O problemie edukacji

Obrazek użytkownika Kirker

Od czasu do czasu ów problem powraca jak bumerang. Mówi się o tym przy okazji ogłaszania wyników nowej matury - 30 czerwca od anno Domini 2005, jak również przy okazji zmian gabinetów. Głośno było za nacjonalistycznego ministra Giertycha czy neokonserwatywnego Legutki. Wiadomo już, o co chodzi. Jest tymże problemem edukacja narodowa. Wszystkie gabinety próbują tam coś zrobić, co następnie odbija się czkawką. Mieliśmy już amnestię maturalną, dzięki której prywatne uczelnie ekonomiczne w różnych Psich Wólkach zacierały ręce, a wynikało to z tego, iż uczelnie państwowe i lepsze prywatne nie chciały amnestionowanych przyjmować. Teraz minister Hall ma kolejne modernistyczne pomysły dotyczące doboru przedmiotów, jakich to będzie się uczyło w liceum. Pomysł ten opiera się na zachodnioeuropejskich i amerykańskich programach nauczania. Oczywiście, znając tą panią, która gdańskim kuratorium dobrze nie umiała zarządzać, będzie to kompletna klapa. Inaczej tego określić nie można. Postawiona zostanie ostateczna kropka nad i w polskim systemie edukacji, a przy tym przemysłowej produkcji wykształciuchów i lemingów. Chyba PO dba w ten sposób o swój przyszły elektorat, który ma nie rozumieć za dużo, jak również nie wiedzieć, a przez to wierzyć we wszystkie obiecanki cacanki (nie)rządu, choćbym nie wiem, jak mocno były one irracjonalne. Obecny system jest tak skonstruowany. Przecież na przykład zewnętrzne egzaminy typu nowa matura gimnazjalny powodują spłaszczanie się poziomu. Zamiast robić program, to zaczyna się drążyć do znudzenia zagadnienia najczęściej spotykane na tychże, a resztę omawia po łebkach i na szybko. To jest jedna z licznych wad tego cudacznego systemu, w wyniku którego szkołę opuszczają ludzie niedouczeni. Wykładowcy wielu wyższych uczelni już przeklinają to wszystko, co w ostatnim okresie w MEN-ie wymyślili, również pomstują na to studenci starszych lat, którzy patrzą na młodszych jak na idiotów. <b>Co może zatem uzdrowić polskie szkolnictwo?</b>Wielu pomstuje na układ 6+3+3, czyli sześcioletnia podstawówka, trzyletnie gimnazjum i tak samo długo trwające liceum. Uważają, że doprowadził on do znacznego spadku poziomu kształcenia. Wiele zagadnień, które dawniej omawiane były na przykład w ósmej klasie szkoły podstawowej, jak chociażby elementarna trygonometria, nie jest teraz w gimnazjum w ogóle robionych. Tak więc pewne poszlaki są. Kiedyś też byłem przeciwnikiem takiego systemu, uważając gimnazjum za takie sobie przedłużenie podstawówki, ale doszedłem do wniosku, że przy umiejętnym rozplanowaniu programu ten model spełniłby wymagania takie jak dawniej układ 8+4. Należałoby tylko podnieść program w gimnazjum i upodobnić je bardziej do szkoły licealnej. Zmieniłaby się ranga tego rodzaju szkoły; tak to jest praktycznie powtórka z podstawówki. Słyszy się również, że dobrze wyuczony uczeń po szkole podstawowej napisałby bez większych problemów egzamin gimnazjalny. Tak więc w gimnazjum traci się bardzo dużo czasu na powtórki, a w tym czasie można by robić nowy materiał. Inna kwestia to są egzaminy zewnętrzne. Moim zdaniem powinny zostać zniesione. A z jakich powodów? Powodują one bowiem spłaszczanie się poziomu. Na przykład nie tak dawno temu zdecydowano, że na maturze rozszerzonej z matematyki będzie tylko algebra i geometria, a wiele zagadnień zostało wyrzuconych. Jaki to jest sygnał dla nauczycieli tego przedmiotu? Nie trzeba już nawet do granicy funkcji dochodzić, gdzie zazwyczaj się kończy się obecnie nauczanie matematyki. Po prostu tłuc do znudzenia program, jaki winien być zrealizowany w gimnazjum. To jest tylko skromny przykład. Inna rzecz, to egzaminy zewnętrzne preferują uczniów najbardziej przeciętnych, więc nic dziwnego, że pracownicy wyższych uczelni narzekają, z jakim to materiałem przyszło im pracować. Szkoły powinny same sobie ustalać, jakich chcą uczniów. Zatem przywrócić należy egzaminy wewnętrzne, zarówno kończące dany rodzaj szkoły oraz jako wstępne. W przypadku szkół podstawowych można by sobie odpuścić na zakończenie. Natomiast do gimnazjum już powinien być egzamin wstępny z matematyki i polskiego. Należałoby również przywrócić przedwojenną małą maturę, jaka kończyłaby gimnazjum. Podniosłoby rangę tego rodzaju szkoły oraz poprawiłoby zdecydowanie jakość nauczania w nim. Oczywiście do liceum powinny być egzaminy wstępne. Zreorganizować przy okazji należy maturę. W tym momencie pojawia się problem. Jaki my mamy model edukacji przyjąć, czy formalistyczny, w którym uczy się bardzo niewielu, najpotrzebniejszych informacji, czy encyklopedystyczny, gdzie dba się o wszechstronny intelektualny rozwój ucznia? To tutaj musimy sobie postawić pytanie. Czy chcemy mieć elity, które w przyszłości przejmą ster w tym państwie i będą potrafili skierować je na dobre tory, czy hiperspecjalistów od jakiegoś drobnego wycinka rzeczywistości i znających się tylko na tym? Weźmy jeszcze pod uwagę, że ci ludzie wiedzący wszystko o stosunkowo niewielkim kawałku, a nie wiedzący nic o całej reszcie, dadzą się wodzić za nos. Nie będą posiadali odpowiedniej wiedzy, jaka pozwoli im krytycznie analizować otaczający świat. W efekcie dadzą się zwodzić. I jak mamy tutaj mówić o jakimkolwiek wykrystalizowaniu się elit! Po prostu wtedy całe społeczeństwo to będą orwellowscy proleci. Wybór jest więc jasny. Należy mimo wszystko postawić na neoklasyczny model edukacji, czyli właśnie ten encyklopedystyczny. Co się z tym wiąże? Jeżeli chcemy kształcić ludzi mających być elitą tego kraju, to nie może być tak, że szkołę jest tak łatwo skończyć. Taka sytuacja, co egzamin gimnazjalny na przyzwoitym poziomie jest w stanie napisać dobrze wyedukowany uczeń szkoły podstawowej, jest absolutnie niedopuszczalna. Również, czy rok rocznie do matury musi podchodzić 400 tysięcy absolwentów szkół średnich, jak równie dobrze mogliby podejść tylko najzdolniejsi? Wyżej napisałem, że powinno się podnieść status szkoły gimnazjalnej. Nic dziwnego, że ludzie śmieją się, że to taka lepsza podstawówka, a lepsza o tyle, że robi się w niej jakiejś podstawy fizyki i chemii. Moim zdaniem część materiału z liceum można przenieść spokojnie do gimnazjum - mam tutaj na myśli część lektur oraz zagadnień z matematyki, jak również zdecydowanie podnieść poziom nauczania fizyki, chemii, bo w gimnazjum praktycznie nic się z tego nie robi. Przecież takie sprawy, jak funkcja kwadratowa, trygonometria, znaczna część planimetrii i stereometrii, podstawowe pojęcia w zakresie kombinatoryki to spokojnie można by w gimnazjum wprowadzić. A teraz w takim razie, co z programem liceum. Oczywiście, jeżeli jesteśmy przy matematyce, to w zakresie podstawowym powinny też być takie rzeczy jak pochodne, całki czy liczby zespolone. Przecież to jest śmiech na sali, iż obecny program klas matematyczno-fizycznych w zakesie tego przedmiotu jest identyczny z tym realizowanym w tych o profilu humanistycznym w okresie PRL. A jak rzecz ma się ma z maturami - małą i dużą, ponieważ w proponowanym przeze mnie modelu tak ma być. Układ dałbym zbliżony. Przedmioty obowiązkowe dla wszystkich to matematyka, język polski i historia, zdawane zarówno pisemnie jak i ustnie. A resztę, czyli 3 lub 4 przedmioty można by sobie samemu dobrać; sposób ich zaliczania byłby identyczny. Jak już wyżej zaznaczałem powinien być to egzamin wewnętrzny. Dlaczego taki układ przedmiotów? Oczywiście można mi zaliczać pewne sympatie w kierunku nauk ścisłych, ale taki przedmiot jak matematyka uczy logicznego myślenia. A czego oczekujemy od człowieka wykształconego? Żeby umiał kojarzyć fakty i umiał składać je w logiczną całość, a tego właśnie uczy matematyka. Język polski - powód jest tutaj prosty. Człowiek wykształcony powinien umieć się wysłowić w ojczystym języku, posiadać pewną wiedzę o literaturze. A historia? Przecież wiedza o tym, co było kiedyś, uchronić może przed powtarzaniem oczywistych błędów z przeszłości. A poza tym, jeżeli ma się posiadać jakiś głębszy światopogląd, to chyba historię trzeba znać. Kiedyś, gdy schodziła dyskusja na tematy polityczne i wkraczała na tory związane z edukacją, to zarzucano mi popieranie scjentystycznego modelu kształcenia. Rzecz jasna, uważam matematykę za przedmiot ważny. Tak samo jestem orędownikiem, żeby fizyki i chemii robiono w szkole więcej niż to czyni się w tym momencie. Nie przeszkadzałoby mi przywrócenie nauczania języków klasycznych czy wprowadzenie filozofii. W kwestiach programowych, to co jeszcze powinno się zmienić. Byłbym rzecznikiem przywrócenia kaligrafii w szkołach podstawowych. To jest mimo wszystko rozwijające ćwiczenie. Poza tym zrobić należałoby porządek z tą listą lektur, część można by zwyczajnie przenieść do gimnazjum, Gombrowicza wyrzucić. Są lektury zdecydowanie bardziej pożyteczne. A takie debilizmy, żeby przerabiać we fragmentach... to w ogóle najlepiej o nich zapomnieć. Lektury czytać powinno się w całości, bo wtedy kojarzy się wiele rzeczy, na które w przeciwnym wypadku nie zwróci się uwagi. Do ciągłego obniżania poziomu przyczyniają się jeszcze dwie rzeczy. Jak to jest, że mając ocenę 2 można w ogóle zdać? To jedna sprawa. Secondo: zostawienie ucznia na drugi rok w tej samej klasie w obecnych realiach graniczy z cudem. Jak to rozwiązać? Po pierwsze dwójka to nie powinien być żaden dopuszczający, tylko mierny. Z taką notą należałoby ucznia zostawić, ponieważ stopień opanowania przez niego materiału jest praktycznie żaden. Przy okazji powinniśmy rozwiązać drugi problem. Nauczyciel powinien mieć prawo ucznia mającego ocenę mierną lub niedostateczną zatrzymać na drugi rok. I niech taki delikwent kibluje. W obecnych realiach to trzeba takich przepychać, żeby nie mieć problemów. W efekcie prowadzi to do zaniżania poziomu kształcenia. Na koniec kwestie porządkowe w szkole. Otóż, ja jestem przeciwnikiem koedukacyjnego szkolnictwa. Prowadzi ono tylko do zniżki poziomu, ponieważ uczniowie, zamiast zajmować się nauką, robią to w przypadku osobników płci przeciwnej. A to automatycznie wywołuje patrzenie na takie drobnostki, czy ktoś chodzi w modnych i markowych ubraniach, zamiast zajmowania się rzeczami o wielokroć bardziej konstruktywnymi. Poza tym niech mi jakiś lewacki psycholog czy taki sam pedagog wytłumaczy, jak to jest, że na tym zgniłym Zachodzie, który tak gloryfikuje, najlepsze szkoły to są właśnie dysedukacyjne. Wielu specjalistów od edukacji zwraca również uwagę na to, że tego typu szkoły właśnie osiągają wyższe wyniki niż koedukacyjne. A biorąc pod uwagę, że system szkolnictwa winien kierować się w pewien sposób pojętą efektywnością, to zdecydowanie lepiej, gdyby wszystkie placówki oświatowe w sensie podstawówki, gimnazja, licea et cetera były dysedukacyjne. Inna sprawa to uniformizacja. Szkoła to nie jest rewia mody. Poza tym znowu przykład z Zachodu. Tam każda szanująca się szkoła ma mundurki. Jestem też zwolennikiem kar cielesnych. Jakby taki wątpliwej jakości nastoletni lub kilkuletni bohater dostał po łapskach piórnikiem przy całej klasie, to na drugi raz by się zastanowił ze względu na związane z całym zajściem poczucie wstydu. Dla wielbicieli zachodnich oświeconych modeli oświaty szkolnej dodam, że w elitarnej prywatnej męskiej szkole w Eaton wykonuje się dosyć dotkliwe kary. Odbudowany zostałby poza tym automatycznie mocno zachwiany ostatnimi czasy autorytet nauczyciela. Również powinna być jasna sytuacja w przypadku zażywania używek - wyrzucenie ze szkoły. Tak samo powinno być, jeżeli jakaś dziewczyna zajdzie w ciążę. W formie dygresji: jest jeszcze kwestia czy szkolnictwo powinno być publiczne czy prywatne. Akurat moim zdaniem spokojnie można by dokonać jego totalnej prywatyzacji, ale to jest kwestia na odrębny artykuł. Opisałem wówczas zmiany, jakie z pewnością poprawiłyby poziom kształcenia w szkołach oraz wiele innych kwestii z nimi związanych. Tylko pytanie, kto w naszym kraju będzie miał na tyle dużo ikry, aby je przeprowadzić? Raczej nikt. Obecnym ekipom rządzącym zależy raczej, aby mieć stado <b>posłusznych, właściwie głosujących baranów</b>, aniżeli społeczeństwo było normalne, posiadające głowę w postaci głęboko wykształconej, konserwatywnej elity.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

... wolałbym poczytać o systemie edukacji w trzech albo czterech odcinkach. Trudno odnieść się do takiej monografii - spróbuję później pisać o szczegółach, np. o równaniu w dół, o stopniach, o lekurach, o lekceważneiu nauczania poczatkowego, o drugoroczności itd.

 Rewizor

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Rewizor

#550

...wolałbym poczytać o systemie edukacji w trzech albo czterech odcinkach.

Może rzeczywiście byłoby lepiej. Wiele kwestii jest jednak ze sobą powiązanych i trudno je rozważać oddzielnie. Aże zebrało mnie się na monografię, to już inna sprawa. To po prostu wnioski z obserwacji, z zasłyszanych opinii et consortes. Poza tym do tematu jeszcze prawdopodobnie będę wracać, bo to jest rzeka i nie da się tak wszystkiego napisać w krótkim tekście.

Trudno odnieść się do takiej monografii - spróbuję później pisać o szczegółach, np. o równaniu w dół, o stopniach, o lekurach, o lekceważneiu nauczania poczatkowego, o drugoroczności itd.

Czekam, chętnie podyskutuję:).

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#552

Ciekewy felieton i z wieloma pomysłami się zgadzam, ale:

- dziewczynę w ciąży wyrzucać ze szkoły?? moim zdaniem to gruba przesada... i tak ma  to dziewcze wtedy duże problemy - bo musi albo zmienić tryb na wieczorowy, przerwać naukę, albo mieć indywidualny tok nauczania... po co jeszcze pogrążać - poza tym domyślam się, że wśród niektórych osób mogłoby spowodować to wzrost proaborcyjnych argumentów...

- dlaczego za ocenę 2 - miałoby się nie przepuszczać do następnej klasy?? przecież skoro w szkołach: podstawowych i średnich jest system sześcio-ocenowy to dlaczego? skoro 1=2 to po co robić dwie oddzielne oceny? a może taki sam pomysł zrealizować na uczelniach wyższych?? niech np. osoby z trójką także nie otrzymują zaliczeń - no i zlikwidujmy poprawki! niech 2=3, albo lepiej - niech zdają tylko osoby z piątkami - bo to są naprawdę ambitni studenci... wg mnie ten pomysł jest zły... jest rozróżnienie na stopnie, więc można trafniej ocenić czyjąś wiedzę. Co innego kwestia naciągania "na siłę" ocen niedostatecznych na dopuszczająca - co jest rzeczą nagminną w gimnazjach.

-kwestia kar cielesnych... nie jestem całkowitym przeciwnikiem kar cielesnych (np. w domu). Warto przy tym miejscu oczywiście rozróżnić karę cielesną (klapsa, etc.) od niedopuszczalnego znęcania się. Agresja rodzi agresję. Kiedyś byłoby nie do pomyślenia podnieść rękę na nauczyciela, który wymierzył karę - dziś młodzi ludzie patrzą na to zupełnie inaczej (i nie chodzi tu tylko o wpływ mediów). Ważne jest jeszcze podkreślenie - że wszyscy ludzie mają swoją godność - również uczniowie - i poniżanie ich nie przynosi porządanych skutków. Kwestia godności - oczywiście dotyczy również i nauczycieli! Dlatego restrykcyjne prawo dotyczące usuwania ze szkoły powinno dotyczyć tych uczniów, którzy potrafią na lekcji zachowywać się w sposób wulgarny, arogancki, a nawet agresywny (a nie stosowane być wobec dziewcząt, które są w ciąży).

- wiedza encyklopedyczna też nie jest idealnym rozwiązaniem! przydałoby się coś na kształt "złotego środka", dzięki któremu mogłoby się wykształcić jak najwszechstonniej osobę, a jednocześnie - aby była specjalistą w swojej dziedzinie... jest to bardzo trudne... specjaliści są aktualnie bardzo potrzebni w różnego rodzaju pracach.

- wyrzucanie Gombrowicza uznaję jednak za kiepski pomysł!

- wg mnie Gimnazja - mają jedeną główną wadę: to wielkie molochy, których kontrola wychowawczo-pedagogiczna jest bardzo trudna, a wręcz nawet niemożliwa... To samo tyczy się kontroli społecznej - co również jest czynnikiem wychowawczym. Mniejsze szkoły - to lepszy kontakt z rodzicami ucznia, ale i również znajomość konkretnych jednostek - a to ma dosyć duże znaczenie - zarówno w procesie edukacji - jak i wychowania. 

Na razie tyle mam do powiedzenia...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#553

to lansowanie aborcji.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#555

osobiście to ja jestem żelaznym przeciwnikiem aborcji, takim totalnym i nie chcę się bawić w żadne kompromisy z jej zwolennikami. To po pierwsze.

Po drugie: szerzej odpowiedziałem Smokowi w tym zakresie.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#558

jasne, nie posądzam Cię o proaborcjonizm, natomiast bez szerszej zmiany całej (a)moralności, sama sankcja wobec dziewczyny w ciąży będzie prowadzić do szukania możliwości skrobanki. Jeżeli zaś taka dziewczyna już w ciąże zajdzie, nie powinna być za to represjonowana. Inaczej następna, w obecnych uwarunkowaniach kulturowych, gdy kultura masowa lansuje model kurwa + gangster, a nie żona, mąż i dzieci, nie zrezygnuje z seksu, za to znajdzie usprawiedliwienie dla zamordowania dziecka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#559

jasne, nie posądzam Cię o proaborcjonizm, natomiast bez szerszej zmiany całej (a)moralności, sama sankcja wobec dziewczyny w ciąży będzie prowadzić do szukania możliwości skrobanki.

No dobra, ale w tekście poświęconym sprawom edukacji nie mogłem o tym napisać, mimo że to jest szerszy problem. Podobał się mnie na przykład pomysł penalizacji seksu małolatów, bo wtedy to byłoby bardziej normalnie; oczywiście bez skrobanki w razie zajścia w ciążę. Ja rozumuję, że to jest jak z kładzeniem się na tory. Zarówno jeżeli dojrzała kobieta jak i nastoletnia dziewczyna się położą, to będą ich zbierać; przed tą drugą nie zrobi się żadne pole energetyczne związane z jakąś piątą siłą obok oddziałowań elektromagnetycznych, słabych, silnych i grawitacyjnych. Oczywiście, ja wiem, należałoby poprawić wiele innych rzeczy, nie tylko samo szkolnictwo. Podziemie aborcyjne można by szybko zwalczyć, po prostu karając za aborcję jak za zabójstwo - i to zarówno wyrodną mamuśkę poddającą się skrobance, jak i lekarza wykonującego. Przy okazji rozwalono by wszystkie organizacje feministyczne oraz inne sabaty aborcjonistów - to one się zajmują nielegalnym przemytem środków wczesnoporonnych. Zwinięto by interes w postaci tych stron, gdzie reklamuje się aborcję farmakologiczną - przecież to namawianie do przestępstwa. Ale cóż, o tym w tekście poświęconym sprawom edukacji nie mogłem napisać.

Inaczej następna, w obecnych uwarunkowaniach kulturowych, gdy kultura masowa lansuje model kurwa + gangster, a nie żona, mąż i dzieci, nie zrezygnuje z seksu, za to znajdzie usprawiedliwienie dla zamordowania dziecka.

Właśnie, należy stworzyć takie prawo, aby pewne przypadki po prostu ostro gnębić. Innej rady nie ma. Ale to już nie są kwestie szkolnictwa, tylko inne problemy natury obyczajowo-społecznej.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#560

dziewczynę w ciąży wyrzucać ze szkoły?? moim zdaniem to gruba przesada... i tak ma to dziewcze wtedy duże problemy (...) po co jeszcze pogrążać - poza tym domyślam się, że wśród niektórych osób mogłoby spowodować to wzrost proaborcyjnych argumentów...

No, ale jaki to jest przykład. Przecież to też ludzie widzą, inni uczniowie, no i jak to wygląda. Nie może być tak, że uprawianie seksu wśród nastolatków jest społecznie akceptowalne; to dopiero wzmaga nastroje proaborcyjne, ponieważ aborcja służy małolatom jako forma antykoncepcji (tak się dzieje w UK czy Szwecji, tajemnica lekarska od 13 roku życia, więc nikt się skrobankami specjalnie nie interesuje). Musi być zatem jakiś ostracyzm, który będzie hamował nastoletnich poszukiwaczy wrażeń łóżkowych. Oczywiście moim zdaniem i chłopaka przyłapanego na stosunku powinno się wyrzucić ze szkoły. Nie to, że tylko dziewczyny ganiać jako puszczalskie. Poza tym jest powiedziane, że szkoła uczy i wychowuje. Tak więc powinna popierać, jakieś normalne modele życia. A takim nie jest na pewno traktowanie seksu jako sportu.

dlaczego za ocenę 2 - miałoby się nie przepuszczać do następnej klasy?? przecież skoro w szkołach: podstawowych i średnich jest system sześcio-ocenowy to dlaczego?skoro 1=2 to po co robić dwie oddzielne oceny? a może taki sam pomysł zrealizować na uczelniach wyższych?? niech np. osoby z trójką także nie otrzymują zaliczeń - no i zlikwidujmy poprawki! niech 2=3, albo lepiej - niech zdają tylko osoby z piątkami - bo to są naprawdę ambitni studenci... wg mnie ten pomysł jest zły... jest rozróżnienie na stopnie, więc można trafniej ocenić czyjąś wiedzę. Co innego kwestia naciągania "na siłę" ocen niedostatecznych na dopuszczająca - co jest rzeczą nagminną w gimnazjach.

Przed wojną był taki system, więc mój pomysł jest odtwórczy. Ocenę określaną dzisiaj mianem niedostatecznej otrzymywało jak się kompletnie nic nie umiało, a mierną, jak się jeszcze coś kojarzyło z danej dziedziny. Z obydwoma się nie zdawało i trzeba było poprawiać w sierpniu. Jak ktoś jest w stanie się nauczyć na poprawkę, to niech to poczyni w trakcie wakacji. Dalsza część argumentacji, to jest koślawa. Bo przecież stopnie są wyrażone liczbami. Również oceny egzaminów są wyrażone liczbami, z 30% maturę się zdaje. Tak więc jest 29 liczb określających odpowiednie punkty procentowe, to po co się bawić w ich zliczanie, i nie napisać lepiej: MATURA NIEZDANA. W przypadku punktów procentowych zamiast 6 głównych ocen - tak z czysto semantycznego punktu widzenia mamy 100.

Dlaczego ja napisałem o takim systemie? Przecież uczeń z oceną dopuszczającą czy tam mierną, mniejsza z tym jak to nazwiemy, tak na dobrą sprawę nie jest w stanie rozwiązać żadnego poważniejszego problemu z danej dziedziny, w przypadku matematyki, fizyki, chemii (oczywiście na odpowiednim poziomie, nikt nie będzie kazał uczniowi trzeciej gimnazjum całkować), czy nie posiada wystarczającej wiedzy, aby poradzić sobie podczas późniejszej edukacji, ergo w zasadzie został przepchnięty. Poza tym to, co wyżej napisałem, nie jest jeszcze z jednego powodu takie głupie. W USA na przykład uczniowie czy studenci ze słabymi wynikami (w sensie ledwego zdania z kilku przedmiotów) powtarzają klasę albo rok. Z identyczną sytuacją mamy do czynienia w przypadku otrzymania oceny dopuszczającej, o czym pisałem wyżej.

kwestia kar cielesnych... nie jestem całkowitym przeciwnikiem kar cielesnych (np. w domu). Warto przy tym miejscu oczywiście rozróżnić karę cielesną (klapsa, etc.) od niedopuszczalnego znęcania się. (...) Ważne jest jeszcze podkreślenie - że wszyscy ludzie mają swoją godność - również uczniowie - i poniżanie ich nie przynosi porządanych skutków. Kwestia godności - oczywiście dotyczy również i nauczycieli! Dlatego restrykcyjne prawo dotyczące usuwania ze szkoły powinno dotyczyć tych uczniów, którzy potrafią na lekcji zachowywać się w sposób wulgarny, arogancki, a nawet agresywny (..)

To w takim razie, jak sobie radzić z łobuzami, którzy wsadzają kosze na głowy. Ja myślę, że gdyby tamten anglista walnął jednego tak mocno, żeby przeleciał pół sali, to cała reszta by się uspokoiła. Dałaby sobie spokój. No i taki jest sens kar cielesnych. Oczywiście jestem za usuwaniem łobuzerii, która nie daje spokoju. Ale najczęściej jest tak, że jak paru girojów dostanie po łapach, to cała reszta robi się spokojna. To jest na tej zasadzie, jak się po szkole koledzy stwierdzą, że skopią swojego rówieśnika. Gdy tamten im odda, to reszta zwietrza, gdzie pieprz rośnie. Tak będzie również w tym wypadku. Jeżeli taki giroj dostałby, to byłby święty spokój po jakimś czasie.

- wiedza encyklopedyczna też nie jest idealnym rozwiązaniem! przydałoby się coś na kształt "złotego środka", dzięki któremu mogłoby się wykształcić jak najwszechstonniej osobę, a jednocześnie - aby była specjalistą w swojej dziedzinie... jest to bardzo trudne... specjaliści są aktualnie bardzo potrzebni w różnego rodzaju pracach.

Nie wiem, czy złoty środek można znaleźć. Ja nie neguję, że specjaliści są potrzebni, bez tego to byśmy ugrzęzli - nie mając odpowiedniej ilości naukowców, inżynierów et cetera. Ale człowiek wykształcony powinien mieć świadomość tego, co się wokół niego dzieje. Jeżeli chce się rozumieć współczesny świat, to trzeba mieć szeroką wiedzę, zarówno z dziedzin matematyczno-przyrodniczych jak i humanistycznych. Ja nie przeczę, że jakieś profile typu matematyczno-fizyczny, biologiczno-chemiczny, humanistyczny, nie są potrzebne. Nie można jednakże z drugiej strony popadać w nadmierny formalizm, bo to doprowadzi do tragedii. Poza tym ktoś musi nami rządzić, i nie chciałbym, żeby to byli ultraspecjaliści, którzy nawet się ze sobą nie będą w stanie dogadać.

wyrzucanie Gombrowicza uznaję jednak za kiepski pomysł!

Akurat Gombrowicz nie jest dobrym przykładem dla młodych ludzi. Człowiek ten bał się wziąć karabin i walczyć. Okazał się zwykłym tchórzem, który zamiast stanąć do walki jak mężczyzna dał dyla do Argentyny w sierpniu 1939 roku. Czy ktoś taki może być przykładem dla młodzieży? Już tutaj abstrahuję od tego, że akurat po jego dzieła sięgają ludzie o odpowiednim poziomie dojrzałości psychicznej. Poza tym Gombrowicz znalazł się na liście lektur za czasów centrolewicowych rządów Unii Demo-Wolności i Kongresu Lewacko-Demokratycznego i raczej tamta ekipa widziała w tym cel.

wg mnie Gimnazja - mają jedeną główną wadę: to wielkie molochy, których kontrola wychowawczo-pedagogiczna jest bardzo trudna, a wręcz nawet niemożliwa... To samo tyczy się kontroli społecznej - co również jest czynnikiem wychowawczym. Mniejsze szkoły - to lepszy kontakt z rodzicami ucznia, ale i również znajomość konkretnych jednostek - a to ma dosyć duże znaczenie - zarówno w procesie edukacji - jak i wychowania.

odnośnie gimnazjów. Pomysł zły nie był, ale gorzej z wykonaniem: doprowadził do spadku poziomu kształcenia. Wiele rzeczy, które były robione kiedyś w 7. i 8. klasie podstawówki jest omawianych dopiero w liceum. A co do molochów... pod względem ilości uczniów. Jakby były wewnętrzne egzaminy do gimnazjów, to również szkoła musiałaby określić limit miejsc na klasę, a pewnie chciałaby mieć jakieś osiągnięcia, zatem zależałoby jej na tym, aby przyjąć jak najlepszych. A więc: po pierwsze egzaminy byłyby na pewnym poziomie trudności takim, że każdy by nie napisał, a po drugie byłby mniejszy niż obecnie limit miejsc. Sytuacja zostałaby w ten sposób rozwiązana.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#556

...naciąga się oceny niedostateczne na dopuszczajace. W podstawówkach też to sie robi. Zwłaszcza w szóstych klasach. Sama to zrobilam. Chciałam postawić szostoklasistom oceny niedostateczne, ale inni nauczyciele mi odradzili. Niech sie w gimnazjum z nimi męczą.
Swoją droga takie podejście przyzwyczaja do nieuctwa. Po co sie uczyć, skoro i tak przepuszczą?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pelargonia

#557

...to jest jednak jakiś problem aktualnych czasów w Polsce. Bo jak to możliwe, żeby ktoś nie zdał... z kolei nauczyciele też nie mają ochoty być "męczeni" przez kolejny rok... na zachodzie Europy jest to całkiem naturalna sprawa, że niektórzy powtarzają klasę...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#563