Ciekawa wycieczka na Monte Cassino

Obrazek użytkownika Jacek Trzaska
Blog

Dzisiaj rocznica, wiem że tekst nieco leciwy, jak i sama historia, ale może ktoś przeczyta, pomyśli...
Rzeczywiście kolega opowiadał tą historię i rzeczywiście istnieje księga, która jest jedną z najlepszych, jeśli idzie o opis samych walk pod Monte Cassino i dramatycznej podróży Polaków przez Rosję. Pamiętniki tam zamieszczone wskazują, że wielu przedwojennych polskich oficerów miało
duży talent literacki, dzięki czemu ich wspomnienia mają wyjątkowy charakter.
Zapraszam.

Chrzanów, okolice... i Monte Cassino. Grudzień 2006

Było to już dawno temu, bo w latach osiemdziesiątych. Pewien mój znajomy opowiadał taką oto historię: otóż wybrałem się na wycieczkę autokarem do Watykanu... Autobus zbierał ludzi z całej Polski, toteż w Katowicach, gdzie wsiadałem, był już prawie pełen, i – jak to w takich przypadkach jest we zwyczaju – wszyscy pytają, skąd kto przybywa. Sąsiedzi moi, jak się okazało, byli z Warszawy, o czym z dumą mi oznajmili. Po czym zapytali skąd jestem, więc im odpowiedziałem, że z Chrzanowa. Potraktowali tę odpowiedź jako wręcz wymijającą i dalej pytali:” Ale gdzie to jest, i czy aby można znaleźć „to na mapie”, ten „Chrzanów” ? – zaczęli żartować. Próżno tłumaczyłem, że moje miasto leży między Krakowem a Katowicami i że blisko: Trzebini, Jaworzna, Olkusza, zaś w okolicy są wioski takie jak Regulice, Płaza... Jeszcze więcej się śmiali mówiąc: „Dobrze, że pan wie, gdzie mieszka, bo my dalej nie wiemy” .I tak chcąc nie chcąc musiałem te kpiny całą drogę znosić, aż dojechaliśmy do Włoch. Jeszcze we Włoszech słyszałem od nich „pocieszenie”, „żebym się nie martwił ,bo jak ktoś chce się dobrze ukryć, to albo na Saharę, albo do Chrzanowa , kamień w wodę... „ Na to ja odparłem, usiłując się bronić:” 100 kilometrów od nas jest Częstochowa” i znów swych słów żałowałem.
Tak się jednak składa, że w programie podobnych wycieczek jest często zwiedzanie Monte Cassino. Jest to miejsce dla Polaków szczególne(chwała zdobycia klasztoru jest dla świata bezdyskusyjna). Również i nasza wycieczka zwiedzała Monte Cassino: w tym pomniki i polski cmentarz. Tu opowieść na chwilę przerwał, jakby się nad czymś zastanawiał, po czym kontynuował:” Ponieważ nic wcześniej o tym nie wiedziałem, widok napisów na grobach, był dla mnie niezwykły. (a miał wtedy ze 24, a może 22 lata) Oprócz kresowiaków spod Lwowa ,najwięcej grobów poległych żołnierzy jest ze Śląska, a potem z Częstochowy, Olkusza, Jaworzna – Byczyny, Regulic, Trzebinii, Płazy, Długoszyna, Oświęcimia. Nie sposób spamiętać.(Pamiętacie słowa hymnu narodowego :” z ziemi włoskiej do Polski”. Jak za Napoleona tak i w drugiej wojnie światowej.) Przy czym przy Regulicach, Długoszynie, Trzebinii, wyraźnie napisane jest, że to okolice Chrzanowa. „Moi” warszawiacy na ten widok, najpierw jakby z czytaniem mieli trudności, potem zaczęli czegoś szukać po cmentarzu, ale nie znaleźli. Miny im się bardzo „wydłużyły”, a ja mogłem im jeszcze raz spokojnie wyjaśnić, gdzie leży Chrzanów. Długo jeszcze tłumaczyłem w autobusie biorąc odwet, gdzie Trzebinia, jak się od nas jedzie, do Olkusza, do Jaworzna, i że Oświęcim bardzo blisko. Na koniec im „przyłożyłem”, że Wadowice, skąd pochodzi nasz Papież, też są stosunkowo niedaleko – mieli dosyć. Trzeba było się przesiąść. I to tyle.

Minęło dwadzieścia niemal lat, kiedy nie wiedzieć dlaczego, pomyślałem, a może by tak sprawdzić, czy w tej opowieści nie było przesady? Zamiast jechać do Włoch, usiadłem przy komputerze i oto co znalazłem.
Jest w naszej czytelni na alei Henryka książka, której podobno nikt nie czyta. Zobaczyłem, no cóż, nic dziwnego: waży z pięć kilo, ma ponad 1000 stron i nie można jej wypożyczyć. Wszystko jasne pomyślałem, na taki widok dzisiejsi ludzie miewają „wstrętostron”, chociaż, gdyby wiedzieli co zawiera!... Chodzi o książkę pt: „Śląsk pamięci Monte Cassino” wydaną w Katowicach w 1999r. pod redakcją Witolda Żdanowicza. Z początku chciałem jak najszybciej znaleźć ewentualne potwierdzenie powyższej opowieści, ale ponieważ miałem dużo czasu zacząłem ją po prostu czytać.
Oprócz dużej ilości dokumentów dotyczących samej bitwy i jej uczestników, zawiera relacje żołnierzy, pamiętniki, a te zaś świetnie napisane (dobrze się je czyta), opowiadają o drodze, jaką przebyli, by pod Monte Cassino móc walczyć w armii Andersa. Są więc opisane stalinowskie łagry, Bliski Wschód, bitwa o Tobruk . Co ciekawe , dla niektórych Ślązaków droga do polskiej armii wiodła przez wermacht. (Trzeba uważać, jak się o rosyjskiej zimie czyta, tak jest opisana, że czytając można zmarznąć) Wreszcie opis bitwy i jej geneza to wyjątkowo przejrzysty obraz ilustrowany mapami.
Z ciekawostek – we Francuskiej armii, tysiące Arabów walczących nożami, (karabin im tylko przeszkadzał), wykorzystywani w trudnym terenie, również w walkach na linii Gustawa.
Niemieccy spadochroniarze broniący klasztoru, ( najstarsi 24 lata ), zachowanie po bitwie jak i wyniki badań psychiatrycznych, którym Anglicy ich poddali, zdumiewają... Zaraz po kapitulacji w jednym z opisów bitwy, Niemcy znoszą rannych, a potem ...razem z Polakami palą papierosy.
Książka poraża prawdą, ale i zaskakuje. Wygląda na to, że niewiele wiemy o Monte Cassino, zwłaszcza z „okolicznościowych” programów telewizyjnych. Również Wańkowicz w swoim trzytomowym dziele „ Bitwa o Monte Cassino” z jakiegoś powodu, konsekwentnie przemilcza losy drugiego batalionu na wzgórzu 593, gdzie przez cały tydzień toczyła się najkrwawsza walka, jak i udział w tejże walce kpt. Tadeusza Radwańskiego i jego kompanii. Relacja z udziału w bitwie tego ostatniego, jego autorstwa ,jest zamieszczona. Gdyby zebrać wszystkie holywoodzkie filmy typu „Noc żywych trupów” ,to przy relacji Radwańskiego wyglądają jak „poranek dla dzieci”.
Na koniec jeszcze o goryczy. Niejeden uczestnik sławnej bitwy, gdy wrócił do domu, trafiał do więzienia lub stalinowskiego łagru. Samą bitwę po wojnie chciano przemilczeć. Tymczasem znalazłem listę mieszkańców Śląska i jego okolic, poległych w walce o klasztor, jak również listę tych uczestników bitwy, którzy wojnę przeżyli.(Znajdują się tam ludzie z całej Polski, również z Warszawy.) Autor zastrzega jednak, że te listy są niepełne. Wynika z nich jasno: zwiedzając polski cmentarz na Monte Cassino, bardzo łatwo jest wyjaśnić komuś, gdzie leży Chrzanów.

Chrzanów jest wymieniony między wieloma innymi miejscowościami, którym wydawca dziękuje za pomoc w jej wydaniu.

Jacek Trzaska.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ciekawy tekst. Rzeczywiście, udział polskich dezerterów i jeńców z Wehrmachtu jest stosunkowo małą znaną kartą w dziejach II Korpusu.

A propos Arabów walczących białą bronią, nie wykluczam, ale bardziej prawdopodobne, że wzmianka ta dotyczy Gurkhów i ich kukri.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#256184

Nie chcę polemizować z książką, której nie znam. Zwracam jednak uwagę, że oddziały francuskie walczyły w I fazie bitwy, Gurkhowie w III, a Polacy w IV. Nie wykluczam, że opowieści o Arabach pochodziły z zasłyszanych pogłosek, a poza tym, Gurkhę łatwo można wziąć za Araba. Ale nie upieram się przy swoim.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#256208

Jacek Trzaska

Uderzyłeś w sedno, książka jest wynikiem ogromnej, solidnej pracy, a niestety Polacy, jak sądzę, niewiele o niej wiedzą.
Zachęcam do poszukiwań w czytelniach, bibliotekach...

Pozdrawiam
Jacek Trzaska

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jacek Trzaska

#256237