PATRZ, SASZA

Obrazek użytkownika rolex
Kraj

Patrz, Sasza, jak to się plecie... No, bo kto ty jesteś w życiu? Cieć, Sasza, cieć. Idziesz, dajmy na to... trotuarem... Widzisz, jak idziesz? No. Koło Prospektu Newskiego, dajmy na to idziesz. Mijają cię, dajmy na to, piekne kobiety, albo przystojni oficerowie FSB. I co? A nie spojrzy nawet na ciebie nikt, Saszeńka. Jakbyś się kiełbaso obwiesił to może pies by pomerdał ogonem, ale tak to nie... Nie. Ty, Sasza, nie istniejsz, nie ma cię. Ty co najwyżej światło zasłaniasz w autobusie panu profesorowi, co czyta gazetę. Tyle cię jest, ile tego światła nie ma. Aaaa... A zadajmy sobie pytanie, czy to wszystko prawda? Obiektywnie, zadajmy sobie pytanie, czy te jesteś nikim, czy tez jesteś jednak kimś? No i co się szczerzysz tymi szczerbami, Saszeńka? Daj no po ogórcu, przegryziemy, bo w gardle piecze... Ło...do...eee, ehh... dobry... Widzisz Sasza, godzina druga w nocy, a my pilnujemy szafy. Szafy pilnujemy. Wydawać by się mogło, że nieł... istła... tneł... moł, Saszeńka, masz chleba, zagryź... że szafa jak szafa. A na niej cały świat postawiony, Saszeńska, cały świat. Że żelastwo! Nie żelastwo, ale aluminium, będzie ze dwa kilogramów, to by i na pół litra było ze złomu, no ale to opieczętowane! A czmu, pytasz? Bo to nie takie zwyłe aluminium. Widzisz, dwa lata temu przyjechał do Rosji prezydent z Polszy. Mówio: kura nie ptica, Polsza nie zagranica. Prawda, no ale zawsze. Teraz to oni tam zapomnieli, jak za Hitlera było i kto ich wyzwolił, ale sobie jeszcze przypomno, Saszeńska, przypomno... Nie sam przyjechał, ale z żono i cało generalicjo.

Pierdut i nie ma. Rozstrzasło się, Saszeńska, w drobny mak. Sekunda i po sprawie, przepadli, wsie pogibli. No teraz uważaj. Jak się na rosyjskiej ziemi rozbije samolot z takimi ważnymi figury, to nieprzyjemna sprawa jest, Saszeńka. Mało to wrogów Matki Rosji na świecie? Ten ichni prezydent to też, Saszeńska, przyjazny nie był, nie... Tak mówio, bo ja to tam nie wiem, mnie nic nie zrobił. No w każdym razie zaraz zaczęli gadać, nasi, nie nasi, tu i ówdzie, wiesz... nasi, że mołodiec Władimir Władimirowicz, że po kagiebosku, jak z nagana, żeby wiedzieli... A obcy tam, że to jak to tak gościa utłuc we własnym domu? Sprawa nieprzyjemna! Sprawa polityczna! Ja się na polityce nie znam, ty to w ogóle nie wiesz, co to... No... i co?

Ludzie gadajo, ale żeby z gadania co było, to dowód jakiś musi być, prawny, tak? Jak Owincewa zapuszkowali pod zarzutem, że tu w Instytucie miedź krad, to też musieli mieć dowód. Mordę mu obili nie raz nie dwa na komisariacie, to nie dość, że się przyznał - tak to ja - powiedział, to jeszcze pokazał śledczym, gdzie zakopał. Dowód był to i poszedł siedzieć, no! No i teraz... nalej, no, nalej... No! I teraz przyjechali śledczy z Polszy, żeby badać wraka, co pozostał po ty delegacji, tak? Wiadomo, oni tu w Rosji nikogo po mordzie bić nie mogą. Mogą poprosić, żeby kto inny nakład, ale samemu to i nie wypada, i nie za bardzo jak, bo oni z Polszy... To niby jak, obywatela sowieckiego po mordzie?

No ale co? Chcieli zbadać, badajcie, u nas nic do ukrycia. Badali. Nawieźli, Sasza, tych odkurzaczy, suszarek, a ch.. wi czego i badali. No i – sam słyszałem – major Łakomyj mówił do samego generała Sztuczkina, a ja korytarz polerowałem akurat w tym czasie, że znaleźli, Saszeńska. Mówią, że trotyl, tak jak na kopalni. I teraz zobacz. Zapakowali te żelastwo, obwiesili taśmo z pieczątko i z napisami po polsku, czy po angielsku, ja nie wiem, i zamknęli w szafie. I majo za pół roku, Saszeńska, przyjechać, zabrac w Polszu i jeszcze raz tymi odkurzaczami, suszarkami, ch..j wi czym. Albo wyjdzie, albo zwietrzeje, znaczy mało tego trotylu było, jak zwietrzeje. Ale z drugiej strony, Saszeńka, a jakby nie zwietrzał? Ty wiesz, co by było? Wojna nuklearna to najmniej, a może i kontrrewolucja! No co tak patrzysz? To nie przelewki, bo wyszło by na to, że to co ludzie gadali to prawda była, że Władimir Władimirowicz, albo jesli nie on to któryś z tych gienierałów... no... pierdut i po sprawie... Pijany był może, a może po złości, albo... polityka! I teraz popatrz, to wygląda na to, że losy całego świata w naszych rękach! Jest ten trotyl, nie ma? Nie wiemy.

Ale w szafie... nalej teraz, wypij i słuchaj... w szafie pułkownika Liebiedkina to z pięć kilogramy tego złomu jest i tam ani śladu jakiegoś tam trotylu. Skąd wiem? Aaaa! Bo mi sam Liebiedkin pokazał i mówi: Iwanie Stiepanowiczu, powiem wam w zaufaniu, bo wy jesteście człowiek zaufania godny. Śledczy z Polszy jakieś nam tu machloje, a może i nawet świnie chcą podłożyć, bo na żadnym kawałku złomy, co go my badali – tak mówi – żadnego trotylu niet. A na ich... co wezmą, to im suszarka, czy inny tam odkurzacz, ch..j wi co, brzęczy. To może być przemyślane, Saszeńka. Nawet mi pokazał, Liebiedkin... śmiał się, że te polskie plomby, to on w biurku ma. Czy te same, czy inne, nie wiem. No ale mówi do mnie Liebiedkin, że jak nie zwietrzeje ten trotyl, to wszystkich nas tu... na zbity pysk, jak psy.

Za co nie wiem, ja tam nic do tych z Polszy nie mam, ale Liebiedkin mówi, że nie ważne – masz nie masz, jak wszyscy na zbity pysk, to wszyscy. No i tak sobie myślę Sasza, żeby uniknąć zawieruchy, międzynarodowy, to może byśmy tak pomieniali? Te z szafy Liebiedkina na te z ty? Kilogram złomu to jest kilogram złomu, jak kto nie żyje, to już umarł, nic mu się nie pomoże... Pomnik można postawić i tyle. A co co żyją, niech żyją! Ci co majo robotę, niech majo. No co? A kto tu będzie pretensje miał, Saszeńska, przecież to dla wszystkich dobrze! Taśmo się poobkleja, pieczęcie przyłoży, te z liebiedkinowy szafy, i niech badajo temi odkurzaczami, suszarkami, ch..j wi czym. Do usrany śmierci. Ojczyznę człowiek wybawi z kłopotu, ba! Samemu Władimirowi Władimirowiczowi pomoże! To i on pomoże człowiekowi na – ja wiem – emeryturę jako przejść kiedyś... Ja sam nie dam rady, w krzyżu mnie łamie i drzwigać nie mogę. Taśme założe, pieczątki przybije, klucze mam do pułkownika pokoju, a szuflade otwarto zostawił, sam widziałem... Ja ci flaszku kupie w podziękowaniu... No jak, Saszeńska, pomożesz?

PUŁKOWNIK LEBIEDKIN: Dwóch potrzebuję, towarzyszu, bo pospadali z dachu. A czort ich wie, popili się, na dach wleźli i jeden z drugim w dół! Z szóstego piętra na beton. Weźcie mi jakichś takich pewnych, co pracowali w resorcie i wiedzą, kiedzy widzieć, a kiedy nie patrzeć... no, wdzięczny będę, no... dziękuję, na razie... Nie, szafa zabezpieczona, sam sprawdzałem. Wszystko jest, taśma, pieczątki... nie no gdzie... Gdzieby tam ruszyli, zapowiedziane mieli, że nawet palcem... Wiecie, my tam nic nie mamy do ukrycia, ale żeby nie było, przyślijcie dwóch do pilnowania na noc...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

A jakby coś, to się nowe próbki wyprodukuje.
Pół roku, to szmat czasu.
Że co?
Że materiał?
A mało to w Samarze materiału?
Po tym remoncie, to na pewno dużo zostało...
Władimir Władimirowicz może przecież cały sowiecki
potencjał zatrudnić, aby próbki wyprodukować!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Tylko ta myśl ma wartość, która przekona kogoś jeszcze

#302890

Seiko.Wczoraj w Radio Maryja w : Rozmowach niedokończonych : o godz.21.40,Antoni Macierewicz stwierdził;Badanie próbek z garsonki p.Bonkowskiej ;podesłanych; naukowcom z USA trwało 48 godzin.Naszym nieukom i ruskom potrzeba pół roku.Kuriozum.Dziękuję autorowi za tekst.Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Seiko

#302900

To ja dziękuję.

Przecież nie będą 6 miesięcy badać, ale 6 miesięcy szantażować.

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#302962

Dokładnie, jutro podejdę analitycznie

Serdeczności

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#302961