Prokuratura wystawia władzy obywateli

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Rzeczpospolita: Prezydent
Szczecina pozna dane ludzi, którzy ocenili go na forum. Udostępni mu je
prokuratura. „Interesuje się pani polityką?” - to pierwsze pytanie,
które na przesłuchaniu usłyszała internautka posługująca się nickiem
Rewers10. Jest jedną z osób, które w sieci krytykowały prezydenta
Szczecina Piotra Krzystka (PO). Po jego zawiadomieniu prokuratura
zaczęła ustalać numery ich komputerów (IP). Jak dowiedziała się "Rz",
śledczy mają już dane 30 osób. (...) Prezydent Szczecina w
zawiadomieniu do prokuratury cytował wpisy: "kompletny gamoń",
"zakłamany drań i oszust", "łgarz" czy "nędzny złodziejaszek". -
Skorzystałem z prawa do obrony własnego imienia – tłumaczy "Rz"
Krzystek. – Jest to również mój głos w dyskusji o granicach wolności
słowa w Internecie – zaznacza. (...) Śledczy przekażą mu bowiem dane
forumowiczów, co umożliwi mu złożenie przeciw krytykom prywatnych aktów
oskarżenia. Chociaż prezydent wcale nie musi iść z nimi do sądu. Gdy go
o to pytamy, odpowiada wymijająco. Jedno jest pewne – będzie wiedział,
kto ocenił go w sieci.

Polityk partii rządzącej wykorzystał prokuraturę do namierzenia 30
obywateli mających o nim krytyczne zdanie i ośmielających się je
wyrażać, a to jeszcze nie koniec bo prokuratura szuka dalej. A
wszystkich tak namierzonych krytyków władzy poda jej na tacy. Nie po to
przecież, żeby ta mogła ich wszystkich postawić przed wymiarem
sprawiedliwości, bo Krzystek nie jest taki głupi, żeby się przed sądem
użerać z kilkudziesięcioma osobami za niewinnego "gamonia" czy
"drania", tym bardziej że każdy taki pozew kosztuje. I ośmiesza. Być
może dla zachowania twarzy pozwie jednego czy dwóch najostrzejszych,
żeby nie było, że zatrudnił prokuratorów na darmo. Resztę krytyków
można ukarać inaczej, mając w ręku ich pełne dane. Z takim obywatelem
władza może wszystko. Może nasłać na niego wszystkie możliwe kontrole,
bo przy uznaniowości polskiego prawa, małe są szanse, żeby delikwent
wyszedł cało. Może utrudnić życie przy rozmaitych okazjach, gdy
niewygodny obywatel zjawi się w którymś z urzędów w charakterze
petenta. Może wreszcie podrzucić nazwiska osób do odstrzelenia
zaprzyjaźnionym dziennikarzom, którzy przy odrobinie wysiłku będą
umieli zrobić coś z niczego. Niewykluczone, że  wkrótce w lokalnej
prasie ukaże się kilka demaskatorskich artykułów o tym, czy o tamtym.
Może zresztą wystarczy sama satysfakcja z nastraszenia niewdzięcznych
poddanych i błoga świadomość  że teraz każdy się dwa razy zastanowi
zanim cokolwiek krytycznego o władzy napisze. A o to przecież chodzi.

W sądzie można przegrać, zwłaszcza jak się nic nie ma, a umówmy się,
Krzystek ma niewiele, jeśli pójdzie do sądu z tym co zacytowała Rzepa,
raczej przegra, nawet jeśli nie w Polsce, bo tu wszystko jest możliwe,
to na pewno w Strasburgu. Jestem więc pewna, że z większością
namierzonych prokuraturą obywateli Krzystek nigdy nie spotka się w
sądzie, oficjalnie wszystko się dla nich skończy na tych
przesłuchaniach.  Pozornie życie będzie się toczyć dalej, a nawet jeśli
nagle bardzo się zmieni, nie uda się udowodnić, że nagły wysyp
kontroli, dziwna administracyjna decyzja, czy innego rodzaju kłopoty
mają bezpośredni związek z tym, że się kilka miesięcy temu nazwało
prezydenta "gamoniem".

Jeśli prezydent Krzystek pozwie każdą z osób, której tożsamość ustalił
rękami prokuratury, uznam, że nie ma sprawy, bo władza też ma prawo się
bronić i jeśli robi to w trybie, w jakim musiałby to robić każdy z nas,
jest to tylko kwestia estetyki i politycznych standardów. Jeśli
jednak zadowoli się tylko danymi osobowymi swoich krytyków, będzie to
znaczyło, że posłużył się pretekstem, żeby za pomocą prokuratury
namierzyć swoich krytyków, z zamiarem wykorzystania tak pozyskanej
wiedzy w inny niż dochodzenie roszczeń przed sądem sposób. A to
już jest szalenie niebezpieczne, nie dla tych kilkudziesięciu osób, ale
dla demokracji. Bo to znaczy, że każdy krytyk władzy może zostać w
każdej chwili zidentyfikowany, a o tym jak w kraju bez zasad władza
może taką wiedzę wykorzystać nie muszę przekonywać nikogo.

W mojej sprawie z "Dziennikiem" okazało się, że mając nazwiska
dziennikarzy nie mogę ich skutecznie pozwać w trybie cywilnym, bo sąd
żąda adresów zamieszkania, a redakcja odmawia ich podania  "z uwagi na
konieczność ochrony ich interesów procesowych". Ciekawe czy gdybym, jak
prezydent Krzystek, zgłosiła się do prokuratury, prosząc o pomoc w
namierzeniu osób, do których mam pretensje, też by mi tak chętnie
pomogli, czy te usługi są dostępne tylko dla władzy.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

republika bananowa w rozkwicie...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#38138