Socjalizm wczoraj i dziś

Obrazek użytkownika Jacek Trzaska
Idee

Trudno jest spotkać porównania ustroju Rzeczypospolitej szlacheckiej do socjalizmu. Pewnie to dlatego, że komuniści przeciwstawiali ją budowanym przez siebie rajem na ziemi i wyzysk chłopów pańszczyźnianych był modnym wśród nich sloganem propagandowym. Jak jednak się bliżej przyjrzeć ich poczynaniom i temu co zrobili z naszym narodem, to nie sposób nie zauważyć, że tak naprawdę przegonili dawnych panów tylko dlatego, by po modernizacji systemu zająć ich miejsce.

 

Znanym tematem lekcyjnym było oczywiście odrabianie pańszczyzny. Owszem, dzięki maszynom wytwarzających większą część dóbr, mamy dzisiaj ograniczony dzień pracy i trochę czasu wolnego więcej niż w dawnych czasach, a i nazewnictwo się zmieniło, ale istota rzeczy pozostała na podobnym poziomie. W Polsce w zasadzie odrabia się pańszczyznę, zarabiając na swoje utrzymanie, które może być nieco lepsze lub gorsze – o większych pieniądzach możemy dopiero myśleć zdobywając stanowiska lub zakładając firmę w oparciu o znajomości we władzach – wszystko dlatego – że podział pieniędzy w państwie przypomina stosunki feudalne.

To dlatego – tak jak kiedyś pan dbał o dobro poddanych i żywił ich w czasie głodu, uprzednio ich zgodnie z prawem okradając – tak i dzisiaj państwo, podobnie zdobywając środki, dba – dla naszego dobra – o nasze emerytury, zdrowie, edukację, wypadki w pracy i nie tylko; a wreszcie reguluje – również dla naszego dobra – co i za ile możemy kupić – na przykład w aptekach. Oczywiście tak dawniej jak i dzisiaj ta pomoc narzucana jest siłą.

 

Kiedyś w Polsce poddani w zamian za kompletny brak wolności otrzymywali pomoc w czasie klęsk od swojego właściciela – szlachcica, choćby dlatego, że stanowili część jego majątku i należało o nich dbać, co niekiedy się chłopom opłacało. Ale to akurat jest aspekt kapitalistyczny.

 

Co prawda zmieniło się sporo w temacie opuszczania ziemi. Mamy wreszcie możliwość wyjazdu nawet poza granicę kraju. Nie zawsze jednak tak było, w PRL-u wyjazdy wiązały się z trudnościami takimi samymi, z jakimi mieli do czynienia poddani dawnych panów. Niby jakiś postęp jest…

 

Oto kilka przykładów z dalekiej przeszłości:

 

-Statut warcki– przywilej wydany w 1423 roku przez Władysława Jagiełłę, miał na celu zapewnienie ciągłości dynastii Jagiellonów w Polsce. Treść dokumentu mówiła o ograniczeniu wolności chłopa (tylko jeden chłop mógł na własną rękę opuścić wieś w ciągu roku), wprowadzał możliwość powiększania folwarków szlacheckich oraz wprowadzał taksy wojewodzińskie – wojewodowie ustalali ceny maksymalne na produkty rzemieślnicze w miastach.

http://www.historia.azv.pl/rozwoj-przywilejow-szlacheckich-w-polsce.html

 

28 października 1423 r. Władysław Jagiełło Warta

Ograniczenie wychodźstwa chłopów z ziemi, szlachta mogła usuwać buntowniczego sołtysa przez przymusowy wykup sołectw,kontrola urzędników ziemskich nad miarami, wagami i cenami w miastach.

http://historia.org.pl/2009/10/19/przywileje-szlacheckie-w-polsce-tabela/

Jak się czyta historię rozwoju przywilejów szlachty polskiej, nie sposób nie zauważyć pewnej znanej z PRL-u praktyki, a mianowicie: podobnie jak dawni panowie mieli wyłączność do obsadzania stanowisk, tak również w tej marionetce państwa możliwość awansu społecznego pilnowała PZPR i tylko jej członkowie mieli otwartą drogę do kierowniczych, dyrektorskich i innych ważnych i oczywiście lukratywnych posad. Zadziwiająca jest również zbieżność w dzierżeniu dziedzicznym przywilejów. Właściwie do dzisiaj niewiele się w tej materii zmieniło.

 

Tymczasem w Internetowych artykułach na temat pańszczyzny pojawiają się dwie tendencje: Jedni autorzy zwracają uwagę na to, że wcale z tą pańszczyzną nie było tak źle, „ponieważ chłop musiał odrobić 104 dni w roku, a teraz trzeba 164” i że daleko łatwiej było naszym chłopom przeżyć klęski głodu, niż w krajach, gdzie pańszczyznę zastąpiono płaceniem czynszu, w których klęski nieurodzaju dla wielu oznaczały śmierć głodową.

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10002

 

Inni skłaniają się ku tezie o zacofaniu związanym z taką formą spłacaniu zobowiązań i pańszczyzna jest według nich przestarzałą przyczyną społecznego braku reform i rozwoju jako takiego w ogóle.

Właściwie i jedni i drudzy całkiem nieźle argumentują: widząc wiele możliwości porównawczych z dzisiejszym państwem.

https://nowyobywatel.pl/2014/07/31/panszczyzna-polska-stoi-czyli-rzecz-o-i-rp-i-jej-zgubnej-polityce-gospodarczej/

 

Znamiona feudalizmu można zauważyć, przyglądając się zarobkom zwykłych pracobiorców – aby starczyło do pierwszego. No ale po co więcej zarabiać, skoro państwo zadba o wiele dla nas i za nas, wystarczy płacić wszędobylskie podatki.

 

Tak dawniej, jak i dziś można w Polsce zauważyć tabu, które dotyczy zarabiania pieniędzy. Wystarczy przypomnieć słynny popiwek, który ograniczał możliwość lepszego wynagradzania w nagrodę za lepsze efekty pracy w zakładach produkcyjnych. Obowiązywał od 1984 – 1994 roku.

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Podatek_od_ponadnormatywnych_wyp%C5%82at_wynagrodze%C5%84

 

Popiwek się skończył, a zarobki pracobiorców nadal w strefie socjalistycznego systemu, czyli niskie. Zbyt niskie, aby zaoszczędzić i cieszyć się wolnością. Taka sytuacja oczywiście nie sprzyja koniunkturze i wymusza sprzedaż towarów niskiej jakości, więc po co się starać o lepsze. Co prawda nasza gospodarka sprzedaje za granicą jakieś luksusowe jachty, o których przeciętny Kowalski nawet nie marzy, ale nie o to przecież chodzi.

 

Cieszyliśmy się z rządów Orbana na Węgrzech, a czy ktoś zauważył, że tam socjalizm ma się dobrze? Owszem, Węgrom żyje się dużo lepiej, ale nadal pozostali w systemie narzuconym przez armię czerwoną, i u nas jest tak samo. Pewnie będzie nam lepiej za sprawą „dobrej zmiany”, ale nie widać chęci do przełomu w systemie – chęci do płacenia za pracę.

 

Wszędzie, gdzie jest prawdziwy rozwój, za pracę się płaci, co zresztą skłoniło liczną i najbardziej zaradną część Polaków do wyjazdu z kraju, podczas gdy u nas można liczyć na to, ze łaskawy urzędnik przyzna rentę, emeryturę, termin u lekarza i wiele innych...

 

Oczywiście ci, dobrze urodzeni, którzy nieźle zarabiają, nie muszą się takimi sprawami przejmować, są przecież prywatne przychodnie, szkoły i inne możliwości korzystania z wolności wynikającej z posiadania odpowiednich dochodów, które zależą od znajomości, pochodzenia, cwaniactwa i innych zalet obywatelskich.

 

Tak to jest, jak się człowiek urodził „szlachcicem”, czy to dawniej czy obecnie, zawsze można liczyć na awans i udział w zarządzaniu, a i grosz przy tym dobry. Podobnie dawniej jak i dziś nie należy się przy tym zbytnio przejmować obowiązkami wobec ojczyzny. – byleby przywilejów bronić.

 

Ostatnio o tych przywilejach, kastowości, się trochę słyszało, ale tylko trochę (prezydent się zlitował), przecież system musi się mieć nadal dobrze.

 

Ktoś zapyta: jak poprawić tę sytuację, skoro wiadomo, ze 90 procent firm upadnie w razie przymusowej podwyżki płac, zwłaszcza kilkakrotnych?

 

Otóż ten upadek, to właśnie szansa na normalność, zaraz na drugi dzień powstałą niszę wreszcie będą mogli wypełnić prawdziwi, ci zdolni, przedsiębiorcy. Zdolni nie dlatego, ze się dobrze urodzili i mają świetne układy, ale dlatego, że będzie im się chciało i opłacało dobrze pracować, uczciwie.

 

Bogaćcie się – takie hasło obowiązywało w Stanach Zjednoczonych oraz krajach wysoko rozwiniętych po wojnie, a ponieważ druga wojna się dopiero teraz dla nas powoli kończy, więc i na nas już pora.

 

Potrzebujemy lepszych maszyn, lepszego zarządzania, lepszego systemu prawnego i podatkowego; sama innowacyjność nie wystarczy, jeśli nie będzie komu w Polsce jej skonsumować. Naszym przedsiębiorcom musi się to opłacać. Obecnie nie potrzebują oni najlepszych maszyn ani zarządzania, byleby zarobki były niskie i znajomy zlecenie załatwił. To nic że zlecenie jest na nikomu niepotrzebne głupoty.

Oczywiście ten znajomy to urzędnik, który ma do dyspozycji publiczne miliony, tylko korzystać. Jak ich nie ma, to zaciąga kredyt, taki z niego poczciwina...

 

Nie ma obaw, na razie nic nie zapowiada zmian w tej sprawie i socjalizm nie jest zagrożony.

Wystarczy spojrzeć na samorządowe sukcesy w wydawaniu pieniędzy.

 

Morawiecki obiecuje, ze za 15 lat będziemy zarabiać jak na Zachodzie.

 

http://www.fakt.pl/pieniadze/finanse/mateusz-morawiecki-i-beata-szydlo-przedstawili-plan-rozwojowy-przyjety-przez-rade/lbp0t7y

 

Jest to jakiś postęp, ponieważ poprzednio w roku mniej więcej 90 byli komuniści przekonywali, ze osiągniemy taki poziom życia jak na Zachodzie za 20 lat. Dzieci tych, którzy tego wówczas słuchali osiągnęły to, wyjeżdżając za granicę, nawet do Chin. A reszta po 20 latach doczekała – i owszem – Katastrofy Smoleńskiej.

 

Pytanie jest takie: to ile czekał ten Zachód na to, by żyć jak na Zachodzie?

 

Problem w tym, że maszyny do tego, by był dobrobyt już istnieją, wystarczy zainwestować i chcieć to zrobić, systemy zarządzania też, jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, czyli mamy dostęp do tych dóbr, więc co stoi na przeszkodzie, aby u nas było tak jak gdzie indziej? Może trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, ze są tacy, którym wcale nie zależy na tym zachodnim życiu w Polsce? I zrobią co w ich mocy, aby proces rozwoju spowolnić, żeby wszystko było jak dawniej?

Takie Nihil Novi.

W razie czego, zawsze jest zakładowy fundusz socjalny…

 

 

 

PS

 

Jak przeciwnik pcha, to trzeba go ciągnąć.

 

Od czasu do czasu słyszy się, że Polscy kierowcy mają zarabiać zachodnie stawki, pracując w krajach Unii i że to groźba dla firm, które dają przecież zatrudnienie…

 

Ciekawe, czy ktoś kiedyś powie, do kogo należą te firmy transportowe i jak obecni właściciele tychże weszli w ich posiadanie?

 

Dawno temu, bo w roku 1993 miałem okazję rozmawiać z kilkoma polskimi kierowcami na teremie Niemiec, i właśnie oni uświadomili mi, jak to wszedł pewien pan do sejmu czy senatu w podkoszulku, a potem był właścicielem kilkudziesięciu TIRÓW, każdy po jakieś 250 tyś, złotych – lub nawet więcej. Oczywiście nie chcieli wymieniać żadnych nazwisk, ale tak to się mniej więcej odbywało. Teraz ci pracodawcy płaczą, ze ich nie stać na płacenie stawek zachodnich… i jeszcze straszą bezrobociem.

 

Nie znaczy to, że wszyscy obecni przedsiębiorcy są nieuczciwi. Niemniej jednak ta ich łaskawość w dawaniu pracy zawsze była drażniąca, a te ich ubolewania, jak to oni muszą choć nie chcą…

 

Każda podwyżka płac o jakieś tam grosze jest szeroko komentowana przez pracodawców w taki sposób, ze się można zastanawiać nad tym ich męczeństwem. Może by tak wreszcie pracodawcami zostali ci, którzy nie będą mieli takich traumatycznych problemów?

 

Jest jeszcze jedna strona obecnego stanu rzeczy: Osoba, która chce i umie uczciwie pracować, może się starać ile chce, a i tak nagrodę dostanie czyjś szwagier, który ma problemy z chęciami, i do tego lubi się napić. To jeden z powodów, dla którego wielu zdolnych i chętnych wolało poszukać szczęścia gdzie indziej...

Można takiego szwagra trzymać na etacie właśnie z powodu niskich zarobków, bo to wcale tak dużo nie kosztuje. Wysoki zarobek zmusiłby do zastanowienia się nad wykorzystaniem pracownika.

 

No i dlatego nie warto niczego zmieniać, skoro można dobrze zarobić bez przemęczania się dolą pracowników, kiedyś zwanych chamami.

 

Reasumując: czyż nie lepiej być uprzywilejowanym i nie bać się mandatów, mieć duże dochody

niezwiązane z jakąś tam odpowiedzialnością, móc sporo „załatwić” i cieszyć się życiem?

Współczesne „chamy”, jak czas pokazał, nie są w stanie się zbuntować; i tak można w nieskończoność, chociaż poprzednio tę „nieskończoność” zakończyły rozbiory, ale długo to trwało.

 

W skrócie: jedni się cieszą, bo mają przywileje, a inni, bo mają pracę i bezpłatne coś tam.

 

Pytanie jest takie: Czy Polacy mają socjalizm w genach?

 

Cieszę się z obecnego rządu i nie zamierzam z niego rezygnować, ale zapominać o pewnych sprawach też nie chcę.

 

 

 

 

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów