jest spadkobierczynią Dmowskiego Środa?

Obrazek użytkownika tad9
Blog

Gdy zbliża się 8 marca (niemal) tradycyjnie poświęcam wpis moim ulubienicom - feministkom. To bardzo interesujące plemię (intrygują mnie już choćby z tego powodu, że są bodaj jedynymi kobietami zdającymi się faktycznie cierpieć na kompleks braku członka wymyślony niegdyś przez starego wariata Freuda). Dziś zajmiemy się Magdaleną Środą, a konkretnie jej artykułem pt. „Republika kolesiów”(GW 7.03.2009). Środa zachwala w swoim tekście ideę „parytetów płciowych” w polityce. Jest to stary konik feministek, wyciągają go, kiedy mogą, a już szczególnie w okolicach wyborów. I tak, na przykład, pierwszego sierpnia 2005 roku w internetowym wydaniu "GW" znaleźć można było następującą informację: "Wicepremier Izabela Jaruga Nowacka i minister Magdalena Środa domagają się parytetu na listach wyborczych, a kandydatka na prezydenta Henryka Bochniarz chce, by kobiety głosowały tylko na kobiety (...). Wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka namawiała do walki o parytet. - Na listach wyborczych powinno być 50 proc. kobiet i 50 proc. mężczyzn. Bo "parytet to równość" (1)

    Tu oczywiście pojawia się pytanie: czym właściwie różni się wezwanie „kobieta powinna głosować na kobiety” od wezwania „Polak powinien głosować na Polaka”? I jak ma się idea parytetów do bliskiego zdaje się Środzie ideału równości? Na drugie pytanie Środa odpowiada. Parytety, jej zdaniem, nie łamią zasady równości, a - przeciwnie - "są skutecznym narzędziem jej urzeczywistnienia". Przy tym płeć decyduje o tym, czym zajmują się politycy. Mężczyzn interesuje np. wojsko i sport, a kobiety - żłobki i alimenty. No, cóż - albo Środa powiela w tym miejscu najbardziej ordynarne stereotypy, za co powinna usłyszeć kilka cierpkich uwag od koleżanek-feministek, albo też stereotypy, z którymi na co dzień wojują feministki mają mocne zakotwiczenie w rzeczywistości społecznej i Środa jedynie konstatuje ów fakt. Niechże sobie ten problem rozstrzygną feministki ze Środą, my wracamy do kwestii parytetów płciowych w polityce.

    Środa głosi, że idea parytetu pojawiła się już w 1880, ale termin "demokracja parytetowa" zaistniał dopiero w 1989 roku na forum Rady Europy. Gdy zaś idzie o Polskę - kilka lat temu "zasadę kwot zaczęły stosować partie lewicowe". Otóż, są to informacje nieścisłe. Być może termin "demokracja parytetowa" jest stosunkowo świeży, ale sama zasada – już nie. Tyle, że dawniej "demokracja parytetowa" nazywała się „numerus clasus”. Dziś „numerus clasus” kojarzy się z „antysemityzmem”, ale to głównie efekt dobrego PR-u środowisk żydowskich, bo zasada parytetów stosowana była szerzej, niż tylko celem „odżydzania” tej czy innej instytucji. W Cesarstwie Rosyjskim przy pomocy parytetów „odpolaczono”, na przykład, uczelnie kijowskie (na niektórych wydziałach odsetek studentów Polaków sięgał, zdaje się nawet 50 procent). Wprowadzenie numerus clasus polecali politycy różnych opcji, w tym – narodowej demokracji. W numerze wileńskiego "Słowa" z 28 grudnia 1922 roku znaleźć można taki oto fragment sejmowego wystąpienia związanego z endecją prof. Głąbińskiego: "W myśl wniosku nagłego, przez nas do Sejmu wniesionego - domagać się będziemy zabezpieczenia Polakom należnego udziału we wszystkich urzędach i zakładach państwowych, niemniej we wszystkich koncesjach przemysłowych i handlowych, w dostawach publicznych, w handlu artykułami monopolowymi. W razie wprowadzenia ograniczonej liczby (numerus clasus) w zakładach naukowych, w koncesjonowanym przemyśle i handlu, należy zastrzec dla Polaków pierwszeństwo" (2)

    Bez wątpienia: prof. Głąbiński prof. i Środa znaleźliby wspólny język... I w ogóle miło widzieć nasze feministki dzielnie kontynuujące dobre tradycje endeckie. A może - aż strach pomyśleć - są to jakieś inne tradycje? Bo endecy polskość rozumieli kulturowo, a płeć to jednak biologia, jak - powiedzmy - rasa... W takich rejonach błąkałby się liberalny umysł Magdaleny Środy? Lepiej porzućmy ten trop i zajmijmy się innym aspektem jej artykułu. Otóż, można się tam dopatrzyć swoistej pochwały patriarchatu. Bo zważmy: feministki zwykle utrzymują, że patriarchat to paskudny system, który kobiety tłamsi, krzywdzi i ogranicza. A tu naraz Środa pisze, że kobiety, które "władzy mężczyzn podlegają" są "...lepiej wykształcone, bardziej nastawione na troskę o innych niż własną karierę, bardziej solidne i przedsiębiorcze", w związku z tym nawet "...przypadkowo wybrana kobieta ma lepsze kwalifikacje niż statystyczny mężczyzna". Więcej kobiet w polityce to – zdaniem Środy - "mniej alkoholu, awantur, histerii, kompleksów i samczej rywalizacji.” A więc – jakby nie patrzeć – patriarchat to system, może ostry, ale jednak wykształcający u kobiet szereg pozytywnych cech. Podsumujmy: Magdalena Środa powiela patriarchalne stereotypy (pole zainteresowana kobiet tworzą, według niej, głównie: rodzina, reprodukcja, zdrowie), zaleca rozwiązania bliskie endecji (numerus clasus), wreszcie sugeruje, że patriarchat kobiety uszlachetnia. Powinszować! Z zainteresowaniem śledzić będziemy dalszą ewolucję ideową Magdaleny Środy....

Przypisy:

1. Solidarność płci: "parytet znaczy równość", GW 1.08/2005.
2. cyt. za: Stanisław Cat Mackiewicz, Credo polityki narodowościowej, Słowo 28.12.1922.

PS

Że „demokracia parytetowa” to nie żarty upewnić może korespondencja z Norwegii, zamieszczona w internetowym wydaniu "GW" z 18 listopada 2005 roku: "Nowy, lewicowy rząd Norwegii grozi, że będzie likwidował prywatne firmy, które w swoich władzach mają za mało kobiet. -Chcę od pierwszego stycznia wprowadzić system sankcji pozwalających likwidować firmy ( które, nie przestrzegają przepisów o parytecie płci - red) - zapowiedziała Karitta Bekkemellem, która od października jest ministrem ds. rodziny i dzieci. W czasie poprzedniego centrowo-prawicowego rządu parlament Norwegii przyjął prawo, które przewiduje, że kobiety muszą stanowić co najmniej 40 procent składu rady dyrektorów w 550 norweskich spółkach publicznych oraz spółkach handlowych. Do lipca tego roku norweskie firmy były zobowiązane dobrowolnie wprowadzić te przepisy. Jednak do 1 lipca kobiety stanowiły tylko 21 procent składu rad dyrektorów. - Zmiany nie są wprowadzane dostatecznie szybko. Nie chcę czekać 20 czy 30 lat, aż dostatecznie inteligentni mężczyźni nominują w końcu kobiety do rad - powiedziała dziennikarzom minister Bekkemellem. Już wkrótce rząd premiera Jensa Stoltenberga zajmie się projektem przepisów o parytecie płci. Jeśli go przyjmie, firmy będą musiały w ciągu dwóch lat nominować do rad dyrektorów odpowiednią liczbę kobiet, albo poddać się administracyjnej karze likwidacji - jedynej sankcji przewidzianej w tej sytuacji przez norweskie prawo. Sigrun Vaageng, szef norweskiego stowarzyszenia pracodawców, uważa, że prawo powinno zezwolić na mniej drastyczne kary, na przykład grzywny za nieprzestrzeganie prawa o parytecie płci. -Teoretycznie rząd będzie mógł zlikwidować firmę, bo brakuje w niej tylko jednej kobiety - przekonuje Vaageng" ( Obowiązkowy parytet płci w norweskich firmach? GW.18.11.2005)

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

a to się nam kogel mogel w ideologii porobił. Środa za patriarchatem kobiet. ;)) Teraz już wiem, dlaczego baby wdziały spodnie.;)

Po Twojej notce czytam wszystko, co napisała Środa.;)

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#15356

Chciało by się powtórzyć okrzyk Stuhra w seksmisji - kobieta mnie bije! wskrzeszony ostatnio przez Rokitę w Lufthansie.

Jedno jest pewne przy wszelkiego rodzaju wyborach należy brać pod uwagę to co kto ma w głowie, a nie to co ma między nogami.
Może to brzydko z mojej strony, ale przyjęcie któregokolwiek z tych kryteriów nie spowodowałoby - abym do czegokolwiek wybrał tow. Środę.
AW

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#15365