PO - Midasy.

Obrazek użytkownika Recenzent JM
Humor i satyra

Myślałem początkowo, że to jakieś wyjątkowe szczęście. Potem nieśmiało, że zawdzięczamy wszystkie te sukcesy jakiejś szczególnej opiece Bożej. Najpierw te dwa chude lata rządów PiS-u, gdzie nic nam się nie układało, nic nie wychodziło. Prawie wszystkie wskaźniki leciały na łeb, na szyję. W ciągu tych dwu lat stopa bezrobocia spadła o 7%, odsetek osób żyjących w skrajnej biedzie zmniejszył się o połowę, obniżono niektóre podatki, a cena benzyny dochodziła ledwie do czterech złotych. Wprawdzie Premier Tusk, jako opozycjonista ostrzegał, że jak dalej będzie rządzić PiS, to benzyna będzie po pięć złotych, ale chyba przecenił możliwości tego rządu. Z braku pomysłów na rządzenie rozwiązano WSI i w zamian wymyślono becikowe. Tak, jakby dzieci potrafiły zastąpić starych wyjadaczy.
Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniał fakt, że Premier Kaczyński nie miał prawa jazdy i nie wiedział ile na targu kosztują jabłka.
Wszyscy za granicami kraju tak się z nas śmiali, że jeszcze teraz mi wstyd. Nie wiem, czy też to macie, ale jak na mnie patrzy z telewizora jakiś obcokrajowiec, to udaję, że to nie ja. Punktualnie o godzinie szóstej rano do drzwi pukało CBA. Żeby nie zostać aresztowanym, codziennie przed piątą, dobrowolnie, po cichutku – tak by nikogo nie budzić wymykałem się z domu i udawałem do pracy na ranną zmianę. Na szczęście nie zdążyli mnie aresztować. Chociaż, gdybym wcześniej wiedział, że areszt może być przepustką do świata polityki, gdybym uwierzył, że tym sposobem mógłbym zostać wicemarszałkiem sejmu i że mógłbym mieć dożywotni immunitet, to z ciepłego łóżka przed szóstą nikt by mnie nie ruszył. Jeszcze strzałki bym na chodniku narysował, by łatwiej było do mnie trafić. Ale nie miałem takiej wiary i teraz nie mam też pracy. A trzeba było się uczyć „muchologii” lub przynajmniej skończyć filozofię.
Nawet w sporcie nam nie szło. Niby awansowaliśmy do mistrzostw świata w piłce nożnej w 2006 roku, ale w samych mistrzostwach zajęliśmy z trzema punktami dopiero trzecie miejsce w grupie, wygrywając tylko jeden mecz. Zawodnicy do niczego i trener też. Prasa nie zostawiła na nich suchej nitki. Zresztą, kto wie, czy nie byli przypadkiem sympatykami PiS-u.
Jak pomyślę o tych porażkach ówczesnego rządu, to jeszcze teraz mną trzęsie. A rządzili aż prawie dwa lata. Do tego, do pomocy mieli jeszcze LPR i do obrony Samoobronę. Nawet nie mogli zrzucić odpowiedzialności na światowy kryzys. Czy wyobrażacie sobie, że nawet kryzysu nie udało im się stworzyć? Żadnego pomyślunku. Ani zielonej wyspy, ani największego placu budowy. No po prostu banda nieudaczników.
A potem ta nagła odmiana. Nastąpił cud i duża część społeczeństwa przejrzała na oczy. Widząc się w lustrze - zobaczyła młodych i wykształconych z wielkich miast. Niektórzy uwierzyli nawet, że są inteligentni. I nastąpiły wreszcie tłuste lata. Już pięć tłustych lat. Pięć lat samych zwycięstw i sukcesów – na każdym polu. To się nie mogło samo stać. To musiało być wymodlone przez samego księdza biskupa Pieronka - no może z pomocą redakcji Tygodnika Powszechnego. Oczywiście na czele z księdzem Bonieckim. Przynajmniej tak myślałem. Aż w końcu mnie olśniło.
To po prostu nie tylko szczęśliwa ręka do rządzenia, oraz modlitwy najbardziej światłych kapłanów, ale przede wszystkim niezwykły profesjonalizm, chciałoby się powiedzieć wprost profesjonalizm ogromny, czyli w skrócie PO.
Zagranica patrzy z podziwem i zazdrością, a rząd wyjmuje z kapelusza sukces, za sukcesem. Może trochę upraszczam, ale zapewniam, że wiem ile to wymaga pracy i wyrzeczeń. Ale na efekty długo nie musieliśmy czekać. Świat dopadł kryzys gospodarczy, a my - hop na zieloną wyspę. Niemcy odkładają sobie od ust, by dofinansować swoje stocznie, a my zamieniamy je na lekki Katar i po problemie. Mogę spać jak długo zechcę - CBA wcześnie rano do drzwi nie puka, a ja do pracy już nie chodzę. I nie martwię się brakiem pracy, bo mówili w telewizji, że dla wszystkich praca będzie po 65 roku życia – to się długi popłaci, a potem na emeryturze się jeszcze pohula. Pędzimy teraz do dobrobytu, jak nie przymierzając pociągi PKP. Czego władza dotknie, to zmienia się w złoto i wpada do kieszeni lub samo rośnie. Chcecie przykładów? Proszę bardzo. Bezrobocie wzrosło do 13%, urosły podatki, urósł wiek emerytalny, skoczył w górę dług państwowy, udało się nawet podciągnąć w górę ilość objętych skrajną biedą. W niektórych dziedzinach udało nam się już dogonić najlepiej rozwinięte państwa Europy. Na razie w dziedzinie wysokości cen, ale dalsze sukcesy są na wyciągnięcie ręki. O sukcesach rządu nie trzeba nikogo przekonywać. Widać je chociażby na każdej stacji benzynowej. Co tu dużo mówić. Po sukcesach gospodarczych przyszła kolej na sukcesy sportowe. Wystarczyło, że zmieniła się ekipa rządząca i w 2008 roku już po raz pierwszy graliśmy w mistrzostwach Europy w piłce nożnej. Wprawdzie zremisowaliśmy aż jeden mecz przegrywając tylko dwa pozostałe i zajęliśmy punktowane czwarte miejsce w grupie z jednym zdobytym punktem, ale mieliśmy trenera Leo Beenhakkera - najlepszego na świecie. Zdaliśmy egzamin, bo pokazaliśmy Europie, że grać w piłkę potrafimy. Szkoda, że telewizja publiczna, wtedy jeszcze „pisowska” nie zechciała z tym przekazem dotrzeć do naszych przeciwników przed mistrzostwami, bo moglibyśmy te mistrzostwa wygrać. Okazało się, że nasi rywale nie wiedzieli jak jesteśmy dobrzy i wyszło jak wyszło.
Sukces na mistrzostwach świata w piłce nożnej w czerwcu 2010 roku nie był nam potrzebny. I tak o Polsce mówił i pisał cały świat. Polska odniosła sukces na arenie międzynarodowej zdając egzamin już w kwietniu. Poza tym - na świecie szalał kryzys, a my byliśmy zieloną wyspą. Jako wyspiarze już nawet nie musieliśmy światu udowadniać, jak jesteśmy dobrzy. Na mistrzostwa świata nie pojechaliśmy. Zresztą, kto normalny tłukłby się przez całą Afrykę, aby haratnąć w gałę, mając na miejscu orliki?
Rok 2012 to był właściwy okres na to aby pokazać piłkarskiej Europie gdzie jej miejsce w szeregu. To były nasze mistrzostwa, okazja do prawdziwego wysypu sukcesów. W końcu gramy, a właściwie graliśmy na swoim terenie.
Zremisowaliśmy pierwszy mecz z Grecją 1:1 i widać, że opłacało się zainwestować te głupie 25 miliardów zł w ratowanie strefy Euro. Pomogliśmy Grecji, oni zrewanżowali się nie strzelając nam karnego i był pierwszy od wielu lat międzynarodowy sukces w tej dziedzinie sportu. Po nim przyszła pora na następny sukces. Z drużyną naszych najlepszych przyjaciół – piłkarzami z Rosji, uważanymi przez ekspertów za jednych z faworytów turnieju też zremisowaliśmy 1:1. Rosjanie musieli mieć coś na sumieniu, bo byli jedyną drużyną, która przyjechała na mistrzostwa z Advocaatem. My im jednak nie wypominaliśmy Smoleńska, pozwoliliśmy im nawet na przemarsz zwycięstwa w Warszawie, oni zrewanżowali się tym, że nas zbytnio na boisku nie naciskali i w atmosferze święta piłkarskiego odnieśliśmy kolejny sukces międzynarodowy. Cały piłkarski świat nam zazdrościł. W ostatnim już meczu grupowym daliśmy Czechom do wiwatu. Do dziś nie mogą się nadziwić naszej dojrzałości taktycznej. Ich bramkarz, po meczu w geście uszanowania zdjął nawet z głowy czapkę, gdy dotarło do niego, że oni nadal będą się męczyć, a nasi piłkarze nie muszą już ganiać za piłką po boisku w deszczu, czy skwarze.
Jak doniosły telewizje - polscy piłkarze również poza boiskiem pokazali kibicom, że ich kochają i szanują, dziękując im jednocześnie za świetny doping. Pełna kultura - sam to widziałem. Naprawdę nasi piłkarze i pan trener Smuda nie mają do nas żalu, że odpadli z turnieju. Po raz kolejny okazało się, że mamy klasę i nie tylko. Zwróćcie uwagę na statystyki. W ciągu czterech lat (w stosunku do poprzednich mistrzostw Europy) nasz dorobek punktowy zwiększył się aż o 100%. Chyba żaden inny kraj nie zrobił takiego postępu.
Mamy najlepszą ministrę sportu, doskonałych działaczy w PZPN-ie (którym przeszkadzało godło państwowe na koszulkach piłkarzy), bardzo dobrego, apolitycznego trenera (który w czasie wyborów był członkiem Komitetu Honorowego Prezydenta Komorowskiego), super piłkarzy i kibiców, profesjonalne media, i tak świetny zespół ludzi rządzących krajem, że na pewno wygramy każde następne mistrzostwa. Pod warunkiem, że rząd się nie zmieni i media zdołają wreszcie przekonać trenerów, i piłkarzy zagranicznych, że to nasza drużyna jest najlepsza. W tym mamy na razie sukces POłowiczny.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Najważniejsza jest siła perswazji.W tym Donaldinho i jego komando są najlepsi.Kto perswazji nie POsłucha,ten sam sobie winien.Prawda,generale Petelicki?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#267126

Co by tu jeszcze spieprzyć,panowie- to POwinien być ich hymn.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#267150

Przecudna notka. Dziekuje

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Alexa

#267171