Głos w sprawie wychowania bezstresowego

Obrazek użytkownika miarka
Kultura

Już dość dawno temu czytałem parę książek Hansa Hugona Selye'a, który badaniu zjawiska stresu poświęcił 50 lat pracy naukowej i to on wprowadził pojęcie stresu do użycia.
Z kolei z terminem "wychowanie bezstresowe,, spotykałem się wielokrotnie, ale dopiero w tej chwili dotarło do mnie, że "wychowanie bezstresowe,, to zbrodnia
na dzieciach i na ich rodzicach, na rodzinie na społeczeństwie, Państwie i Narodzie, tak naszym, jak i na tych, które przez swe faszystowsko-satanistyczne waadze zostają poddane tym zbrodniczym zabiegom, właśnie ze względu na to, że stres to naturalna reakcja naszego organizmu na zagrożenia i potrzeby, którą trzeba rozumieć, i z którą trzeba umieć sobie radzić, którą trzeba nauczyć się wykorzystywać.

Nawet wikipedia podaje, że:
,,Selye jako pierwszy postawił hipotezę, że szereg chorób somatycznych jest skutkiem niezdolności człowieka do radzenia sobie ze stresem. Zjawisko to nazwał mianem niewydolności tzw. syndromu ogólnej adaptacji...,,.

Inaczej mówiąc, to zwłaszcza ,,wychowanie bezstresowe,, spowoduje przesunięcie nauki zachowań w stresie na lata pozadziecięce, czyli na lata, kiedy młody człowiek już powinien mieć wykształcone odpowiednie nawyki, odruchy, czy automatyzmy i nad tym wszystkim sprawować rozumną kontrolę.

Jasne, że wkraczający w życie społeczne i w kontakt z Naturą młody człowiek nie będzie umiał się zaadaptować, nie będzie w stanie podejmować mądrych, wyważonych, odpowiedzialnych decyzji o zmobilizowaniu się do działania, do opanowania sytuacji w oparciu o realizm oceny sytuacji, zredukowania lub tolerowania zewnętrznych lub wewnętrznych żądań, do szukania pomocy, do walki, czy ucieczki, i że to odbije się nie tylko na jego psychice, na sile ducha i zdrowiu jego ciała.

Tego, co zrobiono z pogwałceniem Natury, nie da się już nigdy nadrobić !!!

Czytałem niedawno opis historii, jak to ktoś obserwował proces wydostawania się motyla jedwabnika z kokonu. Najpierw pojawiła się mała dziurka, przez którą motyl próbował wyjść. Wciąż ją atakował, próbując powiększać. Zmagań jego nie było końca.
Obserwator, w dobrej wierze chciał pomóc motylowi i powiększył nożyczkami dziurę w kokonie. Motyl wyszedł i okazało się, że ma duży, jakby spuchnięty odwłok i malutkie skrzydełka. Myślał, że jeszcze motylowi urosną, ale już nic się nie zmieniło. Niezdolny do latania motyl przeżył swoje życie pełzając po ziemi.
Najwyraźniej te niewątpliwie stresujące zmagania przy wychodzeniu z kokonu są motylom wydostającym się z kokonu niezbędne by zmężniały i przeszły proces nabywania nowych zdolności, czy odkrywania talentów, i rozwinęły się tak, jak tego oczekuje Natura.
Dla mnie jest oczywistym, że z dzieci wychowywanych bezstresowo też wyrosną takie niedorozwinięte ,,motyle,, , co swój marny żywot bezproduktywnie przepełzają, ie uwierzą w siebie, nie nabędą odpowiedzialnej samodzielności, co nigdy nie pójdą za swoimi marzeniami, że nigdy nie podejmą się zadań na granicy swoich ludzkich możliwości, co twórcze i konstruktywne, nie podejmą się obrony tego, co dla nich naprawdę ważne, nie wyjdą poza potrzeby przyziemnie materialne, co pełzając przy ziemi nigdy nie nauczą się patrzeć na życie z dystansu duchowego, okiem Boga, czyli w prawdzie, co zatracą swoje człowieczeństwo, co nigdy nie rozwiną swojej ludzkiej godności.

Jasne jest, że typowymi będą dla tych ,,bezstresowo wychowywanych,, reakcje poddania się agresorowi, życie w strachu, zrzucania odpowiedzialności za swoje niepowodzenia niedostatki na innych, będą ucieczka w nałogi i wszelkie postawy pasożytnicze, aspołeczne i przestępcze, ucieczki w kłamstwo, za którym stoi satanizm, w nierozróżnianie dobra i zła, w ucieczki w bylejakość, w łatwizny, za które później zawsze przychodzi płacić wysoką cenę, w choroby i w różne formy samobójstwa.

Na przykład ból. Typowym w ,,wychowaniu bezstresowym,, jest chronienie dziecka przed bólem. Tymczasem to nauka kłamstwa, bo ból jest nieodłącznym elementem naszego życia, jednym ze sposobów komunikowania się naszej duszy zarządzającej naszym ciałem i jego potrzebami, z naszym umysłem, z naszym duchem, w którym odbywają się odpowiedzialne decyzje naszej wolnej i świadomej woli.
Jak boli, to ma boleć, żeby mózg wiedział gdzie i w jaki sposób podejmować właściwe działania.
Dziecko nie oswojone z bólem, nie potrafiące go zidentyfikować na podstawie swoich doświadczeń, nie nauczone, aby go ignorować, kiedy ma do wykonania zadania ważniejsze, zawsze będzie podejmować złe decyzje, łatwo będzie ulegać dekoncentracji, nie będzie dzielnym zuchem, idącym za tym, co słuszne, nie nabędzie cnót męstwa i odwagi, typowych dla swojego stanu nie tylko w dzieciństwie, ale i poniesie to w życie dorosłe cieleśnie.

Zapewne i częstymi będą sytuacje nieokreślonych tożsamości seksualnych, ucieczki od swojej cieleśnie i duchowo określonych płci już w okresie życia płodowego (wiele matek potrafi bezbłędnie określić płeć dziecka ,,w drodze,, po swoim samopoczuciu, czy swoich zachciankach), powodowane uczeczką przed stresem związanym ze spodziewanymi wymaganiami, z odpowiedzialnością związaną z wejściem w dorosłe życie,
z podjęciem krzyża, cierpienia niezasłużonego, ale koniecznego dla wejścia w naturalne relacje społeczne, które wymagają wyrzeczenia się egoizmu, a podjęcia służby, a nawet poświęcenia się dla bliskiej osoby, wymagają wejścia w dojrzałą miłość, dojrzałe macierzyństwo i rodzicielstwo.

Brak głosów

Komentarze

Bezstresowe wychowanie jest - wg mnie - pseudonaukowym podejściem do świata. Nie ma identycznych osobowości. Są ludzie - mówimy o dzieciach - różnie reagujących na to z czym przyszło im się zmierzyć. Dla jednego z nich wystarczy zwykła uwaga, dla drugiego podniesiony głos, a dla trzeciego tzw. klaps. Jakiś mędrek wymyślił sobie, że potraktuje ludzi jakby byli ze sztancy - wszyscy identyczni. Jeszcze głupota, czy może jednak już debilizm? W rodzinie gdzie jest ta sama matka i ten sam ojciec, dwoje ich dzieci nie zachowuje się tak samo. Inaczej reagują na bodźce wychowawcze, inne maja potrzeby, możliwości i humor. Jednego z nich wystarczy poprosić ` by wyrzucił śmieci` - i on to robi - na drugiego po trzeciej prośbie trzeba podnieść głos na jego `zaraz`. A jakiś kretyn wymyślił, że wszystkie dzieci będzie wychowywał stosując tą samą zasadę, czyli...brak jakichkolwiek zasad.

Vote up!
0
Vote down!
0
#346139

Opisywany przykład motyla należałoby raczej odnieść do warunków porodu panujących w szpitalu - tzn. skrajnego ułatwiania porodu, np poprzez cesarskie cięcie. Ktoś mi kiedyś sprzedał taką myśl, że ludzie sami siebie "udomowili" w tym sensie, że stworzyli sobie możliwie najbardziej bezstresowe warunki do życia i to w sensie materialnym.

Wychowanie - to odrębna sprawa, bo dotyczy sprawy ducha, toteż do owadów się nie porównujmy. Mogę tylko powiedzieć, że dzieci regularnie bite z największym trudem potrafią wygenerować swoją własną prywatność i osobowość, ponieważ są wiecznie przestraszone, że ich zachowanie się komuś nie spodoba i że zostaną odrzucone. To rodzi również skłonność do kłamstwa jako sposobu na - BEZSTRESOWE - przejście przez życie.

Proszę tu też wziąć pod uwagę różnice płci - bo jednak mam wrażenie, że ich tu jakby autor nie dostrzega... Co innego zabawy w indian, a co innego domek dla lalek.

Co do mnie to wierzę w bezstresowe wychowanie rozumiane wyłącznie jako akceptację Rodziców i brak bicia oraz dyskretne pomaganie w pójściu w stronę, w którą samo dziecko chce pójść, a nie w tę, w którą chcą go popchnąć Rodzice, często wbrew jego woli.

alchymista
===
Obywatel, który wybiera królów i obala tyranów
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Vote up!
0
Vote down!
0
#346149

Mogę tylko powiedzieć, że dzieci regularnie bite z największym trudem potrafią wygenerować swoją własną prywatność i osobowość, ponieważ są wiecznie przestraszone, że ich zachowanie się komuś nie spodoba i że zostaną odrzucone.
---------------------------------------------
Alchymisto - wychowałem dwu synów. Bez zbędnej "krępacji" powiem: wychowałem ich na dobrych, uczciwych ludzi. W trakcie ich dorastania nie dali mi powodów bym musiał zniżyć się do poziomu "damskiego boksera". Największą karą dla nich byłoby, gdybym podniósł głos. Czasem tak bywało, ale bardzo rzadko. Niestety Twój, zacytowany powyżej "argument", jest czystą demagogią używaną dla wprowadzenie braku dyscyplinowania młodych ludzi przez rozmaitych inżynierów dusz. Przypadki bicia są podawane jako zasada funkcjonowania zwykłej rodziny. Nie zgadzam się z tym poglądem, a przeżyłem już trochę i wiosen i zim. Czy w społeczeństwie nie ma patologii? Ależ oczywiście, że jest. Jednak jak słusznie zauważyłeś, wychowanie w normalnej rodzinie powinno należeć tylko do rodziców, którzy do pomocy w wychowaniu powinni mieć szkołę, Kościół, tradycję. Patologia nie może ustanawiać zasad w funkcjonowaniu społecznym. Skrajne przypadki powinny podlegać skrajnej odpowiedzialności. Również karnej. Ale tylko takie.

Vote up!
0
Vote down!
0
#346155

,,Ludzie to nie motyle,,

Oczywiście. Ludzie to więcej, jak motyle.
Skoro motyle kierowane instynktem potrafią zdobyć się na tak wielki wysiłek swojego ducha, by wykształcić nowe, a konieczne zdolności swojego ciała, przekroczyć swoje ograniczenia, uwierzyć w siebie, uwierzyć, że mają wszystko, co jest im potrzebne, by sięgać po to, co w pierwszym odczuciu wydaje się niemożliwe, to tym bardziej możemy tego oczekiwać od człowieka kierującego się wolną i świadomą wolą.
,,Młodości, ty nad poziomy wylatuj... Dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał hydrze, ten młody zdusi centaury, piekłu ofiarę wydrze, do nieba pójdzie po laury,,.
Tu od razu uwaga. Gdy nasze dzieci będą ,,więcej jak motyle,, , już będą umiały przekierować swój stres na zwycięską walkę z hydrą, czyli ze smokiem.

,,Opisywany przykład motyla należałoby raczej odnieść do warunków porodu panujących w szpitalu - tzn. skrajnego ułatwiania porodu, np poprzez cesarskie cięcie,,.

Nie przykład motyla, tylko przykład obserwatora, który temu akurat motylowi ułatwił ,,poród,,. Wiele jest matek świadomych, które odmawiają nie tylko ,,cesarki,, , ale i środków przeciwbólowych. One dobrze wiedzą, że cierpienia okołoporodowe przeżywane jako ofiara dla swojego dziecka wytwarzają bardzo silną więź uczuciową matki i jej dziecka.

,,ludzie sami siebie "udomowili" w tym sensie, że stworzyli sobie możliwie najbardziej bezstresowe warunki do życia i to w sensie materialnym,,.

To akurat obraz tego, że są ludzie, którzy w swojej głupocie zrezygnowali ze swojego człowieczeństwa i swojej ludzkiej godności i wolności, ze zrezygnowali ze swojego dziedzictwa i starania się o wolność, godność i człowieczeństwa swojego potomstwa. Zrezygnowali ze swojego dziedzictwa za ,,miskę soczewicy,, , czy inną ,,pełną michę niewolnika,,. Typowy przykład: elektorat PO-PSL/SLD-RP.

,,Co innego zabawy w indian, a co innego domek dla lalek,,.

Dziewczynek też trzeba pilnować, pouczać, a nawet karcić, choć można i zabawowo, np. że ,,lalka płacze przez nią,, , pilnować może i bardziej jak chłopaków. Dobrze, gdy dziwczynka czesze lalkę, ale potrafi ją i nieść za włosy, i trzymaną za włosy uderzyć koleżankę, czy brata.

,,wierzę w bezstresowe wychowanie rozumiane wyłącznie jako akceptację Rodziców i brak bicia oraz dyskretne pomaganie w pójściu w stronę, w którą samo dziecko chce pójść, a nie w tę, w którą chcą go popchnąć Rodzice, często wbrew jego woli,,.

Czyli w brak jakiegokolwiek wychowania, prowadzącego, jak to opisałem do hodowli niewolniczego, odczłowieczonego bydła zgodnie z oczekiwaniami lewaków, aspirujących do roli panów nad tak wychowanym homo niewolnikus.

Vote up!
0
Vote down!
0
#346202

Różne doświadczenia - różne słów rozumienie. W wielu rzeczach się zgadzamy, więc nie będę komentował.

Stres jest wpisany w naturę życia - z tym zgoda. Zdarza się jednak, że nieco za bardzo próbujemy życiu pomóc w produkcji tego stresu. Wiele dzieci nie wytrzymuje systematycznego nacisku na swoją osobowość. Obserwowałem to tysiące razy widząc rówiesników idących do toalety szkolnej jako palarni, słaniających się na imprezach pod wpływem. Za każdym razem miałem wrażenie, że wyzwanie, które przed nimi postawiono ich przerasta i łamie im kręgosłup. A więc znowu - urawniłowka w wychowaniu, brak indywidualnego podejścia, wymagania ponad siły a jednocześnie brak kształtowania jakiejkolwiek dyscypliny wewnętrznej, która pomogłaby im to wszystko przejść obronną ręką.

Mam jednak pewien przykład, który pewnie zaskoczy szanownych blogerów. Znałem rówieśniczkę, którą rodzice wychowywali niemal wzorcowo wg zasad bezstresowego wychowania. De facto dziecko rządziło w domu, złościło się, miało humory i kaprysy. Wszyscy byli przekonani, że wyrosnie z niej ladaco. A tymczasem wyrosła zdolna, wiedzaca czego chce, ambitna i osiągająca sukces dziewczyna. Dodam jeszcze, że ci rodzice byli antykomunistami, żeby nie było wątpliwości, matka - była hipiska. I co na to powiecie, Drodzy Wychowawcy? Bo cos mi tu nie gra do ogólnej teorii, że wychowanie bezstresowe zawsze jest złe.

alchymista
===
Obywatel, który wybiera królów i obala tyranów
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Vote up!
0
Vote down!
0
#346227

,,Znałem rówieśniczkę, którą rodzice wychowywali niemal wzorcowo wg zasad bezstresowego wychowania. De facto dziecko rządziło w domu, złościło się, miało humory i kaprysy,,.

Rodzice ,,wychowywali niemal wzorcowo,,. A więc jednak ,,niemal,, , może nawet wymuszali, by ponosiła konsekwencje swoich zachowań, swoich ,,rządzeń w domu, złoszczeń się, humorów i kaprysów, by uczyła się na błędach, prosiła i przepraszała, naprawiała wyrządzone szkody, i w ogóle by wiedziała kiedy robi źle, by umiała być szczera, dobrze wiedząca gdzie jest prawda, a gdzie fikcja.
Według mnie to rodzice choć dyskretnie, to jednak prowadzili wobec niej wychowanie stresowe i to głupią metodą, bo opartą głównie na nauce na własnych błędach.

Jednak ich ,,wychowanie,, i tak się nie liczyło. W jej przypadku zasadniczą rolę wychowawczą niewątpliwie odegrał ,,dobry przykład,, rodziców, ich przyjaciół, i ich rodzin, jej dziadków, wujków, stryjków i cioć, innych ,,dobrze wychowanych,, dzieci z tego kręgu,
tych ,,wszystkich,, , którzy byli wobec niej krytyczni, narzucali poziom, którzy w zasadniczym stopniu zastąpili tu rodziców.
Była to więc metoda ,,wychowawcza,, ,,przez przekorę,, , dość typowa dla pannic ,,z dobrych domów,,.

,,Wyrosła zdolna, wiedzaca czego chce, ambitna i osiągająca sukces dziewczyna,,.

Tak. Ale też nie wiadomo, wedug jakich kryterium oceny, czy wrosła na osobe zrównowazona i na jakie wyżyny by mogła wyróść, gdyby rodzice jej wychowaniu nałożyli realistyczne rygory, by nie musiała wielokrotnie ,,wyważać otwartych drzwi,, , czy gdyby zachęcali do ,,dobrych uczynków,, , pobudzali życie duchowe, uczestnictwo w życiu Kościoła.

Można tu mieć poważne obawy, czy te jej ,,zdolności, chcenia, ambicje i sukcesy,, nie dotyczyły tylko spraw przyziemnych i to kosztem zaniedbania rozwoju duchowego - to by potwierdziło, że ,,bezstresowe wychowanie,, wykonało szkodliwą robotę i w jej przypadku, a więc tylko czekać jej poważnego załamania z powodu niewątpliwego odkrycia wewnętrznej pustki i odkrycia bezsensu takiego życia.

,,Zdolna,,. Za czasów mojej młodości zazwyczaj opinii ,,zdolna,, towarzyszyło: ,,...ale leniwa,,. Ciekawe, jakie wady towarzyszyły jej zdolnościom. Zdolnym też można być do rzeczy dobrych, ale i do najgorszego, czy ,,do wszystkiego,,.

,,Wiedząca czego chce,,. To zwłaszcza w stosunku do kobiety zwrot obraźliwy, obnażający jej niemoralność i prostactwo, wyrażający jej niezdolność do miłości w pełnym wymiarze: miłość rodzinna (storge), przyjaźń (filia), miłość erotyczna (eros) i miłość duchowa (agape). Jeśli miłość jest pełna, obejmuje także z konieczności wolę służenia i wolę dobra ukochanej osoby. To się przecież zupełnie nie godzi z ,,chceniem czegoś,, , a więc z oczekiwaniami egoistycznymi.

,,Ambitna,,. Ambicje zawsze realizowane kosztem czegoś. Nawet za niemoralną ,,wszelką cenę,, , a już zwyczajowo ambicja mylona jest z pychą.

,,Osiągająca sukces,,. Dla normalnego człowieka sukces nie jest celem, a środkiem do celu. Normalny człowiek pracuje i modli się: robi co może w ramach posiadanych sił i dobrych środków dla osiągnięcia dobrego celu, a i tak wie, że dobry skutek będzie zawdzięczał Bogu. Czy takie, jedynie sensowne i trwałe sukcesy ta dziewczyna odnosiła, czy raczej szła ,,po trupach,, , a za nią szła ludzka krzywda ?

A swoją drogą, to ileż to mamy takich dziewczyn ,,z dobrych domów,, ?

Przecież całe to ,,bezstresowe wychowanie,, to urawniłowka. Ona dotyczy wszystkich dzieci.
Dzieci z rodzin wielodzietnych, gdzie rodzice muszą podejmować mądre, sprawiedliwe, dyscyplinujące i pouczające dla pozostałej dziatwy decyzje szybko, gdzie muszą stosować więcej kar jak nagród, bo przecież nie można nagradzać za normalność, tylko musi być wyraźny dobry uczynek.
Również dzieci z rodzin niekompletnych, bez armii chętnych do pomocy i rady dziadków, wujków i cioć na wysokim poziomie moralnym, itd.
Dzieci przeważnie z rodzin biednych, gdzie rodzice nie mają dużo czasu na wychowanie, gdzie oczekują od szkoły pomocy, oczekują że będzie podporą ich rodzicielskiego autorytetu, gdzie rodzice wciąż nie mają dość środków finansowych na wszystkie potrzeby rodzin, a co mowa o kosztach ,,rządzeń, złości, humorów i kaprysów,, dzieci podpuszczanych, buntowanych przeciw rodzicom przez szkołę wykonującą zalecenia faszystowsko-satanistycznych okupantów funkcjonujących prawem kaduka, wbrew woli tych właśnie rodziców, faktycznych suwerenów tej waadzy.
Tu właśnie widać zadanie dla nauczycieli i wychowawców, którzy najlepiej rozumieją zbrodnię ,,bezstresowego wychowania,, , żeby stanęli zwartym murem przeciwko wprowadzającym ją decyzjom waadz, a społeczeństwo na pewno ich poprze.
Tradycyjne wychowanie z linijką, ze staniem w kącie, czy za drzwiami, z częstymi wzywaniami rodziców krnąbrnych dzieci na ich uświadamianie, wyrzucanie do gorszych szkół, wcale nie było złe. Z dyrektorem też żadan z uczniów wolał nie rozmawiać.

Vote up!
0
Vote down!
0
#346239

Swego czasu wpadło mi w ucho zdanie,
że " Alkoholizm jest chorobą braku odporności na stres."
Sporo się nad tym głowiłem. I chyba coś w tej myśli jest.

Wydaje mi się, że to stres właśnie,
w dawce proporcjonalnej do wieku dorastania,
kształtuje prawidłową osobowość człowieka.

Jeśli uzależnienie jest brakiem odporności na stres,
to receptą na powrót do zdrowia jest
powolne uodparnianie się na dotykający stres.

Myślę,że problem uzależnienia będzie problemem tak długo, jak długo recepty na ten problem będziemy szukać
wśród bezstresowego wychowywania dzieci.

Pozdrawiam.
dratwa3

Vote up!
0
Vote down!
0
#346204

Oczywiście. " Alkoholizm jest chorobą braku odporności na stres."

Sa też to zauważyłem: ,,typowymi będą dla tych ,,bezstresowo wychowywanych,, reakcje poddania się agresorowi, życie w strachu, zrzucania odpowiedzialności za swoje niepowodzenia niedostatki na innych, będą ucieczka w nałogi...,,.

Sam miałem tego typu doświadczenia. Do 18-tego roku życia nie piłem, gdyż i przysięga przy I Komunii Świętej i przysięga harcerska mnie od tego powstrzymywały. Zacząłem dobrze po 18-tce, właśnie w sytuacji stresowej, na tamtą chwilę nieprzezwyciężalnej. Byłem jednak już dość dobrze wychowany, by w akoholizm nie wpaść.

Miałem też i doświadczenie z narkotykami, których parę lat później, już na studiach, spróbowałem z ciekawości. Jednak zaraz zrozumiałem, że ,,takiego życia nie chcę,, , czyli życia wypranego z realizmu, życia zastępczego, życia iluzją i zaraz przerwałem ten eksperyment. Stres tu nie odgrywał żadnej roli. Miałem go wtedy akurat tyle, by sobie z nim radzić ku pożytkowi swojego życia społecznego i rozwoju indywidualnego, więc i komplikacji nie było.

Długo natomiast zmagałem się z paleniem, ale w końcu skutecznie.

,,Wydaje mi się, że to stres właśnie,
w dawce proporcjonalnej do wieku dorastania,
kształtuje prawidłową osobowość człowieka,,.

Też uważam, że o to właśnie chodzi.

,,Jeśli uzależnienie jest brakiem odporności na stres,
to receptą na powrót do zdrowia jest
powolne uodparnianie się na dotykający stres,,.

To nie takie proste. Każde wejście w uzależnienie jest już wejściem w kłamstwo, a nawet gwałtem na Naturze. Skutki tego dla człowieka są nieodwracalne. Każdy uzależniony staje się niewolnikiem szatana i siedliskiem demonów, które potrafią się skutecznie bronić przed ,,powolnym uodparnianiem się,, , a nawet i przed ,,szybkim,, , wynajdując najrozmaitsze preteksty, wymówki, okazje i kolejne, nieprzezwyciężalne stresy, by do uzależnienia wrócił, by się staczał, aż do samego piekła, do samounicestwienia swojego życia społecznego i cielesnego. Ludzką mocą z nałogów się nie wychodzi. Trzeba bowiem nie tylko, że wznieść się ponad nałóg, ale i nad szatana i demony z nim związane, a więc i nad stres ich przepędzenia.
Diabeł, gdy zabiera nałóg, daje za to gorszy, albo i cały ich legion.
Jedyna znana mi metoda to wiara w Boga.
To postawienie wszystkiego na jedną kartę: na Jezusa Chrystusa, jedynego prawdziwego lekarza, powierzenie Mu swojego problemu z pokorą i podjęcie życia jako nowy człowiek, z wiarą, że modlitwa została wysłuchana i uzależnienie moje On wziął ode mnie, bym wrócił do pełni życia, do realizacji swoich powołań już do nałogu nie wracając, wzrastając w duchu, unikając odtąd wszystkiego, co ma choćby pozór zła.

,,Myślę,że problem uzależnienia będzie problemem tak długo, jak długo recepty na ten problem będziemy szukać
wśród bezstresowego wychowywania dzieci,,.

A skąd w ogóle ten pomysł ? Ty rzeczywiście wierzysz, że to dla dobra dzieci ? Przecież ,,bezstresowe wychowywanie dzieci,, to tylko pomysł na ,,przemysłową produkcję niewolników do NWO,, i to raczej ,,kandydatów na niewolników,,.

Vote up!
0
Vote down!
0
#346218