sukces Kamińskiego, a polskie media: nieuctwo, czy zła wola?

Obrazek użytkownika Łukasz Schreiber
Świat

To fakt, Michał Kamiński przegrał sromotnie walkę o wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego z kolegą z frakcji, Brytyjczykiem Edwardem McMillannem-Scottem.

Tyle, że odczytywanie tego faktu jako osobistej klęski Kamińskiego jest niedorzeczne. Co więcej, koniec z końców odniósł on sukces, na który – jak sam przyznał – nawet nie liczył.

 
przyczyny porażki
 
Edward McMillann-Scott nie jest anonimowym eurodeputowanym, a zasiada w Parlamencie Europejskim już ćwierć wieku, od 1984 roku. W poprzedniej kadencji był wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Jest też jednym z największym kontestatorów wyjścia torysów z EPP. Dobrze wiadomo, że opuszczenie przez torysów i ODS EPP spowodowało wściekłość przywódców chadeków z Niemiec, Francji, czy Włoch. Nie zabrakło więc chętnych, aby sprawić psikusa Cameronowi. Jak wiadomo koniecznym wymogiem dla kandydata, który chce się ubiegać o stanowisko wiceprzewodniczącego Europarlamentu jest uzyskanie 40 podpisów, które McMillan zebrał spoza frakcji. Zwycięstwo niewątpliwie ułatwiło mu dłuższy staż w PE, a także to, że był swoistym „renegatem”. Śmiem twierdzić, że właśnie ta druga przyczyna była głównym powodem porażki Kamińskiego, a nie absurdalny zarzut homofobii, który wysunęła niemiecka gazeta „Sueddeutsche Zeitung”. Zresztą tezę tę uprawdopodobniają słowa Jacka Saryusz-Wolskiego (przewodniczącego polskiej delegacji w EPP), który stwierdził, że: Porażka Kamińskiego to wynik tego, że PiS zawędrował do marginalnej frakcji. Ot i chwila szczerości deputowanego PO, który przecież doskonale wie, że do prezydium weszli przedstawiciele mniejszych frakcji, a i sam PiS
miał wiceprzewodniczącego w poprzedniej kadencji – w osobie Adama Bielana – kiedy grupa UEN była blisko dwukrotnie mniejsza od EKR.
 
śmiech mediów
 
Sprawa jest przedstawiana tak przez polskie media, jakby była totalną kompromitacją samego Kamińskiego, PiS i całej frakcji, z czego tylko ostatni zarzut można uznać za prawdziwy. David Cameron pokazał, że traktuje na serio swoje zobowiązania wobec PiS i kolegów z frakcji, oddając funkcję przewodniczącego Europejskich Konserwatystów i
Reformatorów Polakowi, co nieco zakłóca przekaz o totalnej klęsce Kamińskiego. Jednak i na to znaleziono sposób, a z komentarzy można wyczytać zupełnie zdumiewające rzeczy. Zobaczmy, co o tej sprawie dowie się czytelnik portalu TVN24:
Michał Kamiński nie będzie wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. W trzeciej rundzie polski kandydat z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów dostał najmniej głosów ze wszystkich kandydatów (…) "Na otarcie łez" Michał Kamiński został jednak szefem frakcji konserwatystów.
W tej samej sprawie niemal identyczny głos „Dziennika”:
PiS ledwo stworzyło frakcję w europarlamencie, a już targa nią pierwszy konflikt. Jej kandydatem na wiceszefa PE miał być jedynie Michał Kamiński. Ale zasiadający w niej Brytyjczycy zgłosili własnego człowieka: Edwarda McMillana-Scotta. Polityk PiS z nim przegrał. Na osłodę dostanie stanowisko szefa frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.
 
realna władza zamiast prestiżu
 
Niewątpliwie ładniej brzmi stanowisko wiceprzewodniczącego PE, niż szefa frakcji. To nie zmienia jednak faktu, że w rzeczywistości członek prezydium PE ma funkcję, co prawda prestiżową, ale przecież nie idzie za tym nic więcej. Władza i kompetencje spoczywają w rękach szefa frakcji. Jak wielkim nieuctwem trzeba się popisywać, albo jak wiele musi być chęci „dokopania” PiS, aby stwierdzić, że stanowisko szefa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów dla Kamińskiego jest na „otarcie łez”? Zachęcam do krótkiej refleksji: brytyjscy torysi mają 26 europosłów, PiS 15. Dlaczego więc Cameron wolał wziąć szefa frakcji, a odstąpić Polakom członka prezydium PE? Czy rzeczywiście dziennikarze TVN i „Dziennika” uważają, że prawdopodobny przyszły Premier Rządu Jej Królewskiej Mości (a obecny Lider Opozycji) jest imbecylem, który działa na szkodę swojej partii? Chyba nie. Więc albo imbecylami są dziennikarze, którzy takie rzeczy wypisują, albo co gorsza – a niestety bardziej prawdopodobne – mamy do czynienia z celowym zabiegiem mającym na celu pokazanie Polakom: zobaczcie, PiS znowu spartaczył sprawę, oni się do niczego nie nadają. Wygląda to fantastycznie, z punktu widzenia służalczych dziennikarzy wobec PO, zwłaszcza w kontekście tego, że zbiega się to w czasie z osobistym sukcesem Jerzego Buzka.  

Powiedzmy przy tej okazji więcej. Gdyby PO – rzekomo taka wpływowa w EPP – skupiła się na walce o szefa frakcji zamiast przewodniczącego PE i sprawa zakończyłaby się sukcesem to pozycja Polski byłaby nieprawdopodobnie silna. Blisko połowa eurodeputowanych byłaby zależna od decyzji dwójki Polaków! Oczywiście na to szans nie było, ponieważ dwaj główni rozgrywający w Europejskiej Partii Ludowej – tj. niemiecka CDU/CSU i francuska UMP – zdają sobie sprawę z tego, gdzie leży realna władza.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

oszołom z Ciemnogrodu
to funkcja przewodniczącego dla Buzka jest na otarcie łez - bo żadnego znaczącego stanowiska peło nie dostanie. Buzek będzie mógł sobie otwierać i zamykać obrady i to wszystko. Zresztą do tego tylko się nadaje. Realną władzę w Ojroparlamencie (który zresztą praktycznie nie posiada realnej władzy) mają przewodniczący frakcji. Prawdopodobnie więc Kamiński będzie miał więcej do powiedzenia niż Buzek. Ale kto się w Polsce o tym dowie?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

oszołom z Ciemnogrodu

#25932

Bardzo cieszę z sukcesu Kamińskiego. Mam nadzieję, że będzie bardzo zaabsorbowany w Brukseli i nie będzie miał czasu, aby spieprzyć trzecią kampanię wyborczą.
____________________________

"Strzeżcie się Wilki, strzeżcie się przynęty..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#26013