Wojna cywilizacji (18). Antyspołeczne "elyty". Polański

Obrazek użytkownika Krzysztof J. Wojtas
Idee

Doszukując się praw istotnie wpływających na zmiany zachodzące w społeczeństwie rozważałem w jednej z wcześniejszych notek tego cyklu,

http://brakszysz.salon24.pl/83442,wojna-cywilizacji-14-kundalini

kwestię jednego z podstawowych haseł naszej cywilizacji: WOLNOŚCI.

Konstatacją końcowa to dostrzeżenie faktu innego rozumienia tego pojęcia w różnych cywilizacjach. Generalnie można wskazać dwa przeciwstawne stanowiska, gdzie WOLNOŚĆ rozumiana jest jako „WOLNOŚĆ DO”, lub też jako „WOLNOŚĆ OD”.

Wydaje się, że na tym tle występuje zasadnicza linia rozgraniczająca między polskim społeczeństwem, w znakomitej większości - niezależnie od opcji politycznych, określającym swe przywiązanie do cywilizacji łacińskiej (często utożsamiane z przynależnością do KK), gdzie wolność rozumiana jest jako WOLNOŚĆ DO i tzw. „elytami”, w znakomitej większości związanymi z cywilizacją żydowską, gdzie pojęcie wolności rozumiane jest jako WOLNOŚĆ OD.

Koniecznym jest wzmiankowanie, że prawdziwe polskie elity utożsamiające się z narodem, pojęcie wolności wywodziły z nauki KK – z dwu przykazań miłości, gdzie akceptacja zasad z tych przykazań wynikająca była świadomym, a więc wolnym, wyborem. Dlatego miały realne znaczenie słowa, że ktoś należący do elity jest człowiekiem szlachetnym i nawet posądzenie go o czyn podły jest dyshonorem. Po prostu ludzie dawnych elit czynów podłych nie popełniali; z poczucia godności.

Obecne „elyty” mają zupełnie inną proweniencję. Cywilizacja żydowska oparta jest na narzuconym i to rygorystycznym Prawie. Pojęcie wolności wiąże się tu z wyzwalaniem od ograniczeń Prawa.
Można to porównać do buntu młodego pokolenia próbującego zrywać wpojone w dzieciństwie zasady.
Konieczne jest zauważenie, że państwo Izrael stosuje jako odniesienie dla swego systemu prawnego zasady PRAWA. „WOLNOŚĆ OD” będąca sztandarem naszych „elyt” (ale także pretendujących do tej roli w całej „Cywilizacji Zachodu”), nie jest tożsama z wartościami niesionymi przez cywilizację żydowską. Więcej. Można twierdzić, że jest sprzeczna z podstawowym jej przesłaniem.

Efektem z jakim mamy do czynienia jest sytuacja, gdzie „cywilizacyjny margines” , często o patologicznych skłonnościach, próbuje odgrywać rolę elity polskiego społeczeństwa. Sytuacja jest groźna okolicznościami, gdyż dla wymuszenia akceptacji swej pozycji wykorzystuje zaszłości związane z holokaustem i próbuje wmówić każdemu oponentowi antysemityzm.

Rozpatrując kwestię w ramach wojny cywilizacji warto zauważyć, że rola „elyt” jest groźna zarówno dla cywilizacji łacińskiej, jak i cywilizacji żydowskiej.
Efektem musi być konflikt cywilizacyjny mimo, że jedynie w ramach cywilizacji łacińskiej możliwe jest ich współistnienie. Zniszczenie więzi na jakich opiera się cywilizacja łacińska wyzwoli demony, których pierwszą ofiarą będą Żydzi.

Dlatego wydaje się, że ważkim byłoby określenie stanowiska przez przedstawicieli wspólnot żydowskich – rabinów, w odniesieniu do poruszanych kwestii.

Sprawa Polańskiego jedynie wskazała różnice wyartykułowane określeniem użytym przez Marka Migalskiego. Jednak wydaje się, że jest to zbyt delikatne potraktowanie; te „elyty” muszą być zlikwidowane. Muszą przestać istnieć.

Nawołując do „fizycznej” likwidacji nie mam jednak na uwadze metod stosowanych przez Sowietów, czy ich uczniów - Niemców okresu hitlerowskiego. W tym wypadku, w warunkach polskich, wystarczającym sposobem jest „odstawienie od piersi”, czyli likwidacja finansowania tzw. ”wysokiej kultury”, gdzie swą niszę mają wszelkiej maści osobniki zdegenerowane kulturowo i patologiczne.
Jeśli przestaną być finansowane ze środków społecznych takie instytucje jak TVP, teatry, film i podobne, to w krótkim czasie nastąpi osadzenie w realiach wpływów tych naszych „celebrytów”. Umożliwi to tworzenie nowych elit, ale już z prawdziwego zapotrzebowania społecznego.

To konieczność.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

... w rodzaju Polańskich, Zanussich czy Pendereckich, to nie jest żadna "wysoka kultura", tyko gówno, a bardziej konkretnie masowa rozrywka, co najwyżej w wersji dla snobistycznych świrów z problemami trawiennymi.

"Verdi wpakował na w to szambo i tylko Monteverdi może z nas niego wyprowadzić." TtT ;-)

Pzdrwm

triarius
- - - - - - - - - - - - - - - -
Liberalizm to lewactwo sklepikarzy (i alibi aferzystów).

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#32862

Krzysztof J. Wojtas
Dlatego u mnie ta "wysoka kultura" jest w cudzysłowiu.
Pozdr.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#32869

gdy straciła Matematykę, czyli język wszechświata i muzykę sfer. Vulgo, przestała być wymagająca. Nie można nazwać sztuką czegoś co nie absorbuje, ani nie przemawia do człowieka angażując go od kory czołowej po pień mózgu. Nawet muzyka klasyczna jest mało warta jeżeli jest ona tylko (jak to nazwał mój znajomy) radosnym barokowym pitoleniem.

Ostatnimi gatunkami tego rodzaju muzyki można, wydaje mi się, uznać dzieła co poniektórych kompozytorów XVIII i XIX-wiecznych (jednostki).

Z XX wieku?? W sumie nic, bardzo niewiele jeżeli cokolwiek. Na myśl przychodzi mi Górecki, dosyć niedoceniony kompozytor. Być może ewentualnie niektóry klasyczny Blues (np. Robert Johnson, Muddy Waters etc.) i pierwotny Jazz, ale to tylko takie moje odczucie.

Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

#32871

Krzysztof J. Wojtas
Przyznam szczerze, że nie jestem znawcą sztuki; film ma dla mnie niewiele ze sztuki, muzyka swymi dzielami ostatnich kilkudziesięciu lat nie robi specjalnego wrażenie - są to tylko "migawki" sztuki - wielkich dzieł trudno się doszukać.
Podobnie z malarstwem, rzeźbą itd.
Także nauka ostatniego wieku raczej nie dokonała istotnych odkryć - raczej zastosowania z preferencją środków przymusu.

Czy wpływ na to mają czynniki, które tu wskazałem?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#32882

Chyba mają taki wpływ.

Co do nauk, jednak to są wyjątki. Np. współczesna biologia tak naprawdę zaczęła się w 1953 roku. Oczywiście przed tą datą powstało bardzo wiele ogromnie wartościowych prac, które ciągle są jak najbardziej aktualne. Ale wtedy rozryziona została struktura kodu genetycznego, i umożliwiło to wykładniczy rozwój wiedzy biologicznej.

Ale zgadzam się, że pomimo narastającej wiedzy, w większości nauk zdaje się osiągnięto limit tego, co można zbadać istniejącymi metodami.

Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!

#32883

Krzysztof J. Wojtas
Można tak stwierdzić. Biologia i medycyna - tu są wyraźne osiągnięcia. Tyle, że są one raczej wynikiem rozszerzania wiedzy uznającej określony model rzeczywistości.
Proszę przeczytać ostatnią notkę Eine na S24 - w gronie tamtych dyskutantów prowadzona jest wojna o inne rozumienie nauki;-)))
Odnośnie medycyny; w jednej z notek ze swej wizyty w Tybecie opisuję kontakt z medycyną tybetańską. Tymczasem w naszej wiedzy medycznej brak jest jakichkolwiek powiązań z możliwością wykorzystania wiedzy i świadomości tamtego kręgu kulturowego (syn jest na VI roku medycyny).
No i jeszcze. Czy te osiągnięcia uwolniły nas od wszelkich dolegliwości? Raczej jesteśmy w stanie ciągłej, chociaż lekkiej, biegunki.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Krzysztof J. Wojtas

#32890