Bij Ruska (2)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

>Wyścig Pokoju był imprezą, budzącą olbrzymie zainteresowanie społeczne. Stąd też zwycięstwo w 1956 roku Stanisława Królaka nad koalicją kolarzy sowieckich wywołało powszechny entuzjazm.

 
Wyścig Pokoju zainicjowany został w 1948 roku przez komunistyczne redakcje „Głosu Ludu” (potem „Trybuny Ludu) oraz Rudego Prava”, do których dołączył w 1952 roku wschodnioniemiecki dziennik „Neues Deutschland”.
 
Impreza z każdym rokiem nabierała na znaczeniu, stając się sportową dumą socjalizmu. Komunistyczni propagandyści podkreślali, iż wyścigi organizowane na zachodzie Europy przybierają „zwyrodniałe formy antagonizmów między różnymi reprezentacjami, są też bezustanne intrygi i kłótnie wewnątrz drużyn narodowych, inspirowane przez konkurujące ze sobą wielkie firmy rowerowe. U nas braterska atmosfera, przyjacielska współpraca wychodziła daleko poza ramy drużyn, ogarniała wszystkich uczestników wyścigu. (…) Tu u nas,  Wyścig Pokoju jest potężna manifestacją szczęśliwych ludzi w wolnych krajach”.
 
W 1954 roku wyścig zyskał nowy wymiar, gdy po raz pierwszy wzięła w nim udział ekipa sowiecka. Wyścig stał się polem zaciętej rywalizacji z Sowietami. Nic więc dziwnego, iż „Polskie społeczeństwo, zmęczone latami stalinowskiego terroru i upokarzane na każdym kroku przez Wielkiego Brata, odbierało zwycięstwa polskich kolarzy nie tylko jako sukces sportowy, ale także, a może przede wszystkim, jako „utarcie nosa” ZSRR, okazję do udowodnienia swej wyższości i niezależności choćby w tym małym wycinku życia, jakim był sport” .
 
Polskie szaleństwo zaczęło się od 8 etapu wyścigu 1956 roku, którego trasa wiodła z Lipska do Karl Marx Stadt (Chemnitz). Stanisław Królak wygram ten decydujący etap, następnie zachował żółtą koszulkę lidera wyścigu do samego jego końca. Jego wspaniała jazda w wyścigu, z dnia na dzień podnosiła poziom emocji, a o jego walce z sowieckimi kolarzami krążyły różne opowieści. Największy rozgłos zyskała opowieść o tym, jak Królak na ostatnim etapie utorował sobie drogę do zwycięstwa bijąc pompką rowerową, w tunelu Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie, sowieckiego zawodnika. Sam Królak zaprzeczał tym opowieściom, jednak przyznawał, iż walka w peletonie była twarda, a niekiedy wręcz brutalna.
 
Marian Więckowski, który startował z Królakiem, wspominał: „Nigdy nie było tak, żeśmy się z premedytacją bili podczas wyścigu. Owszem, czasem, gdy droga wąska albo meta blisko, gdy boczny wiatr, to się kolarze garażowali. Ale inaczej nie”.
 
Po zwycięstwie Królak stał się natychmiast wielkim bohaterem, który wygrał z „Ruskimi”. Ludzie zaczepiali go na każdym kroku, prosząc o autografy i wspólne zdjęcia. Ogromną popularność młodego kolarza szybko zauważyły także władze. Oto pojawił się człowiek idealnie pasujący na wzór socjalistycznego sportowca. Był zwykłym chłopakiem z sąsiedztwa, który dzięki ciężkiej pracy na treningach, odniósł wielki sukces. Wedle „Przeglądu Sportowego” „to nie bożyszcze rozentuzjazmowanych tłumów, to nie bohater mitycznych legend – to sportowiec nowego typu, twardy, wytrwały i ambitny, o żelaznej wytrzymałości i upartej woli zwycięstwa. To prawdziwy gorący patriota, godny reprezentant naszego narodu. Takich sportowców o nowej socjalistycznej moralności chcemy wychowywać, takich chcemy stawiać za wzór młodszym, takich właśnie ofiarnych i mocnych, wielkich i skromnych potrzebuje nasza socjalistyczna ojczyzna – bo takich musimy mieć tysiące, by móc walczyć zwycięsko o najpiękniejsze idee świata, o pokój i socjalizm”.
 
Królak nie okazał idealnym wzorem „socjalistycznego sportowca” – zaczął startować w pokazowych wyścigach, za udział w których inkasował znaczne pieniądze. Został za to zdyskwalifikowany na rok czasu. W kilka lat później przyłapano go na próbie zakupu dolarów. Został oskarżony i skazany na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata i 10 tysięcy złotych grzywny. To był koniec wielkiej kariery Królaka.
 
Władze poczuły się oszukane, że idol całej młodzieży zaangażował się działania „niegodne socjalistycznego mistrza sportu”. I tak samo jak wcześniej propaganda budowała jego popularność, tak teraz niszczyła go w oczach Polaków.
 
Nadal w Wyścigu Pokoju trwała ostra rywalizacja polsko-sowiecka. I tak gdy na metę ostatniego etapu z Łodzi do Warszawy w 1957 roku jako pierwszy wjechał sowiecki kolarz Czerepowicz, tłum zaczął gwizdać, aż towarzyszowi Wiesławowi uszy pękały. „Publiczność gwiżdże – narzekała nazajutrz „Trybuna Ludu” – bo jest zła, że nie wygraliśmy, jak sobie tego życzyła. Bardzo to brzydko wyglądało”.
 
Znany polski zawodnik Tadeusz Mytnik wspominał,. iż „zamiast Wyścigu Pokoju był to wyścig wojny. Nie było etapu, byśmy się nie bili z reprezentantami ZSRR, naszymi największymi wrogami. Pamiętam starcia z Wiaczesławem Gorełowem czy Aavo Pikkuusem. Kiedyś tak się mocowałem z Jurijem Awierinem, że w czasie jednego etapu dwa leżeliśmy w rowie”.
 
Z kolei Mieczysław Nowicki dodawał: „Rosjanie jeździli bardzo niebezpiecznie. Najgroźniejszy był Jewgienij Lichaczew. Rozpychał się, powodował katastrofy. (…) Na jednym, w 1975 r., upadł przez niego nasz lider Ryszard Szurkowski. Następnego dnia otrzymałem zadanie pilnowania Lichaczewa. Jechaliśmy przez tereny budowlane ogrodzone siatką. Zaczęliśmy się pchać. Lichaczedw wpadł na siatkę, a my byliśmy najlepsi na etapie. Innym, razem potężnie zbudowany Berndt Drogan złapał za kark radzieckiego rywala i jak zając „posłał” w pole”.  
   
Taka to była internacjonalistyczna przyjaźń, taki to był, Wyścig Pokoju.
line-height:115%;Times New ;Cdn.
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wydaje mi się, że wdarła się Tobie pewna nieścislość, jeśli chodzi o sowieckiego rywala naszych kolarzy szosowych. Otóż pisząc o Jewgieniju Lichaczewie - zapewne miałeś na myśli Walerijego Nikołajewicza Lichaczowa (ros. Валерий Николаевич Лихачëв, ur. 5 grudnia 1947 w Nowoszeszminsku). On nie miał brata Jewgienija... kolarza.

Jeśli chodzi o brutalną jazdę Lichaczowa, to była prawda. Miał on bardzo słabą technikę jazdy, a w zasadzie wcale jej nie miał. Na tzw. skokach (przy likwidacji ucieczek czy podczas "obrywania się" peletonowi), a szczególnie podczas finiszowania - jeździł bardzo siłowo. Polegało to na mocnym naciskaniu na pedały głównie... masą ciała. A że był to facet ważący około 85 kg, miał czym naciskać. Wektor działania tej siły w płaszczyźnie horyzontalnej miał kierunek prostopadły do powierzchni jezdni, a w płaszczyźnie verticalnej - około 20-30 stopni w stosunku do pionowej osi symetrii "patelni" - czyli przedniej tarczy zębatej. Takim wizualnym skutkiem jego jazdy było intensywne kołysanie rowerem z dość dużą amplitudą. W żargonie kolarskim takie kołysanie nazywane jest "kaczką". Stanowiło to zawsze ogromne zagrożenie dla kolarza jadącego bardzo blisko obok niego, bo najczęściej dochodziło do zahaczenia o kierownicę jego roweru. Taki sposób jazdy - bo trudno go nazwać techniką - stosowali głównie kolarze, którzy nie byli dość dobrze przygotowani kondycyjnie. 

Pozdrawiam z 10,
                          
________________________ 
"Stan skrajnej niewiedzy czasem potrafi doprowadzić
do stanu skrajnego ogłupienia". (Satyr)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#361818

Pamiętam naszego boksera z wagi ciężkiej,pana Trele.

Ile dawał radości Polakom,gdy obalał ciosami kacapskich zawodników.

Był zawodnikiem niskim,jak na kategorie ciężką,i gdy uderzał kacapa w szczękę,to podskakiwał by go dosięgnąć.

Ludzie szaleli ze szczęścia,i radości,ze mały wzrostem,a dużym sercem,do walki, Polak nokałtóje olbrzymich kacapów.

Drogi autorze czekam na dalsze relacje z bicia kacapów,

z siatkówki,hokeja na lodzie,z Katowic,i zwielu innych aren sportowych.

Mimo że to była ostra komuna,to sportowcy wiedzieli,że kacapy to wróg śmiertelny Polski.

Naród dalej nie wierzy kacapom,a rządzący jak kiedyś i teraz,włażą im w tyłek bez wazeliny.

pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#361831

Pamiętam doskonale Trelę.

Długo można kontynuować te historię, w piątek w ostatniej części wspomnę o kilku innych bojach polsko-sowieckich.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361847

Masz rację - przytoczyłem jednak fragment wywiadu Nowickiego, w którym zapewne pomylił imię i nazwisko Lichaczowa.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#361846

Ich nie przekształci żadna wprowadzana nowa reforma
Oni uznają tylko jeden argument siłowego prostowania
Wtedy korzą się , gotowi też do uciekania
Stosujmy tą metodę by sprawiedliwości było zadość
A dla ludzi Honoru także wielka radość
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#361933

Zgadzam się całkowicie.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#362045