Dzień z życia kasjera

Obrazek użytkownika LunarBird
Blog

Przysiągłem sobie, że opiszę tutaj standardowy dzień z życia kasjera jednej z największych sieci supermarketów. Bo ludziom się wydaje, że taki kasjer tylko siedzi sobie cały dzień i bąki zbija. Nikt tak naprawdę z klientów (no... prawie nikt) nie uświadamia sobie, czym jest praca kasjera. Więc oto dzień z życia Janka Kowalskiego.

Janek stale miał do pracy na popołudnie, bo mieszkał najbliżej. W pracy trzeba było zjawić się kwadrans wcześniej. A to z kilku powodów. Po pierwsze oczywiście firma miała w dupie kodeks pracy i stwierdzała, że praca zaczyna się w chwili przyjścia kasjera na kasę. Nie w chwili wejścia do sklepu, nie w chwili wejścia do szatni, a nawet nie w chwili wejścia na salę sprzedaży. "Kierownice", jak je prywatnie Janek nazywał, stale powtarzały, że o godzinie rozpoczęcia pracy on ma już siedzieć na kasie. Do tego zegarek w biurze się śpieszył dobre 10 minut. Ale sklep zamykało się według komputera, a nie zegarka w biurze.  Innymi słowy codziennie Janek miał 10 minut pracy w plecy. Bo musiał przyjść do pracy według zegarka w biurze, który się śpieszył i jakoś żaden z kierownictwa nie miał ochoty ustawić go porządnie. Natomiast sklep zamykano i z pracy się wychodziło według zegarka systemu, który chodził w miarę punktualnie. Żeby było ciekawiej firma teoretycznie nie dopuszczała nadgodzin. Ale w praktyce nieraz jak kierowniczka chciała, to się przychodziło na zasadzie "teraz przyjdziesz i zapiszę ci wolne, a potem oddam ci". Tylko z tym oddawaniem bywało rozmaicie. Jedyna dobra rzecz w tej akurat firmie była taka, że o obsadzie decydował kierownik sklepu. W wielu sieciach jak choćby w Biedronce czy Lidlu kierownik regionu jest praktycznie udzielnym władcą od wszystkiego. To on o wszystkim decyduje. Efekty bywają takie, jak sytuacja w Biedronce, która zdarzyła się nie tak dawno w stolicy. Przyszła nowa kierowniczka regionu i na dzień dobry poleciało 10% pracowników. Za co? Powód się zawsze znajdzie, z tym nigdy nie ma problemu.

Dzień w pracy zaczął się od rozmowy z kierowniczką zmiany. Kierowniczka stwierdziła, że Janek ma procent transakcji firmową kartą programu lojalnościowego poniżej wszelkich norm. Janek zwykle nic na takie stwierdzenia nie odpowiadał, tym razem stwierdził zimno, że przecież pyta klientów. Siłą im wyrywał nie będzie. Kierownicto firmy zdaniem wielu kasjerów upadło ostatnimi czasy na głowę. Podjęto decyzję, że każdy kasjer ma mieć przynajmniej połowę transakcji z użyciem firmowej karty lojalnościowej. Nikogo rzecz jasna nie obchodziło, skąd kasjer tyle tych transakcji weźmie. Kierownicy sklepów starali się bronić kasjerów - ale główne kierownictwo arogancko uznawało, że to kasjerzy są winni. Dochodziło do absurdów. Gdzieś w jakiejś pipidówie sklep sieci miał 70% udziału i zaraz kierownictwo dostało orgazmu. Nikomu z geniuszy na wysokich stanowiskach nie przeszło do głowy, że jak w tejże pipidówie innej sieci supermarketów nie ma to czemu klienci mają z programu lojalnościowego nie korzystać? A jak supermarket stał naprzeciwko szpitala albo obok autostrady to jakim niby cudem ma mieć tyle stałych klientów? Skąd? Taki sklep większość klientów zgarnia na zasadzie "byłem akurat w okolicy". Zresztą faktem było, że program lojalnościowy firmy był co najmniej beznadziejny. Janek pierwszy by wyrzucił swoją kartę gdyby nie to, że i tak nie bardzo miał czas robić zakupy gdzie indziej niż w pracy.

Zanosiło się na to, że po naczalstwo opatrzy się dopiero, gdy zostaną w firmie tylko ludzie, którzy nigdzie indziej z jakichś powodów przenieść się nie mogą. Już teraz zresztą było za mało kasjerów. Za co rzecz jasna opieprz od klientów dostawał zgadnijcie kto? Ano kasjerzy.

Dalej było tylko gorzej. Spróbujcie pracować gdy nie ma drobnych bo dostawa przychodzi tylko raz w tygodniu, a to często za mało, trzeba stale pamiętać o pytaniu klientów o program lojalnościowy, co klientów wnerwia i oczywiście opieprzają kasjera, wystarczy grosza nie mieć wydać i też łatwo można dostać opieprz... Po kilka razy Janek myślał, czy zapytał tego klienta o program lojalnościowy czy nie zapytał. A gdy się ma kilkunastu klientów na minutę pamiętanie takich rzeczy nie jest takie proste. Jakaś wielka dama wydarła się w kolejce, że w sąsiedniej kasie przeszło czterech klientów, a tu tylko jeden. Guzik prawda, kolejki były tak samo długie. Ale dama miała to w dupie, po prostu chciała się wyżyć. Jak coś jest nie w porządku to zwykle klient nie bawi się w szukanie winnego tylko opierdol dostaje kasjer. Nieraz się ma ochotę wstać i klientowi dosłownie przypieprzyć za chamskie zachowanie. Przyjdzie taki jeden z drugim pan za dychę, poczuje parę gropszy w kieszeni i już rozwala towar po sklepie, bałagani, przebiera, wydziera się na kasjera... On jest pan bo parę groszy ma. Kłaniaj mu się w pas...

Kierowniczka sklepu rzecz jasna wiedziała o tym doskonale i sama wielokrotnie powtarzała, jakie ma o klientach zdanie. Jankowi przez kilka lat pracy w tym sklepie zdarzył się jeden tylko wielce budujący incydent. Pomylił się przy wydawaniu reszty. Zwykła rzecz. Wystarczy że coś cię rozproszy, skleją się banknoty, ktoś odwróci uwagę. Klient udał się podły i zaczął głośno się wydzierać, wyzywać Janka od złodziei. Przyszła kierowniczka sklepu i próbowała go uspokoić, ale bez skutku. Zdenerwowało to ją w końcu i powiedziała twardo: "Jeśli się pan tu i teraz nie uspokoi to wezwę Policję! To jest psychiczne znęcanie się nad moim pracownikiem!" Nieoczekiwanie poparła ją klientka czekająca w kolejce: "Co pan sobie wyobraża! Jak tak można!? Kogo pan z tego człowieka robi!?" Poparł ją jeszcze ochroniarz: "Pan sobie myśli, że co on z tymi pieniędzmi zrobi, schowa do kieszeni? Tu są kamery, kasjerzy się rozliczają z każdej złotówki!" Klient dostał pieniądze i wyniósł się co prędzej ze sklepu.
Jankowi przez pół godziny od tego incydentu trzęsły się ręce ze zdenerwowania. Rzecz jasna nie wolno było mu powiedzieć do klienta ani słowa. Nie wolno mu było się bronić.
Ale to był tylko jeden przypadek, gdy ktoś stanął w obronie Janka. Zazwyczaj Janek musiał po prostu ścierpieć wszelkie brednie, jakie klienci o nim mówili.
Kasjer nie ma praw. Kasjer jest nikim. Kasjera można zwymyślać i on nie ma nawet prawa do obrony.

Dwie kasjerki znów swoim zwyczajem spieprzyły z kasy jak tylko wyczuły okazję. Zawsze tak robiły. Miały w dupie, że może kogoś przeszło 8 godzin na kasie wykończy psychicznie. Wyłączywszy przerwę, o którą też trzeba się było niejednokrotnie dodatkowo upomnieć. Bo królowała zasada "kto pierwszy ten lepszy". Kierownictwo o tym wiedziało, ale nic z tym nie robiło. Drobnych znów zaczęło brakować. Wyobraźcie cobie nastrój kasjera, gdy trochę uda mu się zebrać tych drobnych, jest trochę spokojniejszy, a potem przychodzi facet, kupuje piwo i płaci banknotem stuzłotowym. A zwykle takich klientów bywa minimum kilku jeden za drugim. Coś człowieka trafia. A klientów nic to wszystko nie obchodzi. Przyjdzie taki z gębą na pączki i kasjer ma mu obowiązek wydać resztę. I to jeszcze spróbuj mu drobniakami wydać, bo inaczej nie masz, dopiero dostajesz opieprz! Jakże to możliwe, żeby biednemu kieszeń obciążać złotówkami...
Ano jak się musi wydać ze stu złotych a nie ma ani banknotów dwudziestozłotowych, ani dziesięcio, ani pięcio czy dwuzłotówek... A zdarza się tak i to często...

Spora część winy rzecz jasna spoczywała na bankach, które w ramach oszczędności zlikwidowały bankomaty wydające banknoty dwudziestozłotowe. Banku obchodziło, że zarobi. A że kasjerzy klną banki w żywe kamienie? Gdyby słowa miały jakąś wagę, to po siedzibie niejednego banku zostałaby dawno mokra plama.

Pod koniec zmiany Janek już ledwo trzymał się na nogach. Był psychicznie i fizycznie wykończony. Przyszedł jakiś pijaczek i chciał kupić piwo. Tacy się nigdy nie uczą. "Ja nie jestem pijany, ja tylko taki mam głos!" Jasne, jasne. Pijaczek jeszcze coś brzęczał żeby wezwali Policję, jak nie wierzą. "Nie mam takiego obowiązku" - odpowiedział Janek zimno. To pijaczka nie przekonało. Jankowi nie chciało się sprzeczać. Wstał od kasy i spojrzał na dość niziutkiego pijaczka z wysokości swoich blisko dwóch metrów. "Proszę ze mną nie dyskutować" - rzucił sucho. Pijaczek wycofał się z respektem. Niestety nie wszyscy tacy byli. Zdarzało się, że podpity klient szedł do kierowniczki zmiany, zdarzało się, że kierowniczka dla świętego spokoju kazała alkohol sprzedać. Kierowniczka sklepu kazała takie sytuacje zgłaszać, była uczulona na podważanie autorytetu kasjera w obecności klienta. Ale bądźmy poważni, jak długo popracowałby kasjer który by się poskarżył? Niezbyt długo. Kierownik zmiany jak chce znaleźć coś na kasjera, to znajdzie.
Pytanie też, co by w takiej sytuacji zrobiła jedna z drobnych kasjerek? Wezwała ochronę? Problem w tym, że z tą ochroną było różnie. Był jeden ochroniarz, były policjant. Świetny. Ale wielu ochroniarzy tylko marzyło, by przezimować zmianę w spokoju. Na wezwania nie reagowali, albo tak sobie stawali z boku i nie robili nic. I jak w takiej sytuacji kasjerka ma poradzić sobie z awanturującym się klientem?
Parlamentarzyści rzecz jasna mają takie rzeczy w dupie. W razie co, to nie oni dostaną od pijaka w papę.

Oczywiście, każdy może zawsze powiedzieć, że jak Jankowi nie odpowiada praca kasjera, to niech poszuka innej albo idzie do konkurencji. Ale kasjer w każdej firmie handlowej ma najgorzej. Ostatnie ogniwo, każdy ma na kogo zwalić, kasjer już nie. I zawsze jest tak, że kierownictwo popełni błędy, kasjer dostaje opieprz, kierownictwo wymyśli bzdurne zasady, a kasjer ponosi niewygody z tym związane.

A żeby pracować na lepszym stanowisku, to niestety trzeba mieć niemałe doświadczenie. A ono też z nieba nie spada. Kto ma tzw. "dojścia" ten się wkręci. A kto nie ma, ten jest pracownikiem niższego szczebla.

A co niektórzy się dziwią że wybory wygrywa PO. A kto ma wygrywać, skoro kluczem do kariery jest kumoterstwo, a uczciwi ludzie kończą jako "przynieś, podaj, pozamiataj"?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

wszędzie znana jest zasada,że pracę ..znajduje się przez znajomości!Więc.."kumoterstwo"..to rzecz powszechna..Jak traktowany jest ten kasjer?A..czy myślisz,że..szeregowy pracownik zespołu..na przykład jednej ze Scen Narodowych- szumnie w umowie nazywany "artystą"..jest traktowany inaczej??Wzięty za twarz!Na wątłe skargi-nieoficjalne-pomiatany przez najgorszego,niekompetentnego asystencinę reżysera;beztalencie i omłot intelektualny-któremu udało się.."wkręcić",jak temu w hipermarkecie-na zasadzie ..znajomości;koneksji..i..zdolności "wchodzenia tyłem do gabinetu"zwierzchnika;o ile..ten w "tyłach"..gustuje.No i na wątłe skargi-"artysta "słyszy.."..jest tyle innych,pięknych zawodów.."..I może sobie..co najwyżej..paluchem w bucie pomerdać! Im gorszy omłot;im gorsze beztalencie;im gorsza niekompetencja-na którą "znajomkowie"..od penetracji..w alkowie-przymykają oczy-tym..brak szacunku;bezwzględność w tego braku-okazywaniu-większa! Taki mamy czas! I nie liczmy na to,że się coś zmieni..na żadnym stanowisku!Kasjera!Artysty!Biuralisty!Zawsze znajdzie się jakiś..gówniarz,który tylko w taki sposób będzie potrafił..okazać swą wyższość! I..w tym społeczeństwie-wyrosłym w zdemoralizowanej komunie-które dostało.."wolność"-jako fałszywy substytut;erzatz demokracji-tacy ludzie..nic nie znaczący-znaczyć będą najwięcej! I..najboleśniej w stosunku do innych-będą to manifestować!
To by było na tyle-w temacie"krzywdy kasjera"..Taka krzywda..dzieje się w każdym zawodzie;wobec każdego-szlachetnego;zdolnego;kulturalnego;uczciwego człowieka!Pokona go..każdy cham!!A.."ryba psuje się od głowy"!! Autorytetów nie mamy niestety-żadnych!Pomyślcie lepiej..po Woli(?)-na Powiślu wzrastają opłaty za wieczyste użytkowanie gruntów! W Kurierze Warszawskim-powiedziano,że..projekt dawno gotowy i zatwierdzony-ponownej wyceny gruntów-ale..do wiadomości zainteresowanych-dociera..dopiero dziś! By..Platformie w wyborach nie zaszkodził!!Opłaty-wzrastają o kilkaset procent!Na Woli-za własność mieszkania ~38m.kw-opłata z ~200 zł-wzrasta do..ok.1500!!!Dziś..także piszą,jak wzrastają ceny PRZED ŚWIĘTAMI!Do 100% i ponad!Za owoce;warzywa..A podwyżki Vat-wskie-po 1 stycznia-jeszcze przed nami..PiS apeluje do Tuska-o obniżenie akcyzy na paliwo-wszak..Tusk tak straszył,że.."jak wygra PiS-benzyna będzie po 5 zł"!! -w poprzednich wyborach!!Nie ma PiS-u u władzy!!Po ile..mamy benzynę?? Oczywiście;Tusk udaje,że nie słyszy..Ile razów jeszcze musi odebrać to durne społeczeństwo,by w kolejnych wyborach-tej zbrodniczej dla Polski i Polaków-partii-powiedzieć-NIE!!!!??

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Patria Opressa

#116294

się młodzieży...

zostanieta kasjerami Zielonej Wyspy w PL...

===

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#116295

Jaśnie państwo nowobogaccy muszą zademonstrować, że teraz są ważni. Najgorsza jest ta słoma, co im z butów wyziera.
Kultura bycia, uprzejmość, życzliwość to są dla nich słowa ze słownika wyrazów obcych. Jedno z najprawdziwszych polskich przysłów to
"Ryba zawsze psuje się od głowy".
Pozdrawiam biedaków przy kasie.
Moja córka pracowała w "Salonie sportowym". Nieco większy niż kiosk z tandetną odzieżą. Od pracowników szefostwo żąda by stali 11 godzin. W sklepie nie wolno im usiąść nawet gdy na dworze plucha i od kilku godzin w okolicy klienta nie widziano. Dzięki Bogu, postanowiła zdobyć inne uprawnienia i właśnie pożegnała swojego szefa. Off.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#116306

Muszę troszkę pobronić bankowców :)
primo - większość bankomatów obsługują sieci zewnętrzne a nie banki (euronet,cash4you itp.)
secundo - większość bankomatów w Polsce to bankomaty bardzo stare - bankomat ma 2-3 lata gwarancji a nowości i wchodzą co rok
i najważniejsze tertio - NBP szkoda wymieniać 10 i 20 na nowe przez co są to najgorsze szmaty banknotowe na rynku (przy tym "niepoważane" przez klientów) co powoduje że zapakowanie bankomatów takimi "destruktami" (zniszczonymi banknotami) spowoduje natychmiastową awarię bankomatu.
I znów klient będzie niezadowolony :)
Sapere Aude

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sapere Aude

#116324

Są ludzie i "ludziska" - i to prawda znana nie od dziś.
Opisane sytuacje są typowe w tzw "sieciach i firmach korporacyjnych" (co nie znaczy że uważam je za prawidłowe).
A metody na "pozyskanie pracy" są nieodmiennie te same od lat. Jedyne na co można liczyć to "łut szczęścia", albo praca "na swoim". Tyle że ta ostatnia jest dużo bardziej upierdliwa. No i "świat zmierza ku korporacjonizmowi" - niestety.

pozdrawiam życząc więcej powodów do uśmiechu kasjerowi
W. red

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

W. red

#116346