CZY III RP ZACZĘŁA SIĘ NAD GROBEM KSIĘDZA POPIEŁUSZKI? "Aleksander Ścios" - w.s_media

Obrazek użytkownika Danz
Historia

Prezentujemy kolejny wpis Aleksandra Ściosa na tematy historyczne. 

"Wobec zamachu na księdza Jerzego Popiełuszkę zarysowały się w naszym związku dwie linie. Jedna linia […] jest równoznaczna ze zdaniem się na metody Kościoła […] Druga linia zakłada, że na rozpętanie przemocy trzeba odpowiedzieć nie przemocą – to nie, w żadnym razie, ale działaniem na tyle stanowczym, by władza, niezależnie od tego, na jakie frakcje podzielona, czuła respekt przed społeczeństwem. […] reakcja środowisk niezależnych – najpierw na porwanie, potem na morderstwo księdza Popiełuszki zakwestionowała funkcjonujący jeszcze w opinii mit o jedności polskich środowisk opozycyjnych, ujawniając istnienie głębokiego rozłamu”.

Przypominam ten tekst z nr.37-38 podziemnego Miesięcznika Politycznego „Niepodległość” ze stycznia 1985 roku, by wskazać, że już wówczas, tuż po zabójstwie księdza Jerzego, ujawniły się w środowiskach opozycyjnych dwa nurty, głęboko różniące się w ocenie polskiej rzeczywistości.

Być może żadna inna sprawa – jak właśnie morderstwa na księdzu Popiełuszce, nie ukazuje z taką ostrością tych zasadniczych rozbieżności. Warto je pokazać szczególnie dziś, gdy ponura i niewyjaśniona tajemnica śmierci kapelana „Solidarności” ujawnia te same, a nawet pogłębione przez czas różnice.

W dalszej części tekstu zatytułowanego „Mit jedności”, autor podpisujący się jako Artur Wieczysty pisał:

„Podziały te były widoczne i przed „sprawą” księdza Popiełuszki, ale nie tak wyraźnie. Oto, bowiem po jednej stronie znaleźli się prawie wszyscy „przywódcy” i „doradcy” „Solidarności” działający jawnie, wspierani przez część prasy, po drugiej zaś znaczna część publicystów prasy podziemnej, w tym biuletyny TKZ i porozumień międzyzakładowych, nieliczni działacze jawni i (choć nie do końca konsekwentnie) przywódcy i działacze podziemni. […] Według pierwszej linii (zgodnie zresztą z całą jego dotychczasową polityką) wypowiadał się Lech Wałęsa. Wzywał do nieulegania prowokacjom, do spokoju i opanowania.[…] W Warszawie i w Gdańsku wrzało. W niedzielę 28 października 12 tysięcy ludzi zgromadzonych wokół kościoła św.Brygidy w Gdańsku rwało się pod Pomnik – opisuje akcję Wałęsy biuletyn nowotarskiej „Solidarności” „JANOSIK” w nr.70 z listopada 1984r. „Wokół miasta i w samym Gdańsku czekały zgrupowane silne oddziały ZOMO – ktoś planował zbierać żniwo tej zbrodni. Jednak Lech Wałęsa kilkoma zaledwie zdaniami opanowuje sytuację. Mówi do ludzi: „Powinniśmy być ostrożni i uważni, ponieważ ktoś usiłuje wciągnąć nas do walki o władzę.[…] Jesteśmy mocni pozostając w swoich fabrykach i modlitwie.” To wystarczyło. Ludzie skandowali jeszcze „Solidarność – Solidarność”, ale Lechu mógł już spokojnie zmieszać się z tłumem i iść do domu – do marszu pod Pomnik nie doszło. Jeśli inspiratorzy tego morderstwa liczyli na wywołanie rozruchów, to przegrali całkowicie”.

„Ktosiów” z wypowiedzi Wałęsy i z tekstu „Janosika” rozszyfrowują inni. Janusz Onyszkiewicz, przedstawiony przez zachodnich korespondentów jako rzecznik opozycji politycznej [sic] zapewnia, że generał szczerze dąży do wykrycia i ukarania morderców.”Chcemy wierzyć, że to nie Pan, Panie Generale nakazał zamordować Popiełuszkę” – pisze w swym […] liście go generała profesor Edward Lipiński.

Chęć ta jest wśród czołowych „doradców” i „niezależnych intelektualistów” tak przemożna, że gorliwie biorą się za oczyszczanie z podejrzeń generalskiego reżimu, doradzając mu zarazem jaką drogą mógłby odzyskać wiarygodność. Jacek Kuroń na przykład zajął 107 nr.”Tygodnika Mazowsze” [z dn.22.11.1984r.] na „niezbite” dowody udowadniania niewinności Jaruzelskiego [ w artykule „Zbrodnia i polityka”], ba docenia determinację generała w dążeniu do wyjaśnienia tej zbrodni. Andrzej Szczypiorki – czołowy „intelektualista niezależny” - uważający zresztą, że „rząd rzetelnie pragnie normalizacji i być może nawet porozumienia” - w swoim artykule „Nasz tragiczny spokój” pisze [ podajemy za Głosem Ameryki] – „Zdumiewającym jest naprawdę, jak niewiele potrzeba, aby Polacy okazywali władzy państwowej, jeżeli nie sympatię to w każdym razie wspaniałomyślność i nawet obdarzali odrobiną zaufania. W dniach żałoby po śmierci ks. Popiełuszki wystarczyłoby, gdyby rząd okazał normalne, ludzkie oblicze. Gdyby wystąpił z wąskich ram biurokratycznego protokołu, gdyby przyłączył się do żałoby narodu. Polacy z nadzieją oczekują takiego gestu. Każdy ma prawo zapytać: Czy Panom Generałom było tak daleko na ten pogrzeb, na który ściągnęły z całego kraju setki tysięcy ludzi? Czy rządowi zabrakło pieniędzy na wysłanie depeszy kondolencyjnej do rodziców zamordowanego kapłana i jego kościelnych zwierzchników?.” [!?!?!?]

Działania Jaruzelskiego i Kiszczaka, wystąpienie Urbana, deklaracje Komitetu centralnego PZPR szczególnie usatysfakcjonowały publicystę krakowskiej „Trzynastki” Mirosława Dzielskiego, autora artykułu „Po śmierci księdza”, dostrzegającego w posunięciach generała-sekretarza-premiera i jego ludzi znamiona stopniowego cywilizowania się [pod wpływem Kościoła, a zwłaszcza Papieża] i uczenia się współżycia ze społeczeństwem.” […]

Dlatego „Tygodnik Solidarność” w artykule „W walce o władzę” zamieszczonym w 105 nr. tego pisma z 8.11.1984r.maił pełne prawo napisać: „W oficjalnych wypowiedziach i „przeciekach” sugeruje się, że prowokacja miała być wymierzona w rządy Jaruzelskiego i że frakcja „twardogłowych” chciała przejąć władzę […] Oficjalna wersja została natychmiast przyjęta przez Kościół. Zaakceptowała ją zachodnia opinia publiczna i politycy[…] W swych działaniach - choć nie zawsze w słownych deklaracjach przyjęły ją też niezależne ośrodki opiniotwórcze w kraju, począwszy od Lecha Wałęsy i różnych struktur „S”, a skończywszy na nieformalnych grupach środowiskowych. Ta niezwykła zgodność opinii – a zwłaszcza jej zgodność z wersją , na której zależało Jaruzelskiemu – jest może najbardziej znaczącą cechą obecnej sytuacji politycznej w PRL”.

Jednakże, w miarę upływu czasu i ukazywania się kolejnych pism podziemnych okazało się, że „reprezentanci społeczeństwa” i „rzecznicy opozycji” pospieszyli się nieco. Bo prasa podziemna zaczęła pisać co innego – przebili się po prostu zwolennicy drugiej linii.”


Głos publicysty sprzed ponad 20 lat brzmi wciąż aktualnie, bo przecież Lech Wałęsa i związane z nim środowiska „autorytetów” i koncesjonowanej opozycji stoją po jednej stronie z „architektami okrągłego stołu”.

Czy trzeba przypominać, że oficjalną wersją związaną z zabójstwem ks. Jerzego, jest ta mówiąca o „walkach frakcyjnych” w PZPR i „prowokacji”, której Jaruzelski i Kiszczak mieli stać się ofiarami? Już w 1984 r. Wojciech Jaruzelski „wiedział”, że inspiratorem zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki był Mirosław Milewski.

- Taka informacja krąży w mediach jako rewelacja. Nie boi się jednak, że zostanie oskarżony o to morderstwo - jako premier i pierwszy sekretarz partii był szefem Mirosława Milewskiego. Przeciwnie, sądzi, że to go zwalnia od odpowiedzialności: "Ktoś stał za tym i wiadomo, że to nie ja" – powiada Jaruzelski. Dlaczego te znane od dwudziestu lat fakty przedstawia się nam jako coś absolutnie nowego i robi ludziom wodę z mózgu?” – pisał w 2004 roku Krzysztof Wyszkowski w artykule „Prowokacja antynarodowa” Tygodnik Solidarność nr 43/2004 r.

Fragment artykułu z roku 1985 i zamieszczone w nim cytaty wskazują, że wersję o prowokacji, skierowanej przeciwko Jaruzelskiemu wspierali już w roku 1984 Lech Wałęsa i wielu innych „reprezentantów społeczeństwa” oraz „doradcy” i „niezależni intelektualiści”, przy czym, jak wiemy dziś, owa „niezależność” nie oznaczała wolności od bycia tajnym współpracownikiem. Można oczywiście zastanawiać się nad przyczynami, tej niezwykłej zgodności części opozycji z wersją komunistów i mając wiedzę o agenturalnej przeszłości wielu z „reprezentantów społeczeństwa” upatrywać przyczyn w „wewnętrznej inspiracji”. Nie zmienia to faktu, że zarysowany wówczas podział przetrwał do dnia dzisiejszego i wolno dopatrywać się w nim rzeczywistych przyczyn niewyjaśnienia zagadki zabójstwa ks. Jerzego.

Wiemy, że istnieje w naszym kraju niezwykle wpływowe środowisko, które wykazuje szczególną troskę, by prawda o śmierci księdza nigdy nie została ujawniona. To środowisko ponad partyjnymi i ideologicznymi podziałami. Przy „okrągłym stole”, na mocy porozumienia z komunistami, postanowiono, że faktyczni decydenci tego mordu ( jak i setek innych) pozostaną bezkarni. Ta haniebna zasada obowiązuje nadal, czego dowodem są dzieje śledztwa w sprawach zabójstwa księdza Jerzego, ks.Suchowolca czy ks.Zycha i wielu innych, zbrodni komunistycznej mafii. Pisałem o tym we wpisie ZBRODNIA "OKRĄGŁEGO STOŁU".

Od kilku miesięcy pojawia się coraz więcej przesłanek, wskazujących na działania bardzo wpływowych środowisk, zainteresowanych ostatecznym pogrzebaniem sprawy zabójstwa. Słabość struktur państwa, zniszczenie niezależnych od komunistycznej nomenklatury służb, sprzyja z pewnością narastaniu tych zjawisk. Przypomnę że, od kiedy pełnomocnikiem rodziny Popiełuszków został Roman Giertych, „nieznani sprawcy” wielokrotnie straszyli najbliższych zamordowanego kapłana. Domagali się wycofania pełnomocnictw dla Giertycha oraz rezygnacji z zabiegów o ponowne wszczęcie śledztwa, twierdząc, że działają na polecenie kurii arcybiskupiej, która obawia się zaszkodzenia procesowi beatyfikacyjnemu kapłana. Ten argument - o rzekomej szkodliwości prowadzenia dalszego śledztwa w sprawie zabójstwa, z uwagi na proces beatyfikacyjny, pojawiał się ostatnio dość często. Dobrze się stało, że w lipcu bieżącego roku Kuria Białostocka złożyła w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zastraszania członków rodziny ks. Jerzego Popiełuszki. To tylko jeden z przykładów, wskazujących jak bardzo sprawa tego morderstwa jest nadal aktualna.

Ktoś najwyraźniej zdecydował, że nadszedł czas, gdy można sobie pozwolić na zdecydowane i radykalne rozstrzygnięcia. Milczenie dziennikarzy i niewiedza społeczeństwa ośmiela w tym mocodawców. Przez blisko 20 lat III RP żaden rząd, żadna opcja polityczna nie odważyła się złamać zmowy milczenia.

Na szczególną uwagę zasługują pojawiające się, (również na Salonie 24) reakcje pracowników medialnych na publikacje, oparte o ustalenia śledztwa, prowadzonego przez prokuratora Witkowskiego. Wiemy, że efekty tego śledztwa zadają kłam oficjalnej wersji zdarzeń, narzuconej przez komunistyczną bezpiekę.

Nie jest przypadkiem, że ustalenia prokuratora najmocniej atakował Czesław Kiszczak, pisząc w 2003 r w „Liście otwartym do prezesa IPN” – „Z zażenowaniem i oburzeniem obserwuję doniesienia prasowo-telewizyjne o podjętych przez prokuratora Andrzeja Witkowskiego próbach podważenia kolejnych wyroków sądów w sprawie zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki.”

W tym samym liście znalazły się również bardzo znamienne słowa, których sens pozwala być może zrozumieć ówczesną, jak i obecną postawę Kościoła w sprawie ks.Jerzego:

W czasie procesu toruńskiego zobowiązaliśmy oskarżonych do zachowania tajemnicy służbowej i państwowej (jeżeli coś nie dotyczy sprawy zabójstwa i nie przeszkodzi w ich obronie, to nie mają prawa tego ujawniać). Chodziło zwłaszcza o to, żeby nie ujawniać agentury pośród księży oraz faktów kompromitujących niektórych duchownych. Wiedzieli o tym obrońcy, osobiście lojalnie poinformowałem także sekretarza Episkopatu Polski, abp. Bronisława Dąbrowskiego.”

Czy trudno zrozumieć, o czym przypomina Czesław Kiszczak, żądający wówczas (skutecznie) odebrania śledztwa w sprawie mordu prokuratorowi Witkowskiemu?

Jak słowa te interpretować w kontekście listu księdza Popiełuszki z 1983 roku, skierowanego do biskupa Władysława Miziołka i ks. Zdzisława Króla, w którym m.in.czytamy:

„Dnia 14 grudnia br. J.E.Ks.Prymas w rozmowie ze mną stwierdził, że nic nie zrobiłem w Duszpasterstwie Medycznym i powinienem poprosić o zmianę pracy, a w środowisku robotniczym szukam tylko własnego rozgłosu i własnej chwały. Przedstawiam to, co dyktuje mi sumienie i serce. Podjęcie decyzji pozostawiam pokornie w rękach Władzy Kościelnej. „

List ten, pochodzący z archiwum „Tygodnika Wojennego” miał związek z próbą wysłania księdza Jerzego na emigrację. Były wówczas bezpośrednie naciski na prymasa i księdza Popiełuszkę z kręgów kościelnych, były próby oczerniania go i pomawiania, nie tylko ze strony propagandystów reżimu. W III RP nie doczekaliśmy się wyjaśnienia - kto inspirował te naciski, kto podpowiadał prymasowi, że ksiądz Jerzy „szuka tylko własnego rozgłosu i własnej chwały”?

Zacytuję jeszcze jeden fragment z Miesięcznika Politycznego „Niepodległość” z roku 1985:

Przewodniczący Wałęsa przestrzegał nas, żebyśmy nie ulegali prowokacji, nie strajkowali, nie demonstrowali. Posłuchaliśmy. Tylko w kościołach trwały ciągłe modlitwy o szczęśliwy powrót Kapłana. A tymczasem tzw. dobrze poinformowane czynniki wiedziały już o Jego śmierci. Wiedząc, porażeni tragedią, również nie okazywaliśmy swego masowego oburzenia ani strajkami, ani manifestacjami ulicznymi. Władzy też o to szło, Kościołowi też. Czyżby, więc „porozumienie”? Jedność interesów? Bzdura. Owocem prowokacji może być tylko następna prowokacja. Męczeństwo ks.Popiełuszki wyda owoc stokrotny. Ale nie będzie to owoc ugody z poplecznikami oprawców. Bo jedno jest pewne, tej śmierci winien jest ten tu panujący reżim i ten komunistyczny system niszczący ludzi, narody i myśli.

Jeden z wykładowców ATK w Warszawie, powiedział słuchaczom, że ks.Popiełuszko miał zmasakrowaną twarz, 37 ran na głowie, wyrwany język. Tożsamość stwierdzono na podstawie linii papilarnych. Straszna to prawda. Ale jak można ją taić? Dlaczego się ją tai? Przecież milczenie na ten temat nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim nakazem odpuszczenia winowajcom.[…]

Kornel Morawiecki

Przedruk : „Solidarność Walcząca” Wrocław, nr.24/91, 18-25.11.1984r.


Od śmierci księdza Jerzego mija 26 lat. Pytania – czy straszną prawdę można taić, dlaczego się ją tai, są nadal aktualne. Państwo, w którym żyjemy stoi dziś na straży tej tajemnicy, a strzegąc jej, staje się wspólnikiem komunistycznych oprawców. Nie powinna już dziwić konsekwencja postaw ludzi, którzy w 1984 roku pisali o „determinacji generała w dążeniu do wyjaśnienia tej zbrodni”. Są dziś tam gdzie ich miejsce. Każdy rok istnienia III RP i kolejna rocznica niewyjaśnionej zbrodni na kapelanie „Solidarności” pozbawia to państwo prawa do nazywania się niepodległym i praworządnym.

Można pytać - czy strażnicy tej zbrodni, również ci po stronie „solidarnościowej”, przestaną kiedyś rozgrywać śmierć księdza we własnym, nędznym interesie? Czy III RP zaczęła się nad grobem księdza Popiełuszki? Czy skończy się, gdy tajemnica zostanie ujawniona?

 


Źródła:

 

http://www.niepodleglosc.org/Polish/Archiwum/1985/N037-38/pdf/1985_01_N-37_38.pdf

http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=3523

http://www.sws.org.pl/popieluszko.htm

Brak głosów