Kryzys zaczyna boleć

Obrazek użytkownika rewident
Gospodarka

300 szwaczek zakładu Lear w Tychach zostało „zaproszonych” o 2 nad ranem na stołówkę. Paniom wręczono znienacka wypowiedzenia z pracy i odwieziono w asyście ochrony do domów. PLL LOT rozważa zwolnienie 250 pracowników. Kilka tysięcy pracowników z zakładów ze Stalowej Woli protestowało w Rzeszowie przeciwko pogarszającej się sytuacji ekonomicznej ich zakładów wywołanej drastycznymi podwyżkami cen energii i spadkiem zamówień. Zelmer ogłasza zatrzymanie produkcji na tydzień. Polacy zwolnieni z czeskich zakładów zostają z naruszeniem prawa unijnego odesłani do Polski po zasiłek dla bezrobotnych.

Liczba fatalnych informacji narasta w sposób lawinowy. Podczas gdy, na tak zwanej polskiej prowincji, tysiące pracowników traci pracę, w Warszawie firmy tną budżety inwestycyjne, wdrażają programy oszczędnościowe i blokują podwyżki dla pracowników. Atmosfera gęstnieje i coraz więcej ludzi zaczyna odczuwać kryzys w sferze realnej. Pojawia się coś, czego od dobrych 3 lat nie było w naszym kraju – poczucia zagrożenia i niepewność jutra.

W tym samym czasie Premier wyjeżdża na urlop, a jego przyboczny Palikot uskutecznia błazeńskie popisy. Minister finansów wdraża nonsensowny, krytykowany nawet przez twardych zwolenników Platformy, plan oszczędnościowy. Niespodziewanie połajanki pojawiają się ze strony lewicowej niemieckiej gazety Die Welt: „Z kolei w Polsce rząd próbuje wyrównać mniejsze przychody z podatków poprzez cięcia w wydatkach. Kraj ten chce wszelkimi siłami spełnić kryteria z Maastricht, by w 2011 roku móc przystąpić do strefy euro. Tym samy jednak rząd ryzykuje, że kryzys gospodarczy jeszcze się zaostrzy i ostatecznie Polska nie zostanie przyjęta do klubu euro” Trudno się nie zgodzić z tą opinią, skoro jedyny czynnik podtrzymujący wzrost w czasie kryzysu, a wiec inwestycje infrastrukturalne, leży jak długi. Widać to jak na dłoni w statystykach wykorzystania środków unijnych (ujemny bilans w wysokości 1,5 mld zł), które po prostu przerażają. Jest jasne, że rzeczone oszczędności Rostowskiego mogą zostać zrealizowane tylko poprzez ograniczenie wydatków na budowę dróg, autostrad, obwodnic, lotnisk, oczyszczalni ścieków itp.

Co gorsza, „wyspa stabilności” – jak jeszcze trzy miesiące temu nazywał Donald Tusk nasz kraj, stała się celem ataków wszelkiej maści spekulantów. Od listopada 2007 roku, z więc od chwili powołania rządu PO-PSL korona czeska umocniła się o blisko 20% w stosunku do złotówki. Analogicznie, węgierski forint, waluta kraju na granicy wypłacalności, wzmocniła się o 10%. Jak widać, żałosne podrygi niby-ministrów rządu RP, nie wzbudziły entuzjazmu poważnych inwestorów. „Ekonomiści” związani z Platformą Obywatelską starają się wytłumaczyć załamanie kursu waluty i indeksów giełdowych tendencjami panującymi na tak zwanych rynkach wschodzących”. Jednak powyższe porównanie zmian kursu złotówki do innych walut regionu oraz fakt, że WIG20 spadł dużo bardziej niż inne indeksy giełdowe w Europie Środkowej, skutecznie obala tego typu argumentację.

Tak więc rząd kierowany słupkami sondażowymi i prymitywnym PR sam wpadł w swoje sidła. Dziś głupawe popisy ministrów i działaczy PO tylko drażnią zagrożonych bezrobociem obywateli. I nie jest tu istotne czy bezrobocie pod koniec roku osiągnie poziom 13, 15 czy 20%. Liczy się zmiana sentymentu i sposobu odczuwania wśród elektoratu. Każdy się już czegoś boi, a dotychczasowe „luzackie” podejście do życia ustępuje oczekiwaniom na szybkie działania i twarde przywództwo. Polityka Miłości zdycha na naszych oczach, podobnie jak każdy inny demagogiczny i populistyczny projekt. Teraz liczą się czyny, nie cuda.
Prawo i Sprawiedliwość ma dziś dużą szansę na odzyskanie zaufania społecznego. Załgana propaganda mediów lewicowych, nawołująca do obalenia „dyktatury Kaczorów” i wskazująca palcem PiS, jako źródło opresji dla obywateli, przestaje dziś działać. Z kolei tuskowe miny i frazesy zaczynają drażnić coraz bardziej. Pierwsze sygnały zmian w preferencjach wyborców już mamy. Pomaga w tym nowy wizerunek i język PiS. Partia ta jednak musi pamiętać, że tylko kombinacja stanowczości Jarosława Kaczyńskiego oraz technokratycznych działań otaczających go ekspertów przyniesie pozytywne rezultaty. Polacy czekają na prawdziwy rząd, a nie grupę uśmiechniętych pacynek medialnych.

http://firma.onet.pl/1912026,wiadomosci.html
http://biznes.onet.pl/2,1911146,wiadomosci.html
http://www.parkiet.com/artykul/7,779097_Wstrzymano_produkcje_w_zakladach_Zelmera.html
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6239135,_Die_Welt___Polsce__Wegrom_i_Czechom_grozi_krach.html?skad=rss

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Donaldu powiedział,że nie dotknie zwykłych ludzi,to co te kobitki to są jakies niezwykłe ma się trozumieć?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#12881

Sorry, ale naprawdę uważasz, że w sprawach gospodarczych powinna nam doradzać niemiecka lewica?
Wszelki interwencjonizm tylko pogłębi i przedłuży kryzys. I nie ważne co by miał PiS w swoim programie gospodarczym - ten program kompromituje te partię jako rzekomo konserwatywną.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#12925

Interwencjonizm nie jedno ma imie. Na pewno szodliwe byłyby teraz interwencje banku centralnego na rynku walutowym, bo to byłaby gratka dla spekunatów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#12967