Wolność w internecie - ocean czy ...?

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Igor zapodał temat o tyle mnie interesujący, że brałem udział w tym internetowym szaleństwie od samego początku, od 1995 roku, gdy zaczął się komercyjny dostęp do internetu i pojawiły się pierwsze firmy oferujące taką usługę jak "dostęp do internetu". Od 1994 zacząłem korzystać z Internetu za pomocą BBS-u, a pracę w branży rozpocząłem w 1995 roku. Pracowałem dla najważniejszych prywatnych dostawców (ISP).

Czy wtedy, na początku, zdawaliśmy sobie sprawę z możliwości i zagrożeń? Czy wiedzieliśmy, że tworząc sieć budujemy medium, które zmieni całkowicie sposób komunikacji? I że jest to zupełnie nowa jakość, także polityczna?

Oczywiście, że nie. Jedynie drogą prostych konstatacji następstwa faktów można było się domyślać, że "impact", mówiąc językiem marketingu, będzie olbrzymi. Przede wszystkim wpływ na szybkość łączności biznesowej i, że bariera wejścia była niezwykle niska.
 
Na ile internet przyczynił się do utrwalenia wolności słowa w Polsce, na ile w ogóle możliwa jest wolność słowa w naszej, nazwijmy to - specyficznej sytuacji? Czy, gdyby nie internet, to w ogóle możliwe byłoby dzisiaj publiczne formułowanie innych niż mainstreamowe poglądów? Albo inaczej - czy niezwykle niska bariera wejścia do publikowania internetowego i możliwość bezpośredniej komunikacji pomiędzy uczestnikami dyskursu w jakiś zasadniczy sposób ogranicza totalitarne zapędy władz ?
 
Żeby odpowiedzieć na to pytanie należy trochę orientować się technikaliach internetowych. Ta wiedza jest już w miarę powszechna, ale na potrzeby tego wywodu kilka zdań na ten temat.
 
Aby publikować na takim Salonie24 albo gdziekolwiek indziej musi się korzystać z komputera podłączonego do Internetu i dlatego taki komputer jest w bardzo prosty sposób namierzalny przez wszystkie służby świata zainteresowane treściami publikowanych przez użytkownika tego komputera. Unikalny numer IP, przydzielony temu komputerowi wskazuje operatora, a pośrednio fizyczne łącze i adres (ulica numer domu, albo - w przypadku połączeń mobilnych - samego abonenta i jego lokalizację geograficzną w momencie transmisji). Dane te można zbierać post factum, albo w czasie rzeczywistym. I w dodatku całą czynność poszukiwania można całkowicie zautomatyzować, na przykład w ten sposób, że jeśli gdzieś, na którymś routerze (urządzeniu przekierowującym pakiety transmisji do właściwego adresata) pojawi się słowo albo ciąg znaków, którego autora należy namierzyć - to współczesne systemy zarządzania siecią zrobią to w ciągu kilku sekund. Nie ma anonimowości w internecie.
 
A teraz, dla porównania zobaczmy jak to było jeszcze 25 lat temu. Gdy milicja złapała kogoś z ulotkami, to najpierw musiała wydobyć od tego kogoś informację skąd je miał, i potem dalej iść tym tropem i wykryć całą sieć kolporterską. Oczywiście, abstrahując od kwestii agenturalności - aby zlikwidować kolportaż i zatrzymać rozszerzanie się nieprawomyślnych treści trzeba było poświęcić temu naprawdę dużo wysiłku, ludzi i pieniędzy.
 
Współcześnie, gdy ekscytujemy się łatwością publikowania w sieci,i tym, że jest to nowe, wolne medium musimy pamiętać, że jako wytwórcy informacji jesteśmy skrajnie uzależnieni od technologii która jest zarządzana przez firmy, które nie ośmielą się przeciwstawić organom państwa. I jeśli państwo zmierza w kierunku totalitarnym, to firmy te będą posłusznie wykonywać dyrektywy tego państwa. I jeśli przyjdzie rozkaz odcięcia Aleksandra Ściosa od internetu (zakładając, że Ścios dał się namierzyć, w co nie wierzę) to firma telekomunikacyjna wykona polecenie bez gadania, nawet nie pytając o nakaz sądowy. Nikt nie będzie ryzykował koncesji i miliardowych inwestycji.
 
Tak więc, drodzy optymiści - jesteśmy wszyscy na spacerniaku. Dużym, bo dużym, ale ogrodzonym. Każdy z nas jest jeśli nie namierzony - to namierzalny. I jeśli władzy przyjdzie do głowy ukarać któregoś z nas za obrazoburcze poglądy, to mimo nicków i tym podobnych zabiegów anonimizujacych - to władza nas dopadnie raz dwa.
 
Żeby być naprawdę anonimowym trzeba włożyć naprawdę wiele wysiłku, na który nie stać zwykłego blogera. Trzeba zabezpieczać swoją anonimowość, wykorzystując wiedzę na temat sieci i urządzeń technicznych. Trzeba mieć dużo czasu, żeby te wszystkie zabiegi ostrożnościowe były skuteczne. Nie da się pisać nieprawomyślnych blogów w biurze, pomiędzy jednym mailem a drugim. Wszystkie te zabiegi byłyby niepotrzebne, gdybyśmy naprawdę byli pewni, że władzy nigdy nie przyjdzie ścigać obywateli za poglądy. Jednakże już mieliśmy przykład, że władzy jednak może przyjść do głowy taki pomysł. A więc nieuchronnie działa autocenzura. Mimo tej wolności internetowej, o której pisano na S24. Wolność wypowiedzi jest oczywiście, tylko że… zawsze w tyle głowy bloger nieprawomyślny mieć już będzie casus antykomora.
 
Władza państwowa może w każdym momencie tę wolność ukrócić, a nieprawomyślnych ścigać. Jeżeli ta władza ma kłopoty z demokracją, jeżeli wolność słowa nie jest świętością, lecz tylko niewygodnym zapisem w konstytucji o zakazie cenzury, który można obejść wyrokami sądów zakazujących autorom publikacji na jakiś temat - to nie ma żadnej gwarancji na to, że internet będzie strefą wolnego słowa. Jest nawet gorzej - ze względu na technologiczny charakter tego medium i to, że użytkownicy internetu są łatwo namierzalni - władza niedemokratyczna jest w stanie dużo silniej kontrolować wymianę informacji w środowiskach nieprawomyślnych niż to było w czasach komunizmu. Wtedy musieli robić rewizje i werbować agenturę. W tej chwili wystarczy kilka kliknięć i ruchów klawiszem oraz jeden "agent" - agent bazodanowy, czyli program który wskaże adresy pod którymi jest neostrada, którą łączą się nieprawomyślni blogerzy. A w skrajnym przypadku po prostu wyłączą sieć. I tyle z naszej wolności.
 
Tak, tak. Spacerniak nie ocean.

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wszystko (nie)fajnie, ale to że bardzo rzadko piszę nie oznacza, że możesz sobie śmigać pod moim avatarkiem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

***
Tak jak i każdy człowiek - jestem zwykłym szczurem...

#163903

Ten nick jest w sieci od 1995 roku, więc raczej ja moge zapytać w drugą stronę

Szczur Biurowy

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Maciej Świrski

#163931

Nie chodzi o nicka (Szczuras Chaosu był od 2006 r. w S24), tylko o tego białego szczurka w avatarze.
Tak, ściągnąłem go z netu (nie od Ciebie, bo wtedy bym się nie czepiał;) przy zakładaniu bloga na niepoprawnych i zmniejszyłem do postaci avatarka.

Zapytam więc: od jakiego czasu masz tego szczurka?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

***
Tak jak i każdy człowiek - jestem zwykłym szczurem...

#163952

iż internet stanie się jednym wielkim ściekiem myśli ludzkiej i, tym samym, końcem cywilizacji "człowieka myślącego"...
Już nawet nie dlatego, że bedą się w nim wypowiadać na równych prawach; i mędzrzec, i głupiec, ale dlatego, że będzie można dowolnie manipulować proporcjami tych wypowiedzi

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#163946