I kto tu blefuje?

Obrazek użytkownika rewident
Kraj


Pan Łukasz Warzecha skrytykował Prezydenta za jego konsekwentne dążenie do wyjazdu na szczyt Unii Europejskiej. Podobno ma to wiązać się z jakimiś stratami wizerunkowymi dla Lecha Kaczyńskiego, którego rzekomo większość Polaków obarcza odpowiedzialnością za każdy konflikt z Premierem. Trzeba przyznać, że spór Prezydent-Premier wygląda dość groteskowo, jednak moja percepcja całej sprawy wygląda inaczej niż u Redaktora Warzechy. Dla przejrzystości postu odpowiadam na każdy z pięciu punktów podniesionych przez szanownego adwersarza. Pan Redaktor napisał, że Prezydent nie ma racji, bo:

Raz dlatego, że choć nasza konstytucja jest faktycznie stosunkowo nieprecyzyjna, to jednak więcej - w tym uzus - przemawia za tym, że bieżącą politykę zagraniczną wykonuje i kieruje nią rząd."

Prezydent musi angażować się w politykę zagraniczną, bo jest Głową Państwa. Szczerze mówiąc, nawet gdyby Konstytucja jasno definiowała ten obszar polityki jako wyłączna domenę rządu, Prezydent powinien się w nią włączać. Czy podpis pod Traktatem Lizbońskim jest aktem polityki wewnętrznej czy zagranicznej? Skoro Platforma wymaga od Prezydenta złożenia podpisu pod Traktatem, a więc włączenia się w politykę zagraniczną, dlaczego odmawia mu prawa przedyskutowania tej czynności na arenie międzynarodowej? Przecież to nonsens.

Dwa, bo jakiś czas temu obie strony konfliktu podjęły próbę rozsądnego rozstrzygnięcia go w taki sposób, żeby prezydent pojawiał się na szczytach Sojuszu Północnoatlantyckiego, a premier - na szczytach Unii Europejskiej."

Dobrze, ze Pan Redaktor pisze „podjęły próbę". Po „podjęciu tej próby" napuszczony przez Tuska Palikot nazwał Prezydenta „trupem na kółkach". Zresztą nikt nie widział jakichkolwiek uzgodnień na piśmie czy jakiegoś protokołu uzgodnień. Nawet gdyby taki dokument istniał, Prezydent miałby w dalszym ciągu prawo reprezentowania naszego kraju za granicą. Ironizując i odwracając zarzut, można powiedzieć, że rząd Donalda Tuska wchodzi w natowskie kompetencje Prezydenta, bo kontaktuje się poprzez MON z naszymi partnerami w NATO.

Trzy, bo poza Gruzją obecny szczyt ma się zajmować kwestiami, do rozpatrywania których potrzebne jest zaplecze ministerialne i dobre przygotowanie eksperckie - i tak będą przygotowane inne delegacje. Prezydent podejmujący jakieś decyzje czy zobowiązania a vista może tu przynieść więcej szkody niż pożytku.

Na tego typu spotkaniach wszelkie zobowiązania mają charakter bardzo ogólny. Prezydent nie będzie z pewnością na oczach Sarkozy'ego i Merkel analizował arkusza Excela z wyliczonymi kwotami mlecznymi. Słusznie Pan Redaktor prawi, że od tego są eksperci i przez chwilę załóżmy naiwnie, ze gabinet Tuska takich ekspertów posiada. Z tego powodu Prezydent nie sprzeciwia się obecności licznej delegacji rządowej. Przypomnijmy może niedoinformowanym, że Prezydent zaprosił już Premiera do swojego samolotu, a Premier - wręcz przeciwnie - nakazał Klichowi zablokować wyjazd Kaczyńskiego tłumacząc się chorobą pilota.

Cztery, bo grożący nam katastrofą gospodarczą pakiet klimatyczny w takim kształcie i z takim terminem wejścia w życie, to wynik zeszłorocznych decyzji nie kogo innego, jak samego prezydenta Kaczyńskiego. Wolę, żeby ratowaniem sytuacji zajął się teraz rząd.

Tak mówi rząd i widać wyraźnie, że łże jak z nut. Prezydent na pewno podjął tylko jakieś ogólne zobowiązania co do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla. I słusznie, bo o roślinki i zwierzątka dbać trzeba. Rzecz w tym, że niedołężny Tusk i jego kompania nie jest w stanie wynegocjować korzystnych warunków dla Polski. Odpowiedzmy sobie szczerze, czy miękki rząd, który najpierw deklaruje bezwzględną rozprawę z PZPN, aby 24 godziny później ustąpić na całej linii - czy taki rząd jest w stanie bronić interesów swojego kraju, kiedy po drugiej stronie stołu siedzą stare wygi, sowicie opłacane przez zachodni biznes? Panie Redaktorze, czy człowiek, który deklarował wprowadzenie II Irlandii, sam nie mając pojęcia o wysokości podatków w tym kraju - czy ktoś taki może zając się czymś w sposób profesjonalny. Wolne żarty, Panie Łukaszu!

Pięć - bo sytuacja, gdy prezydent przylatuje do Brukseli czarterem, z lotniska jedzie - bo ja wiem? - taksówką i bez identyfikatora próbuje na tak zwaną gębę dostać się do sali, gdzie miejsca polskiej delegacji są już zajęte, będzie bez dwóch zdań kompromitująca dla Polski. I nie to jest nawet najgorsze, co sobie tam jedni czy drudzy pomyślą czy o nas napiszą. Na to możemy bimbać. Najgorsze jest to, że nasi unijni partnerzy ze swoimi precyzyjnie działającymi aparatami dyplomatycznymi bezbłędnie takie sytuacje wyławiają, analizują i w odpowiedni sposób użyją przeciwko nam, gdy będą mieć w tym interes.

Powiem więcej, oni JUŻ wykorzystują błędy naszej dyplomacji przeciwko nam. Z pewnością klęska Sikorskiego na Białorusi została odnotowana przez wszystkie stolice europejskie. Innymi słowy, delegacja Polski bez Kaczyńskiego będzie delegacją frajerów i chłopców do bicia. Co do przepustki na spotkanie, to Pan Redaktor trochę puścił wodze wyobraźni. Zapomniał, że Prezydent otrzymał imienne zaproszenie od Sarkozy'ego.

Mam osobiście nadzieję, że Lech Kaczyński pojawi się na szczycie Unii Europejskiej. Ktoś musi przypilnować, aby kapitulancka postawa Premiera za bardzo nie zaszkodziła Polsce. Jeśli chodzi o PR to ostatnio Prezydent znalazł uznanie opinii publicznej w kwestii referendum w sprawie prywatyzacji służby zdrowia oraz zwołania Rady Gabinetowej. Jego notowania, w nawet niechętnych mu sondażowniach, nie spadają - rządu natomiast, pikują na łeb, na szyję. Jak widać nie wszystko w naszym kraju odbywa się po myśli 80% dziennikarzy, którzy glosowali na PO w ostatnich wyborach. Są jeszcze obywatele, którzy oceniają ludzi po czynach, a nie tylko czczych deklaracjach.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Musi wyrobić norme.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#6312

Bardzo celne punktowanie pana Warzechy. Blogerzy górą (tak jak zwykle zresztą;).
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#6313