Smoleńsk - czynniki zewnętrzne

Obrazek użytkownika fotoamator
Kraj

Scenariusz wydaje się być przewidywalny. Funkcjonariuszka rosyjskich służb podpatrzyła jak polskim pirotechnikom zabrakło skali na urządzeniach do wykrycia materiałów wybuchowych i oczy jej wypełniło niewysłowione przerażenie.

A działo się to zanim jeszcze ktokolwiek mógł pomyśleć o wycieku drastycznych zdjęć ofiar ze Smoleńska, puszczonych mimochodem w Internet przez jakiegoś tam syberyjskiego blogera, który „przypadkiem” otrzymał je od celebrytki z KGB i „przypadkiem” opublikował na swoim blogu.

Mówił o tym wszystkim Jacek Karnowski u Janka Pospieszalskiego – zresztą można się było w tym programie wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć.

A potem, cóż, sprawa się rypła i niestety o sprawie dowiedział się wścibski dziennikarz, który na trotyl mówi trotyl – zgodnie z tym co napisane na wyświetlaczu aparatury do wykrywania perfum i innych środków wybuchowych produkcji radzieckiej.

Co ciekawe, zanim jeszcze artykuł został napisany, już wiedzieli o nim premier, prokurator naczelny, rada nadzorcza wydawnictwa gazety, zaś na zespół redakcyjny oczekiwały wypisane in blanco zwolnienia dyscyplinarne.

Ale nie o tym chciałem pisać, choć ostatnie wydarzenia mają istotny wpływ na wypowiedź urzędującego prezydenta (celowo nie piszę naszego, bo bardziej on wasz niż nasz), który zwołując RBN mówi o „czynnikach zewnętrznych” w smoleńskiej sprawie, czym wzbudza niemałe zdziwienie we wszystkich politycznych środowiskach, z urzędującym (waszym) premierem włącznie.

Bo premier znów nie wie co się wokół niego dzieje, co niestety już niedługo skończy się zejściem onego ze sceny politycznej, w mało spektakularny, aczkolwiek, zapewne głośny sposób.

Cóż jednak oznaczają te „czynniki zewnętrzne” ?

Rusofile, a do takich urzędujący (wasz) prezydent należy, doskonale przecież znają sztuczki „dzikich ze wschodu” i powinni wiedzieć, że jak ktoś komuś daje pół roku na nazwanie trotylu trotylem oficjalnie i urzędowo, to tym samym „czeczeński wątek” się pojawia, albo jakiś inny byle dalej od Kremla.

Pisał o tym śp. Liwinienko, w internecie krąży film o rzeźniku zza wschodniej granicy, który bloki z ludźmi kazał wysadzać aby znaleźć odpowiednich „winnych”, a u nas ciągle są tacy, którzy komentują to na swój sposób, naiwnie sądząc, że prezydent (wasz) ma pro-polskie intencje i martwi go podział w narodzie.

Toż to przecie stara sowiecka szkoła – zmodyfikowana nieco do poziomu inteligencji leminga, który ma odnieść wrażenie, że zaraz „będzie się działo”

A pół roku – to wystarczająco dużo czasu, aby udowodnić, że zamachu dokonali separatyści z Gruzji i wysłać tam rosyjskie wojska dla obrony polskiej racji stanu.

I podobno sam Putin powiedział to Tuskowi na osobności – ale ten – durak – nie chciał słuchać…

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

co jak co, ale w pozorowaniu słuchania z usmiechem na ustach we wszystkich językach świata to con Donek jest absolutnym mistrzem... ale w "rozumieniu" czegokolwiek w jakimkolwiek języku świata to con Donek ma problemy zasadnicze, jak to każdy durak, o czym świadczy wyraz jego gęby obrazujący "absolutne nic"...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#305191