NAJPIERW POLSKA

Obrazek użytkownika grzechg
Kraj

 

       Polacy są głodni sukcesu. To ciągle nasze niezaspokojone w pełni pragnienie. Najpierw ortaliony w latach 60- tych były namiastką lepszego świata, potem wranglery to już prawie zachodni sznyt. Kilkadziesiąt lat życia, kilku pokoleń Polaków w poczuciu egzystencji w jakimś gorszym, narzuconym nam świecie. Łatwo więc wykorzystywano patriotyczne tony, dumę narodową, by rekompensować tępą i niewydolną gospodarkę, niski standard życia czy puste sklepy. Dramat polega na tym, że wiele się nie zmieniło. Nadal jesteśmy głodni sukcesu. Chcemy być dobrze postrzegani zagranicą, wściekamy się, gdy przypisuje nam się winę za Holocaust, gdy pisze się o polskich obozach śmierci. Niemcy na naszych oczach wywracają historię do góry nogami. Za kilkanaście lat okaże się, że między 1938, a 1945 rokiem Niemcy wyparowali. Po prostu wszyscy gdzieś wyjechali lub uciekli, być może razem z Żydami. To nie naród niemiecki wspierał Hitlera i zbudował niemiecką armię, a Gestapo to byli zapewne jacyś importowani naziści. Może nawet z Polski, skoro dziś niemieckie gazety pozwalają sobie pisać, że ich antyfaszyści walczyli na ulicach Warszawy z polskimi neofaszystami, pewnie potomkami polskich nazistów. 

 

Nie byliśmy przez wieki stroną atakującą, raz dotarliśmy do Moskwy, potem do Wiednia w obronie Zachodu i może to był nasz błąd. Może należało złupić Niemców i Rosjan nie raz, nie dwa, po to, by czuli przed nami respekt. Łupienie i najazdy zbrojne, nawet te przegrane wychodzą przecież zwykle na dobre napadającym, przynajmniej w Europie. Od lat szydzą z Polski patriotycznej lewicowe i pseudokonserwatywne media w Niemczech, szermują naszym rzekomym nacjonalizmem, a sami realizują ze swoją iście niemiecką precyzją, własne narodowe interesy. Taka antypolska narracja obowiązywała w nich przez dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości, i później, gdy żył jeszcze Prezydent Lech Kaczyński. Europejscy politycy - tacy na obraz „Der Spiegel” czy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” – to jedynie premier Tusk i minister Sikorski, bo świadomie lub nie, realizują scenariusz pożądany przez rząd w Berlinie. Zresztą obydwaj zostali niedawno przez tenże Berlin ustawieni w kącie, a Polska została upokorzona.

 

Ten głód sukcesu, poczucia, że w końcu nam się udało, że jednak coś znaczymy w Europie, że potrafimy świetnie pracować, że jesteśmy zdolni i kreatywni, niektórzy z nas zaczęli w końcu jakoś realizować, każdy na miarę swoich własnych możliwości, często na przekór zbiurokratyzowanej i spolityzowanej do absurdu rzeczywistości. Ale żeby się nam nie przewróciło tak do końca w głowie, co jakiś czas mamy po raz kolejny bić się w piersi za nie swoje winy. W kulturze i w mediach pojawiła się jednocześnie nowa maniera, by Polacy katowali się teraz zbiorowo w kinie, teatrze, w dyskursie publicznym pojedynczymi, ciemnymi stronami bohaterskich kart historii.  

 

Platforma Obywatelska roztoczyła przed Polakami wizję wielkiego sukcesu - taniego państwa, Polski jako wielkiego gracza w Europie i dobrobytu spływającego niemal pod każdą strzechę. Niemała część Polaków zawierzyła elitom III RP, że oto zaczyna właśnie żyć w Polsce najlepszej z możliwych, a zawetowanie wizji PO to skazanie się na międzynarodową izolację i destrukcję państwa pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Głód sukcesu ułatwił PO przeprowadzenie tej wielkiej manipulacji. Gdy zdarzył się Smoleńsk, elity polityczne i media od pierwszych dni przekonywały, że to jest nasza polska porażka. A porażek mieliśmy i mamy już dość, więc część Polaków, choć pogrążona w smutku, chciała o tej „naszej” porażce jak najszybciej zapomnieć.

 

Kiedy teraz przestaje działać polskie państwo, kiedy z tragedii smoleńskiej wyłania się zupełnie inny obraz przyczyn katastrofy, wreszcie, kiedy młode pokolenie dwudziestolatków widzi, że nie ma perspektyw dla swoich wielkich i małych sukcesów życiowych, kiedy nawet próbuje się im odebrać wolność w sieci, kilka milionów Polaków czuje się po prostu oszukanych. Nie mówiąc już o tych, których zepchnięto po 2007 roku do getta staroświeckiej i moherowej Polski. Tymczasem ten głód sukcesu pozostał. Coraz więcej z nas rozumie, że można go budować jedynie w poczuciu własnej wartości, poprzez szacunek do samych siebie, do naszej tradycji i historii. I dotyczy to zarówno sukcesu pojedynczego, jak i sukcesu Polski. 

 

Nie będzie łatwo wytworzyć entuzjazm do zmian i wyrzeczeń, a te nas przecież czekają, jeśli mamy uzdrowić własne państwo, jeśli ma ono znowu zacząć normalnie funkcjonować. Co gorsza, skompromitowane elity III RP już szykują się do przewrotu, którego jedynym celem jest tak naprawdę pozostanie przy władzy tych samych ludzi, tych samych cwaniackich twarzy. Widać dziś bardzo dobrze, jak strach zagląda im w oczy, jak tracą grunt pod nogami, i jak bardzo chcieliby zatrzymać proces odsunięcia ich od władzy. Zdają sobie sprawę z tego, że będą musieli ponieść karę za Smoleńsk, za zmarnowane lata i za długi, które przyjdzie spłacać następnym pokoleniom.

 

Ci wszyscy zawiedzeni, który zawierzyli III RP, nie prędko zasilą szeregi zwolenników innych partii politycznych. Zabrzmi to może zbyt patetycznie, ale Polacy czekają na nowe otwarcie, na nowe wielkie rozdanie, w którym zwycięży ta siła polityczna, która będzie potrafiła pogodzić dzisiejszych przeciwników władzy z tymi, którzy poczuli się oszukani. Wydaje się, że do nich wszystkich może przemówić hasło: Najpierw Polska.    

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Witam,
widzę w Twoim tekście wiele wspólnych odczuć i przemyśleń.
A czy czasem winniśmy iść dalej, to naprawdę trudne, ze względu na wszystkie konsekwencje takich wyborów.
Generalnie mamy jedną z najczystszych kart w historii. Naszą wobec innych.

Pozdrawiam

jwp

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#227887