To nie jest kraj dla starych kur czyli rosół z Tuska

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Kura, jak wiadomo, to takie zwierzę, które jak łazi po przeciwnej stronie drogi niż jest jej gospodarstwo, to słysząc nadjeżdżający samochód biegnie na oślep z powrotem, żeby znaleźć schronienie w znanym sobie miejscu. Czyli -  zwiedzać nowe miejsca i owszem, ale jak jest zagrożenie to chodu z powrotem, bez względu na okoliczności, na oślep. Rutyna. 

Ciekawe, że kaczki, gęsi, indyki i inne ptaki gospodarskie takowych zachowań nie przejawiają. Toteż, przynajmniej drzewiej tak bywało, kto przejechał kurę był bezkarny, a kto kaczkę czy gęś - musiał coś tam zapłacić.
Gdyby taka kura była mądra (choćby tak jak kaczka - bez podtekstów), to by zatrzymała się, poczekała aż to coś przejedzie, zawarczy i zniknie, i kura mogłaby się spokojnie zabrać za dziobanie tego co tam akurat znalazła, a to smakowitego robaczka, a to jakiegoś ziarna z nawozu. No, ale ponieważ kura jest głupia, to nie uczy się, i za każdym razem gdy sytuacja się powtarza - biegnie na oślep. No i czasem (a gdy kur luzem było więcej to nawet często) kończy się rzecz smutno, to znaczy kierowca zatrzyma się, zdejmie kurę ze zderzaka, albo kratki chłodnicy, wrzuci do bagażnika i ma rosół. 
 
Jak uczy doświadczenie i obserwacje z natury, ptaszyska, mimo że to zachowanie jest samobójcze, powodowane instynktem, powtarzają to da capo al fine i co jakiś czas smutne zakończenie się zdarza, chociaż - tu trzeba przyznać - postęp istnieje: przy coraz szybszych samochodach z kury zostają tylko krwawe strzępy i trochę piór, więc i rosołu nie ma z czego zrobić, podczas gdy jeszcze przed wojną światową, tą drugą - i owszem, a czasem i kogutek się trafił, jak opisał w pamiętnikach dziadek mojej żony, inspektor szkolny w nieszawskim powiecie.
 
Tak więc kura dzięki takim zachowaniom, jeśli łazi luzem, szanse ma małe, żeby dożyć starości. Zresztą, na starość to ona i tak nie ma szansy, ale to już inna sprawa.
 
Patrząc zatem na zachowanie kury, jej samobójcze skłonności, wynikające, jak już stwierdziliśmy, z głupoty (no bo nie uczenie się na rozlicznych przykładach jest po prostu głupotą, nieprawdaż, no i ten kurzy móżdżek…), możemy znaleźć rozliczne analogie do naszego świata, gdzie taki rutynowy powrót na oślep do znanych zachowań, prosto pod koła (a nuż się uda!), co i rusz widzimy, słyszymy i czujemy. A więc rząd panujący nam miłosią i dobrością, w chwili zagrożenia (dla ustalenia uwagi - zagrożeniem nie jest np. prognoza obniżenia ratingu Polski, ale fakt, że ta informacja przedostanie się do opinii publicznej, tak samo zagrożeniem nie jest zadłużanie kraju, ale fakt, że ktoś o tym mówi w sposób krytyczny), rząd w chwili zagrożenia na oślep rozpoczyna ten sam bieg, jak ta kura słysząca nadjeżdżający samochód, powtarzany tyle razy. Tyle razy się udało - może i tym razem się uda. 
 
Wrzutki.
Ruscy nie oddają skrzynek > Taras na Krakowskim przedmieściu
Niejasności co do śledztwa smoleńskiego > reaktywacja sprawy Papały
Itd., itp. - tyle ich było, że nawet sobie przypomnieć nie sposób. Widać jak skutecznie to działa.
 
W momencie usłyszenia chrzęstu zbliżającego się pojazdu (informacji niekorzystnej wizerunkowo, czegokolwiek takiego) nasza kura rządowa biegnie, biegnie do swojego gospodarstwa, czyli włącza rutynowe działania mające spowodować uniknięcie katastrofy. Wizerunkowej. Może się uda. Może dobiegnie. Wrzutki - i jakoś się udaje przetrwać.
 
Gdyby takie zachowania były sobie same w przestrzeni, wyizolowane, to pół biedy.
 
Pół biedy, gdyby ten mechanizm dotyczył tylko tych kilku osób z rządu, które obrały taką metodę "zarządzania kryzysowego". Problem w tym, że jest to pewnego rodzaju pedagogika społeczna, mająca wpływ na cały aparat państwowy, te kilkaset tysięcy ludzi, których zadaniem jest służyć współobywatelom, tak, aby funkcje państwa mające na celu dobro wspólne były wypełniane. Te kurze zachowania, zastępowanie rzeczywistych działań propagandą, powodują, że cały aparat państwowy przestawia się na te same tory. Kiedyś napisałem, że dla pracowników państwowych takim punktem (a raczej cezurą czasową) była reakcja rządu na Smoleńsk. Skoro w tak ewidentnym przypadku nie poleciały głowy, ba, jeszcze co niektórzy zostali nagrodzeni, to pracownicy państwowi dostali jasny sygnał - cokolwiek się stanie, od rzeczywistych działań i wypełniania obowiązków ważniejsza jest sprawność propagandowa i lojalność wobec własnego aparatu. A ponieważ wrzutki przykrywają zagrożenia, aparat państwowy, ci wszyscy ludzie wyciągnęli z tego naukę i w tej chwili mamy państwo w stanie samolikwidacji - katastrofa usług publicznych jest tego jednym z symptomów, szczególnie jeśli chodzi o transport publiczny. Moje rozmowy telefoniczne z urzędnikami państwowymi na temat planowanych na kolei strajków, które opisałem w poprzedniej notce, dokładnie pokazują skutki działania mechanizmu dostosowywania się aparatu państwowego do kurzych zachowań czołówki władzy. Nie ma planów na wypadek strajku na kolei, nie ma "planu B", nie ma informacji dla obywateli jak się zachować, jest kompletna bezradność i działanie reaktywne, zamiast proaktywnego - "jak się coś wydarzy to podamy informację". Od tego, za przeproszeniem, jest Polska Agencja Prasowa, a nie Rządowe Centrum Bezpieczeństwa albo Urząd Transportu Kolejowego!
 
Skutki działania reaktywnego już są widoczne. Ten nawał klęsk żywiołowych ostatnimi czasy to wcale nie jest jakieś fatum, tylko wykładnicza kumulacja materializacji ryzyk, które dotychczas były w potencji i się nie materializowały, ale - na skutek reaktywnego działania, a nie proaktywnego - ludzi odpowiedzialnych w rozmaitych miejscach państwa - ryzyka te się materializują. 
 
Kolejnictwo jest tylko jednym fragmentem rzeczywistości polskiej w którym skupiają się jak w soczewce opisane zjawiska - "strategia wrzutek" (czyli odwracania uwagi społeczeństwa) zamiast rozwiązywania rzeczywistych problemów i brak zarządzania ryzykiem oraz reaktywność działań skutkują rozprzęgnięciem całej skomplikowanej maszynerii, jaką jest system kolejowy, pierwszy w historii ludzkości system sieciowy, dzięki któremu powstała nowoczesna cywilizacja techniczna. Jak każda sieć, nie może ona istnieć bez zarządzania, a tam gdzie mamy do czynienia z koordynacją wydarzeń w czasie i przestrzeni - musi istnieć zarządzanie ryzykiem. Ponieważ za przykładem najwyższych czynników wszystko w Polsce przestawiło się na działania reaktywne, także i ten system sieciowy ulega degrengoladzie, ponieważ reaktywność jest immanentnie sprzeczna z jego zasadą działania. Widzieliśmy to już w grudniu zeszłego roku, a teraz będzie coraz gorzej, przy czym skutki będą coraz bardziej widoczne - mieliśmy niedawno już jedną katastrofę kolejową (co zresztą przykryto informacją o aresztowaniu kolejarza za przekroczenie prędkości), a przecież skutkiem tej reaktywności jest coraz gorszy stan aparatury sygnalizacyjnej na kolei, co mogło być przyczyną tego, że ten maszynista jechał zwykłą prędkością, a nie z ograniczeniem do 40 km na godzinę.
 
A więc reaktywność i rutynowe "kurze" działania propagandowe, zamiast proaktywnego zarządzania - to jest znak obecnych czasów. Skoro tak, to zastanówmy się, dla własnego dobra, co tak naprawdę to oznacza dla Polaków w wymiarze historycznym.
 
Państwo polskie jest (a przynajmniej powinno być) dla Polaków wartością, dzięki której potrafią zorganizować swoja rzeczywistość tam, gdzie jako jednostki nie dadzą sobie rady w pojedynkę. Państwo jest dobrem wszystkich Polaków, a nie tylko biurokracji partyjnej, skądkolwiek by ona nie była. Bez sprawnego państwa możemy oczywiście żyć, z tym, że natura nie znosi próżni. Jeśli nie będzie państwa Polaków, to będzie państwo Niemców, Rosjan, czy Litwinów w końcu.
 
Skrajna nieudolność tych, którzy są u władzy, przy równoczesnym zaniku instynktu państwowego wśród obywateli doprowadzi do wypełnienia próżni w sposób, który wyżej podałem. Ten zanik instynktu państwowego pochodzi od dwóch czynników: niewydolnego szkolnictwa i marnotrawionych przez biurokrację podatków - obywatele nie są uczeni przywiązania do dobra jakim jest państwo Polaków, a równocześnie widzą, że są ograbiani przez to państwo z dorobku życia, a pieniądze te są marnotrawione i wyrzucane w błoto. To jest tendencja samobójcza i jeśli się nie odwróci - skończy się jak w 1794 roku. Inaczej oczywiście, zawsze jest inaczej, ale skutek będzie ten sam.
 
Jeśli sam nie rządzisz sobą, to ktoś tobą zarządzi. Od tej zasady nie ma ucieczki. Ani dla pojedynczego człowieka, ani dla narodu. To jest zasada proaktywności, której jeśli się nie przestrzega, to zarówno w wymiarze indywidualnym i społecznym ponosi się klęski za klęskami, aż w końcu jednostka traci wolność, a naród niepodległość.
 
Kurza polityka prowadzi tylko do jednego.
 
No a teraz słychać, że jedzie nowy samochód. Nasza kura stanęła, podniosła głowę, łypie to jednym okiem, to drugim i już spręża się do biegu. Tyle, że ten samochód jedzie za szybko i zajmuje całą szerokość drogi, a nazywa się kryzys finansów publicznych. 
 
Dobiegnie? Rosół? Czy miazga i trochę piór?

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dardzo dobre! Choć trochę krzywdzące dla kur, a nieco idealizujące inne gatunki drobiu domowego. Jeśli kura zdąży, to co zrobi? Moim zdaniem - wyżej siędzie, zostawiając obsraną grzędę i walący się kurnik.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#177689