Klub oportunistów (2)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Wewnętrzna dyskusja w Klubie Inteligencji Katolickiej zakończyła się w 1972 roku zwycięstwem oportunistów, czego wyrazem był wybór prof. Andrzeja Święcickiego na prezesa Klubu. 

W początkach lat 70. Klub odmawiał udziału we współdziałaniu społeczeństwa „drugiego obiegu”, koncentrując się na organizacji wykładów. „Wprawdzie w trosce o zachowanie tej enklawy intelektualnej wolności – opisuje Ryszard Terlecki – starano się unikać zapraszania jako prelegentów osób najbardziej zaangażowanych w ruch opozycyjny, to jednak w lokalu przy ulicy Kopernika odbywały się wieczory literackie Stanisława Barańczaka, Mariana Brandysa czy Andrzeja Kijowskiego, dyskusje z udziałem o. Aleksandra Hanke-Ligowskiego czy Bohdana Cywińskiego, wieczory poezji w wykonaniu Heleny Mikołajskiej”.
 
Wobec propozycji nowelizacji konstytucji i wprowadzenia ustępu o socjalistycznym charakterze państwa polskiego, kierowniczej roli partii, działacze KIK napisali list, którym wskazali, iż „nie oczekujemy żadnych specjalnych ułatwień czy przywilejów dla życia religijnego i ludzi wierzących. Chodzi nam tylko o skuteczne zagwarantowanie warunków dla swobody rozwoju życia religijnego i obecności chrześcijaństwa w kulturze polskiej, jak i o pełne zagwarantowanie równoprawnego traktowania wszystkich obywateli”.
 
W dniu 10 lutego 1976 roku w trakcie głosowania nad zmianą konstytucji, Stanisław Stomma jako jedyny wstrzymał się od głosu, za co ukarany został wycofaniem jego nazwiska z listy kandydatów do Sejmu następnej kadencji.
 
Po brutalnej rozprawie ze strajkującymi robotnikami w czerwcu 1976 roku członkowie KIK wystosowali kolejny list, w którym wyrazili przekonanie, że „represje typu aresztowań i zwolnień z pracy, robią wrażenie odwetu, wywołują powszechne poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, gniew i oburzenie i wbrew pozorom obniżają autorytet władzy w społeczeństwie”. W rezultacie autorzy listu wskazywali, iż „protest jest elementarnym prawem obywatelskim, a także często ważnym elementem informacji i dialogu. Nie może być on więc traktowany jako przestępstwo. Autorytet władzy słabnie wtedy kiedy protest jest od razu odrzucany lub tłumiony – co godzi w klimat zaufania, który w naszych warunkach jest rzeczą kluczową”.
 
List ten dowodził, iż Klub aspirował do pełnienia roli grona ekspertów, którzy własną postawą wskażą pożądany ton stosunków władza-społeczeństwo w Polsce. Nie wszyscy popierali takie stanowisko. Po raz kolejny Władysław Siła-Nowicki namawiał członków KIK do radykalnego postawienia się po stronie poszkodowanych. „Byłoby rzeczą przerażającą – apelował – gdyby aktyw katolicki świecki poprzestał na tym, że bezpiecznie chowa się za placami biskupów”. I ponownie większość członków Klubu opowiedziała się za polityką nie angażowania się w spory polityczne.
 
Dopiero po wybuchu strajków i podpisaniu porozumień sierpniowych 1980 roku atmosfera w Klubie uległa zmianie. W liście do władz wyrażono nadzieję na kompromisowe załatwienie sporu i wskazano, że „nie brakowało sygnałów nadchodzącego kryzysu gospodarczego i politycznego. Ignorowano je i kryzys nastąpił. Złożyły się na niego lata nieprzemyślanych decyzji gospodarczych, zadufania władz we własną nieomylność, niedotrzymywanie obietnic, tłumienia krytyki, lekceważenia praw obywatelskich. Raz jeszcze okazało się, że polskim narodem nie można rządzić, nie słuchając jego głosu”.
 
W trakcie negocjacji w Gdańsku przedstawiciele Klubu dążyli do zawarcia kompromisu za wszelką cenę. Jadwiga Staniszkis poróżniła się z pozostałymi członkami Zespołu Ekspertów o zapis dotyczący uznania w porozumieniach kierowniczej roli PZPR w państwie. Mimo wsparcia ze strony większości strajkujących robotników, nie zyskała akceptacji innych  ekspertów i na znak protestu wystąpiła z Komisji Ekspertów. Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Wielowieyski oraz Bohdan Cywiński uznali, iż mimo protestów ze strony robotników należy ten zapis wprowadzić. Potem Mazowiecki obłudnie tłumaczył, że zgoda na kierowniczą rolę partii nie była równoznaczna przecież z przyznaniem jej kierowniczej roli w społeczeństwie, a temu właśnie należałoby się sprzeciwiać.
 
Zaangażowanie się przedstawicieli Klubu w pomoc dla strajkujących robotników została przychylnie powitana. W trakcie zebrania podkreślono „jakie przełomowe chwile przeżywaliśmy za sprawa organizacji, do której należymy, w tym lokalu tejże organizacji, czym było włączenie się nasze zbiorowe do „Solidarności” i do nowego ruchu związkowego. I stąd przede wszystkim uczucie wielkiej wdzięczności dla naszych ekspertów, którzy tak wyczuli ten historyczny moment i którzy potrafili tak godnie nas w Gdańsku reprezentować, a potem zachęcić nas wszystkich do pracy w „Solidarności”.
 
W Klubie otwarto punkt konsultacyjny dla delegacji zakładów pracy, które chciały założyć niezależne związki zawodowe. W sprawozdaniu sekretarz Klubu Krzysztof Śliwiński z dumą podkreślał, iż „punkt działał od wczesnego rana do wieczora. Przewinęło się wówczas przez KIK ponad 600 delegacji z różnych zakładów pracy. Byli tu Warszawiacy jak i goście z całej Polski, od Białegostoku po Lublin, od Szczecina po Nowy Targ”.  
 
Jednocześnie wielu członków Klubu zrezygnowało z uczestnictwa w nim angażując się w inne niezależne inicjatywy. Z rezygnacją mówił o tym sekretarz Klubu: „Spotkania czwartkowe przestały był jedynym nieomal miejscem swobodnej dyskusji intelektualnej młodzieży warszawskiej”. Wszystkie jego struktury organizacyjne, metody pracy, formy kontaktowania się z władzami administracyjnymi wykrystalizowane w przeciągu 25 lat działalności – w nowej sytuacji, na przełomie 1980/1981 zaczęły bardzo szybko tracić znaczenie w wymiarze społecznym.
 
Wielu członków Klubu widząc oznaki bierności zarządu domagało się zmian, zdecydowanego wsparcia działalności „Solidarności”. Jednak prezes KIK prof. Andrzej Święcicki stanowczo stwierdzał: „Jestem wyraźnie przeciwny, żeby takie uchwały tutaj uchwalać.(…). Natomiast sformułowania „nieodpowiedzialne pełnienie władzy” są bardzo wyraźnym ustawianiem Klubu w zakresie politycznym, które nieodpowiedzialne sformułowany odbija się na całym układzie rządowym. My wiemy, że w tej chwili sprawa jest niesłychanie trudna, skomplikowana, wiemy, że u władzy są czynniki, które chciałyby odnowy i takie, które zdecydowanie by nie chciały. Sadzę, że to może być odebrane jako poparcie raczej tak zwanych czynników twardogłowych, którzy mówią, że wszyscy, że tak powiem liberałowie, do których my się niewątpliwie zaliczamy, chcą tylko władzę, jako taką. Tak, że wyraźnie bym prosił, żeby tę sprawę wyeliminować, ja nie chcę, żeby tę sprawę przyjmować na pewno w takiej redakcji”.   
 
W odpowiedzi prezesa przebija taka sama nuta troski, jak powiedzieliby zwolennicy ostrożnej polityki Klubu, albo tchórzostwa i oportunizmu, jak nazwaliby by to przeciwnicy ugodowej polityki Klubu, którą to nutę usłyszeli robotnicy w Stoczni z ust Mazowieckiego i która była formowana na łamach „Tygodnia Solidarności”, pod redakcją tegoż samego Mazowieckiego.
 
Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie stawiał sobie za cel prowadzenie dialogu z przedstawicielami władzy komunistycznej. Jego działalność w latach 1956-1981 wskazują jednoznacznie, iż jako „koncesjonowana opozycja” opierał się na szukaniu i wskazywaniu pól porozumienia, nie zaś na wspieraniu buntujących się przeciwko władzy komunistycznej różnych grup społecznych.
 
Do dziś nie przesądzono, której z dwóch struktur – władzy czy społeczeństwu obywatelskiemu – w latach 1956-1981 środowisko KIK oddało większą przysługę.
 
Wybrana literatura:
 
S. Kisielewski – Abecadło Kisiela
A. Friszke – Oaza na Kopernika. Klub Inteligencji Katolickiej w latach 1956-1989
S. Murzański – Wśród łopotu sztandaru lewicy. Rzecz o „Katolewicy” 1945-1989
R. Terlecki – Uniwersytet latający i Towarzystwo Kursów Naukowych
J. Karpiński – Polska, komunizm, opozycja: słownik
 
 
 
 
 
          
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Panie Godziembo!

Nie jestem historykiem, nie mam nawet wykształcenia humanistycznego. Jestem w tych sprawach klasycznym laikiem!

Swoją wiedzę na poruszony temat czerpię wprost z własnych doświadczeń i obserwacji.
Poznałem we wczesnych latach 70-tych wspaniałego człowieka. Księdza.
Nie zapomnę chwil w piwniczce pod kościołem, gdzie przy świecy wraz z nim i kilku osobami spotykaliśmy się na modlitwie i dyskusji. Ten kapłan nigdy, choć mu to wielokrotnie wróżono, nie został biskupem, nie był w tzw. "głównym" nurcie Kościoła.
Był za to wspaniałym mentorem i prawym człowiekiem.

Tak, tak lub nie, nie! Taka była jego postawa!

On sam jak i rodzina wiele przez to wycierpieli.

Mnie osobiście bardzo tym pomógł.
Do dziś, a minęło przecież tyle lat, jest wzorcem!

Czy konformista, lub oportunista mógłby nim być?

Czy miarą wielkości świadczonych "przysług" ma więc być doraźny zysk, trwanie pewnych osób czy grup (jakże często myślących o sobie w kategoriach elity narodowej, intelektualnej, najczęściej zaś tchórzy i karierowiczów) czy też "żniwo" przekazania niezmąconej i klarownej wizji dobra i zła?

W mojej laickiej, może nawet prostackiej ocenie nie ma miejsca na takie wątpliwości!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#248665

Pański przykład znakomicie oddaje istotę problemu.
Konformistyczne "elity" i zwykli patriotyczni księża, wychowujący "zwykłych" ludzi.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#248706