Cała para POszła w elementarz

Obrazek użytkownika tequila
Kraj

I znów MEN dał doopy. W hurtowniach brakuje podręczników. Czas dodrukowania to kilka miesięcy. Najbardziej poszkodowani są szóstoklasiści. Książki, które mają przygotować ich do testu na koniec szkoły, pojawią się ponoć w dystrybucji dopiero na przełomie listopada i grudnia.(!!!)

Zdaniem księgarzy braki wielu podręczników to między innymi efekt rozporządzenia resortu edukacji, które pozwoliło dyrektorom nie wywieszać list podręczników w czerwcu. Wielu rodziców dostało je dopiero w sierpniu i do księgarń poszli wszyscy naraz. A niektórzy listę książek dostaną dopiero we wrześniu, co może dodatkowo pogłębić problem. Jego skalę pokazuje aplikacja stworzona przez Merlin.pl pozwalająca na wyszukanie książek potrzebnych do konkretnych szkół i klas. – Na koniec czerwca listy książek opublikowało tylko 40 proc. z przebadanych przez nas 2 tys. szkół. Kolejne kilka procent z nich wstrzymywało się z tym do ostatnich dni lipca – wyjaśnia Krzysztof Bujalski, prezes i współwłaściciel firmy outsourcingowej Bedeker, która zebrała dane dla Merlin.pl. – To zupełnie nowa sytuacja. Struktura dystrybucji nie zdążyła dostosować się do zmiany w ustawie – komentuje Agnieszka Mallek z wydawnictwa Nowa Era.

Ale jest też drugi powód braków na półkach księgarń. To zmiany w podstawie programowej oraz projekt darmowego podręcznika. Wydawnictwa boją się drukować więcej książek do 2 klasy, bo w przyszłym roku zastąpi je kolejna część darmowego, przygotowywanego przez ministerstwo podręcznika./gazeta prawna/

Oznacza to, że za rok będzie jeszcze wiekszy bałagan.

 http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/819262,egzamin-oblany-ksiazkowo-w-szkolach-brakuje-podrecznikow.html

Za moich czasów, w czerwcu dostarczano do szkoły podręczniki, Dla kogo nie wystarczało nowych(lub innych przyczyn) mógł za rozsądna cenę dokupić używane. Książka miała tabelkę, do której wpisywali sie kolejni posiadacze. I jeszcze jedna uwaga - w latach 60-70 komplet podręczników kosztował około 100 złotych (dla porównania znane powiedzenie - "nie ma lekko, chleb po 8, masło po 16", zarobki 2-3 tys zł) obecnie, gdy trzeba wydac KILKASET PLN włosy (których nie mam :) mi się jeżą.

Jednocześnie wydawcy edukacyjni radzą jak nie przepłacać kupując podręczniki szkolne. Sprawdzenie cen u wydawców, korzystanie z internetowych porównywarek cen, wizyta na lokalnych kiermaszach książek, etc.  - to kilka ze sposobów na to, by nie przepłacać za szkolne podręczniki, podanych przez Sekcję Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki (PIK).

Za moich czasów kogo to obchodziło, ładowałeś książki do tornistra (szkoła dawała na krechę), rodzice dawali kasę, rozliczałeś się ze skarbnikiem klasowym lub w sklepiku i znów myślałeś co będziesz robić na wakacjach (kolonie, obóz harcerski, wczasy z rodzicami)

Durnowatego problemu z podręcznikami nie było. Zresztą to problem stworzony przez lobby wydawców i kolejnych nieudaczników w MEN

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

Wiem co nieco o podręcznikach...

Sam jestem nauczycielem, z tym, że przedmiotów zawodowych w technikum. Brak jest podręczników przystosowanych do tzw. nowej podstawy programowej, szczególnie dla tzw. starych zawodów. Jeśli już są, to stare, których pierwsze wydania pamiętają czasy mojej wczesnej młodości (jeśli nie mojego ojca). Są nawet nie za drogie, ale materiał w nich nie przystaje do dzisiejszego stanu wiedzy, a błędy (np. we wzorach) powtarzają się od lat, ciągle nie poprawiane, choć widać, że w międzyczasie drukarnie przeszły ze składu ręcznego na komputerowy. Są też nowe podręczniki. Niektóre napisane chaotycznie, zawierają groch z kapustą, a od błędów roją się bardziej od tych sprzed lat. Za to drogie, bo rynek w porównaniu z przedmiotami ogólnokształcącymi mały. Zapewne sprzedaje się od kilkuset do góra kilku tysięcy egzemplarzy rocznie. Ale są zawody, w których kształci się tylu zaledwie uczniów w całej Polsce. Są też przedmioty, do których potrzeba by było kilkunastu podręczników, często akademickich, z których w danym roku obowiązywałyby góra jeden, dwa rozdziały. Jedyna zaleta podręczników zawodowych to to, że niektóre służą przez kilka lat nauki i czasm nawet do kilku różnych przedmiotów. Choć czy to zaleta? Może lepiej by było, żeby do każdego przedmiotu był osobny dobrze opracowany i dostosowany do podstawy programowej podręcznik.

Osobiście podręczniki polecam, ale nigdy nie egzekwuję ich posiadania. Wszystko, co jest potrzebne podaję na lekcjach. Czasem udostępniam skany najważniejszych ilustracji. A uczniów wysyłam do biblioteki lub starszych kolegów. Gorzej, że niektórzy nadgorliwcy kupują przed rozpoczęciem roku szkolnego wszystko, co zostało podane na stronie szkoły. Tam, podręczniki trafiają z programów nauczania. Zdarzało się, że były tak nietrafione, że nie pokrywały się z omawianym materiałem. Nie mam na to większego wpływu, tym bardziej, że czasem do końca wakacji nie wiem, jakich przedmiotów zawodowych będę uczył od nowego roku szkolnego. Zawodowiec musi czasem uczyć po 11 przedmiotów jednocześnie (często zbliżonych zakresem materiału, ale nie takich samych), a jakie ma przydziały (żeby plan zajęć się zbilansował i ponieważ nie wiadomo, na jakie klasy będzie nabór) dowiaduje się w ostatniej chwili.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1437715