krajów demokracji ludowej”. 
 
O powszechności takich reakcji świadczyło to, iż dotyczyły one zarówno „ młodzieży, wojskowych jak i wyższych pracowników państwowych”. Autorzy sprawozdania z ubolewaniem stwierdzali, iż „postawa aktywu partyjnego i ZMP na sali (prócz 300-400 towarzyszy, którzy przychodzili specjalnie poinstruowani) była bardzo mało aktywna, nie odczuwało się jego obecności w momentach drażliwych politycznie. To wskutek tego nadawała nieraz niezbyt liczna, ale znacznie bardziej aktywna, reakcyjna hołota”.
 
Ponadto polscy opiekunowie reprezentacji sowieckiej nie wywiązali się właściwie ze swych obowiązków, gdyż „ujawniło się wrogie lub niechętne nastawienie niektórych pracowników GKKF wobec Związku Radzieckiego, którzy traktowali opiekę nad drużyną radziecką jako „wysługiwanie się” i usiłowali forsować w Komitecie Organizacyjnym rozmaite kroki, sprzeczne z naszymi interesami i nastawieniem towarzyszy radzieckich”.
 
Wedle wspomnień Marii Dąbrowskiej publiczność zagrzewała polskich bokserów walczących z sowieckimi okrzykami typu: „Bij go w przyjaźń”, „Bij go w Jałtę”, czy teżbardziej dosadnymi: „Zabij Ruska”, „Zarżnij gnoja”.
 
Z kolei Leopold Tyrmand wspominał, iż „rzucił mi się w oczy sfanatyzowany kibic, z pianą na ustach, dopingujący Kasperczaka słowami: „Zabij Ruska! Zarżnij gnoja!”, w którym nie bez zdumienia rozpoznałem starannie rozpłyniętego w tłumie dyrektora warszawskiej Polonii, czy męża zaufania partii w stołecznym przemyśle hotelarskim”. Na rozgrzanej obserwowaniem walk publiczności wielu komunistów stawało się na moment Polakami, a gęsty tłum kibiców gwarantował im anonimowość.
 
Polscy kibice pokazali prawdziwy, nie propagandowy, stosunek znacznej części Polaków do „przyjaźni” ze wschodnim sąsiadem. „Tak to się mści – napisała Dąbrowska – wszystko co narzucone”.  
 
Mistrzostwa cieszyły się ogromnym zainteresowaniem Polaków, transmisji radiowych z Hali Gwardii słuchały miliony. W jednostkach wojskowych plany zajęć układano w ten sposób, aby żołnierze mogli relacji słuchać przez megafony.
 
Oczywiście w prasie sportowej nie znalazły się żadne informacje o tych antysowieckich nastrojach polskich kibiców. Czołówki peerelowskich gazet krzyczały: „Bokserzy radzieccy mistrzami Europy”, „Zwycięsko radzieckiej szkoły boksu”, „8 tytułów mistrzowskich i 8 wicemistrzowskich zdobyli reprezentanci sportu ludowego”.
 
Pomimo, iż Polacy byli największymi bohaterami mistrzostw tytuł najlepszego pięściarza mistrzostw przyznano oczywiście sowieckiemu bokserowi - Władimirowi Jengibarianowi, co nieżyjący już Leszek Drogosz skomentował krótko: „Takie było , widać polecenie partyjne. Zagraniczni sędziowie i trenerzy stawiali na Chychłę i na mnie. To Polacy zdecydowali, że nagrodę trzeba dać bokserowi ze Związku Radzieckiego”. Wspomina także, iż sowieccy pięściarze „mieli zakaz rozmawiania z nami, bo się nie odzywali. Czuło się od nich niechęć. Chodzili grupkami, z przewodnikiem, smutni jacyś”.
 
Pomimo wysiłków ubowcom nie udało się także wykryć „prowodyrów” tych „ekscesów”. Komunistyczne władze polskiego sportu wystosowały jednak do swych sowieckich odpowiedników nieoficjalne przeprosiny , w których poddano samokrytyce sposób organizacji mistrzostw oraz przyjęcie ekipy sowieckiej w Warszawie.
line-height:115%;Times New Roman","serif"">Cdn.
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

O naszym kolarzu Królaku,z wyścigu pokoju,już tez można książkę na pisać.

Jak reagował na chamstwo kacapskich kolarzy w czasie etapowych wyścigów.

Jak kacap chamsko wywalił Polaka z roweru,to podjechał pod kacapa i walił kacapa pompkom w łeb aż kacap walił się w raz z rowerem na ziemie.

Opowiadał mi tata,że ludzie szaleli z radości,gdy Królak obalał kacapa na ziemie,a były to lata 50 te.

A gest Kozakiewicza w Moskwie,ile Polakom sprawił radości,pokazując kacapom wała jak Polska cała.

10 dla ciebie,za przypomnienie,że w tamtych czasach,za ostrej komuny,Polacy czuli się Polakami,i wiedzieli że kacapy to wróg Polski.

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#361322

 

Stanisław Królak w roku 1952 wystartował pierwszy raz w Wyścigu Pokoju. Był pierwszym polskim zwycięzcą Wyścigu Pokoju w 1956 roku.
To, o czym wspomniałeś Marku, miało podobno miejsce w czasie pamiętnego wyścigu z 1956 roku. Wtedy to w trakcie przejazdu w tunelu trasy W-Z oraz w samej bramie przy wjeździe na warszawski Stadion Dziesięciolecia, Stanisław Królak podobno pobił pompką od roweru zawodników radzieckich. Z braku kamer telewizyjnych w tych miejscach, relacja ta istnieje wyłącznie jako opowieści świadków. Sam mistrz oficjalnie przed władzami Polskiego Związku Kolarskiego, przed mikrofonami radia i przed dziennikarzami prasowymi wielokrotnie zaprzeczał temu. Gdyby sie przyznał do tych "wyczynów", byłby skończony jako sportowiec i zapewne doczekałby się procesu sądowego z wyrokiem skazującym. 

W początkach lat '70 uprawiałem w klubie wyczynowo kolarstwo szosowe. Jako juniorowi, nie przysługiwał mi rower klubowy. Jeździłem na swoim prywatnym. Takie były czasy. Był to DDR-owski "Diamant" z 5-trybem nieparzystym od 13 zębów w górę i z "patelnią" 59 i 47 zębów. A gumy miał też DDR-owskie "Kowalit" klejone do obręczy elastycznym klejem "Skorolep". Kupienie w Polsce jakichkolwiek części do tej marki roweru było marzeniem. Ale w roku 1972 kolega dał mi adres pawilonu rowerowego w Warszawie przy ul. Marchlewskiego. Pojechałem.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy na szyldzie sklepu przeczytałem: "STANISŁAW KRÓLAK - rowery wyczynowe, części zamienne". Krew odpłynęła mi z głowy i poczułem, że nogi mam takie, jakby były z waty.
Mimo tego, że miałem wówczas 16 lat, zostałem potraktowany przez pana Stanisława jako bardzo poważny klient. Powiedziałem, że jestem jego fanem. On zapytał, jak mi się wiedzie i czy mam już jakieś sukcesy jako kolarz. Gdyby mnie o to zapytał rok później, miałbym się czym pochwalić, ale wtedy?...
O sławnym "wyczynie" Stanisława Królaka opowiadali mi moi rodzice. Bezpośredni kontakt z legendą polskiego kolarstwa był idealną okazją do tego, abym zapytał, jak to wtedy było z tymi Ruskimi i... pompką. Zaśmiał się, po czym rzekł:
- "Tak, to prawda, ale dla władz i gazet mówiłem, że nic takiego nie miało miejsca.
- Podczas jazdy na trasie kacapy zajeżdżali mi drogę, przepychali się, blokowali. Łamali wszystkie zasady fair-play. A ja nie mogłem nic z nimi zrobić. Dopiero kiedy "oberwałem się" peletonowi na kilkanaście kilometrów przed Warszawą, a "zawiesiło mi się na koło" tych dwóch kacapów, to w warszawskim tunelu trasy W-Z przyp****liłem jednemu, a drugiemu w tunelu stadionu X-lecia.
- Wiesz, dlaczego władzom i gazetom zaprzeczałem temu?
- Wiem, odpowiedziałem.
- Więc nikomu tego nie powtarzaj.

Na koniec pan Stanisław dał mi autograf, który złożył na... czapeczce kolarskiej, którą mi wręczył jako... podarunek.

Dla kibiców myślących po polsku "wyczyn Królaka" był przejawem niezależności Polski, swoistym buntem przeciwko supremacji wielkiego sąsiada i dowód, że nie ulegliśmy. Stanisław Królak w naszej pamięci już na zawsze pozostanie tym, który „im” pokazał! Zmarł 31 maja 2009 roku.

Na wspomnianej przez Ciebie Marku Letniej Olimpiadzie w Moskwie w roku 1980, - jednym z najbardziej znanych był konkurs skoku o tyczce, który wygrał Władysław Kozakiewicz, a miejsce drugie zajął Tadeusz Ślusarski. Mimo nieprzychylnego nastawienia publiczności oraz najzwyklejszych oszustw (otwieranie i zamykanie wrót stadionu powodowało zmianę kierunku wiatru) Polacy zwyciężyli faworyta, Konstantina Wołkowa. Kozakiewicz po wykonaniu zwycięskiego skoku pokazał publiczności słynny gest, który został nazwany jego nazwiskiem.

Ambasador ZSRR w PRL Borys Aristow domagał się odebrania Polakowi medalu, unieważnienia rekordu oraz dożywotniej dyskwalifikacji za obrazę narodu radzieckiego. Polskie władze sprytnie tłumaczyły gest skurczem mięśnia tyczkarza, który miał być spowodowany sporym wysiłkiem. Kolejne wytłumaczenie mówiło, że gest ten pokazywał pokonanie tyczki, inne, że w ten sposób Kozakiewicz okazał radość.

Jednak miał on o wiele szersze znaczenie, niż mogło się wydawać.

Pozdrawiam,
                  
________________________ 
"Stan skrajnej niewiedzy czasem potrafi doprowadzić
do stanu skrajnego ogłupienia". (Satyr)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#361348

O tym będzie w kolejnych odcinkach:))

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361355

... zawody sportowe w tamtych czasach, w których startowali sportowcy z ZSRR - były okazją dla Polaków do zademonstrowania swojego niezadowolenia z sowieckiej okupacji. Doping kibiców o takim wydźwięku "dodawał skrzydeł" naszym reprezentantom nie tylko w boksie. Wystarczy wspomnieć Wyścigi Pokoju, gdzie zacięta rywalizacja polskich kolarzy była szczególnie oklaskiwana nie tylko w dużych aglomeracjach, ale także na szosach w przysłowiowym Pcimiu Dolnym, Wąchocku i Swornych Gaciach :-) 
Pamiętam rywalizację Szurkowskiego, Hanusika, Czechowskiego z Lichaczowem. Ten ostatni często na trasie etapu był wygwizdywany. Ciekawostką było to, że kolarze niemieccy (z DDR-u) czy czescy - nie byli tak traktowani okrutnie przez kibiców, jak właśnie sowieccy. 
Kiedyś wpadła mi w ręce praca magisterska, - bodajże z roku 2004, w której magistrant opisał to zjawisko socjologiczne. Z tego co pamiętam, za przyczynę takiego, a nie innego traktowania sportowców zza Buga podawał (w oparciu o badania ankietowe)... nienawiść wynikającą z zaszłości rozbiorowych rosyjskiego zaborcy, okrojenie terytorium Rzeczpospolitej na rzecz ZSRS oraz ponad 45-letnią sowiecką okupację po II wojnie światowej.     

Pozdrawiam,
                    
________________________ 
"Stan skrajnej niewiedzy czasem potrafi doprowadzić
do stanu skrajnego ogłupienia". (Satyr)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#361323

gość z drogi

to w całej Polsce wszystkie radia były oblegane przez naszych Ojców,Rodziny i

ten doping...:) wtedy Polska odreagowywała swoją  niewolę...serdeczne podziękowania za te patriotyczne wspomnienia z lat dawno minionych,lat wczesnego dzieciństwa...

poniedziałkowe serdeczności :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#361329

Zawsze do usług:))

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361362

gość z drogi

my TO wiemy ...Też :)))

serdecznosci :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#361370

mundial 1982 r. w Hiszpanii, mecz Polska - ZSRR. Ile było wtedy fauli! Smolarek, który odwrócił się plecami do podającego mu rękę Rosjanina, duży transparent z napisem Solidarność zawieszony na trybunach, z tyłu rosyjskiej bramki - transmisja "szła na żywo" i nasi nie mogli tego nie pokazać.
Mecz skończył się remisem 0:0. Dla nas to był "zwycięski" remis, wystarczył, aby przejść dalej.
Pamiętam jak całą rodziną kibicowaliśmy, nawet mama, której piłka nożna NIGDY nie interesowała!
................................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#361330

Puszczali relację z sekundowym opóźnieniem, dzięki temu mogli manipulować obrazem.
Najsłynniejsza z tego, słabego meczu, była słynna walka Smolarka w końcówce meczu w okolicach chorągiewki na "ruskiej" połowie z kilkoma "napalonymi" Sowietami.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361365

Jak tak dalej pójdzie nie będę musiał publikować kolejnych dwóch odcinków:))
O Królaku i walce z Sowietami w czasie Wyścigu Pokoju dopiero w środę:))

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361361

10*

Pozdrawiam.
contessa

PS. Pokazujmy ruskom nadal gdzie się zgina dziób pingwina !

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#361388

Miło mi:))

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361425

... tego cyklu. :-) Przepraszam. Nie taki był mój zamiar. O Królaku napisalem bardziej pod kątem mojego osobistego kontaktu z mistrzem, a o Kozakiewiczu tylko wspomniałem w kilku zdaniach. Marek Sawicki wspomniał, a ja dołożyłem.  Obiecuję już się nie "wcinać". 

Pozdrawiam,
                  
________________________ 
"Stan skrajnej niewiedzy czasem potrafi doprowadzić
do stanu skrajnego ogłupienia". (Satyr)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#361409

Przecież żartowałem:))

Proszę się "wcinać". A Królaka też poznałem, ale dopiero na początku lat. 80.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361426

Wszystkich aresztować nie mogli bo brakowało kary
Techników w boksie, kiedyś mieliśmy pierwsza klasa
Co często podkreślała nawet tamta czerwona prasa
Szkoda że były przypadki okradania ze zwycięstwa
Ale to pokaz tchórzostwa ,a nie męstwa
Ważne kto jest moralnym zwycięzcą przed kibicami
Także przed samym Bogiem i wszystkimi Aniołami
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#361738

Otóż to.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361808

gość z drogi

Jacek Mruk,tak było...i był to czas wyjątkowy...czas,gdy nie  o nagrodach sie myślało,mając obraz kary przed oczami ,ale tylko o Polsce...

serd pozdrowienia :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#361813

Mimo że żyliśmy w totalitaryzmie
To nie myśleliśmy o Dyzmie
Bo takiego wtedy szczęśliwie brakowało
Choć czerwonych głupków wielu mieszało
Pozdrawiam cieplutko:))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#361937

gość z drogi

gorzej ...nie zapomne jak jako 14 latka po przeczytaniu Dołegi -Mostowicza...świetnej powieści o Dyzmie,pytałam Tatke na czym tencały przekręt polegał i nie mogłam zrozumieć ,co to takiego "Akcja"

aż minęło lat wiele...i ja durny patriota -idiota za własne pieniądze stałam sie ofiarą PKO SA i NFI Jupitera,wcześniej III NFI...i wtedy dopiero zrozumiałam WSIo pięc lat płaciliśmy pożyczke na zakup naszych akcji serii A ,by uratować  spółke ,jej kapitał i miejsca pracy...dla nas i dla około nas występujących firm...czyli dla kilku tysiecy ludzi...i CO ?wielka złodziejska transformacja i klony Dyzmy i nie tylko...bo jeszcze bardziej wyrafinowana szarańcza...i dlatego dyzma to pikus...ale "Bracia Dalcz i spółka...."to dopiero podręcznik dla szarańczy,ktora kapitał Marksa zamieniła na Kodeks Handlowy Spółek ...

ci sami ludzie,te same metody i rezultaty ,tez te same a TW Boni nadal dobry do wszystkiego, ot ZNAK czasów...

serdeczności :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#362083