To już wiem czego bał się Kaczyński

Obrazek użytkownika kataryna

Piotr Śmiłowicz w Newsweeku: W dokumentach śledztwa dotyczącego mafii paliwowej pojawia się nazwisko Jarosława Kaczyńskiego. To może być jedna z przyczyn zaniechań rządu PiS wobec tego śledztwa.To oczywiście fragment artykułu, któremu poświęciłam poprzedni wpis, wracam do niego bo odpowiedział sam autor i nie wypada się nie odnieść. Piotr Śmiłowicz w ramach rewanżu, czy jak kto woli retorsji, zajął się na swoim blogu moim wpisem, dzieląc się przy okazji bardzo oryginalną hipotezą na temat tego dlaczego Kaczyński mógł się bać tego śledztwa. Piotr Śmiłowicz na blogu: Jest oczywiste, że Jarosław Kaczyński występuje w
dokumentach śledztwa paliwowego generalnie jako ofiara. Wydawało mi
się, że nie trzeba mieć przenikliwej inteligencji Kataryny, by to
odczytać z mojego tekściku. Moim zdaniem nie obala to jednak hipotezy,
że mógł się obawiać, iż przy szeroko zakrojonym śledztwie jego nazwisko
będzie się raz po raz przewijać, zgodnie z zasadą "ukradł, czy mu
ukradli, ale był zamieszany". A to będzie łakomym kaskiem dla opozycji.
Cóż, trudno się nie zgodzić, że dziennikarze umieliby przedstawić całą sprawę tak, że nie byłoby wiadomo "ukradł, czy mu ukradli, ale był zamieszany", najlepszym tego dowodem jest wczorajszy artykuł Śmiłowicza z leadem jak ten zacytowany na wstępie i jego potraktowanie przez inne media. Nie będę się też spierać o to, że przeciętny czytelnik nawet nie zadawałby sobie trudnego pytania "ukradł, czy mu ukradli" bo wiedziałby, że ukradł, i to nie raz i nie tyle a dużo więcej. Najbardziej mi do tej hipotezy nie pasuje sam Kaczyński, bo znowu, Kaczyński jest jaki jest ale tego, że każe utrącić duże i ważne śledztwo w którym występuje jako ofiara (!) ze strachu przed tym, że opozycja wszystko przekręci to ja nie kupuję. To nie ten typ człowieka, tak mi się zdaje. Gdyby Kaczyński przejmował się tym co napiszą media i powie opozycja bylibyśmy dzisiaj w innym miejscu. Przykro mi ale ta hipoteza wydaje się strasznie naciągana, mam wrażenie, że autor stara się nią wybronić przed zarzutem, że jego tekst był świadomym i nieuczciwym uderzeniem w Kaczyńskiego. Śmiłowicz pisze " Jest oczywiste, że Jarosław Kaczyński występuje w
dokumentach śledztwa paliwowego generalnie jako ofiara. Wydawało mi
się, że nie trzeba mieć przenikliwej inteligencji Kataryny, by to
odczytać z mojego tekściku" ale umówmy się, gdyby to faktycznie było oczywiste to ten tekst nie zawisłby na wszystkich portalach. Piotr Śmiłowicz tłumaczy, że odkurzył tę sprawę " wobec publicznie zadawanych pytań, dlaczego ekipa PiS
niewiele zrobiła w sprawie paliwowej, mimo sensacyjnych zeznań
Krzysztofa Baszniaka, dlaczego odsunięty został prokurator Marek Wełna" tyle że akurat wątki, które przypomniał niczego nie rozjaśniają, przeciwnie, strasznie mącą. No ale może to tylko przygrywka i wkrótce ruszy pełną parą prawdziwe dziennikarskie śledztwo w tej sprawie bo naprawdę jest co wyjaśniać. Czekam z niecierpliwością na wyjaśnienia następujących wątków: Jakie były przyczyny odsunięcia Wełny, bo w tej sprawie pojawiają się sprzeczne wersje. Wełna twierdzi, że były na niego naciski, żeby oskarżał polityków, Ziobro oskarża Wełnę, że ten nie chciał ruszać polityków mimo iż były solidne podstawy. Jak naprawdę było z tym odsunięciem? Czy rzekome naciski na Krzystyniaka za które Kowalski i Wełna mieli postępowanie o przekroczenie uprawnień miały miejsce przed czy po tym jak Wełna został odsunięty ? W Newsweeku czytam, że przesłuchanie Krzystyniaka miało miejsce w 2006 roku, Wełna został odsunięty w marcu 2006, chętnie się dowiem co było najpierw - rzekome naciski na obciążenie Kaczyńskiego czy odsunięcie od śledztw mafijnych. Co było akcją a co reakcją? Jak wyglądało postępowanie o przekroczenie uprawnień, kto i kiedy je wszczął, co ustalono, kto, kiedy i dlaczego je umorzył? Co się dzisiaj dzieje z rzekomo naciskającym prokuratorem Kowalskim? Czy też robi karierę pod Ćwiąkalskim? Bo Wełna jest zdaje się jakąś szychą w prokuraturze krajowej. Jak wyglądały rzekome naciski w drugiej wspomnianej sprawie, gdzie podobno służby specjalne zamawiały u przesłuchiwanego haki na Kaczyńskiego. Czy to zostało wyjaśnione? Szczerze mówiąc nie sądzę, żeby nagłe zainteresowanie dziennikarzy starym newsem przełożyło się na coś więcej niż jednodniową sensację. A szkoda bo sprawa jest naprawdę ciekawa i na pewno ważna. Zwłaszcza w kontekście dzisiejszych doniesień o naciskach na prokuratora Miłoszewskiego (to zdaje się zresztą jeden z tych co to go Ziobro odsunął razem z Wełną). Relacja jest porażająca i nadaje się na materiał dla komisji Czumy (kto wie, być może dla panów śledczych to jedyna okazja na wyśledzenie jakiegoś autentycznego nacisku), pewnie w kancelarii premiera piszą właśnie "przekaz dnia" dlaczego Miłoszewski to świnia a jego naciski się do komisji naciskowej nie nadają. f (typeof adserver_emissions == 'object' &&
adserver_emissions['rectangle srodkowy 300x250'] == true) {
document.getElementById('bmone2n5a').style.display = "block";
} Prokurator Wojciech`Miłoszewski: Referent sprawy zadzwoniła do mnie i
powiedziała, że jeśli tego nie zrobię, to ona wyląduje w jakiejś
prokuraturze w Gołdapi" - opowiada w TVN24. Miłoszewski to śledczy,
który na polecenie Ziobry opowiadał Jarosławowi Kaczyńskiemu o sprawie
mafii paliwowej. (...)  Powiedziałem, że nie widzę podstaw do składania doniesienia i jak
chce, to może zwalić wszystko na mnie. Za dwie godziny zadzwoniła i
powiedziała, że będę świadkiem w sprawie.Czy to tylko nienawiść Ćwiąkalskiego do Ziobry i chęć zniszczenia go za wszelką cenę czy coś więcej? Bo przecież nawet głowa Ziobry nie jest warta tego co Ćwiąkalski wyprawia, żeby ją strącić.  Blog Piotra Śmiłowicza

Brak głosów