Romantycy i pozytywiści AD 2012

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Polacy to naród romantyków – mówi się tak o nas. I nawet Lao Che na swojej płycie “Powstanie Warszawskie” dało głos generała Sikorskiego, wypowiadającego takie zdanie. Tak Polacy, to naród romantyków, co potocznie ma oznaczać, że nie liczymy się z realiami i wbrew tym realiom postępujemy, nawet wbrew oczywistym własnym interesom. I wyrazem tego romantyzmu miały być powstania, konspiracje i te wszystkie zrywy niepodległościowe. Tak jakby walka o wolność była wbrew własnemu interesowi narodowemu. Dopiero zresztą post factum można powiedzieć jaki był oczywisty skutek jednego czy drugiego powstania. Przecież to, że Powstanie Warszawskie będzie trwało 63 dni ci chłopcy i dziewczyny, i ich dowództwo nie wiedziało, nie wiedziano, że zostaną opuszczeni przez „sojuszników”. Szli do walki na maksymalnie tydzień. Zresztą, za parę dni kolejna rocznica i na pewno znowu odezwą się „odbrązawiacze”, żądający rewizji spojrzenia na Powstanie – pies im mordę lizał, ja na pewno spojrzenia nie zmienię.
Ale tak mnie zniosło w stronę Powstania przy okazji wspomnienia Lao Che i tej wyjątkowej płyty, a przecież miało być o romantyzmie. Skoro romantyzm jest postępowaniem wbrew własnym interesom, wbrew korzyściom czy nawet rezygnacją z wygód, a Polacy mają tę „romantyczną skazę” – to w takim razie zrozumiałe jest to zjawisko, które dostrzegamy za oknem, oraz analitycy, obserwatorzy i kto tam jeszcze się tym zajmuje, że Polacy niezmiennie popierają i wybierają partię władzy, która doprowadziła do podwojenia zadłużenia w ciągu tylko jednej, początkowej kadencji. Znalazłem nawet w necie dobrą ilustrację tego co się stało za czasów rządów Tuska, dosyć przyznam, przemawiającą do wyobraźni nie tylko tych, którzy pamiętają czasy Gierka:
Ja sam sobie przypominam, gdy na początku września 1980 roku, kiedy zelżała trochę cenzura na skutek Sierpnia, to podano do wiadomości jak wygląda zadłużenie zagraniczne Polski. Ludzie to komentowali z niedowierzaniem, nie byli sobie w stanie wyobrazić takiej kwoty, ale jedno było wiadomo – że będziemy to spłacać przez pokolenia. I z tego punktu widzenia należy spojrzeć na to dzisiejsze zakłamywanie postaci Gierka, całej tej bandy zbrodniczych idiotów i złodziei, porównywania tamtego genseka do Kazimierza Wielkiego (są tacy kretyni, naprawdę słyszałem coś takiego!). A więc wtedy, w 1980 roku wiedzieliśmy to, że 20 miliardów dolarów długu przygniata ten naród na pokolenia, a teraz, gdy sama ekipa Tuska przygniotła naród 300 miliardami…W takim ujęciu rzeczywiście jesteśmy romantykami, przynajmniej ta większość, która wybiera ekipę Tuska. Wbrew własnym interesom wybiera tę ekipę, byleby tylko ten straszny PiS się nie dorwał do władzy. Romantyczne poświęcenie zaiste!
Pod moją ostatnią notką pojawiły się stwierdzenia „Dosyć tych diagnoz, pora działać!”. Bardzo chwalebne te zachęty, chciałbym jednak zapytać drodzy państwo o jakie to działania chodzi? Diagnoza naszej sytuacji jako narodu, który znalazł się w pułapce zadłużenia i na łasce międzynarodowych banksterów po to jest potrzebna, żeby w ogóle można było zaplanować jakiekolwiek działania. Ale w tych głosach dostrzegam też pewne zniecierpliwienie gadaniem i roztrząsaniem w sytuacji, gdy czas ucieka, a fakty powstają. Więc zrozumiałe się staje, że ludzie chcieliby coś zrobić, bo człowieka wrażliwego na los Polski uwiera ta sytuacja – rozwielmożniona oligarchia władzy, narastające coraz większe jej przywileje, groza nadchodzącego krachu i ta opozycja, która wygląda jak mysz zahipnotyzowana wzrokiem kobry.
Więc jakie działania Polacy mogliby podjąć, w sytuacji, gdy działa maszyna morderczej propagandy, bardzo podobna do tej z czasów propagandy sukcesu (o podobieństwach pisał ostatnio Bronisław Wildstein w URZ, ale każdy kto pamięta tamte czasy z łatwością dostrzeże te podobieństwa)?. Jakie działania, które będą z jednej strony legalne (bo przewijające się tu i ówdzie pomysły na „zamach stanu”, „rewolucję” itd. uważam wprost za pomysły prowokatorów), a z drugiej strony - skuteczne, zmieniające rzeczywistość i rozmywające czy niwelujące totalizm panującej nam partii rewolucyjno–instytucjonalnej?
Otóż jeśli obywatele niezgadzający się na politykę zwijania Polski mogą coś zrobić skutecznie, do momentu jakichś zdecydowanych ruchów tektonicznych na ogólnopolskiej scenie politycznej, to mogą przejąć inicjatywę na poziomie lokalnym. Ekipa rządząca od dłuższego czasu przekazuje rozmaite zadania samorządom, zadania do tej pory realizowane przez władze państwowe, nie dając na te działania pieniędzy, lub też rozszerzając obszary do tej pory zarządzane przez samorządy, też nie przeznaczając na to finansowania. W konsekwencji wiele samorządów znalazło się w katastrofalnej sytuacji finansowej (mówi się, że w 2013 roku 600 gmin będzie musiało ogłosić bankructwo). Obywatele mieszkający w takich zagrożonych gminach (ale i w tych niezagrożonych także, zjawisko jest powszechne) odczuwają obniżenie ilości i jakości usług publicznych, takich jak oświata, działalność domów kultury, przewozy publiczne, opieka społeczna itd. To zjawisko jest obecne w całym kraju, nawet w dużych aglomeracjach.
Pisałem w swoim czasie o zastąpieniu w polskiej sferze publicznej zasady pomocniczości, zapisanej w preambule Konstytucji, zasadą opłacalności, stosowaną bezwzględnie przez urzędników. Urzędnicy samorządowi są do tego przymuszeni przez warunki stworzone przez rząd (z drugiej strony – nie rozumieją też czym jest zasada pomocniczości). W konsekwencji otrzymaliśmy mechanizm zwijania państwa z braku pieniędzy przy równoczesnym powiększaniu długu publicznego – ciekawe zjawisko swoją drogą.
I tu jest właśnie miejsce na odwojowanie Polski z rąk oligarchicznej kamaryli (a raczej całej sieci kamaryl). Zwijające się samorządowe usługi publiczne powodują, że obywatele zaczynają „brać w swoje ręce” niektóre z nich, jeśli nie wszystkie. 
Jednym z najistotniejszych sektorów jest oświata, która dla większości samorządów jest obciążeniem budżetu średnio w 30% - a to obciążenie jest zwiększane obietnicami rządu w stosunku do nauczycieli bez zapewnienia środków na wypełnienie tych obietnic. Równocześnie dzisiejsi rodzice to ludzie, którzy, paradoksalnie, są „twardym elektoratem” rządzącej partii, bo przecież do ludzi młodych partia ta adresuje swój przekaz, przeciwstawiając ich starym moherom. I tu jest właśnie słaby punkt – siedem milionów rodzin z dziećmi, które z troską patrzą na możliwość wychowania i wykształcenia potomstwa w sytuacji drastycznej polityki antyrodzinnej prowadzonej przez instytucje państwowe i przez rząd – od podatków po samą instytucję rodziny. A więc ci ludzie już odczuwają rzeczywisty wymiar tego co się dzieje w sferze usług publicznych. Właśnie tu jest miejsce do działania. I jeśli ktoś mnie pyta „Co robić?” odpowiadam: Twórzcie koła szkolne, wszędzie tam gdzie możecie się zorganizować w Rady Szkół, na podstawie istniejącego prawa o systemie oświaty.
Ktoś może powiedzieć, że kiedyś podobny program, program pozytywny, już był, że już kiedyś kwestia szkolna była tak istotna, tak samo jak kwestia własności, dzisiaj zagrożonej podatkiem katastralnym.
Tak, dobrze się Ci kojarzy czytelniku – Kulturkampf. Trwał czterdzieści lat. I wtedy wygraliśmy.
 
 
 
--- Zapraszam do subskrypcji mojego newslettera. Info o nowych tekstach i filmach

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Obywatele zaczynają 'brać w swoje ręce...'"

Niestety, odnoszę wrażenie, że w społeczeństwie nadal dominuje postawa nachuizmu, którą Wiktor Jerofiejew opisał w "Encyklopedii rosyjskiej duszy".

Nachuizm polski - oprócz permanentnego marazmu,wyrażającego się pytaniem: "A po co mi to?" - charakteryzuje również deklaratywna roszczeniowość, wyrażająca się stwierdzeniem: "to 'ich' działka, nie moja".

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276444