Kaczyński – wojownik w swoim żywiole

Obrazek użytkownika Łukasz Schreiber
Kraj

Nie należę do bezgranicznych entuzjastów wszystkich aspektów polityki prowadzonej przez Lecha Kaczyńskiego. Jednak w ostatnich dniach naszemu prezydentowi udało się odnieść dwa sukcesy i wreszcie mogliśmy zobaczyć go takiego, na jakiego głosowaliśmy. Kaczyńskiego odważnego, zdeterminowanego i pełnego wigoru. Z pewnością mówi w pełni szczerze w wywiadzie dla dzisiejszej Rzeczpospolitej, odpowiadając na pytanie co czuł podczas przemawiania na wiecu w Tbilisi: „Przypomniałem sobie młodość. Lata 80. i moje wystąpienia na wiecach Solidarności. Jak w najlepszym okresie mojego życia.”

sojusz środkowo- wschodni

Wbrew narzekaniom wszelkiej maści lewaków( zarówno tych z Polski jak i Europy Zachodniej) nasz kraj w ciągu ostatnich trzech lat wszedł do pierwszej ligi europejskiej. Niemała w tym zasługa właśnie Lecha Kaczyńskiego. Interes narodowy jest wreszcie stawiany ponad to, że ktoś z europejskich przywódców się nadąsa. Powoli też Polska wyrasta na lidera środkowo- wschodniej Europy, do czego zresztą mamy wszelkie podstawy. Ostatnia sytuacja w Gruzji pokazała, że Lech Kaczyński był w stanie zarazić do własnej inicjatywy głowy innych państw. Oczywiście znów słyszymy bzdury w stylu „Rosja się na nas obrazi”, słusznie jednak stawia pytania Kaczyński we wspomnianym już wywiadzie: „Na czym mają polegać te dobre stosunki z Rosją? Do tej pory nie usłyszałem od rządu żadnej odpowiedzi. Mamy być neutralni w sytuacji konfliktu między Gruzją, strategicznym partnerem Polski, a Rosją, która jest spadkobiercą Związku Sowieckiego i stara się zdławić niepodległość tego partnera? Niby dlaczego?” Chyba wszyscy pamiętamy żałosną wizytę Tuska w Moskwie i to na domiar złego w czasie kampanii wyborczej, w której łamano wszelkie standardy demokratyczne. Rosja ma imperialne marzenia i to nimi się kieruje prowadząc swoją politykę. Łudzenie się, że w tej mierze może się coś naprawdę zmienić jest bajką. Chyba nawet Donald Tusk już w to nie wierzy.

Waszczykowski „uratował” tarczę?

Nie chce mi się wierzyć, aby polski negocjator w sprawie tarczy wywiadem dla Newsweeka chciał się jedynie odegrać za dymisję – o której nomen omen nie wiedział jeszcze – jak to sugerował na antenie TVN24 jeden z najbardziej załganych i cynicznych polityków PO Sławomir Nowak. W końcu Waszczykowski miał już zapewnione „miękkie lądowanie” w ambasadzie Egiptu w Kairze. Osobiście wydaje mi się, że jego decyzja była faktycznie spowodowana tym, że uważał instalację elementów tarczy antyrakietowej za zwiększającą nasze bezpieczeństwo. Dzięki temu postawił Tuska i Sikorskiego pod ścianą. Wówczas było oczywiste, że w tym tygodniu dojdzie do parafowania porozumienia pomiędzy polskim i amerykańskim negocjatorem. Czy stałoby się podobnie, gdyby Waszczykowski siedział cicho? Być może tak, ale nie jest wykluczone, że sprawy przybrałyby inny obrót. A dlaczego powinniśmy być zadowoleni z tego porozumienia? Przecież to nie elementy tarczy, czy nawet kilka baterii Patriot sprawia, że jest to nasz sukces i zwiększenie polskiego bezpieczeństwa. Jest nim zupełnie inny zapis, który jest swoistym paktem o wzajemnej obronie w przypadku agresji militarnej innego państwa. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że zwiększa to raczej polskie, niż amerykańskie bezpieczeństwo…

moment przełomowy prezydentury?

Pisałem o tym niejednokrotnie, że Lech Kaczyński ma ciągle szanse na reelekcję i to pomimo tak dramatycznie złych sondaży. Potrzebny był tylko punkt zwrotny. Jest całkiem prawdopodobne, że może się nim okazać właśnie sierpień 2008 roku. Chyba od początku prezydentury nie zdarzyło się, aby ponad 55% Polaków popierała w jakiejś konkretnej sprawie działania prezydenta. Właśnie takie wyniki aprobaty dla postawy Kaczyńskiego pojawiły się po jego interwencji dyplomatycznej w Gruzji. Szczególnie korzystna dla prezydenta( chociaż już nieco mniej dla Polski) była postawa premiera i jego zaplecza politycznego. Tusk wraz z Sikorskim i politykami Platformy zazdrośni o sukces rywala postanowili bowiem wysyłać niejednoznaczne sygnały. Sikorski pozwolił sobie nawet na krytykę Kaczyńskiego. W czasie każdej kadencji zdarzają się różne momenty. Rzadko bywa, aby przywódca od początku do końca cieszył się poparciem większego swojego społeczeństwa.

Nierzadko fakt o ponownym zwycięstwie jest efektem jakiejś jednej konkretnej sprawy. Tak było choćby w wypadku Margaret Thatcher, która gdyby nie wojna o Falklandy z Argentyną przegrałaby wybory w 1983 roku. Czy podobny wymiar dla Kaczyńskiego może mieć konflikt zbrojny Gruzji z Rosją? Sondaże są jednak zbyt słabe, aby to wystarczyło. Ale z pewnością może być to punkt wyjścia do zwycięstwa wyborczego w 2010 roku.

Ocena wpisu: 
Brak głosów