Czy nauczycielki mają rację? Rozważania o prezydenturze

Obrazek użytkownika civilebellum
Kraj

Ex definitio («czynnik kształtujący czyjąś świadomość, regulujący czyjeś postępowanie») – jak najbardziej: od tego są! Pytanie dotyczy jednak ich osobowości poza-zawodowej, to znaczy, czy mają rację „w sobie”; można założyć, że nie żyją w rozdwojonej jaźni i te same postawy (pewność racji) i przekonania prezentują także w życiu prywatnym: tego dotyczyć będzie ten artykuł.

 

Pan prezydent udzielił kolejnego wywiadu (po RM) – tym razem dla Radia Plus*; przedstawił po raz kolejny swoją wizję prezydentury:

Przede wszystkim uważam, że prezydent powinien patrzeć na sprawy chłodno i ludzie oczekują, że prezydent będzie w jakiś sposób równoważył, czy nie doprowadzał do sytuacji radykalnych. I ja uważam, że taka też jest rola prezydenta, że prezydent powinien starać się pewne rzeczy balansować.

- i jest to wizja zdecydowana, wizja, powiedziałbym, „ojca narodu”, który „musi” odpowiadać za poczynania „swoich dzieci”. Jak się dochodzi do takich przekonań? – prześledźmy dotychczasową drogę życiową prezydenta (w oparciu o własnoręcznie skreślony życiorys**):

urodził się w 1972 r.; rodzice byli nauczycielami akademickimi o specjalnościach technicznych; ukończył studia humanistyczne, po których otrzymał posadę akademicką – i to jest pierwszy, natychmiastowy sukces; drugi na tym polu, choć stosunkowo niezbyt szybki (8 lat!), to doktorat (co prawda z dziedziny niezbyt „ambitnej”, bo z prawa administracyjnego); wygląda jednak na to, że ta kariera nie zanosiła się rewelacyjnie, bo świeżo upieczony doktor założył natychmiast własną kancelarię prawną i… rzucił się w objęcia polityki, która przyjęła go z otwartymi ramionami, gwarantując od razu tej młodej gwieździe znaczne sukcesy: tego samego (2005) roku zostaje – w wieku 33 lat - ekspertem od legislacji Klubu Parlamentarnego i zaraz potem (2006)… wiceministrem sprawiedliwości! dalej: członkiem Trybunału Stanu (2007), podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta RP (2008), radnym miasta Krakowa i przewodniczącym klubu radnych, posłem na Sejm (2011), posłem do Parlamentu Europejskiego (2014) i wreszcie Prezydentem RP (2015); na wszystkie te funkcje został delegowany przez Prawo i Sprawiedliwość. Po roku sprawowania ostatniego urzędu stał się „prezydentem wszystkich Polaków”…

 

Dysponując niezbyt szerokim zapleczem ekspercko-doradczym*** – za to będąc z pewnością pod wrażeniem własnych (?) sukcesów na niwie polityki (choć niekoniecznie w innych dziedzinach, bo np. takie sformułowanie z przytoczonego wywiadu dla Radia Plus: Pytałem pani Zofii Romaszewskiej – kaleczy niemile polszczyznę i oby to był jedyny przejaw braku ogólnej ogłady) – doszedł najwidoczniej do wniosku, że wykształcenie i doświadczenie życiowe wystarcza mu na podejmowanie własnych, najważniejszych dla naszej ogólnej pomyślności decyzji.

 

Choć może nie tylko własnych – i stąd tytuł artykułu: żona Pana Prezydenta jest nauczycielką…

 

* https://wpolityce.pl/polityka/366184-prezydent-chce-by-byla-realizowana-dobra-zmiana-rzeczywiscie-dobra-taka-ktora-sluzyla-polskiemu-spoleczenstwu-a-nie-bedzie-budzila-obawy

** http://www.prezydent.pl/prezydent/biografia-andrzeja-dudy/

***  i wykonawczym: „odnalazł” się tam np. Marcin Wierzchowski – ten, który tak dramatycznie konfabulował, relacjonując swój pobyt na „pobojowisku smoleńskim” (to obecne „przytulenie” ma też swój niebagatelny wymiar finansowy: z deklaracji majątkowej MW za rok 2016 wynika, że osiągnęło w tym czasie kwotę ponad116 tys. zł; patrz: https://bip.warszawa.pl/NR/rdonlyres/00136d1b/nuotyvjojyymhxfegshegpvblxunikhl/oświadczeniemajątkoweWierzchowskiMarcin.pdf ) - a "gigantem" przecież nie był...

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:11)

Komentarze

Pan Prezydent jest na fali sukcesów. Sukcesy, "jeżeli się im zaufa" mogą ostatecznie wzbudzić takie mniemanie, że jest się prawie "nieomylnym". Czasami jednak niepowodzenia  są lepszym "nauczycielem" niż sukcesy. Ciągle wierzę w "dobrą  wolę" Pana Prezydenta, a popełnianie błędów jest ludzką przypadłością. Jeżeli się walczy o jakieś dobro, a zło przeszkadza w osiągnięciu celu -  to nie można dyskutować i lawirować "ze świeczką i ogarkiem". Dlaczego J. Piłsudski był wielki, bo "nie dyskutował z  totalną opozycją" ( ze zwykłą można). Tylko  pokora i współpraca z całym "obozem Dobrej Zmiany" zamiast nieustannych indywidualnych "dryblingów" Prezydenta, mogą Polsce przynieść ostateczny sukces.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

RAK

#1552306

=obłuda czyli z UW  "Juda"

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

antyleming

#1552314