Premier się zastrzega: poprawek nie naniesie

Obrazek użytkownika Muldi
Blog

Na konferencji prasowej we Włocławku premier Donald Tusk w sprawie badań katastrofy smoleńskiej oznajmił:

Kiedy otrzymam raport od komisji Jerzego Millera, natychmiast poinformuję o tym opinię publiczną. Bez zbędnej zwłoki. Należy to do moich obowiązków. Przeczytam raport i nie będę tam proponował żadnych zmian.

Pan Donald Tusk imponuje zaskakującą wiedzą na temat obowiązkowych czynności premiera rządu polskiego. Przeczyta i poinformuje opinię publiczną. Lepiej też byłoby, żeby skończył z tym pijarem i zaczął informować publiczność, a nie jej opinię. Opinia ma to w nosie, publiczność to co innego, to są żywi ludzie. Łaskawcą Pan Donald Tusk też jest: nie będzie nanosił żadnych poprawek. Dziękujemy.

Czy to znaczy, że pierwotnie planował jakieś uszlachetniające zmiany w raporcie i twierdzi, że z nich zrezygnował? Czy jeśli nie będzie poprawiał tego tekstu, to może już korekty naniósł i więcej nie musi? A raport przeczyta, żeby sprawdzić, czy komisja przypadkiem czegoś samowolnie nie zmieniła, wkopując samą siebie i rząd przede wszystkim?

To są pytania całkiem logiczne, ponieważ słuchać i czytać relacje gazetowe z konferencji prasowych chyba umiemy. Nie wszystko zostało powiedziane wprost. Część wypowiedzi jest wręcz nielogiczna. To znaczy - bardzo bym chciał, żeby była nielogiczna, przypadkowa, sklecona naprędce przez zdezorientowanego już tym wszystkim pana premiera rządu Rzeczpospolitej. Byłby wtedy świętym! Ale nie jest. MAK na niektórych działa bowiem narkotycznie (przypomina się "kompot" z makówek, domowej roboty produkt lat 80., który powalił tysiące młodych Polaków; pan Donald Tusk palił tylko jointy i przetrwał). A marzy nam się, aby premier zaczął się wreszcie mylić, jak to człowiek z krwi i kości. Byłby taki bliższy, serdeczniejszy, do rany przyłóż.

Warto zapytać i o to, czy pan premier w ogóle musi czytać ten raport. Ja wiem, że to on powołał zespół Jerzego Millera, ale czy nie byłoby lepiej, żeby tekst został opublikowany przez komisję bez czytania przez szefa rządu? Wtedy i Jerzy Miller stałby się kimś, bo to on by odpowiadał za raport, a tak odpowiedzialność się podzieli między dwóch. Może będzie jeszcze paru, kilkunastu, żeby podział był między wszystkich niewinnych, jak to w rodzinie. Obyłoby się też bez natrętnych komentarzy, porównywania z dokonaniami rosyjskimi w tej materii, kojarzenia z prawdziwymi intencjami władzy i zdenerwowania osób na ten raport z niecierpliwością czekających a niewierzących już w żadne oficjalne oświadczenia.

Na pytanie, czy raport ukaże się 15 czerwca, pan premier powiedział:

...jestem bliski pewności, że czerwiec to będzie ten miesiąc, kiedy cała sprawa znajdzie swój finał.

Nie udała się sprawa z dopalaczami, pedofilami, nie udały się dziesiątki innych akcji, to prawdopodobnie i nie uda się owa figa z makiem (czy MAK-iem, wsio rawno). Zuzanna Kurtyka powiedziała, że wyjaśnienie sprawy nie jest na rękę rządowi, a tu Donald Tusk potwierdza eufemistycznie Jej tezę: "jestem bliski pewności". No tak, rzeczywiście, w rządach Platformy Obywatelskiej wszystko jest względne z wyjątkiem tego, że te rządy wciąż trwają, a śmierć Prezydenta i Osób Jemu towarzyszących pozostaje bliską pewności tajemnicą.

Sprawa będzie miała finał wraz z ukazaniem się raportu, twierdzi premier. W takim razie co będzie po owym finale, jak sprawy potoczą się dalej? Przecież zamknięcie sobie możliwości zwalczania teorii spiskowych, rusofobii i tak dalej to kolejny (po zamknięciu stadionów) strzał we własne kolano. Rozsądny polityk nie zamyka drzwi przed sobą, tylko za sobą. Pewność siebie nie jest najlepszym doradcą, lepiej się przespać i przećwiczyć to jeszcze raz. Może ten raport to jednak nie jest to, co zapewni bezpieczny byt obecnej władzy?

Ja bym na miejscu pana premiera tak ochoczo nie brnął do finału, bo przed fotokomórką na mecie jest jeszcze kilka płotków do przeskoczenia. To, co dla jednych jest końcem, dla innych może być początkiem, żeby zająć się przygotowaniem końca rzeczywistego. Zebrało się tak dużo materiału na temat katastrofy, że jest z czego wyciągać wnioski, nawet jeśli za sprawą łomu rosyjskiego żołnierza i magicznego sejfu ze skrzynkami w Moskwie dowodów już nie ma.

Wobec tego lepiej pytać i dociekać tak: dlaczegóż to rząd tak ochoczo i mimo oczywistego niebezpieczeństwa zmierza do zakończenia sprawy? Czyżby istotnie znał prawdziwą przyczynę tragedii smoleńskiej? A może wierzy, że czas wyleczy ranę, nie zostawiając blizny, i trawa wszystko porośnie?

No i wreszcie powalająca informacja, że sprawozdanie komisji zostanie przełożone na inne języki. To jest coś, ale ciekawe kiedy to nastąpi, na które raport przejdzie języki i jak obcojęzyczne wersje będą rozpowszechniane. Czy intymnie, skromnie i bez zbytniej polskiej pychy oraz w krajach ościennych, czy jednak głośno, napastliwie oraz w krajach zachodnich - niczym bzdura o śp. Generale Andrzeju Błasiku w kokpicie? Trudno dziś powiedzieć. Wszystko bowiem zależy od tego, co w tym raporcie będzie oraz z której igły media zrobią nowe widły.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Pewność siebie nie jest najlepszym doradcą, lepiej się przespać i przećwiczyć to jeszcze raz. Może ten raport to jednak nie jest to, co zapewni bezpieczny byt obecnej władzy?" Obawiam się że brak pewności nie tyle siebie ile co do rezultatów wyborów czy też rezultatów wyborów sfałszowanych pozbawiają tuska "zdrowej" argumentacji. Ma już pewną wizję tego co ma nastąpić zarówno po ogłoszeniu raportu jak i po wyborach. Realizuje jakiś plan i dlatego nie widać w jego wypowiedziach tego dalszego ciągu. Plan nie może zostać odkryty przedwczewśnie, dlatego wypowiedzi pozbawione są naturalnego bo wynikającego z zawartej i nawiązującej do PRAWDY pierwiastka tej projekcji. Bo to jest poprostu ciąg dalszy kłamstwa smoleńskiego. Nie przywiązujmy zbyt dużej wagi do tego co tusk wygaduje. To naprawdę nie ma dużego znaczenia dla przebiegu wydarzeń. On jest jedynie pasem transmisyjnym i podawcą informacji i sygnałów. Naszym problemem jest nieistnienie państwa alternatywnego. Nie potrafimy podjąć równorzędnej walki z kłamstwami i stworzyć antykłamliwej wiarygodnej propagandy. Koncentrujemy się na usiłowaniach wróżenia z fusów jakimi są ich wypowiedzi podczas gdy powinniśmy wyciągać jedynie wnioski z tego co się DZIEJE i przedkładać nasze widzenie rzeczywistości. Blogerzy są bardzo drobiazgowi. Zbyt drobiazgowi co owocuje wysypem poważnych analiz tekstów bezużytecznych.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#162864

...ale nie tak wprost, bo to już robi się nudne. Stąd ironia, kpina z 'tuska". To nie jest "drobiazgowa analiza". To raczej kronikarski zapis kolejnego kroczku. Za dwa lata zapomnimy, że tak było, a dobrze by było pamiętać. Orwell na żywo.
Dzięki za komentarz.
Muldi

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Muldi

#162873

zgodnie z prawem i logiką to jakie poprawki on mógłby nanosić? Co on chrzani....

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#162903