Terra Incognita A.D. 2013

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

 Z końcem roku przychodzi czas podsumowań, oglądania się za siebie i – jak zwykle w Polsce – nadziei na lepszy przyszły rok. Tak jak przez dziesiątki lat w komunie, a już szczególnie w latach osiemdziesiątych życzyliśmy sobie żeby za rok to już czerwonego szlag trafił (zima wasza wiosna nasza i tak dalej) teraz też blogerzy i komentatorzy patrząc przeszłość życzą sobie lepszego przyszłego roku. Co prawda nie wiele trzeba, żeby był lepszy.



Problem tylko w tym, że nadzieja na lepszy rok 2013 opierana o jakieś fakty z dnia dzisiejszego, albo nawet z wczoraj nie ma najmniejszego uzasadnienia. To, że sondaże idą w górę albo w dół, albo na wyczucie polityków czy zwykłych ludzi nastroje społeczne są takie czy inne – nie ma znaczenia. Przyszłość jest niepewna i – trzeba sobie zdać z tego sprawę – zawsze była niepewna.



Czy ktoś mieszkający w Wilnie w roku 1939, i będący na przykład przedsiębiorcą zajmującym się międzynarodowym handlem zbożem, mający własne magazyny, bocznicę kolejową, wagony towarowe i lokomotywy, tabor konny i samochodowy do skupu zboża, rachunki bankowe w Wilnie i państwach bałtyckich do obsługi bieżącej działalności, spodziewał się, że już za 10 miesięcy wszystko to najpierw zostanie skonfiskowane przez sowietów, a majątek na terenie Litwy po wycofaniu sowietów przejdzie na własność państwa litewskiego? Plany finansowe związane z zakupami sprzętu, towarów i usług, koszty obsługi kredytów, płace pracowników itd. – wszystko było 31 grudnia 1938 roku zaplanowane na przyszły rok. Czy ktoś taki mógł się spodziewać rozwoju sytuacji tak jak ona się potoczyła?



Tę analogię podaję po to, by zilustrować fakt, że w momencie, gdy szaleją potęgi na które nie mamy żadnego wpływu to planowanie czegokolwiek na podstawie przesłanek z lat ubiegłych jest po prostu niewiarogodne.



Ktoś może powiedzieć, że analogii z rokiem 1939 nie może być w dniu dzisiejszym. Pewnie racja. Może być, że nie będzie pełnoskalowej wojny, ale wydarzenia związane z ewentualnym rozpadem Unii Europejskiej na tle kryzysu finansowego, a przynajmniej rozpadu strefy euro już jak najbardziej można brać pod uwagę i niestety, pod względem skutków dla przeciętnego Polaka mogą być one podobnie niszczące jak dla mego dziadka  w Wilnie.



Już chociażby upadek euro spowoduje skok kursów walutowych, co dla setek tysięcy rodzin w Polsce oznacza wzrost kosztów raty kredytów mieszkaniowych. W konsekwencji dla wielu – wywłaszczenie. Czym to się różni od rozmaitych okupacyjnych nacjonalizacji i wywłaszczeń? W 1939 roku, późną jesienią Niemcy (nie żadni mityczni naziści, ale – Niemcy) wygnali z Wielkopolski kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Czy rodziny tracące mieszkania i domy na skutek zmian kursów walutowych są przez Państwo Polskie zabezpieczone przed kataklizmem wywołanym przez czynniki zewnętrzne, tak jak czynnikiem zewnętrznym byli Niemcy w 1939?



To jest tylko jeden przykład. Oczywiście natychmiast pojawią się argumenty, że porównywanie wywłaszczeń okupacyjnych z kwestiami komorniczymi współcześnie to strzelanie z armaty do wróbli itd. – z tym, że dla współczesnego obywatela Polski sam proces wywłaszczenia nie będzie się wiele różnił. Ot – przychodzi moment, że masz opuścić swoją własność, a jak się nie podporządkujesz to siłami policyjnymi zostaniesz z niej usunięty. A jak stawisz opór to jeszcze wsadzą cię do więzienia.



Oczywiście w państwie rządzonym z głową myśli się o dobru wspólnym, tak aby obywatele tego państwa jak najmniej ucierpieli od przewidywanych wydarzeń. Jest to po prostu zarządzanie ryzykiem w skali państwa. W Polsce niestety, jak się już przekonaliśmy na własnej skórze, ryzykiem się nie zarządza, wręcz przeciwnie, rozmaite decyzje urzędnicze materializują ryzyka, które do tej pory były tylko i wyłącznie w potencji, albo w ogóle by ich nie było gdyby nie te decyzje – jak chociażby ostatnio kwestie patentu europejskiego, który sprowadził ryzyko finansowe na tysiące firm, ryzyko, którego mogłoby nie być, gdyby negocjatorzy, w tym osobiście premier rządu, posłuchali ostrzeżeń idących ze strony zainteresowanych.



Wszystko to powoduje, że nie należy patrzeć z nadzieją na przyszły rok, lecz z trzeźwym namysłem, ponieważ władza publiczna nie przeciwdziała materializacji ryzyka, a wręcz je sprowadza na obywateli.



Tak więc planowanie czegokolwiek w niestabilnym świecie, gdy rozpadają się potężne struktury, a świat poddawany jest politycznemu przebiegunowywaniu, do tego tajfun finansowy jednym dmuchnięciem i to nie najsilniejszym może zlikwidować polskie finanse publiczne – wszystko to daje jasne przekonanie, że rok nadchodzący to istna Terra Incognita.



A ponieważ wyprawa w świat nieznany wymaga odwagi i determinacji – tego sobie i Czytelnikom oraz Widzom życzę na ten nadchodzący rok.

Ocena wpisu: 
Brak głosów