Brytyjskie wsparcie dla Denikina (1)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Wielka Brytania miała ważkie powody, aby nie zaakceptować przejęcia władzy przez bolszewików w Rosji. 

Dla zdecydowanej większości brytyjskich elit Rosja bolszewicka stała się, używając określenia Robert Conquista, „krajem w niebezpiecznym uścisku zdeterminowanej mniejszości”. Winston Churchill nazwał bolszewików „rojem przenoszących tyfus szkodników” i wezwał do wsparcia sił „demokratycznych” w Rosji.
 
Choć główny wysiłek brytyjski miał kierować się na północ Rosji, nie zapomniano także o południoworosyjskich białogwardzistach - w październiku 1918 roku wysłano misję wojskową z ppłk. Blackwoodem na czele do generała Denikina, usadowionego na Kubaniu ze swoją Armią Ochotniczą. Wkrótce też brytyjsko-francuska eskadra wojenna dotarła do Sewastopola, wysadzając na ląd 500 brytyjskich marines.
 
W trakcie rozmowy z Blackwoodem Denikin wniósł o wsparcie w postaci 22 dywizji alianckich, które miały obsadzić główne kierunki uderzenia na Moskwę oraz ochronić pola naftowe Zakaukazia. Przedkładając te absurdalne postulaty Denikin nie uwzględniał niechęci Londynu do przyznania Rosji prawa do krajów kaukaskich, który pragnął utworzenia na Kaukazie niepodległych państw: Gruzji, Dagestanu i Azerbejdżanu. W przedstawionym po powrocie do Anglii raporcie Blackwood jakkolwiek uznał Armię Ochotniczą za jedyną formację zdolną pokonać bolszewików na południu, zaznaczył jednak, iż Denikin i Kozacy byli „poróżnieni wskutek drugorzędnych rozbieżności politycznych, głównie z powodu osobistych ambicji określonych postaci”.
 
Ostatecznie brytyjskie ministerstwo wojny zadecydowało o uznaniu Denikina najwyższym wodzem sił rosyjskich na południu, ustanowieniu stałej misji wojskowej przy jego wojsku oraz wysłaniu sprzętu, uzbrojenia oraz wszelkiego zaopatrzenia dla 100 000 żołnierzy.
 
Równocześnie wysłano komandora Artura Bonda z misją do Kozaków dońskich gen. Krasnowa oraz Kozaków kubańskich. Kozacy na każdym kroku podkreślali swoją niezależność od Denikina. W tej sytuacji Londyn zdecydował się wysłać do Denikina oraz Kozaków generała Federicka Poole’a w celu skłonienia obu stron do porozumienia. Poole obiecując szybkie wysłanie wojsk sojuszniczych wymógł na Krasnowie akceptację utworzenia wspólnego dowództwa z Denikinem na czele. Poselstwo Polle’a rozczarowało Denikina oczekującego na konkretną pomoc w walce z bolszewikami. Rosyjski generał zanotował: „Czas ucieka, padło tyle pięknych słów, a wsparcia wciąż nie widać”. I podkreślał, iż nastąpiła „utrata wiary w sojuszników, o których szybkim nadejściu często niebacznie mówił Krasnow na chwiejącym się froncie”. Brytyjczycy, do których dotarły te opinie, uznali, iż „szkoda, ze pozwolono na to, by Denikin spodziewał, się pomocy w postaci wojsk Ententy; opinia publiczna zdecydowanie sprzeciwia się akcji w tamtym kraju. SA i inne poważne zastrzeżenia”.  
 
Churchill uznając, iż pozostawienie Denikina bez wsparcia oznaczało zagładę jego wojsk, proponował wysłanie tam „ochotników, specjalistów technicznych, uzbrojenia, amunicji, czołgów , samolotów”. Premier Lloyd George przeciwstawiał się temu, przestrzegając przed wikłaniem Anglii „w przedsięwzięcie będące czystym szaleństwem, wynikłym z nienawiści do bolszewickich idei”
 
Szefem stałej misji brytyjskiej u Denikina został ostatecznie gen. Charles Briggs, który zażądał od Denikina zaprzestania walki z Gruzinami i skoncentrowania się na froncie bolszewickim. W zamian obiecywał dostarczenie broni i zaopatrzenia dla 250 000 żołnierzy, gdy tylko Rosjanie załagodzą swe wewnętrzne polityczne spory i skierują się przeciw głównemu wrogowi – Armii Czerwonej. Rosyjski generał wierząc w „jedną niepodzielną Rosję” i nie mogąc zrozumieć poparcia Londynu dla niepodległości krajów na rubieżach dawnego imperium, chciał dowiedzieć się co Brytyjczycy robią na Kaukazie. „Czułem się bardziej oskarżonym niż kierownikiem misji” – skomentował Briggs swą rozmowę z Denikinem. Angielski generał był jednak przekonany, iż Denikin dowodzący licząca około 80-90 tysięcy Armią Ochotniczą i 30 000 Kozaków dońskich, „zasługuje na wielką sympatię, to wielki patriota, człowiek uczciwy, nigdy nie zachwiał się w lojalności wobec Ententy”.
 
Wielu dowódców brytyjskich sprzeciwiało się udzieleniu pomocy Denikinowi zanim nie uzna niepodległości republik zakaukaskich. Generał Thomson w Baku wskazywał: „Nie można zupełnie pojąć, dlaczego Denikin, dysponując wojskami dowodzonymi przez dawnych, życzliwych mu towarzyszy broni, zatrudniając Brytyjczyków, nie uderza bardziej zdecydowanie na Moskwę, lecz szuka zwady z republikami, które ma za plecami”. Popierał go minister spraw zagranicznych lord Curzon pragnący utrzymać brytyjskie oddziały na Zakaukaziu dla ochrony nowo powstałych państwa i szlaków do Indii. Ostatecznie Churchill przeforsował wycofanie w czerwcu 1919 roku tych oddziałów i skupienie się na pomocy dla Denikina.   
 
W ciągu czterech miesięcy, marca do czerwca 1919 roku, Londyn skierował do Denikina 16 transportowców, które przywiozły 34 000 ton towarów, w tym ponad 5000 ton dział, pocisków i innych materiałów wojennych. Sporo dostarczonego sprzętu było niskiej jakości – armaty nie były nowe, a często stopień ich zużycia wynosi 60 procent. „Z otrzymanych moździerzy 25 procent – oceniano – zardzewiałych, stosownych tylko do celów szkoleniowych; dla połowy brakuje części zamiennych”. Trzy czwarte przywiezionych pojazdów było niesprawnych i przed użyciem musiało trafić do naprawy. 100 tysięcy stalowych hełmów okazało się niepotrzebnych, gdyż Rosjanie nigdy ich nie używali. W tej sytuacji Briggs apelował o powołanie komisji oficerów, czuwających, by nie wysyłać nieprzydatnego sprzętu.
 
Pomimo tych braków, żołnierze Armii Ochotniczej byli zadowoleni - otrzymywali przecież to, czego najbardziej potrzebowali: broń, odzież, lekarstwa. Szczególne wrażenie sprawiały czołgi i wielce pożądane samoloty. Jedna i drugie znacznie podnosiły morale. W ciągu pobytu Briggsa dostarczono jednak zaledwie 12 czołgów i kilkadziesiąt samolotów. Angielskie ministerstwo wojny pragnące uniknąć poprzednich kompromitacji, zakwestionowało przydatność czołgów Mark V, jak i zdolność Rosjan do ich obsługi. Zirytowany Briggs podkreślał, iż „wszystkie czołgi wykorzystywane w akcji spisują się świetnie; jedynie sześć pozostawiono na potrzeby szkolenia. Opnie ekspertów w obu sprawach są błędne. Można by uniknąć wielu opóźnień ważnych dostaw, gdyby uwzględniono moje zamówienia, formułowane zgodnie z porada fachowców. Niedostarczenie na czas odpowiedniej liczby czołgów i samolotów to jeden z istotniejszych czynników, determinujących ostateczny wynik walk Denikina”.
 
Z drugiej strony mieszkańcy Noworosyjska nie kwapili się do pomocy w rozładunku statków – w efekcie Brytyjczycy musieli zatrudniać tureckich jeńców. Dostawy zamiast być natychmiast dostarczane żołnierzom Denikina były składowane w porcie. „Wielkie stosy towarów – oceniał jeden z angielskich oficerów – niszczejących na nadbrzeżach, bez opieki, bez dozoru, gratka dla wszystkich złodziejaszków w mieście”. Sprawę komplikowała ogólna atmosfera zamętu wojennego – wielu rosyjskich oficerów i żołnierzy na tyłach posiadało pełny ekwipunek, podczas gdy brakowało go walczącym na pierwszej linii. Wiele broni i amunicji „ginęło” także w drodze na front.
 
Zdecydowana większość członków brytyjskiej misji nie znała języka rosyjskiego, rozmawiając ze swymi rosyjskimi kolegami posługując się szkolną francuszczyzną. Zatrudniano więc wielu lokalnych tłumaczy, część jednak szybko porzucała pracę.
 
W końcu maja 1919 roku Churchill zdecydował się na zmianę szefa misji wojskowej, Briggs’a zastąpił generał Holman z ministerstwa wojny, świetnie znający język rosyjski. Holman przywiózł Denikinowi insygnia Komandorii Orderu Łaźni, nadane dowódcy Armii Ochotniczej przez króla oraz inne odznaczenia dla wyższych oficerów jego wojsk. Churchill w osobistym liście do Denikina zapewniał go, iż Holman przybywa „pomóc wam wszelkimi sposobami w waszej walce z bolszewicką tyranią”. Premier Lloyd George zgodził się na zwiększenie pomocy dla Denikina, choć ostrzegał, iż gdyby wsparcie Londynu „przyniosło w efekcie utrwalenia wstecznego reżimu w Rosji, brytyjska demokracja nie daruje nam tego”.
 
Choć brytyjscy oficerowie doceniali patriotyzm Denikina, podkreślali jego brak zdolności zarządzania oraz uległość w stosunku do niektórych członków sztabu, szczególnie szefa sztabu gen. Romanowskiego, ożenionego z Niemką. Wedle kpt Wiliamsona generałowie Denikina choć „dobroduszni i wspaniałomyślni do absurdu”, byli zarazem „leniwi, aroganccy, niekompetentni i często tchórzliwi – głównie dlatego, iż wiedzą z jaką niechęcią ich żołnierze biją się z własnymi rodakami”. Krytykowano także ślub Denikina z młoda kobietą , zawarty w okresie najgorętszych walki, i miesiąc miodowy spędzony w Soczi, który wywarł negatywny wpływ na morale żołnierzy.
 
Pomimo tych niedociągnięć po wielu miesiącach ciężkich walk i momentach zagrożenia egzystencji w maju 1919 roku Armia Ochotnicza wraz z kozackimi sojusznikami wyszła poza swą bazę na Kubaniu, by rozpocząć ofensywę na Moskwę.
 
Cdn.
 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wtedy byśmy w czasie wojny nie rozpaczali
Gdy nam w plecy tchórze nóż wbili
A potem mordując w Katyniu duszę zabili
Bo inteligencja wymordowana miała być ostoją Polski
Tymczasem zawładnął Polską zwykły tchórz kacap wolski
Ciemnota świeci oczami oglądając plotkarstwo z magla
Nie zwracając uwagi, że obca nas ponagla
Byśmy utonęli w niewoli i pracując płakali
Pod nadzorem Judaszy, żydów, niemców i moskali
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#309959

Oczywiście, w interesie Polski było, aby wojna domowa w Rosji trwała, trwała.... aż do końca.

Pozdrawiam
Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#310069