coś tu czuchnie....

Obrazek użytkownika tad9
Kraj

Wojciech Czuchnowski to mój ulubieniec i to do tego stopnia, że odkryte niegdyś przeze mnie prawo polityczno-medialne ochrzciłem właśnie jego imieniem (to żelazne „prawo Czuchnowskiego” brzmi: straconą dla kraju jest instytucja, z wnętrza której przecieki zaczynają regularnie gościć na łamach „Gazety Wyborczej”). W ogóle każdemu polecam wczytywać się uważnie w twórczość pana Wojciecha,a nawet więcej – zalecam jej archiwizowanie. Dzięki temu – po jakimś czasie – można sobie sprawdzić ile zwykle zostaje z rewelacji odkrywanych przez nieustraszonego dziennikarza śledczego. Można też odkryć schemat działania naszego bohatera, to jest ustalić w imię jakich potęg walczy on swym piórem... Ale o tym wszystkim napiszemy może innym razem. Dziś natomiast wrócimy do sprawy sprzed lat, a pretekst dał nam niedawny spór pomiędzy Piotrem Gursztynem z „RZ” a Wojciechem Czuchnowskim (oczywiście z „GW”).

Do spięcia pomiędzy panami doszło mniej więcej tak: Piotr Gursztyn napisał w „Rz” o iskrzeniu na styku Włodzimierz Czarzasty – Agnieszka Kublik. O co się ta dwójka dziobie – mniejsza o to, nas interesuje jedynie fakt, że w tekście Gursztyna trafił się i taki passus (o Kublikowej): „– Hiena należy się jej za Marcina Tylickiego – mówi znany polityk prawicy. Chodzi o aresztowanego w 2005 r. 25-letniego asystenta Józefa Gruszki (PSL), szefa komisji ds. Orlenu. Tylicki był aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Część członków komisji twierdziła, że miało to odwrócić uwagę od Aleksandra Kwaśniewskiego, który odmówił stawienia się przed komisją. – Kublik wówczas jednoznacznie pisała i mówiła o Tylickim jako szpiegu – przypomina rozmówca "Rz". W artykule "Asystent Gruszki donosił Rosji o funduszach UE" ("GW", 10.o3.2005), którego autorką była m.in. Kublik, czytamy: "Na czym polegała szpiegowska działalność Tylickiego? Wiadomo, że kontaktował się z ambasadą Rosji. ABW rozpracowywało go od ośmiu miesięcy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przekazywał informacje na temat możliwości przejęcia środków z funduszy pomocowych UE".

Nie minęło wiele czasu i – na łamach „GW” - w obronie koleżanki stanął Wojciech Czuchnowski. On pisał tak: W obelżywym tekście o dziennikarce "Gazety" Agnieszce Kublik opublikowanym w środę w "Rzeczpospolitej" Piotr Gursztyn cytuje "znanego polityka prawicy". Polityk ten, który - mimo że tak znany, nie chce występować z otwartą przyłbicą - uważa, że tytuł "hieny" należy się Agnieszce "za Marcina Tylickiego".Na dowód dziennikarskiego zdziczenia Gursztyn przywołuje fragment artykułu Kublik i mojego z 10 marca 2005 r. o zatrzymaniu przez ABW Tylickiego, byłego asystenta posła Gruszki, który przewodniczył wtedy komisji śledczej ds. Orlenu. Na podstawie źródeł w ABW napisaliśmy wówczas, że asystent "przekazywał informacje na temat możliwości przejęcia środków z funduszy pomocowych UE". Tytuł tekstu: "Szpieg ni z gruszki, ni z pietruszki". O Tylickim było wtedy głośno. Potem został uniewinniony. Wiernie opisywaliśmy jego proces, wytykając błędy prokuratury i służb specjalnych.

Sięgam więc do "Rzeczpospolitej" z tegoż 10 marca 2005 r. Tytuł artykułu: "Szpieg zasiał niezgodę". Nadtytuł: "Aresztowany były asystent Józefa Gruszki nie zaprzeczył swoim przestępczym kontaktom". W tekście jest jeszcze gorzej: "Roman Giertych ujawnił, że T. [czyli Tylicki] jako pracownik Wojewódzkiego Urzędu Pracy dostarczał Rosjanom opracowania dotyczące funkcjonowania funduszy unijnych na Mazowszu".
18 lipca "Rz" wraca do tematu. W artykule pt. "Dzwonił do rosyjskiego szpiega" ujawnia, że po rozmowie ostrzegawczej z funkcjonariuszami ABW Tylicki dwa razy "chciał dodzwonić się do szpiega". I że zaprzecza to jego zeznaniom przed komisją Orlenu, co stanowi "nowy dowód w sprawie". A zatem to, co "Rz" pisała o Tylickim - jest OK. Ale to samo na łamach "Gazety" ma być przejawem zdziczenia. Bo autorką jest Agnieszka Kublik.”. Tyle Czuchnowski.... A teraz – ja....

Bo, tak się składa, że wiem to i owo o narracji „GW” w sprawie Tylickiego, ale – nim przejdę do rzeczy – krótkie wyjaśnienie. Otóż, niemal dokładnie rok temu opublikowałem na blogu pierwszą część tekstu pt. „Władcy Marionetek wersja beta”. Część drugą (w której miało być właśnie o sprawie Tylickiego) zapowiedziałem, ale nie napisałem jej nigdy. Stało się tak trochę za sprawą mojego lenistwa, a trochę za sprawą historii – wkrótce potem mieliśmy 10 kwietnia 2010 i jakieś zamierzchłe historie sprzed lat straciły nośność. Tak więc część druga nie powstała (i pewnie już nie powstanie...), niemniej – zachowała mi się w komputerze część materiałów, które miały posłużyć do jej stworzenia. Zaznaczam: zachowała się tylko część, którą zapisałem w komputerze, bo materiałów „analogowych” w tzw. mniędzyczasie się pozbyłem. Jest to zastrzeżenie ważne o tyle, że z braku całości materiałów opowieść urywa się dość niespodziewanie. Tyle wstępu – i ruszamy....

A więc – „GW” była w ogóle cięta na „komisję orlenowską” , w tym na jej przewodniczącego. O pośle Gruszce pisywano tam w stylu „Pierwszy sołtys III RP na czele sejmowej komisji śledczej do spraw PKN Orlen", i nie odpuszczono mu nawet po wylewie, skoro doniesienie o tym smutnym fakcie zatytułowano dowcipnie (ech ta "polityka tytułowa"...):"Gruszka w szpitalu" (KNYSZ, BOJ, W, 12.04.2005), choć dodanie słówka "poseł" nie kosztowałoby przecież znów tak wiele... Tak więc w „GW” zagięła na nieszczęsnego przewodniczącego parol i – jak to w takich wypadkach bywa – szybko okazało się, że poseł Gruszka, gdy mu się bliżej przyjrzeć, tkwi w samym jądrze ciemności. Asystent – szpieg nie był pierwszą „wtopą” mprzewodniczącego wytropioną przez „GW”. Jeszcze w listopadzie 2004 roku gazeta bowiem donosiła: "Poseł Gruszka ma kłopoty". Wtedy też chodziło o aresztowanie asystenta posła, tyle, że innego: oto niejaki Paweł D., asystent społeczny posła Gruszki, zatrzymany został "w związku ze śledztwem dotyczącym mafii paliwowej" ("Czy mafia paliwowa podsunęła doradcę szefowi komisji śledczej ds. Orlenu?" - pytała gazeta, co odnotujmy, bo - jak wiadomo - dziś zdaje się obowiązuje wersja, że "mafia paliwowa" była "mitem"). Ale prawdziwa salwa grzmotnęła kilka miesięcy później...

Wojciech Czuchnowski pisze dziś o tym dość skromnie, więc przypomnijmy: 10 marca 2005 roku "GW" na pierwszej stronie - czcionką godną informacji o wybuchu wojny - donosiła: "SZPIEG U GRUSZKI". Podkreślmy: żadnych pytajników - tytuł był w trybie oznajmującym, co warto odnotować, bo "polityka tytułowa" odgrywa przecież w „GW” sporą rolę. Zdumiony czytelnik czytał następujące rewelacje: "Asystent posła Józefa Gruszki aresztowany za szpiegostwo. Przekazywał Rosji informacje o funduszach unijnych - twierdzą nieoficjalne źródła w ABW". Było też o tym, że asystent kontaktował się z rosyjską ambasadą i "przekazywał informacje na temat możliwości przyjęcia środków z funduszy pomocowych UE". "Czy tylko te informacje przekazywał Rosjanom"? - pytała gazeta, a "anonimowy oficer ABW" spieszył z odpowiedzią: "Badamy, czy nie miał dostępu do dokumentów komisji śledczej lub komisji ds. służb specjalnych. Poseł Gruszka jest od ośmiu lat członkiem komisji ds. służb specjalnych. Nie wyobrażam sobie, żeby dla Rosjan nie było to interesujące". Z artykułu dowiedzieliśmy się też, że oficer obcego wywiadu, który "prowadził" Tylickiego został wydalony z Polski, oraz, że posłowie prawicy łączą nagłośnienie sprawy z Kancelarią Prezydenta... Szczerze pisząc nie wiem, czy to w "GW" standard, ale tekst z pierwszej strony nie był podpisany (ani nazwiska, ani - stosowanego w gazecie - podpisu kilkoma literami). Pod artykułem można było znaleźć jedynie odsyłacz do 2 innych tekstów drukowanych w środku numeru. Były to teksty "Fatalny asystent II" oraz "Komisja obroniła Gruszkę" Agnieszki Kublik i Wojciecha Czuchnowskiego. W tych tekstach tryb oznajmujący ustępuje miejsca ostrożniejszym sformułowaniom: nie mamy już "szpiega u Gruszki", tylko fatalnego asystenta, któremu "zarzuca się szpiegostwo na rzecz Rosjan". Ale - poza tym - mniej więcej to samo. Wypowiadają się - między innymi - prokurator Olejnik i "źródła w ABW". "Oficer ABW" znów podkręca atmosferę mówiąc, że "wydaje się niemożliwe", by Rosjan nie interesował fakt zasiadania przez posła Gruszkę w komisji ds. służb, co wiąże się z dopuszczeniem "do największych tajemnic" i, że ten wątek jest badany. Natomiast przepytywani przez Czuchnowskiego i Kublik członkowie komisji ds. Orlenu łączyli zatrzymanie Tylickiego z próbą wezwania przed komisję prezydenta. Oburzony prokurator Olejnik na to: "Nie będę komentował absurdalnych teorii spisku. Jeżeli komuś się wydaje, że sprawę o charakterze szpiegowskim można sprokurować z dnia na dzień, to jest po prostu bez sensu" (Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski, Komisja obroniła Gruszkę, GW 10.03.2005). Uwaga: z "GW" dowiadujemy się też, że Tylicki "miał przyznać się do winy".

11 marca gazeta drukuje artykuł "Szpieg za 300 złotych". Tytuł znów jest w trybie oznajmującym, ale tym razem mamy podpis autora - Wojciecha Czuchnowskiego. "Trzysta złotych dostał od rosyjskiego wywiadu asystent posła Józefa Gruszki (PSL) aresztowany pod zarzutem szpiegostwa" - pisał Czuchnowski, zapewniając, że "Gazeta dotarła do informacji o szczegółach współpracy Marcina Tylickiego, młodego działacza PSL i asystenta Gruszki, z oficerem rosyjskiego wywiadu". W artykule, zamiast zwykłego "oficera ABW" pojawia się tym razem "wysoki oficer ABW" sugerujący, że "prawdziwą stawką w grze" mogły być "informacje dotyczące działalności posła (Gruszki) w komisji służb specjalnych", wiedza o funduszach unijnych tak naprawdę bowiem Rosjan nie interesowała. Chcieli jedynie stopniowo wciągać Tylickiego w coraz poważniejsze operacje, a na końcu miały być "zadania dotyczące bezpośrednio posła" Gruszki. (Wojciech Czuchnowski, Szpieg za 300 złotych, Wojciech Czuchnowski, GW. 11.03.2005). Obok artykułu Czuchnowskiego mamy wywiad Agnieszki Kublik z prokuratorem Olejnikiem pt. "Poseł Gruszka mija się z prawdą". Gościnnie występujący w "GW" Janusz Majcherek w tekście "Opluskwianie i strategia" dorzuca swoje pięć groszy pisząc: "Nominacje w kategorii bubla minionego tygodnia otrzymali: poseł Gruszka za imponującą serię brawurowych kłamstw i wykrętów na temat aresztowania swojego asystenta (…)" (uwaga z 2011 – tak to zapisałem rok temu, nie wiem, czy tekst Majcherka był w tym samym numerze, co omawiane wcześniej)

Zważywszy na powyższe zaryzykuję twierdzenie, że „GW” brała udział w nakręcaniu sprawy Tylickiego, a niepoślednią rolę w tym dziele grał pan Czuchnowski. „GW” była zresztą konsekwentna, bo oto 5 maja 2005 mamy w gazecie artykuł: "Giertych grozi prokuraturze" (znów na "polityka tytułowa"...). Szło to tak: "Aresztowania posła Gruszki było prowokacją prokuratury - twierdzą posłowie Giertych i Wasserman, wiceszefowie komisji ds. Orlenu. - Grozili nam już bandyci. Teraz robią to posłowie - komentuje zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik". Członkowie komisji z LPR i PiS twierdzą, że "pozbawiono wolności osoby, która nie popełniła żadnego przestępstwa", że asystent "siedzi niewinnie i został wrobiony przez ABW", oraz, że jego aresztowanie jest "skierowane przeciwko pracy komisji śledczej i jej przewodniczącemu". Kogo „GW” popiera w tym starciu – widać po stylu w jakim rzecz opisano. Tak więc – zdaniem gazety - poseł Giertych wygłosił "tyradę" w której "zagroził funkcjonariuszom, którzy zdecydowali o zatrzymaniu" mówiąc, że zostaną znalezieni, jeśli nie w tej kadencji, to w następnej. Prokurator Olejnik, jako się rzekło, skarżył się, że jest przyzwyczajony do gróźb bandytów, ale nie posłów, a takich gróźb jest coraz więcej. "Niektórzy posłowie z komisji za nic mają decyzje niezależnej prokuratury i sądu, który wydał nakaz aresztowania Marcina T. - skwitował rzecz Olejnik (licząc na reakcję Prezydium Sejmu). (W, QUB, PAP, Giertych grozi prokuraturze, GW 5.05.2005)........

I w tym miejscu urywają się moje materiały z roku 2010.... To znaczy – urywają się te dotyczące odbicia sprawy Tylickiego na łamach „GW” w roku 2005, bo z innych jeszcze skorzystamy.... Minęło kilka lat i oto, lipcu 2009 roku, po uniewinnieniu Tylickiego na łamach „GW” pojawił się tekst wyjątkowo (nawet jak na to medium) bezczelny. Nosił tytuł „Przypadek asystenta, czyli szpiegomania. Post scriptum”, a spłodził go Bogdan Wróblewski. Wróblewski poinformował publiczność, że Tylickie dostanie od państwa odszkodowanie i zadośćuczynienie „.....za trzy miesiące "oczywiście niesłusznego" aresztowania pod kuriozalnym zarzutem "gotowości do współpracy" z rosyjskim wywiadem”. Dalej autor uderzał w takie tony: „Będzie tam moja i twoja, czytelniku, złotówka. Za co zapłacimy? Za szpiegomanię, za poszukiwanie haków przez polityków na polityków, za tropienie "układu". Za gry służb i niekompetentnych, pozbawionych kręgosłupów prokuratorów”.

Historia Tylickiego w tej wersji wyglądała natomiast tak: „... skromny student politologii i pracownik Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie, był asystentem szefa sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen Józefa Gruszki (PSL). Zatrzymany został w marcu 2005 r. przez ABW. Jeszcze nie było wiadomo, o co chodzi, gdy ówczesny zastępca prokuratora generalnego ogłosił, że asystent "jednego z ważnych członków" komisji może być agentem obcego wywiadu. Sprawa wybuchła podczas sporu o przesłuchanie w tej komisji prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Czy ABW rozegrała ją, by uniemożliwić to przesłuchanie, czy była to gra kombinacyjna na pozbycie się z Polski Semena Sustawowa, III sekretarza ambasady rosyjskiej? Nie wiemy, ale... - Sprawa została zmanipulowana dla potrzeb politycznych - nie miała wczoraj wątpliwości sędzia Beata Gutkowska. Najmniej w tym wszystkim chodziło o pana Marcina. Ale to jemu prokurator zarzucił, że spotykając się z Sustawowem (pomagał Tylickiemu w pracy magisterskiej), cytuję: "wiedział, powinien wiedzieć lub domyślał się", iż spotyka się ze szpiegiem. Absurdem pachniało na kilometr, bo o roli Sustawowa Tylicki dowiedział się od oficerów ABW. Zobowiązał się nawet do współpracy ze służbami. Zapewniano go, że włos mu z głowy nie spadnie. Po pięciu miesiącach "zdjęli" go z ulicy. Dowodami zbrodni była pożyczka 500 zł, 300 zł zapłacone przez dyplomatę za opracowanie o funduszach unijnych, butelka whisky. I przyznanie się do winy wymuszone na pierwszym przesłuchaniu na mężczyźnie o delikatnej konstrukcji (trzeba było widzieć, jak płacze na sprawie).

Sędziowie szybko się na tej historii poznali, uniewinnili Tylickiego w obu instancjach. A wczoraj przyznali odszkodowanie i zadośćuczynienie za niesłuszny areszt, za krzywdę i psychiczne skutki tej historii dla Tylickiego. Po 25 tys. zł zadośćuczynienia za każdy miesiąc. Dużo, bo np. minister sprawiedliwości Andrzej Czuma tyle dostał, ale za trzy miesiące spędzone w peerelowskim areszcie. Po latach nawet prokurator był za tym, by niby-szpiegowi "pomyłkę" wynagrodzić, choć mniejszą kwotą - 30 tys. zł.

A ja chciałbym, żeby na tym się nie skończyło. Pan Marcin ma prawo pójść do sądu z roszczeniem za błędy instytucji i ludzi, w których ręce się kiedyś dostał: z ABW i prokuratury. Bo ktoś go oszukał, wykorzystał, potem oskarżył. Ktoś zażądał dwa i pół roku więzienia w pierwszym procesie, ktoś - w ostatnich dniach urzędowania Zbigniewa Ziobry, gdy sprawa wydawała się wyjaśniona - podpisał apelację. Z wnioskiem, by przesłuchać Sustawowa, by ten wyjawił, że był szpiegiem!

Nie wiem, czy Tylicki na taki proces się zdecyduje i czy miałby szanse wygrać. Więc chciałbym, żeby od kilku funkcjonariuszy usłyszał przynajmniej: "przepraszam". Dedykuję im to, co mówił w sądzie kilka lat temu: "To wszystko można było wyjaśnić w zwykły sposób. Przyjść do domu, wezwać mnie do ABW. Ja się nie ukrywałem, wiadomo było, gdzie mieszkam, gdzie pracuję".

Proszę wybaczyć ten przydługi cytat, ale każde streszczenie odarłoby dzieło Wróblewskiego z niepowtarzalnej poetyki... A teraz postawmy kilka pytań... A więc, jeśli „sprawa Tylickiego” to był kawał zrobiony przez służby w jakimś niecnym celu, to „Gazeta Wyborcza” wzięła w nim udział. Pytanie - w jakim charakterze? Czy jako niewinna ofiara, czy też jako powolne narzędzie lub wręcz partner? A jeśli "ludźmi gazety" zagrano wbrew ich woli, to chyba należałoby się spodziewać jakiejś "zemsty"? Mogła by to być np. kampania medialna podejmująca temat "służby-media", lub chociaż dziennikarskie śledztwo badające kulisy tej jednej intrygi. Wszak w 2005 roku, gdy opisany przez "GW" gang w Komendzie Głównej policji okazał się humbugiem w gazecie ogłoszono: "Padliśmy ofiarą umyślnej dezinformacji" i ujawniono nazwiska informatorów. Wywołało to wtedy różne zgrzyty, ale "ludzie gazety" pozostali przy swoim i próbowali drążyć temat zadając wiceszefowi KG pytania w rodzaju: "Szef CBŚ w Olsztynie Jan Markowski, za pośrednictwem Janusza Tkaczyka, komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi, przekazał "Gazecie" nieprawdziwe informacje. Wykorzystaliśmy je w ostatni poniedziałek. Co Markowski chciał osiągnąć tą prowokacją?" (Wiceszef Komendy Głównej Eugeniusz Szczerbak obiecywał wtedy: Dowiemy się, kto kłamie Rozmawiali Tomasz Patora i Marcin Stelmasiak, Łódź 26 maja 2005) ("Prawdopodobnie zaplanował ją Jan Markowski, szef zarządu CBŚ w Olsztynie. Tak twierdzi szef łódzkiej policji." (Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak, Gazeta padła ofiarą prowokacji, GW 27.05.2005)

Czy coś podobnego miało miejsce w przypadku sprawy Tylickiego? Czy "wysoki oficer ABW" sprzedający (dez)informacje redaktorowi Czuchnowskiemu został zdemaskowany? Ja w każdym razie tego nie odnotowałem... Może więc „Gazeta” nie była ofiarą intrygi, ale jej uczestnikiem? Jak pamiętamy Bogdan Wróblewski zasugerował, że „sprawę Tylickiego” sprokurowano w ABW, by uniemożliwić „komisji orlenowskiej” przesłuchanie prezydenta Kwaśniewskiego... Załóżmy, że tak było. Czy między ABW a „GW” występowała jakaś wspólnota interesów? Cóż, faktem jest, że pomysł przesłuchania „prezia” oceniano na łamach gazety jak najgorzej. I tak, 7 marca 2005, Piotr Stasiński publikuje tekst pod wszystko mówiącym tytułemL "Atak na prezydenta". Stasiński wskazuje, że tuż przed wnioskiem o przesłuchanie Kwaśniewskiego zeznania obciążające "ośrodek prezydencki" złożyli przed komisją orlenowką Grzegorz Wieczerzak i Marek Dochnal. Reaktor podważa wartość tych zeznań sugerując, że skoro zeznający "desperacko bronią się przed organami prawa" to mają interes w tym, by przypodobać się śledczym. Do tego, jeśli kłamią, to niewiele ryzykują, bo "oskarżonemu wolno się bronić nawet kłamiąc". Stasiński konkluduje: "W komisjach śledczych trudno pokładać wielkie nadzieje. Łase są na rewelacje, a średnio zainteresowane ich skrupulatną weryfikacją. Bo komisje te są dziś głównie terenem walki politycznej".

8 marca 2005 artykuł "Polowanie na prezydenta" ogłaszają Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski. Niezawodny tandem autorski pisze: "Przypominamy historię polowania na prezydenta uprawianego przez opozycję w komisji".... Nawiasem mówiąc, broniąc "ośrodka prezydenckiego", używano w "GW" konsekwentnie retoryki myśliwskiej. Np. 14 marca 2005 mogliśmy w gazecie przeczytać tekst pt.: "Prezydentowa na celowniku" (knysz, w) – tym razem o tym, że komisja chce przesłuchać Kwaśniewską. Ale wracajmy do "polowania" na Kwaśniewskiego. 9 marca gazeta drukuje wywiad z prezydentem, w którym Kwaśniewski mówi o "grupie osób z dawnych służb", którzy skutecznie dbają o swoje interesy kreując i obalając bohaterów, tudzież o tym, że służby tkwią w różnych "miejscach biznesowych" i w mediach też. I jeszcze jeden przykład retoryki „GW” -

Paweł Wroński i jego dzieło pt. "Sprawa Orlenu, czyli gabinet grozy" (21.03.2005). Tekst ozdobiony był "odpowiednimi" zdjęciami członków komisji, a pod zdjęciami damo podpisy: "Zbigniew Wasserman wniebowzięty", "Roman Giertych osłupiały", "Antoni Macierewicz przerażony", "Konstanty Miodowicz porażony". Całość utrzymana w tonie ironicznym: "Biedna komisja, trudno pracować w tak przerażającej atmosferze tworzonej przez "określone siły". (...). Nie lękajmy się jednak. Komisja będzie przerażać nadal". Itd. itp...

Tak to mniej więcej wyglądało, a już za szczególną ciekawostkę uznać można wywiad Anny Bikont z Hanną Świda-Ziembą wydrukowany 29 marca 2005. . Wywiad miał - wszystko mówiący tytuł - "Kto powstrzyma rozbijaczy", a redakcja uznała za stosowne, by wybić fragment: "Komisja ds. Orlenu daje bardzo zły przykład społeczny. Każdego może wezwać i zgnoić. Oglądamy rywalizację, kto lepiej wypadnie jako myśliwy i skuteczniej zniszczy przeciwnika, i uczymy się tego. Każdy ma przecież u siebie w pracy własnego Kwaśniewskiego". Nie było to jedynie kuriozum, jakim uraczyła nas pani profesor. Dowiedzieliśmy się od niej - np. - że Roman Giertych to "faszysta i sadysta" gdy idzie o "typ struktury psychicznej", do tego "kopanie ludzi sprawia mu satysfakcję" i marzy o "faszystowskiej strukturze społeczeństwa z nim na czele jako duce". Giertych - zdaniem Ziemby - jest głęboko sfrustrowany tym, że Kwaśniewski nie stanął przed komisją, bo "zabrano mu radość sadystycznego deptania prezydenta" czego nie może odżałować...

5 maja 2005 na łamy „GW” powraca ironia. Wojciech Czuchnowski w artykule "Teoria spisków" pisze o zeznaniach Danuty Gaszewskiej oskarżającej polityków o udział w "mafii paliwowej". Czuchnowski: "Trzech polityków lewicy oskarżyła o związki z mafią paliwową Danuta Gaszewska. Nie przedstawiła jednak dowodów". Artykuł ozdabiają śródtytuły w stylu "Wszędzie ludzie służb", "Jak Ciosek paliwo mieszał". Idziemy dalej... 10 czerwca 2005 – mamy w „GW” wielki tytuł "NOWY ATAK TECZKAMI" (knysz, w). Autorzy donoszę, że z IPN-u trafiły do komisji teczki Aleksandra Kwaśniewskiego, Marka Belki, Andrzeja Kratiuka, Marka Ungiera, Zbigniewa Wróbla, Ireneusza Sitarskiego i Jerzego Buzka. Wykładnię sytuacji daje Piotr Stasiński w komentarzu pt. "Czy Polską już rządzą śledczy?". Komentarz był, śmiem twierdzić, w zwykłym stylu "ludzi gazety" - gdy puszczają im nerwy. Stasiński pisał: "Komisja śledcza ds. Orlenu wydębiła od IPN-u esbeckie teczki na prezydenta, kilku premierów i biznesmenów nie po to, by ustalić prawdę zgodnie z celami, które nałożył na nią Sejm. Komisja z tymi celami sobie nie radzi. Ma je w nosie". Dalej było o tym, że komisja "...karmi publiczność rewelacjami, że prezydent, były premier, paru ministrów uknuło spisek, by cały sektor paliwowy sprzedać Rosjanom, na czym miał się obłowić Kulczyk", o tym, że komisja "stała się łupem radykałów, którzy uczynili z niej trampolinę", o tym, że Macierewicz z Giertychem i Wassermanem generalnie oskarżają Polskę po 89 roku, że "...jest kontynuacją PRL-u - krajem, w którym wciąż rządzą komunistyczne służby specjalne". "Radykałowie z komisji jeszcze Polską nie rządzą. Ale już ją zatruwają i rozkładają" - kończył Stasiński. Kończymy i my krótką konkluzją: „sprawa Tylickiego”, ktokolwiek ją sprokurował, „współgrała” z linią „Gazety Wyborczej” uderzającej w „komisję orlenowską”. Coś tu czuchnie proszę państwa...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Lenina w mousoleum!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#146424

... czy zwrócił ktoś uwagę na ciekawy zbieg okoliczności ?
Chodzi mi o kariery członków dwóch najistotniejszych komisji sejmowych - d.s. PZU i d.s. Orlen ?
Nie sposób oprzeć się złudzeniu, że praca w tych komisjach przyniosła ich członkom pecha...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

#146570