Nota czyli Rydzyk i „sprawy zagraniczne”

Obrazek użytkownika rosemann
Świat

Przyznam szczerze, ze kiedy kilka dni temu pisałem poprzednią notkę poświęconą reakcji Ministra Sikorskiego na występ Tadeusza Rydzyka w Brukseli, sądziłem, iż cała sytuacja wynikająca z niefortunnej wypowiedzi Ministra została przeze mnie przepuszczona przez filtr złośliwości. I że dowodzi to zarówno tego, że Minister ma nadmiernie „gorąca głowę” a ja mam do Ministra stosunek nadmiernie niechętny. Coś prawie jak do Tuska…

Okazało się jednak, że mimo wszystkie moje ostre słowa z tamtego tekstu nie potrafiłem jednak właściwie ocenić intelektu naszego szefa „spraw zagranicznych”. Okazuje się że to, co wziąłem za żart czy też takiego „stracha na lachy” staje się ciałem. Będzie nota dyplomatyczna! Do Watykanu!

Tak więc poza błędną oceną intelektu Ministra na dodatek całkowicie niedoceniałem poziomu konformizmu podległego Ministrowi Sikorskiemu resortu. Pracuje w nim przecież chyba całkiem spora kupa luda. I teoretycznie w tej kupie czy tam na tej kupie powinien znaleźć się choć jeden rozsądny, który w tej jakże kryzysowej sytuacji wskazałby swojemu szefowi, panu Ministrowi, kilka istotnych elementów sprawy. Takich mianowicie, które w sposób oczywisty powinny wzbudzić wątpliwości co do tego, czy właściwe jest pichcenie noty dyplomatycznej i słanie jej pod watykański adres.

Pierwszy element to dość swojsko brzmiące nazwisko „Rydzyk”. Że też nikomu nie przyszło do głowy, by pochylić się nad jego brzmieniem i rozważyć, czy ma ono w sobie cokolwiek, co wskazywałoby, iż mamy do czynienia z obywatelem obcego, położonego na jednym z siedmiu wzgórz Wiecznego Miasta państwem. Może brak w MSZ jakichś szczególnie lotnych analityków? Ale przecież można było posłać wici do Torunia by w nim wygrzebano jakiś kwestionariusz osobowy rezydującego w tym mieście redemptorysty. Przez lata pobytu musiał przecież wypełnić co najmniej jeden a w nim zapewne i rubryki w rodzaju „narodowość” i „obywatelstwo”. Rzecz byłaby jasna gdyby w którejś pojawił się przymiotnik „watykański”. W innej sytuacji może okazać się, że z Rzymu przyjdzie przesiąknięta kosmicznym zdziwieniem odpowiedź z zapytaniem cóż Watykan ma do sporu Rzeczypospolitej Polskiej z jej własnym obywatelem o zakres wolności wypowiedzi.

Drugą kwestią jest materia sprawy. Jeśli Minister swoim krokiem chce Miastu i Światu dowodzić, że w Polsce swoboda wypowiedzi nijak nie jest zagrożona a każdy obywatel może sobie do woli krytykować władzę to nich się nie zdziwi, jeśli Miasto o w odpowiedzi zada mu trudne (jak z przebiegu afery wynika) pytanie „o co się rozchodzi”. No bo właściwie co zarzucacie panie Ministrze i broniąca go z „automatu” Platformo rzeczonemu Rydzykowi jeśli to, co on zrobił jest u nas dopuszczalne i dla obecnej władzy istotnie nie stanowi problemu? Jak wiadomo noty dyplomatyczne służą piętnowaniu zachowań odbiegających od przyjętych w demokracji i w relacjach międzynarodowych. Jeśli wypowiadanie przez obywatela, choćby i publicznie, opinii o WŁASNYM rządzie narusza standardy polskiej demokracji to problem mamy nie z tym obywatelem ale raczej z demokracją.  Zaś „relacje międzynarodowe” nic tu do rzeczy nie mają.

Gdyby chcieć rozciągnąć logikę postępowania Ministra na całość populacji naszego kraju, świat miałby się z pyszna. Oto jakiś wkurzony obywatel Kowalski, zza kierownicy forda wykrzyczy antyrządowe hasło – idzie nota do Waszyngtonu. Jeśli rzecz będzie miała miejsce na przykład w barze sushi – niech tłumaczy się Japonia. A nie wiadomo, czy w przypadku, jeśli okazać by się miało, że ów Kowalski wdział jeansy uszyte drobnymi rączkami chińskich dzieci niech ma się z pyszna Pekin! Minister tego tak nie zostawi!

Wiem, że ten mój scenariusz wygląda groteskowo. Ale cóż tam moja skłonność do przerysowań przy fantazji Ministra czy tam całej obecnej ekipy. Tak przecież czułej na wartości demokratyczne że w ich imię aż gotowej świat poruszać! Jej profesjonalizm w zakresie „spraw zagranicznych”, obok  zapowiedzianej noty do Watykanu pokazała wszak sprawa Covec, w której nagabywany chiński rząd delikatnie zasugerował naszej „dyplomacji” by ta się odpi…ła i pojęła, że w Chinach już od jakiegoś czasu nie rządzi Mao mający osobiście kontrolę nad wszystkim.

Swoją drogą… ciekawe czy jeśli już upiera się Sikorski przy tej nocie, nie powinien jej skierować do rządu Belgii. Wraz z międzynarodowym listem gończym za Tadeuszem Rydzykiem. Ciekawe tylko jaki paragraf by tam przywołano. Skoro wolno przecież u nas jakoby swobodnie krytykować rząd.

Taki dwugłos z Lubiczem, moim przyjacielem serdecznym, tym tekstem mi wyszedł. On ostro pisze o tych, którzy Rydzykowi stworzyli warunki korzystania z wolności wypowiedzi. Ja pisze o tych, którzy na straży tej wolności stoją. A czytelnik niech ocenia co śmieszniejsze lub co groźniejsze.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Szef klubu "Gazety Polskiej" z Chorzowa, Zygmunt Korus, na zjeździe pod koniec maja b.r., poddał członkom-uczestnikom do przegłosowania tekst apelu, który warto przetłumaczyć i rozsyłać w świat.
Przytaczam:

VI Zjazd Klubów Gazety Polskiej - Piotrków, 27-29.05.2011

(Uchwała Zjazdu)

Apel o równoprawny dostęp do mediów publicznych

Zdjąć medialny knebel w Polsce

Nagłośnić bezgłos

Rząd i partie posiadające władzę, reprezentując zmanipulowaną część społeczeństwa oraz partykularną grupę interesu, doprowadziły do monopolizacji przekazu medialnego.

W Polsce rządzi grupa faryzeuszy podszywająca się pod standardy unijne, obywatele zostali odcięci od mediów publicznych i rzetelnej informacji. Pozbawione dostępu do środków przekazu społeczeństwo, manipulowane i nieustannie okłamywane, nie może korzystać ze wszystkich elementów demokracji, ponieważ nie ma możliwości podejmowania decyzji w oparciu o rzetelną wiedzę.

Jesteśmy świadkami zamykania wartościowych programów o wielomilionowej widowni, kneblowania ust dziennikarzom takim jak Bronisław Wildstein, Jan Pospieszalski, Dorota Kania, Tomasz Sakiewicz, Rafał Ziemkiewicz oraz reżyserom dokumentalistom np. Anicie Gargas, Ewie Stankiewicz, Joannie Lichockiej, Grzegorzowi Braunowi czy Mariuszowi Pilisowi. Mamy do czynienia z łamaniem podstawowych praw człowieka i obywatela.

Wydaje się, że świat postrzega Polskę jako duży kraj europejski z ugruntowaną demokracją, co jest całkowicie fałszywym przekazem niezgodnym z rzeczywistością.

Pogląd o rzekomej wolności słowa w Polsce utwierdza sprawująca władzę dominująca partia, która po wyborach elektoralnych praktycznie wyrugowała z dyskursu publicznego opozycję. Obecnie ta władza ma do dyspozycji monopol medialny, a ponieważ jest uwikłana w podejrzenie sprawstwa wyeliminowania przywódców opozycji, to z obawy o ujawnienie kryminalnych koincydencji w jej wyłącznym interesie jest wprowadzanie w błąd opinii światowej poprzez jedynie słuszny przekaz z Warszawy.

Zjazd przedstawicieli 225 klubów "Gazety Polskiej" (Piotrków Trybunalski, 27-29.05.2011), będących społeczną reprezentacją wykluczonych szerokich kręgów Prawicy, liczącej praktycznie – na podstawie głosów wyborczych – połowę populacji narodu, chce zwrócić uwagę świata na łamanie praw człowieka przez rządzących, którzy z pozycji siły wyeliminowali z ogólnodostępnych mediów publicznych, telewizji i radia praktycznie wszystkich dziennikarzy i wyrazicieli poglądów krytycznych wobec ośrodków centralnej administracji państwowej. Odbywało się to drogą arbitralnych decyzji, podstępnego obchodzenia prawa, zastraszania, a nawet bezprecedensowych w sferze cywilizacji europejskiej szykan wobec protestujących niepokornych.

Powoływanie i tworzenie alternatywnych, prywatnych kanałów docierania do elektoratu to jedna z możliwości, z której my, budujący z trudem Strefę Wolnego Słowa, korzystamy. Jednakże domagamy się – zgodnie z naszą konstytucją i zwyczajami w świecie demokracji – równoprawnego dostępu do mediów publicznych, zwłaszcza do każdego z abonamentowych kanałów państwowej telewizji, poprzez udostępnienie czasu antenowego dla dziennikarzy o poglądach prawicowych.

Miliony Polaków, rozumiejące fałszywy przekaz płynący z warszawskiej centrali na Zachód, pragną zwrócić uwagę instytucjom opiniotwórczym Wolnego Świata, że obecnie nad Wisłą następuje lawinowe druzgotanie standardów demokracji, paraliżowanie głosów opozycji oraz – mająca udokumentowanie w bolesnych faktach – postępująca, groźna dla obywateli, faszyzacja systemu kontroli publicznej.

W imieniu ogromnych mas obywateli Polski, zepchniętych w stan bezgłosu, apelujemy do instytucji Wolnego Świata o pomoc w uzyskaniu równego dostępu do środków masowego przekazu i przywrócenie do pracy usuniętych dziennikarzy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

insurekcjapl

#166970