Wracamy do Iraku? - jeszcze o Państwie Islamskim

Obrazek użytkownika elig
Świat

  Dziś /5.09.2014/ w portalu RMF24.pl ukazała się informacja "Kerry wzywa 10 krajów do działań przeciw dżihadystom".  Dowiedzieliśmy się, że:



  "W spotkaniu na temat strategii walki z dżihadystami uczestniczyli przedstawiciele USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, Polski, Danii, Turcji, Kanady i Australii.



Musimy ich zaatakować w taki sposób, by uniemożliwić zajmowanie obszarów, a także by wzmocnić irackie siły bezpieczeństwa i inne siły w regionie, które są gotowe zmierzyć się z nimi (dżihadystami), bez wysyłania naszych wojsk- powiedział szef amerykańskiej dyplomacji. (...) Walka z islamistycznym ugrupowaniem, które ogłosiło kalifat na północy i zachodzie Iraku oraz na okupowanych obszarach Syrii, jest jednym z głównych tematów drugiego dnia szczytu NATO.  /TUTAJ/".



  Parę godzin później w serwisie zagranicznym Polskiego Radia ta wiadomość pojawiła się pod znamiennym tytułem: "Poland to join coalition fighting Islamist militants in Iraq?"  /TUTAJ/.  Rzeczywiście wygląda na to, że czeka nas powtórka z rozrywki, czyli trzecia wojna w Iraku z udziałem USA oraz innych państw Zachodu.  Rzecz w tym, iż nikt nie ma ochoty w niej walczyć.



  Państwo Islamskie /czyli "kalifat"/ proklamowane zostało 29 czerwca w ostatnim dniu Ramadanu, po zajęciu przez islamskich wojowników Mosulu i większości północnego Iraku.  Już wcześniej opanowali oni północno-wschodnią Syrię.  Połączyli teraz te dwa obszary tworząc na nich własną administrację.



  Teren Państwa Islamskiego ma powierzchnię równą Wielkiej Brytanii i mieszka na nim ponad 6 milionów ludzi.  Powstanie tego tworu kompletnie zaskoczylo USA oraz inne państwa Zachodu.  Co więcej ów "kalifat" jst niesłychanie agresywny, walczy ze wszystkimi wokół, często odnosząc sukcesy, a jego podstawową metodą działania jest sianie grozy.  Popełnia on niezliczone zbrodnie które filmuje i umieszcza potem to w Internecie.  W efekcie na samą wieść o zbliżaniu się sił Państwa Islamskiego jego przeciwnicy wiali w popłochu, porzucając jakąkolwiek myśl o oporze.



  W efekcie z terenów zajętych przez 'kalifat" w Iraku uciekło już ponad 400 tys. ludzi, chrześcijan, jazydów, szyitów, czy Turkmenów.  Sukcesy militarne przyciągnęły do "kalifatu" wielu ochotnikow, zarówno wśród Arabów, jak i cudzoziemców.  Siły Państwa Islamskiego liczą obecnie od 50 do 100 tyś wojowników.  Zachód  jest jak na razie bezradny.  Amerykanie bronią Kurdystanu i urządzają naloty na Mosul.  Nie jest ich jednak wiele.  W ciągu piewszych trzech tygodni dokonano 110 nalotów.  Potem ich intensywność się zwiększyła.  Nie ma mowy, by mogło to wystarczyć do rozbicia Państwa Islamskiego.



  Osiem dni temu w "Newsweeku" ukazał się artykuł Jeffa Steina "How to beat the Islamic State"  /TUTAJ/.  Czytamy w nim:



  "But the whispered corridor conversations and worried looks among analysts and operations officials [of CIA], sources say, tell the real story: Even if the White House decides to go to war against the Islamic State, commonly known as ISIS, there are no good options."  I dalej:



"no one expected it to go this far, for the U.S. to ignore the issue, or for it to get this far out of hand and end up with ISIS in possession of three heavy divisions worth of U.S. equipment, ammunition, and supplies.”  Tekst kończy się słowami:



  "But ISIS is a real threat... It’s really unacceptable from a geopolitical standpoint. You have two countries collapsing, sort of like a black hole and sucking in everything else around it. So you have to do something. Limited airstrikes in Iraq ... will stop the advancement, but it won’t move them anywhere, so you have to crush them.”



So what’s the Obama administration going to do? “I don’t know,” says a top former intelligence official. “They are thrashing, because they are caught in a vise.”.



  Trafność tych słów potwierdził wkrótce sam Obama, szczerze przyznając, że nie ma strategii zwalczania Państwa Islamskiego.  Został za to zrugany  /TUTAJ/.  Coś jednak będzie musiał zrobić.  Nawet w Nowej Zelandii prasa pisze o licznych zagrożeniach stwarzanych przez "kalifat"  /TUTAJ/.  Wszyscy analitycy wojskowi podkreślają, że bez ofensywy lądowej się nie obejdzie.  Kto jednak miałby ją przeprowadzić?



  Armia iracka i oddziały kurdyjskie są po prostu za słabe, Turcja woli siedzieć cicho, Iran uzależnia ewentualną interwencję od zezwolenia na swobodne rozwijanie programu nuklearnego, USA wykluczają użycie sił lądowych, wielu zamoznych mieszkanców Arabii Saudyjskiej popiera Państwo Islamskie i finansuje je, a Liban i Jordania się nie liczą.



  "Kalifat" doskonale o tym wie i śmiało uprawia mocarstwową propagandę, grożąc atakami na Europę i  Chiny, a ostatnio nawet na Rosję.  " The Moscow Times" napisał  /TUTAJ/, że Państwo Islamskie zagroziło, iż wyzwoli Czeczenie i Kaukaz oraz, że:  "Addressing Putin personally, the fighter added: "Your throne has already been shaken, it is under threat and will fall with our arrival [in Russia]. … We're already on our way with the  will of Allah!".



  Osobiście podejrzewam, iż raczej prędzej niż później powtórzy się rok 2003 i polskie wojska znów mogą znaleźć się w Iraku.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)

Komentarze

A co z tego dla nas?  Proste pytanie - tak jak Turcja to robi.

Inna sprawa to fakt, ze ISIS/kalifat to tak naprawde z chrzescijanami walczy - latwo sprawdzic.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

Bogdan

#1438159

Jak zyl Saddam to trzymal szyitow i sunnitow za morde i byl spokoj

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1438162

a Haliburton (czy jak sie tam ta ku.wa zwnie) nic z tego nie mial.  A to grzech smiertelny, nieprawdaz?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

Bogdan

#1438174