Polacy jak świnki doświadczalne

Obrazek użytkownika rewident
Gospodarka

Swego czasu Donald Tusk powiedział, że poziom indeksów giełdowych obrazuje skuteczność rządzących. Nie spodziewał się zapewne jak szybko te nieopatrznie wypowiedziane słowa obrócą się przeciwko niemu. Oczywiście można wziąć w obronę premiera argumentując, że obecna bessa jest wynikiem kryzysu finansowego wywołanego przez aferzystów z USA. To prawda, ale w całej sprawie ważniejsze jest co innego.

W okresie rządów PiS Gazeta Wyborcza opublikowała na pierwszej stronie wykres WIG20, który spadł na sesji poprzedniego dnia. Redaktorzy Gazety twierdzili, że było to wynikiem jakiejś decyzji Prezydenta Kaczyńskiego. Wtedy słowa Tuska wpisywały się w pewną atmosferę jaką udało się stworzyć mediom w Polsce. Za wszystko, co złe odpowiadał Jarosław Kaczyński i jego brat. Wszystko, co dobre i postępowe, zawdzięczaliśmy Balcerowiczowi, Tuskowi i lewicy laickiej.

Gazeta Wyborcza słabnie, ale wciąż w szerokich kręgach polskiej inteligencji pozostało przeświadczenie o słuszności polityki prowadzonej przez „ekspertów” z Platformy Obywatelskiej. W końcu Jarosław Kaczyński nie ma konta w banku i „mlaska”. Jak ktoś taki może znać się na ekonomii? A Donald Tusk ma dobry garnitur i jest na „ty” z kilkoma bankierami.

W tym miejscu warto odwołać się do dwóch kwestii szczegółowych, a mianowicie roli oszczędności budżetowych i deficytu oraz udziału kapitału zagranicznego w gospodarce. Podstawowym błędem popełnianym przez zwolenników ograniczania deficytu jest przeniesienie doświadczeń indywidualnych na plan makroekonomiczny. Wszyscy wiemy, ze zadłużanie naszych rodzin jest niebezpieczne, bo może zakończyć się wizytą komornika. Stąd potrzeba racjonalnego gospodarowania gotówką i unikanie życia „ponad stan”. Najlepszą sytuacją każdego obywatela jest całkowity brak zadłużenia. Jednak na taki luksus może sobie pozwolić bardzo niewiele osób.
W przypadku firm, korporacji i państw sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Stały poziom długu jest nie tylko zjawiskiem koniecznym, co niezbędnym do zapewnienia rozwoju. W przypadku podmiotów gospodarczych pewien rozsądny poziom zadłużenia pomaga osiągnąć odpowiednie tempo wzrostu. Poza tym, choć trudno w to uwierzyć, kapitał obcy jest najczęściej tańszą formą finansowania niż kapitał własny.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku budżetu państwa. W okresie prosperity nadwyżka budżetowa jest czymś pożądanym, jednak, kiedy nadchodzą chude lata, deficyt budżetowy pomaga zachować odpowiedni poziom inwestycji i konsumpcji, co znacznie łagodzi społeczne i gospodarcze skutki kryzysu. W długim okresie państwo pozostaje jednak zawsze czyimś dłużnikiem. Istotna jest tutaj proporcja wartości zadłużenia do poziomu PKB, a ta w Polsce jest wciąż na bezpiecznym poziomie.

Drugą kwestią jest rola kapitału zagranicznego jako stymulatora rozwoju gospodarczego. Od początku transformacji ustrojowej macherzy od propagandy starają się wbić Polakom do głowy, że tylko kapitał zagraniczny może zapewnić nam stabilny rozwój. Przeanalizujmy zatem jak poszczególne kraje reagują na obecny kryzys finansowy. Największy spadek PKB notują państwa takie jak Irlandia, Hiszpania i kraje bałtyckie. Niemcy i Francja również boleśnie odczuwają kryzys, ale skala spadku PKB jest mniejsza i, co najważniejsze, nie istnieje poważne ryzyko niewypłacalności budżetu. Okazuje się, że każde z państw pogrążonych dziś w kryzysie finansowało swój rozwój zagranicznymi kapitałami. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj porażka polityki gospodarczej Litwy, Łotwy i Estonii, których działania jeszcze w 2007 roku były dla antypisowskich ekonomistów wzorem rozsądku i zarazem dowodem na opieszałość polskiego rządu.

Dzisiejsze próby ograniczenia wydatków państwa o 17 miliardów złotych są bardzo szkodliwe i przede wszystkim niemożliwe do zrealizowania. Minister Rostowski i premier Tusk wywołali już popłoch we wszystkich ministerstwach, które nie będę w stanie dostarczyć obiecanej kwoty oszczędności. Jest oczywiste, że prawdziwe cięcia nastąpią w obszarze inwestycji. Prawdopodobnie przyjdzie to rządowi dość łatwo, bo program budowy dróg i tak się załamał, a więc „oszczędności” pojawią się niejako w sposób naturalny.

To wszystko bardzo źle wróży Polsce. Obawiam się, że koalicja PO-PSL rękoma oszalałego ministra finansów przeprowadzi na Polakach pewnego rodzaju eksperyment ekonomiczny. Może, w przyszłości, ktoś napisze doktorat albo habilitację analizując efekty polityki ministerstwa finansów w latach 2008-2010. Świadomie zawężam tę perspektywę czasową. Rekonstrukcja rządu jest przecież tylko kwestią czasu.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

ma podobne odczucia. nie wiem, czy to co oni wyprawiają się z MON-em to tylko głupota.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#12547