Współczuję Angeli Merkel.

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Kraj

Pamiętacie jeszcze, czyim przyjacielem jest Premier Wielkiej Brytanii – Cameron? Tak, ten „zły”, który upiera się przy oszczędnościach w Unii. No właśnie. Szkoda, że nie jest przyjacielem naszego premiera.

Już byśmy pewnie mieli te obiecane nam przez Premiera Tuska i komisarza Lewandowskiego 300 miliardów zł. na politykę spójności i jeszcze te 170 mld zł. na politykę rolną, a może i dużo więcej.
Jak wiemy, a media nie dają nam o tym zapomnieć - premier Donald Tusk przyjaźni się bardzo z Panią Kanclerz Angelą Merkel i chciałby ten polityczny związek jeszcze bardziej zacieśniać.
Można zaobserwować, że nastąpiło też ostatnio zbliżenie Premiera Tuska z Prezydentem Francji. Wiem, to się od razu narzuca, że z tego powodu jej współczuję, ale zapewniam, że nie to jest tym razem przyczyną mojego współczucia.
Złośliwcy twierdzą, że właśnie tym zbliżeniom miała służyć lansowana przez Premiera ustawa o związkach partnerskich. Ja w tej sprawie jeszcze nie wyrobiłem sobie zdania.
Pani Merkel zrobiło mi się żal, gdy obejrzałem we wczorajszych „Wydarzeniach” Polsatu materiał z aktualnego szczytu Unii Europejskiej. Nie będę relacjonował całego materiału – postaram się przybliżyć tylko co ciekawsze, moim zdaniem, fragmenty, pomijając ich chronologię.
Oglądając „Wydarzenia” prowadzone przez Dorotę Gawryluk dowiedziałem się, że Francja i część innych krajów popiera nasze stanowisko negocjacyjne. Propozycji unijnego budżetu ostro zaś sprzeciwia się Premier Cameron, przyjaciel – sami wiecie, kogo.
Komentator mówi: „Premier Cameron nie zgadza się na kompromisowy projekt Budżetu… żąda znacznie głębszych cięć”. Camerona pokazano, jak rozmawia z innymi i jak mówi o cięciach, Angelę Merkel jak wysiada z samochodu, a potem, gdy mówi o konieczności kompromisu. Podano też informację, że stanowisko Camerona w sprawie budżetu popierają Niemcy.
Kurczę! – pomyślałem sobie - skoro Niemcy popierają stanowisko Camerona, to Angela mimo tego, że tak bardzo przyjaźni się z Premierem Tuskiem, nie może mu w żaden sposób w tej sprawie pomóc. Tak bardzo by pewnie chciała, a nie może, skoro Niemcy stoją murem za Cameronem. Czujecie to rozdarcie duchowe tej biednej kobiety? Ja poczułem i dlatego zacząłem jej współczuć. Pewnie musiała to mocno przeżywać, może nawet płakać, ale tylko w tych chwilach, gdy nie nagrywały kamery. A mówiąc do kamery musiała pewnie powstrzymywać łzy i udawać, że nic się nie stało.
Potem zmiana materiału. Premier Tusk mówi o trzymaniu kciuków, Premier Kaczyński pokazuje, że kciuki trzyma i mówi, że samo trzymanie kciuków tu nie wystarczy. Potem komentarz: „PiS uważa, że rząd powinien przywieźć nie 300, a 470 miliardów.” Te 470 miliardów, jako jakiś nierealny wymysł, wykpiwa następnie komisarz Lewandowski i wszystko jasne.
Co mógł sobie pomyśleć niewyrobiony politycznie widz?
„Ci pisowcy zbudowani są chyba z samej bezczelności. I głupoty. Czy oni nie rozumieją, że rząd może przywieźć tylko taką sumę, która jest realna?” Ilu oglądających tak pomyślało? – Nie wiem. Ponoć głupich nie sieją, ale niestety - sami się lęgną. Jak szarańcza.
Dowiedziałem się też, że organizacja każdego takiego szczytu kosztuje Unię około miliona euro. Jeśli ktoś myślałby, że ta rozrzutność i ten bizantyjski przepych eurokratów zostanie skrytykowany, to muszę go rozczarować. Owszem stwierdzono, że to duży koszt, ale to musi kosztować, bo trzeba zapłacić tłumaczom, obsłudze, niemało też kosztuje jedzenie i trunki. W tle pokazano kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu ludzi naciągających wspólnie ogromny, biały obrus na stół, przy którym miano obradować,. Jaka więc była puenta komentatora?
Ano mniej więcej taka, że to wysokie, dodatkowe koszty, ale tego nie rozumieją ci, przez których nie można osiągnąć kompromisu i trzeba zwoływać dodatkowe szczyty UE. A są to właśnie ci, którzy tak głośno mówią o potrzebie wprowadzenia w Unii oszczędności.
I kto jest ten zły? Znowu Cameron, bo chyba nie Pani Kanclerz.
Porzućmy na chwilę Polsat i przenieśmy się do TVP Info, do programu „Minęła dwudziesta”. Tam trafiłem na rozmowę z Ministrem Skarbu - Budzanowskim, o ratowaniu PLL LOT. W pewnym momencie Pan Minister tłumaczy, dlaczego nie ratowaliśmy stoczni. Stwierdza, że celowe jest ratowanie LOT, bo przybywa pasażerów, są klienci. A ze stoczniami było inaczej.
Tu musiałem przyznać Panu Ministrowi rację – kto by tam chciał być pasażerem, lub klientem stoczni konkurujących z niemieckimi. Zwłaszcza zimą. Tylko by się można nabawić Kataru.
Prowadzący, oczywiście nie drążył tematu, a ja przyznam, że nawet się zdziwiłem – skąd taki inteligentny Minister? Ale, za chwilę do mnie dotarło, że przecież z rządu Platformy i przestałem się dziwić.
Przechodząc w rozmowie z ministrem do tematu bezrobocia prowadzący audycję Marek Czyż powiedział: „Rośnie bezrobocie w Polsce ku nieskrywanej uciesze niektórych środowisk”.
Inteligentni widzowie audycji „Minęła dwudziesta” pewnie wiedzieli, o jakich to środowiskach mówi prowadzący. Ja nie wiedziałem, a ponieważ prowadzący tego nie wyjaśnił, mogłem tylko mieć nadzieję, iż nie sugeruje, że to my. Pewności mieć raczej nie mogłem.
A propos prowadzącego, to przypomniały mi się rady ludzi mądrych – by nie prowadzić po pijaku, bo można spowodować wypadek. Takie wypowiedzi prowadzącego program skojarzyły mi się raczej z dziennikarską katastrofą.
Ale, żeby nie było, że potrafię współczuć tylko Angeli Merkel, to wrócę jeszcze na chwilę do „Wydarzeń” i prowadzącej je - Doroty Gawryluk. Muszę się przyznać, że jej też wczoraj współczułem. Gdy podawała informacje dotyczące wniosku o Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro stwierdzając:
„Z poważnej sprawy, jaką jest trybunał stanu robi się niepoważną sprawę” Widać wadliwie przygotowany wniosek po prostu ją zniesmaczył. A w materiale podawano jeszcze, że ma wady prawne i że jest niekompletny.
Myślę, że częściową pociechą mogła być wypowiedz szefa SLD, że to można poprawić, oraz przedstawiona w materiale wypowiedź Premiera Tuska:
„To nie jest najlepszy obyczaj, jeśli ktoś, kto ma władzę, biegnie z tym wnioskiem do Trybunału Stanu na swojego poprzednika.” Co racja, to racja. To nie jest najlepszy obyczaj. Ale w niedalekiej przyszłości to może być już smutna konieczność.
Dlatego Pan Premier od tego się odciął i nie pobiegł, choć jako uprawiający „haratanie w gałę” i jazdę na nartach spokojnie dałby radę.
Ale co może zrobić Premier Tusk, gdy klub Platformy działa mu na przekór? Co najwyżej tyle samo, co Angela Merkel, gdy Niemcy popierają Camerona.
A ja im wszystkim, tak po ludzku współczuję. Taki już jestem.
Mam to chyba po Premierze Tusku. A może po Prezydencie Komorowskim?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

10 ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#331959

 o niedobrym obyczaju zwraca uwagę na siebie i swoją mafię. Po prostu czuje nadchodzący koniec i asekuruje się. Myślę, że niewiele mu to pomoże. Ogólnie przemyślenia i odczucia mam te same co Autor kiedy oglądałem ten materiał w polszmacie. To zastawianie stołu do biesiady dało mi do myślenia, bo spotkanie było robocze, ale nasi 'rządzący" muszą jadać jak arystokracja. Barony z SLD i hrabiowie z PO oraz szlachta z PSL... Oto oblicze "demokracji", gdzie lud łupiony podatkami ponad miarę podziwia wystawne życie jego "reprezentantów". Już wolałbym płacić dziesięcinę i identyfikować się jako poddany polskiego króla, a nie niewolnik jełopów, którzy nawet haratać w gałę nie potrafią... :-))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#331982