Polityka zagraniczna na Święta

Obrazek użytkownika piotr.wolejko
Świat

Święta to nie tylko czas spotkań z najbliższymi, ale również świetna okazja do spędzenia chwili wolnego czasu na lekturze interesujących książek bądź prasy. Odpoczynek od codzienności (po trosze także od rodziny - nie można w końcu spędzać każdej minuty razem) jest niezbędny dla czystości umysłu. Pozwalam sobie polecić kilka wartych uwagi tekstów opublikowanych w prestiżowym amerykańskim magazynie Foreign Policy :

1. "Czy tracimy Kair?" ( Losing Cairo?) pyta Andrew Albertson, odnosząc się do czerwcowego przemówienia prezydenta Baracka Obamy w stolicy Egiptu. Obama kierował swoje słowa do wszystkich muzułmanów, próbując przekonać ich, że Stany Zjednoczone stoją po ich stronie - przede wszystkim stojąc na straży godności człowieka, demokracji czy wolności obywatelskich. Słowa amerykańskiego prezydenta spotkały się z pozytywną reakcją młodej populacji państw muzułmańskich, ale za retoryką nie poszły czyny. Gorzej, niedawne przemówienie sekretarz stanu Hillary Clinton w Maroku można odebrać jako odwrót od polityki promowania wartości. Teraz liczy się pragmatyzm i możliwość dogadania się. Młodzi ludzie czują zawód.

Amerykanie znajdują się w bardzo niewygodnej pozycji. Z jednej strony, dla doraźnych korzyści politycznych, muszą zabiegać o wsparcie aktualnych władców państw muzułmańskich (głównie arabskich). Oznacza to przymykanie oczu na represje polityczne, parodiowanie demokracji (jak w Egipcie) czy zwalczanie opozycji demokratycznej i inne. Z drugiej strony, długoterminowe cele Stanów Zjednoczonych zakładają pozyskanie dzisiejszych nastolatów oraz dwudziestoparolatków. Za dwie dekady dzisiejsza młodzież będzie odgrywać kluczową rolę w polityce swoich państw. Powinno się więc wspierać rozmaite ruchy i organizacje, które zyskały popularność wśród młodych. Oznaczałoby to jednak spór z rządzącymi dziś autokratami. Krótkoterminowe zyski mogą przekształcić się w długoterminowe straty. Prawdziwa kwadratura koła.

2. "Zabili mojego prawnika" ( They Killed My Lawyer ) to poruszający artykuł autorstwa Williama Browdera, założyciela i byłego CEO funduszu Hermitage Capital Management, niegdyś największej firmy inwestycyjnej w Rosji. Browder przedstawia ciąg wydarzeń, które doprowadziły do śmierci rosyjskiego prawnika Siergieja Magnickiego. Adwokat został zatrudniony przez Hermitage, aby wyjaśnić nagłe problemy funduszu, który znalazł się na celowniku rosyjskich służb i urzędów. W efekcie zorganizowanej akcji firma musiała w ciągu kilkunastu miesięcy zwinąć żagle, a jej pracownicy i szefostwo uciekło z Rosji.

Jednak Siergiej Magnicki nie chciał uciekać. Stawił czoła skorumpowanej i działającej absolutnie poza prawem machinie, na czele której stali wysoko postawieni oficjele z rosyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych . Zamiast sprawiedliwości, adwokat znalazł się w areszcie. Wielokrotnie przerzucano go z jednej placówki do następnej, o coraz ostrzejszym rygorze i gorszych warunkach bytowych. Systematycznie odmawiano m.in. prawa do kontaktu z lekarzem, odrzucano lub ingorowano wszystkie zażalenia i skargi na warunki zatrzymania oraz samo aresztowanie.Nie pozwolono mu także na widzenia z żoną i dziećmi.

Jak napisał Browder, Siergiej w momencie aresztowania był zdrowym i pełnym wigoru 36 latkiem. Po jedenastu miesiącach zmarł. Śmierć nastąpiła w niejasnych okolicznościach w połowie listopada br. Mimo ciężkich warunków i kolejnych szykan, pisze Browder, Magnicki nie poszedł na współpracę ze skorumpowanymi oficjelami. Zmarł jako człowiek honoru. Wielbiciele Rosji nie powinni czytać tego artykułu, gdyż może on zburzyć ich dobre samopoczucie.

3. W artykule "Krawe diamenty wróciły" ( Blood Diamonds Are Back ) Greg Campbell, autor książek o problemach wywołanych przez handel nielegalnie wydobywanymi diamentami, przypomina że problem nie zniknął. Nadal wydobywa się i sprzedaje, także na czarnym rynku, ogromne ilości diamentów. Zyski z tego procederu czerpią autorytarne reżimy bądź zwykli przestępcy, a cierpią zwykli ludzie, wykorzystywani do niewolniczej pracy z wycelowanymi w siebie lufami karabinów.

Problem "krwawych diamentów" miał zniknąć wraz z tzw. Procesem z Kimberley, wspólną inicjatywą rządów państw importujących i eksportujących diamenty, firm z branży oraz organizacji pozarządowych. Wkrótce minie dziesięć lat istnienia procesu. Opiera się on na certyfikowaniu eksportowanych diamentów, aby można było zidentyfikować skąd pochodzą. System jest jednak dziurawy i wymaga zmian. W międzyczasie na krzywdzie ludzkiej wielu zwyrodnialców buduje fortuny .

4. "Jak uporządkować armię afgańską" ( How to Whip Afghan Army Into Shape ) radzi Mark Moyar, profesor bezpieczeństwa narodowego na U.S. Marine Corps University, odnosząc się do strategii administracji Obamy, której celem jest wzmocnienie afgańskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i przerzucenia na nie odpowiedzialności za zwalczanie rebeliantów. Ważniejsze nawet od szkolenia szeregowców jest wyszkolenie dowódców. Problemem jest tutaj korupcja oraz kolesiostwo, przez które wysokie stanowiska dowódcze zajmują często przyjaciele, prawdziwi lub polityczni, wysoko postawionych oficjeli w administracji prezydenta Karzaja. Istotne jest także wyszkolenie niższych stopniem oficerów i podoficerów. A jest to proces długotrwały i wymagający wiele wysiłku . Doświadczenie wskazuje, że na wytrenowanie wyżej wymienionych potrzeba 10 lat.

Moyar przywołuje wypowiedź amerykańskiego ambasadora w Kabulu, emerytowanego generała, który podkreśla wagę "jakości" wyszkolenia: " Dziesięciu dobrych policjantów jest lepszych od stu skorumpowanych, a dziesięciu skorumpowanych może bardziej zaszkodzić naszemu zwycięstwu niż jeden talibski ekstremista ". Na dziś afgańska policja jest obrazem nędzy i rozpaczy, trochę lepiej przedstawia się sytuacja w armii. Autor tekstu w Foreign Policy podkreśla jednak, że braki wśród doradców niezbędnych do wyszkolenia afgańskich kadr przekraczają 50 procent.

Trzecią istotną kwestią jest współpraca, nie tylko bojowa, wojsk amerykańskich i sojuszniczych z siłami afgańskimi. Do tej pory żołnierze spotykali się tylko w wyznaczonym miejscu i przeprowadzali wspólną akcję, a następnie wracali do swoich, oddzielnych baz. Teraz Amerykanie mają częściej stacjonować wspólnie z Afgańczykami, bliżej populacji, którą chronią, zapobiegając przy okazji m.in. dezercji wśród afgańskich wojsk.

Powyższe artykuły wzbogacą wiedzę i wypełnią czas w sposób pożyteczny. A może Wy, Drodzy Czytelnicy, chcielibyście polecić innym interesującą lekturę na świąteczny czas? Zachęcam do podzielenia się linkami w komentarzach.

Piotr Wołejko

 

grafika: foreignpolicy.com

Ocena wpisu: 
Brak głosów