"Proniemieckie" orędzie biskupów (2)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Szczególnie bolesne dla prymasa było stanowisko posłów koła poselskiego „Znak”, którzy wyrazili ubolewanie, że „w liście biskupów znalazły się pewne sformułowania przykro w społeczeństwie odczute, jak również sformułowanie, które jak okazało się mogło zostać fałszywie zinterpretowane”. 

Ponadto posłowie wyrazili zdziwienie, że „nie znaleziono odpowiednich sposobów aby wystosowując orędzie do biskupów niemieckich na czas i we właściwej formie powiadomić o tym rząd polski”. Wypowiedzi te doprowadziły do ochłodzenia stosunków prymasa ze środowiskiem „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”.
 
Jak zapisał w swych Dziennikach Stefan Kisielewski: „Nienawidzę tych pismaków, to najgorsze co Polska ma – a ich psychiczna geneza kłamania to coś najprzykrzejszego. Oto lista najbardziej obrzydliwych kłamców: Górnicki, Wójcicki, Krasicki, Stefanowicz, Jaszuński, Dunin-Wasowicz, Woyna, Korotyński, Małcużyński, Albinowski, Winiewicz (emerytowany wiceminister) etc. Okropni faceci – może ich tu chociaż uwiecznię”.  
 
             Ważne miejsce na łamach prasy zajmowały relacje z kraju, listy i wypowiedzi czytelników, będące pokłosiem wieców organizowanych w szkołach, zakładach pracy i w różnych instytucjach państwowych, które kończyły się obowiązkowym przyjmowaniem rezolucji potępiających orędzie i biskupów polskich. Miały one wykazać, ze biskupi w swych poglądach byli osamotnieni, że nikt ich nie popierał, że zawiedli Polaków, zarówno wierzących, jak i niewierzących.
 
Ta kampania przyniosła pewne efekty i jak zapisał Nowak-Jeziorański: „W dwadzieścia jeden lat po wojnie pamięć okupacji i zbrodni niemieckich, wymordowanych krewnych i przyjaciół,, była wciąż żywa. Wyrwane z kontekstu zdanie <udzielamy przebaczenia i o przebaczenie prosimy> wywołało oburzenie. Odczute zostało jako niesprawiedliwość. Wydawało się ludziom, że Prymas i biskupi stawiają znak równości między zbrodniarzem a jego ofiarą. (…) Zdawało się, że po raz pierwszy powstał niebezpieczny rozdźwięk miedzy Episkopatem a społeczeństwem. Nigdy też nie stosowano w takiej skali fałszerstw i przeinaczeń”.  
 
W wielu artykułach powoływano się na przeżycia ludzi, którzy doświadczyli koszmaru obozów koncentracyjnych. Sekretarz generalny ZBOWiD Kazimierz Rusinek protestował w imieniu byłych więźniów hitlerowskich, twierdząc, że „stanowisko zawarte w orędziu (…) obraża dumę i godność narodu, (…) w interesy nas, byłych więźniów obozów hitlerowskich”, a „miłosierdzie chrześcijańskie i duch pojednania muszą kończyć się na granicy, gdzie w grę wchodzi nie indywidualny przestępca i indywidualna zbrodnia, lecz masowe zbrodnie, jakich dopuścili się hitlerowcy”.
 
Rada Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa w przyjętej rezolucji zaznaczyła, iż list biskupów „przyczynił się do spotęgowania rewizjonistycznych tendencji w Niemczech zachodnich, a radość z powodu stanowiska polskiego, wywołana wśród najzagorzalszych rewizjonistów – daje wyraz prawdzie, że list biskupów służy nie polskiej sprawie. Potępiamy z oburzeniem zajęte w liście stanowisko i oświadczamy, ze zbrodni hitlerowskich nie zapomnimy i nie przebaczamy”.
 
W ciągu kilku miesięcy po ogłoszeniu orędzia opublikowano szereg broszur i książek zawierających ostrą krytykę polskich biskupów. Podstawowe zarzuty dotyczyły m.in. braku wcześniejszych konsultacji z rządem PRL, ingerencji biskupów w polską politykę zagraniczną, która była wyłączną domeną władz państwowych, bezprawnego przebaczenia w imieniu narodu polskiego oraz fałszywego przedstawienia obrazu stosunków polsko-niemieckich, opartego na „Historii Polski” „reakcyjnego” historyka Oskara Haleckiego.
 
W rzeczywistości tekst orędzia został przekazany władzom na drodze półoficjalnej. Arcybiskup Kominek przekazał go za pośrednictwem swojego sekretarza ks. Zygmunta Seremaka korespondentowi PAP w Rzymie – Ignacemu Krasickiemu i uzyskał od niego zapewnienie, że władze PRL nie zgłaszają zastrzeżeń. Krasicki związany z frakcją „partyzantów” wykonywał polecenie swego mocodawcy gen. Moczara, zainteresowanego wywołaniem konfliktu z Kościołem, aby w ten sposób osłabić pozycję Gomułki.
Niezależnie od tego, cele Kościoła kierowanego przez prymasa Wyszyńskiego musiały się zderzyć z totalitarną koncepcją sprawowania władzy, reprezentowaną przez partię komunistyczną z Gomułką na czele. Prymas dążył do pełnej rewindykacji pozycji Kościoła w Polsce i pełnej jego obecności  w życiu codziennym narodu. Gomułka natomiast zdecydowanie wykluczał jakąkolwiek obecność Kościoła w życiu publicznym.
 
Ważną rolę odegrały również radio i telewizja, które – w myśl wystąpienia posła Mojkowskiego w Sejmie z 15 grudnia 1965 roku – miały pomagać w „kształtowaniu socjalistycznej świadomości, zaangażowania do realizacji zadań wysuniętych przez partię i władzę ludową, wychowania człowieka i obywatela na miarę czasów”.    
Wśród wielu reportaży i filmów dokumentalnych znalazł się m.in. film poświęcony postawie niemieckiego episkopatu podczas II wojny światowej. W artykule omawiającym jego treści, opublikowanym na początku stycznia przez „Trybunę Ludu”, podkreślono, iż „niemieccy biskupi błogosławiący oddziały SA i SS, wnoszący modły za zdrowie Hitlera, gratulujący serdecznie wodzowi podbojów Europy – zdjęcia, filmy, oryginalne depesze, gratulacyjne listy niemieckich dostojników kościoła do przywódców III Rzeszy. Oto materiały, jakie złożyły się na dokumentalny program telewizyjny”. Autor artykułu wskazywał ponadto, iż „gdy III Rzesza przystępuje do realizacji obłąkańczych planów tępienia milionów - Żydów, Polaków, Rosjan i innych narodowości biskupi niemieccy nie znajdują ani słowa protestu”.
 
Telewizję i kino łączyła Polska Kronika Filmowa, w tamtych czasach istotne narzędzie propagandy. Kilkunastominutowe filmy, nadawane w telewizji i kinach przed seansami, stanowiły skrócony przegląd, opatrzonych odpowiednio wartościującym komentarzem, najważniejszych wydarzeń w kraju.
 
W tamtym okresie na ekrany kin wszedł film w reżyserii Jerzego Kawalerowicz „Faraon”, ukazujący walkę władzy cywilnej z kapłanami chcącymi rządzić państwem.
 
Władze komunistyczne wykorzystały „Orędzie” do podjęcia próby pogłębienia rozbieżności pomiędzy Episkopatem a szeregowymi duchownymi. Już w końcu grudnia 1965 roku rozpoczęto akcję wzywania księży na rozmowy do Prezydiów Powiatowych Rad Narodowych, w trakcie których miano przekonywać rozmówców, iż orędzie było dokumentem politycznym, sprzecznym z polską racja stanu, a złe stosunki pomiędzy państwem a Kościołem  spowodowane były negatywnym stosunkiem hierarchii kościelnej do socjalizmu i jej dążeniem do odgrywania w kraju roli politycznej.
 
Do połowy lutego 1966 roku przeprowadzono ok. 5 tysięcy takich rozmów i wedle raportu ok. 53% ogółu księży zajęło krytyczne wobec orędzia stanowisko. Szczególnie ostro krytykowali orędzie księża – co nie było żadną niespodzianką – członkowie ZK „Caritas”. Rozmowy z księżmi kontynuowano również w trakcie obchodów milenijnych. W kwietniu 1966 roku zainicjowano akcję „Proboszcz”, która była największą po 1956 roku operacją zastraszania księży. Jej sednem było zaangażowanie przeciwko Kościołowi oficerów LWP, którzy przeprowadzali rozmowy z proboszczami na plebaniach. W operacji wzięło udział 18 tysięcy oficerów, którzy odbyli ponad 23 tysiące spotkań z mieszkańcami parafii oraz 4 tysięcy rozmów „uświadamiających” z księży.
 
Sprawę orędzia władze komunistyczne wykorzystały dla utrudnienia Kościołowi obchodów Millenium Chrztu Polski. Komisja ds. Kleru uznała za priorytetowe zadanie zapobieganie organizowaniu wycieczek z zakładów pracy, szkół i uniwersytetów do miejsc uroczystości kościelnych. W celu utrudnienia możliwości przyjazdu na uroczystości zmniejszono składy stałych pociągów do „milenijnych” miejscowości oraz zakazano pieszych pielgrzymek. „Aresztowano” także pielgrzymujący po całym kraju obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.
Rozlepiono w całym kraju plakaty z napisem „Nie przebaczymy”, a defilada pierwszomajowa odbywała się po hasłem: „Nigdy nie zapomnimy i nie przebaczymy ludobójcom hitlerowskim ich zbrodni”. Obchody warszawskie 24 maja zostały zakłócone przez grupę aktywistów partyjnych, którzy na widok wychodzącego z kościoła św. Anny prymasa zaczęli skandować: „Ty baranie, ty baranie. Następnie aktywiści udali się pod siedzibę prymasa, urządzając tam „kocią muzykę” oraz krzycząc: „Precz z Wyszyńskim”, „Biskupi zdrajcy”, „ Wyszyński do Rzymu”, „Oddaj marki”. Gomułka odmówił także zgody na wizytę papieża Pawła VI w Polsce. Jego nieobecność w czasie uroczystości na Jasnej Górze symbolizował pusty tron z jego portretem. 
 
17 kwietnia w Poznaniu Gomułka zaatakował ostro prymasa Wyszyńskiego zarzucając mu, że dąży do „skłócenia narodu polskiego z narodem radzieckim, do zerwania sojuszu polsko-radzieckiego”. Ten atak był błędem, gdyż o ile część społeczeństwa podzielała opinie władz, że Kościół niepotrzebnie przebaczył Niemcom, to oskarżanie kardynała Wyszyńskiego o antyradzieckość przysporzyło mu poparcia Polaków.
 
List polskich biskupów do niemieckich doprowadził do drastycznego zaognienia stosunków państwa z Kościołem katolickim w Polsce. Atak Gomułki na Kościół nie przyniósł dalekosiężnych skutków, gdyż Polacy pozostali wierni Kościołowi i jego pasterzom.
Należy zgodzić się ze Stefanem Kisielewskim, który tak go oceniał: „W istocie zaś list ów był niezwykle dla polskiej racji stanu korzystną próbą przezwyciężenia impasu miedzy społeczeństwem Polski i RFN, politycznie zaś jego wymowa stała się za parę lat wokabularzem oficjalnego języka dyplomacji PRL wobec   Republiki Federalnej. Grzechem Episkopatu było, ze wyprzedził oficjalną politykę państwa – jest to w totalitaryzmie grzech śmiertelny”.
 
 
Wybrana literatura:
 
Obchody milenijne 1966 roku w świetle dokumentów MSW
P. Raina- Kardynał Wyszyński
A. Dudek – Państwo-Kościół w Polsce 1945-1970
S. Kisielewski – Stosunki państwo-Kościół
P. Madajczyk – Na drodze do pojednania. Wokół orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r.
S. Wyszyński- Zapiski milenijne. Wybór z dziennika „Pro memoriał” z lat 1965-1967
Ocena wpisu: 
Brak głosów