Mamma mia, czyli słowo o wyborach we Włoszech

Obrazek użytkownika michalgasior1
Świat

Czy Silvio Berlusconi jest nieśmiertelny?

Magnat medialny, zawodowy skandalista, polityczny aligator i erotyczny wirtuoz właśnie po raz kolejny wygrał wybory.

Przeglądając zagraniczne portale informacyjne natrafiłem na ciekawy rysunek, który może stanowić idealne podsumowanie zakończonych właśnie wyborów regionalnych we Włoszech (obok). Oto Umberto Bossi, przywódca Ligi Północnej, uwieszony na plecach premiera Silvio Berlusconiego gna naprzód z uniesionym wysoko mieczem. Koń symbolizujący centroprawicową koalicję zaniósł dwóch liderów ku zaskakującemu zwycięstwu w wyborach regionalnych.

Rzeczywiście Berlusconi zaskoczył wszystkich, łącznie z samym sobą. Koalicja z Bossim niespodziewanie przyniosła mu wiktorię w sześciu z trzynastu regionów, w tym w Mediolanie i Lombardii, ekonomicznym sercu Italii. „Lewica nie istnieje na północy” – obwieścił krótko po ogłoszeniu wyników Bossi.

Przedwyborcze sugestie i przewidywania włoskich komentatorów nie były dla premiera zbyt pomyślne. Prognozowano, że wyborcy zdecydują się pokazać żółtą kartkę dla polityki rządu, tak jak stało się we Francji, gdzie Nicolas Sarkozy przegrał w regionach z kretesem. Frustracja jest, a raczej była, spora. Pod adresem Berlusconiego padały oskarżenia o indolencję w kwestii bezrobocia i kruszącej się gospodarki. Nie bez znaczenia były regularnie pojawiające się informacje o prześladowaniu nieprzyjaznych rządowi prezenterów i stacji telewizyjnych. Dlaczego więc wyborcy po raz kolejny postawili na centroprawicę?

Wygląda na to, że w pewien sposób złość i znudzenie polityką Włochów przerodziła się w wyborczą absencję. Frekwencja w porównaniu do poprzednich wyborów z 2005 roku spadła o prawie 10%, co jest najgorszym wynikiem od 15 lat. I chociaż ciężko mówić o efektownym i niekwestionowanym sukcesie, wygrana jest dla Berlusconiego potężnym argumentem i motywacją do dalszej pracy. Szczególnie w kontekście ostatnich turbulencji zarówno w życiu politycznym jak i prywatnym.

Warto też pochylić się nad polityczną formą Ligi Północnej i Umberto Bossiego. To dzięki niemu Berlusconi może cieszyć się ze zdobycia północy, którą od dłuższego czasu lewica dzieliła z prawicą. Liga zgodnie z oczekiwaniami zdobyła okręg Veneto, ale nikt nie spodziewał się, że zajmie Piedmont, królestwo Demokratycznej Parii Pier Luigiego Bersaniego. Co oznaczają dla Italii spore wpływy federalistów Bossiego? Przede wszystkim można się spodziewać otwartych wezwań do utworzenia autonomicznych regionów, z jak najmniejszą kontrolą władz centralnych. Paradoksalnie Berlusconi musi liczyć się z tym, że koalicja przyniesie mu w najbliższym czasie spore kłopoty. Bossi już zapowiada przyjazną współpracę z potencjalnym rywalem Berlusconiego, byłym postfaszystą Gianfranco Finim. Większe znaczenie Ligi oznacza więc, że Fini raczej prędzej niż później zaangażuje się w polityczną rozgrywkę.

Wszystko okaże się w praniu, gdy wyborczy kurz opadnie i zarysują się wyraźne podziały na politycznej scenie. Dla Berlusconiego najbliższy czas będzie bardzo istotny. Po raz kolejny okazało się, że nie jest bohaterem z kreskówki i spora część 40-milionowego narodu wciąż mu ufa. Jeśli jednak nie podejmie reform, jeśli wyjdą na jaw kolejne jego machlojki, jeśli wciąż będzie rzucał błotem w politycznych przeciwników i nazywał ich "fiutami", za trzy lata, w tych właściwych wyborach, może być skończony.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Warto pamiętać, że dla Berlusconiego (wielkiego przyjaciela Rosji) pośrednio lub bezpośrednio pracuje ok. 70% włoskich dziennikarzy. Pamiętam Neapol obwieszony lewicowymi plakatami ("vota sinistra!"), których przewaga nad prawicowymi była dziesięciokrotna. Mimo tego lewica przegrała. Dysponenci władzy we Włoszech wiedzą, że szanse na elekcję ma tylko polityk "prawicowy" nawet jeśli jest skandalistą.
Nawiasem mówiąc u nas politykę Moskwy też realizyje partia "prawicowa, postsolidarnościowa"
Miłośnikom "spiskowej teorii dziejów" (przeważnie mają oni rację) zwracam uwagę na zdumiewające podobieństwo życiorysów Berlusconiego i Teda Turnera (taki amerykański supermichnik skrzyżowany z Solorzem i Walterem). Turner- ten od CNN i New Youk Timesa- wprawdzie nie jest "prawicowy"lecz postępowy, lecz reszta biografii zadziwia analogiami. Obaj zaczynali od małej agencji reklamowej w podwórzu.
Leopold

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#53807

Cóż, Berlusconi nie jest bohaterem mojego romansu, ale lepszy on, niż np. agent KGB - Prodi.
pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#53840

Najwyższa forma postradzieckiej demokracji to rywalizacja dwóch agentów. Przerabialiśmy to wielokrotnie np. "Bolek" kontra "Alek"
Leopold

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Leopold

#53877