Wszyscy jesteśmy kibolami!

Obrazek użytkownika Porter
Kraj

Prawie dwa miesiące temu pan premier Donald Tusk postanowił wskazać swoim wyborcom nowego wroga. Padło na kiboli. Udało się tak sprytnie zorganizować mecz finałowy Pucharu Polski, że doszło po jego zakończeniu do całkiem niewielkich zamieszek, a już następnego dnia pan premier, całkowicie zdeterminowany, gotowy działać na granicy prawa rzucił się do ataku. Oczywiście wygłupił się na całego i już się po cichutku z tego ataku wycofał, ale zanim do tego doszło, jego wierne przydupasy medialne zabrały się, zgodnie z zaleceniami Platformerskich doradców PR-owskich za wykazywanie bliskości środowisk kibolskich i polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Nie było to zadanie łatwe, na pierwszy rzut oka wręcz całkiem karkołomne, bo jeśli komuś z klasy politycznej blisko było do kibiców, to raczej przedstawicielom Platformy Obywatelskiej, niż PiS. PiSowcom zarzucano przecież dotychczas karygodny brak niezainteresowania futbolem, nie chcieli wyłożyć pół miliarda na stadion dla ITI, Guereirro mylił im się z Pereirą, po niewielkich modyfikacjach wypowiedzi prezydenta Kaczyńskiego przez POwskich speców od obróbki dźwięku, udało sie wykazać, że Boruca nazwał „Borubarem”, a jak ktoś z PiSu poszedł na mecz, to szaliki trzymał do góry nogami. A tu – okazuje się – kibole. Jeśli nie piłkarscy, to polityczni.

Zawsze gotów przychylić władzy nieba i nadstawić sempiterny Tomasz Lis zamieścił w swoim tygodniku materiał o politycznym kibolstwie PiS. Walczył w ten sposób o podwyższenie standardów kulturalnych w politycznym dyskursie. To nawiasem mówiąc miłe, ze ktoś tak dotąd zaangażowany w szerzenie chamstwa, płacący byłemu muzykowi za publiczne nazywanie Jaroslawa Kaczyńskiego „chujem” nagle postanowił zmienić front. To znaczy byłoby miłe, gdyby nie to, że stała za tym salonowa tradycja posługiwania się podwójnymi standardami: nam wolno bluzgać do woli (i z tej możliwości skwapliwie korzystają na przykład pp. Niesiołowski, Bartoszewski, Kuc, czy Wajda), za to nasi przeciwnicy winni traktować nas z najwyższym szacunkiem. Te podwójne standardy dobrze obrazuje postępowanie wspomnianego byłego muzyka, tego od „chuja” – p. Hołdysa. Swego czasu, nie przebierając w słowach, wymyślał on w radiu od złodziei ludziom piratującym jego muzykę, aż tu nagle Business Software Alliance wykrył, że p. Hołdys posługuje się w swoim biurze kradzionymi kopiami oprogramowania. Ależ był pan Zbysio zdziwiony! Odkrył bowiem, że podlega tym samym prawom, co reszta ludzi. A przecież nie można nawet porównywać pana Zbysia w genialnym kapelutku z jakimiś pospolitym złodziejem, prawda? Pan Zbysio w ogóle nie jest pospolity! On jest unikalny! Jemu wolno więcej! W każdym razie cala akcja zwalczania kibolstwa, powiązywania go z PiS była całkiem idiotyczna. Przypominała akcję zwalczania pedofilii, których Donald Tusk obiecał kastrować co na razie poważnie potraktował jedynie Roman Polański, który na wszelki wypadek nie przyjechał na gdański festiwal filmowy. Po tym, jak Donald Tusk zadeklarował całkowitą determinację i gotowość działania na granicy prawa, jego wierne przydupasy zaczęły powiązywać pedofilię z PiSem i mówić o pedofilii politycznej. Oni są prości, jak konstrukcja cepa. Minister Ostapowicz znalazł w jakimś podręczniku „PR for Dummies” schemat i według niego lecą od lat: znaleźć wroga, wykazać jego szkodliwość, zadeklarować determinację w zwalczaniu go, wzbudzić do niego powszechną nienawiść (lub pogardę), powiązać z przeciwnikiem politycznym. I tylko zdumiewa, dlaczego ludzie dają się na to nabierać. Nawet słownictwo się powtarza.
W każdym razie, zaprawdę, kretyńskie są akcje medialne PRu PO, ale przecież tak naprawdę sformułowanie „polityczne kibolstwo” nie jest wcale takie głupie. No, bo kim jest kibol? Kibol to z wielkopolska prawdziwy kibic piłkarski. Oddany swojej drużynie, pełen poświęcenia, nie żądający nic w zamian i nic w zamiast zwykle nie dostający. Nie zastanawia się, czy nie lepiej niż ukochanej Piegży Paskowice nie byłoby kibicować Wiśle Kraków (lub odwrotnie). Gotów jest wbrew rozsądkowi wierzyć w awans, utrzymanie się, zdobycie mistrzostwa, pucharu, czy choćby uniknięcie lania w meczu z lokalnym rywalem. Kibol nie myśli. On działa emocjonalnie. Przeżywa. Wybaczy drużynie sprzedaż i kupno meczu. Gra na stojąco, brak skuteczności, oczywiste błędy, symulowanie fauli, brak polotu – nie mają wpływu na jego wiarę w drużynę. On wierzy i będzie w nią wierzył, co by sie nie działo. Przegraną wytłumaczy błędami sędziów, niesportową postawą przeciwników, pechem. Jak już nie da się inaczej, to sam będzie siebie oszukiwał, twierdząc że gdyby sędzia przy stanie 0-3 nie pomylił sie dyktując aut dla przeciwników, to byśmy jeszcze wyciągnęli na 3-3. A tak – dostaliśmy czwartą bramkę i skończyło się 0-8. W ostateczności uzna, że trener i środkowy napastnik odpowiadają za beznadziejną grę i będzie pewien, że jeśli tylko się ich wymieni, to wszystko będzie dobrze. Tacy właśnie są kibole.

A kibole polityczni są dokładnie tacy sami, tylko zamiast w drużynę wierzą w polityków. Nie kierują się rozsądkiem, kierują sie emocjami. Nie zastanawiają się, dlaczego właściwie popierają jedną partię, a innej nienawidzą. Pragną sukcesu swojej partii, chociaż nie oznacza on dla nich niczego konkretnego, całkiem jak wygrana naszej ukochanej Piegży Paskowice nad Orłem Pyry. Głosując, udają, że dali się nabrać programom, mimo że nie wierzą w ich urzeczywistnienie. A kiedy ich ukochana partia znajduje się u władzy i ponosi porażki – zachowują się całkiem, jak kibol piłkarski: twierdzimy, że przeciwnik grał nie fair, i że tak naprawdę to były zwycięstwa. Kibol polityczny nie potrafi sformułować konkretnych oczekiwań pod adresem swojej partii. I znaczna część ludzi biorąca udział w życiu politycznym (czyli chodzących do wyborów) jest kibolami politycznymi. Są wśród zwolenników wszystkich liczących się partii.

Kibole PO nie zwracają uwagi na błędy i zaniechania rządu, kolejne chwyty pijarowskie łykają jak gęś gałki, nie pamiętają, że niedawno pasjonowali się wprowadzeniem Euro, a niedawno laptopami dla każdego pierwszoklasisty, w międzyczasie były urlopy dla wypalonych, zaś obniżeniem ich własnych emerytur w następstwie działań PO nie zaprzątają sobie głowy. Kibole PiSu snuja marzenia, jak to świetnie będzie, kiedy Jarosław Kaczyński wróci do władzy. A co konkretnie będzie świetnie? Ano nie wiadomo. Może uczyni powszechną sprawiedliwość i dobrobyt, osądzi zdradzieckie elity i wykryje przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem? A co oznacza to dla kiboli PiSu konkretnie? Nie maja pojęcia.

Tak wygląda polska scena polityczna. Kibole są na niej dominującą siłą, stanowią większość. A w demokracji większość, choćby nie wiem, jak głupia, naiwna, źle wykształcona – ma rację. I kibole dostają dokładnie to, co chcą dostawać – spektakl medialny sprowadzający dyskusję polityczna do gry na emocjach. Naprawdę nie ma powodu, żeby mieć pretensje do polityków. Polityk, który zignoruje emocje poniesie klęskę. Polityk, który emocjom poświęci niedostatecznie dużo uwagi, koncentrując się na przekazie merytorycznym – przegra z takim, który poświęci się wyłącznie grze na emocjach. A wszystko dlatego, że tacy jesteśmy. Że nie potrafimy nawet zadać sobie pytania, czego właściwie od rządzących chcemy. Że nie pamiętamy, jak rządzili w przeszłości. Nie potrafimy w ogóle powiązać tego, na kogo głosujemy, z naszą osobistą pomyślnością. Wyobrażamy sobie, że Donek jest fałszywy, za to Jarek uczciwy, albo odwrotnie. Że Jarek jest okrutny i bezlitosny, a Donek pełen współczucia, jakby to miało dla nas jakiekolwiek znaczenie. A przecież to zupełnie nieistotne. Istotne jest tylko to, czego realnie możemy sie spodziewać po politykach, kiedy dojdą do władzy. I jak długo nie wytępimy siedzącego w nas politycznego kibola, jak długo nie narzucimy sobie nawyku by politykom stawiać konkretne zadania i ich z tych zadań rozliczać, tak zamiast konkretnych rzeczy będziemy dostawać od naszych rządzących emocje. I nic więcej.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Takich kiboli, uściślając , nazwałbym raczej fanatykami.
Aby nieopatrznie nie uchybić tym kibolom , którzy jednak dociekają źródła sukcesów i porażek Swojej Drużyny.
I właśnie w nich a właściwie we wzroście pośród nich samoświadomości grupowej, upatrywałbym nadziei zmiany obecnej sytuacji na lepsze.
Dyszka oczywiście. :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Nie jestem pewien czy podążam we właściwym kierunku , więc na wszelki wypadek nie zbaczam z kursu.

#166131

Większość społeczeństwa, dla wygody nie będzie chciała go zauwazyć.
http://www.youtube.com/watch?v=HjivSRBVhTc

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

ixi band

#166137

przyłączę się sercem do społeczności kibiców, to bym się śmiała tydzień!
Teraz mam chęć pójść na mecz i wrzeszczeć razem z nimi!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#166141

Witam

Emocje emocjami... brawa za ciekawe spostrzeżenia i porównanie. Jest jeszcze dysonans poznawczy i konieczność przyznania się do pomyłki... szczególnie u młodych i wykształconych z PO... choć to w sumie tez emocje...

Pzdr

krzysztofjaw
http://krzysztofjaw.blogspot.com/; kjahog@gmail.com)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

krzysztofjaw

#166142