Co widział i słyszał J.Bahr i dziennikarze "Faktu", a co załoga Jak-40?

Obrazek użytkownika 35stan
Kraj

Na portalu wp.pl ukazał się wywiad Ewy Koszowskiej z ambasadorem IIIRP w Moskwie, Jerzym Bahrem pt. "Jerzy Bahr o katastrofie w Smoleńsku: nagle zrobiło się kompletnie biało"

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,opage,3,sort,14,title,Jerzy-Bahr-o-katastrofie-w-Smolensku-nagle-zrobilo-sie-kompletnie-bialo,wid,16029603,wiadomosc.html#opinie

J. Bahr stoi na płycie lotniska i dowiaduje się o tym , że coś się stało, po zachowaniu się Rosjan, a nie słyszy odgłosów katastrofy:
"Minął termin przylotu, a harmonogram pobytu delegacji prezydenckiej był bardzo napięty. W pewnej chwili Rosjanie się jakby zakołysali. Można powiedzieć, że przysiedli z wrażenia. Jeśli naraz coś dziwnego dzieje się z całą grupą to znaczy, że coś się stało."
Jest też taka relacja świadków,będących tak jak J.Bahr na płycie lotniska, dziennikarzy Magdy Kazikiewicz i Jarosława Sulikowskiego, zamieszczona w specjalnym wydaniu "FAKTU" z dn.11.04.2010:

http://www.fakt.pl/wydanie-specjalne/wydanie_specjalne_11042010.pdf

gdzie na str. 2 opowiadają o chwili gdy będąc na płycie lotniska dowiedzieli się o katastrofie.Po opisie wyczynów rosyjskiego IŁ-76, który o mało się nie rozbił, prawie zahaczając skrzydłem o ziemię,opisują dalszą obserwację tak:
"Następny ma być polski Tupolew... Mija godzina 9. Już powinien wylądować.(planowane lądowanie o 8:30 c.p.- przyp. mój)Zza mgły unosi się szary dym.
Do dziennikarzy docierają pierwsze informacje, że to dym palącego się wraku prezydenckiego Tupolewa."...................

Natomiast całkiem inaczej opisuje moment katastrofy załoga JAK-40, która wylądowała wcześniej z dziennikarzami na pokładzie. Oto ich zeznania na ten temat w PW:
śp. chorąży R.Muś:
"Wróciłem po tym przed samolot. Po kilku minutach usłyszeliśmy charakterystyczne gwiżdżące brzmienie silników tupolewa, typowe dla zmniejszanych obrotów przy zniżaniu. Nagle obroty wzrosły do maksymalnych, po dwóch sekundach uderzenie i trzy wybuchy i krótko trwający dźwięk zatrzymującego się jednego silnika a potem już cisza. "
Wosztyl:
"Wtedy opuściliśmy samolot i zaczęliśmy nasłuchiwać nadlatujący samolot. W tych warunkach musieliśmy jedynie go nasłuchiwać, gdyż widoczność byłą bardzo ograniczona i nie można byłoby go zauważyć. Było to około godz. 8.35 polskiego czasu. Stojąc przy swoim samolocie usłyszeliśmy dźwięk silników TU-154 M podchodzącego do lądowania. Rozpoznałem to po charakterystycznym dźwięku pracy silników tego rodzaju samolotu. Nadmieniam, że go nie widziałem, a jedynie słyszałem. Był dźwięk podejścia do lądowania na ustalonym zakresie pracy silników. W pewnym momencie usłyszałem, że silniki zaczynają wchodzić na zakres startowy, tak jakby pilot chciał zwiększyć obroty silnika, a tym samym wyrównać lot lub przejść na wznoszenie. W tej chwili zastanawiam się co mogło ich skłonić do takiego działania. Po dodaniu obrotów po upływie kilku sekund usłyszałem głośne trzaski, huki i detonacje. Do tego doszedł milknący dźwięk pracującego silnika, a następnie nastała cisza. Dla mnie były to przerażające dźwięki, których mam nadzieję nigdy więcej w życiu nie usłyszę. Te dźwięki dobiegały z kierunku podejścia do lądowania. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że to zdarzenie ja jedynie słyszałem, gdyż mgła uniemożliwiła jego obserwację. "

Relacje te, niby z tego samego wydarzenia, dziejącego się w tym samym czasie i obserwowanego z mniej więcej tego samego miejsca, a jakże różne.
Tego co słyszał śp. Muś czy Wosztyl, owi dziennikarze i J.Bahr nie słyszeli, natomiast Muś, Wosztyl i reszta załogi nie widzieli tego co ci dziennikarze("Zza mgły unosi się szary dym"). Ciekawe zjawisko, jedni(Muś, Wosztyl)- słyszą,a nie widzą, a drudzy (wspomniani dziennikarze)- widzą a nie słyszą.
Jaki stąd wypływa wniosek? Ano taki, że załoga JAK-a opowiada o zdarzeniu dziejącym się w innym czasie niż J.Bahr i dziennikarze.
Dziennikarze zorientowali się po 9-tej(kiedy Rosjanie dali sygnał do "katastrofy", a załoga JAK-a słyszała "odgłosy" około 8-mej. Przez godzinę rosyjscy żołnierze pilnowali, by nikt z załogi się nie oddalał od samolotu, dopiero po godzinie Muś i Wosztyl udali się na miejsce "katastrofy".

Ocena wpisu: 
Brak głosów