Smoleńska klatwa czy smoleńska szansa

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Eska napisała przejmujący tekst o smoleńskiej klątwie.

Tak. W tej chwili Polska jest podzielona. To co ją rozdziela to te szczątki samolotu i śmierć Prezydenta i wszystkich, którzy z nim podróżowali.

Ta śmierć, te śmierci - teraz już widać to zupełnie wyraźnie - im odleglejsze w czasie, tym bardziej tajemnicze. A tajemnica - dla jednych jest bodźcem do wyjaśnienia jej wszystkimi siłami, a u drugich - do znieruchomienia, “bo lepiej nie wiedzieć”.

Smoleńsk - a nazwy tej używam tu na określenie całego konglomeratu zjawisk które związane są z 10 Kwietnia - zarówno to wydarzenie, jak i wszystko co się stało wokół, czyli bezwolność rządu w sprawie śledztwa, ujawnione fałszerstwa ze strony Rosji, obnażona dezinformacja w mediach, a także - w końcu - to co się okazało nawet bez jednoznacznego określenia przyczyn śmierci Prezydenta i osób towarzyszących - wprost katastrofalny stan zarządzania ryzykiem państwie - wszystko to spowodowało, że każdy musiał się określić w stosunku do Smoleńska. Nawet jeśli mówi, że go ta “sprawa” nie interesuje to sama taka deklaracja jest też i takim określeniem się.

Podział, który nastąpił w Polsce poszedł po już istniejących liniach rozdzielajacych rozmaite środowiska, a linie te mają swoje początki zarówno w biografiach i pochodzeniu środowisk, mają też swoje początki także w pierwotnych zaangażownanich rozmaitych osób. Do tego dochodzi obrona biografii ojców i dziadów, lub przeciwnie - duma z ich walki o wolną Polskę. No i oczywiście - zostało to zwielokrotnione przez tube medialną, tak, że nawet ktoś do tej pory niezaangażowany politycznie jakiś swój stosunek do Smoleńska musiał określić. I w zależności na ile był "wrażliwy telewizyjnie" i jaki miał background - określił po jednej lub drugiej stronie.

Tego rodzaju podziały istniały w Polsce zawsze, przynajmniej od czasów Konfederacji Barskiej, Smoleńsk jednak wydobył je i wyjaskrawił. Późniejsza nagonka medialna i to, co się stało wokół sprawy krzyża dodatkowo jeszcze uwypukliło postawy i wzajemne stosunki dwóch wielkich antagonistycznych grup - różnie nazywanych. Jedni nazywają je “Konfederacja” i “Famila” inni “Obóz patriotyczny” i “Lemingi” - raczej nie w nazwie istota, co w fakcie, że mamy w Polsce w tej chwili dwa nienawidzące się obozy, jeden mający w dodatku zdecydowaną przewagę medialną i przez te media określany jest na wiele sposobów jako “postępowy” czy “modernizacyjny”.

Sam fakt istnienia przeciwstawnych obozów politycznych nie jest niczym złym. Natomiast natężenie negatywnych uczuć, które w tej chwili w polskim życiu publicznym są obecne i coraz bardziej pogłębiający się podział (co wynika z tego, że stroną atakującą są “postępowcy” stosujący cały arsenał narzędzi wykluczających “konfederatów”, a ci z kolei, co jest naturalne, reagują negatywnymi emocjami), a więc to natężenie negatywnych uczuć jest tak niszczące, że w zasadzie powoduje dysfunkcjonalność instytucji politycznych, takich jak parlament, wybory itd.

Ta dysfunkcjonalność skutkuje całkowitą niemożliwością zmian w Polsce dzisiejszej. Polityka jest praktycznie zabetonowana tym konfliktem, i żadne, nawet neutralne inicjatywy którejś ze stron nie są akceptowane przez antagonistę, przy czym należy oczywiście pamiętać, że partia rządząca bezwzględnie wykorzystuje swoją przewagę, odchodząc od utrwalonego już obyczaju parlamentarnego w kwestii komisji sejmowych itd., a także wykorzystuje tę przewagę w przejmowaniu mediów publicznych i regulacji rynku medialnego (exemplum koncesja TV Trwam). Mamy w Polsce przechył na jedną stronę, tę “Familijną” i w zasadzie nie widać wyjścia z tego.

Czy na pewno nie widać ?

Na naszych oczach sypie się “narracja smoleńska” skonstruowana przez oligarchię medialną po to, żeby Kaczyński nie wrócił do władzy niesiony falą współczucia i refleksji Polaków o stanie państwa pod rządami PO - a świadectwem tego stanu był przecież Smoleńsk. Ta “narracja” składająca się z dezinformacji, przeinaczeń i jawnych kłamstw opierała się na dwóch filarach:
pierwszym filarem było utrzymanie w powszechnej świadomości, w skali masowej, u tych “nie zainteresowanych polityką”, przeświadczenia, że pasażerowie samolotu są winni temu, że Smoleńsk się wydarzył (“naciski”, “kłótnia z generałem”, “ląduj dziadu”, “cztery podejścia”, “niewyszkoleni piloci”), a przede wszystkim Prezydent, który “się pchał do Katynia” - celem tej akcji było na tyle silne zamydlenie jasnego widzenia sprawy przez publiczność, żeby powstał negatywny przekaz obciążający Prezydenta odpowiedzialnością za Smoleńsk, zdejmując tym samym tę odpowiedzialność z rządu, który przecież, według przepisów, z definicji odpowiadał z bezpieczeństwo Głowy Państwa.

drugim filarem było, z punktu widzenia polskiej racji stanu zupełnie niewytłumaczalne, odsuwanie i wypieranie ze sfery publicznej przypuszczeń, że być może strona rosyjska może być winna doprowadzeniu do katastrofy. I nie chodzi tu nawet o przypuszczenia sprawstwa zamachu, ale na przykład winy “kontrolerów” , czy jak ich FYM nazywa “ruskich szympansów”.

 

Jakie dokładnie cele przyświecały kampanii dezinformacyjnej i kto ją organizował pewnie kiedyś zostanie przez historyków wyjaśnione. Faktem jest bezspornym jednak to, że to działanie pogłębiło podziały w społeczeństwie i tak już podzielonym na tle stosunku do przeszłości (lustracja), stosunku do własności (uwłaszczenie nomenklatury i prywatyzacja), wizji przyszłości (solidaryzm społeczny vs. neoliberalizm) a w końcu sprawach obyczajowych (tradycja vs. libertynizm). Aby ten podział pogłębić wykreowano konflikt wokół krzyża - co było wtłoczeniem strony antagonistycznej w dylemat tragiczny rodem z Antygony - dobrego wyjścia nie było, a Episkopat milczał.

Dla strony mającej przewagę medialną każdy atak na “oszołomów” był usprawiedliwiony różnymi mniej lub bardziej uświadomionymi argumentami (“nowoczesność”, “stabilność polityki”, “bo będzie wojna”, “miejsce w Europie” itd), dla strony atakowanej skutkowało to coraz głębszym przeświadczeniem, że Polska jest pod okupacją jakiejś szajki, która mając do dyspozycji media doprowadza do ostatecznego upadku świeżo odzyskaną niepodległość, czemu przeciwstawić się można budując alternatywne struktury “Państwa Wolnych Polaków” i zaprzeczając prawomocności istniejącego państwa polskiego i jego władz.

Oczywiście zostało to pogłębione zabójstwem w Łodzi i późniejszymi wypowiedziami prominentnych polityków partii rządzacej.

Jak już napisałem - na naszych oczach sypią się filary “narracji smoleńskiej” - w ciągu ostanich miesięcy odnotowaliśmy kilka informacji całkowicie zaprzeczających uprzednio podanym przez media "faktom", które okazały się dezinformacjami, "faktom" podanym ex cathedra, a w dodatku w atmosferze moralnego szantażu w stosunku do tych, którzy mają czelność poddawać pod wątpliwość te “święte prawdy”. Teraz okazuje się, że "negacjoniści" mają rację. Udokumentowano niezgodności dokumentacji ekshumacyjnej i sekcyjnej oraz blamaż raportu Millera związany z “obecnością” generała Błasika w kokpicie. To całkowicie wywraca "narrację smoleńską".

Ci którzy do tej pory wierzyli w to, co podawały media w Polsce, utrzymujące zastanawiająco zgodne brzmienie z tym co mówiły media rosyjskie, ci, którzy w to wierzyli muszą dziś właśnie przewartościować swój stosunek do tego co sami myśleli do tej pory o Smoleńsku, nie tylko o przyczynach śmierci Prezydenta i 95 osób, ale także o tym co się stało później.

Normalny człowiek może tylko do pewnego momentu żyć w kłamstwie, do momentu, gdy zobaczy, że świat, który ma przed sobą w znacznym stopniu różni się od tego co widzi i słyszy w przekazie medialnym. Doświadczyliśmy już tego jako naród w 1980 roku - powodzenie strajków w Sierpniu wynikało też z tego, że w 1979 roku policzyliśmy się na ulicach i zrozumieliśmy, że wbrew komunistycznej propagandzie, my, wierzący, niepodległościowi Polacy, jesteśmy w wielkiej liczbie - i że coś możemy razem, że jak jesteśmy na placu i klaszczemy papieżowi, to system drży.

Ci którzy wierzyli w “narrację smoleńską” muszą siłą rzeczy skonfrontować się z faktami, które wychodzą na wierzch. Utrzymywanie jednostronnego przekazu, obwiniającego Prezydenta i Pilotów, i, równocześnie, całkowicie zdejmującego winę z Rosji i organizatorów lotu po stronie polskiego rządu staje się coraz trudniejsze do utrzymania. I nie chodzi o to, że może się okazać, że to był zamach. Ujawnione już dane pokazują, że ze strony Rosji miały miejsce skandaliczne zaniedbania zabezpieczneia wizyty głowy obcego państwa, a ze strony polskiego rządu - skandaliczny brak zarządzania ryzykiem i zabezpieczniem, oraz lekceważenie, już po 10 Kwietnia, podstawowych interesów polskiej racji stanu przy prowadzeniu śledztwa. To już się okazało, a być może jeszcze nowe fakty przemówią jeszcze bardziej dobitnie do umysłów tych, którzy “woleli nie wiedzieć”, albo “nie interesowali się”.

Bo normalny człowiek, obywatel państwa po skonfrontowaniu tej wiedzy z własnym zdrowym rozsądkiem musi zadać sobie pytania: “Kto nami rządzi?” i “Jak z tego wyjść?” ponieważ widzi tu prostą konsekwencję - jeśli rząd nie potrafił ochronić prezydenta państwa przed zagrożeniem, wszystko jedno - czy wypadku, czy zamachu, to jak ten rząd może chronić obywatela, o tyle mniej istotnego, nieważnego i niezauważalnego?

Czy jeśli mówili, że były sekcje zwłok, a teraz mówią, że deficyt to mniej niż 55% to mówią tak samo wiarygodnie?

Co z państwem? Co z naszymi pieniędzmi w bankach? Co z przyszłością?

Budować można tylko na gruncie wspólnych wartości opartych na prawdzie. A w przypadku Smoleńska mamy w tej chwili sytuację zero-jedynkową: albo to Prezydent i jego otoczenie są winni, albo Rosja i osoby z rządu (bardak i zaniedbania, albo - według innej wersji - zamach i zaniedbania, albo jeszcze inaczej - zamach i współdziałanie). Tertium non datur. Czas decyzji mentalnej dla wielkich grup społecznych, kwestia określenia swojego stosunku do Smoleńska zbliża się wraz z ujawnianiem nowych faktów.

I w tym kontekście Smoleńsk jest tą tytułową szansą. Szansą na zasypanie podziałów dzięki wyjawieniu prawdy. Bo "prawda was wyzwoli" jak wołał wtedy On na Placu Zwycięstwa.

 

 

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Piszesz Szczurze, że wierzący w przekaz medialny muszą przewartościować swój stosunek do katastrofy smoleńskiej wobec rozsypania się majnstrimowej narracji.

Piszesz Szczurze, że normalny człowiek nie może zbyt dlugo żyć w stanie dysonansu poznawczego. Że musi wreszcie skonfrontować fakty ze zdrowym rozsądkiem.

Obawiam się, że nie musi. Fenomen ten opisała już pani generał Anodina w swoim raporcie, przywołując tzw. myślenie tunelowe, które rzekomo sparaliżowało dzialania kapitana Protasiuka. Fenomen ten opisał znacznie wcześniej Stanisław Lem w opowiadaniu "Ananke", w którym nadmiar sprzecznych informacji sparaliżował superkomputer statku kosmicznego, doprowadzając do jego katastrofy.

Przeważająca - niestety przeważająca - część opinii publicznej znajduje się w stanie "myślenia tunelowego" i "syndromu anankastycznego". Ów stan był, jest i będzie starannie podsycany zewnętrznie i kultywowany wewnętrznie.

Sądzisz, że ujawniane stopniowo fakty o katastrofie wpłyną na myślenie o systemie bankowym? Imputuje Ci nadmierny optymizm. Racjonalne myślenie, zdrowy rozsądek, to przeszłość. Teraz mamy do czynienia z myśleniem impresyjnym, tj. kierowanym odniesionym (a raczej narzuconym lub sugerowanym) wrażeniem. O ile w ogóle mamy jeszcze do czynienia z myśleniem! To już oczywiście czarny humor.

Wiekopomny wynalazek radia Erywań, ktory można nazwać "dementi przez potwierdzenie" lub "potwierdzeniem przez zdementowanie" nadal sprawdza się znakomicie.

Bardzo, bardzo chciałbym się mylić.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#216041

Niestety też wydaje mi się, że na co dzień myśląca część opinii publicznej już pomyślała, tej drugiej części do pomyślenia jeszcze trochę trzeba - a zagłuszanie myślenia działa we wszystkich mediach. Rwanie myśli na strzępy, wałkowanie tego samego - to już chyba trwały objaw "impresyjności" myślenia i doznawania.
Potrzebne jest przekazywanie ludziom innej "narracji smoleńskiej" w postaci spójnej i skoordynowanej, NARRACJI która przebiłaby się przez narrację oficjalną - wtedy 80% uwierzyłoby. Na uspójnienie narracji - owszem, są szanse. Szanse ma ta frakcja, która będzie potrafiła rozmawiać z narodem - poprzez media, (albo poprzez - niestety - zarządzanie wzburzeniem społecznym), a tego, że ktoś znajdzie z narodem wspólny język tak Tusk, jego ekipa jak i tzw salon po prostu się boją. Niestety obecna narracja nie spełnia tych funkcji...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#216067