Rozum ludzki na niebezpiecznym zakręcie. Czy go pokona?

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

Słowo „ludzki” jest zapewne niepotrzebne, ale kiedy spoglądamy na świat przyrody coraz większe nasuwają się wątpliwości, czy rozum, jakim dysponuje homo sapiens coraz uporczywiej nie stara się przekreślić wszystkiego, co logiczne, konsekwentne i zrozumiałe w świecie jaki nas otacza? Czy nie przyjdzie nam podziwiać zwierząt za bezbłędne działanie instynktu?

Zwierzę kieruje się instynktem, działającym na zasadzie mechanizmu, który w określonych okolicznościach po prostu uruchamia działanie, nieuchronne. N. p. bocian wyrzuca z gniazda młodego, który w żaden sposób nie mógłby przeżyć, a pozbawiony opieki rodzica zginąłby w mękach. Działania ludzkiego nie można postrzegać w podobny sposób, gdyż człowiek otrzymał coś więcej niż instynkt, działający w nim wprawdzie, ale w dozie szczątkowej, gdyż człowiek ma możność tworzenia, czyli nie jest bezbronny nawet w sytuacji wspomnianego młodego bociana. Przeciwnie, w podobnym stanie może działać pozytywnie.

Czy współistnienie roślin z otaczającymi je warunkami nie przewyższa ludzkiego ratio, kiedy ono z woli jego posiadacza schodzi na manowce absurdu i rzekomo jedynej drogi wiodącej do eutanazji będącej owocem manipulacji przy mechanizmie sporządzonym przez Stwórcę lub, jak kto woli, przez naturę? Obiektywność prawa natury zakwestionowano lata temu. Najogólniej można zdefiniować prawo natury, jako rzeczywistość w znaczeniu wszechświata obejmującą całokształt istnienia łącznie z człowiekiem, od którego nic tu nie zależy. Otóż teoria woluntaryzmu i absolutnej wolności człowieka przyznaje mu również rolę tworzenia rzeczywistości z pominięciem jej zdeterminowania przez tradycyjnie pojmowane prawo natury. Innymi słowy, wszystko na tym świecie jest rzekomo dziełem człowieka, zatem także jego status fizyczny i duchowy, los i jego spełnienie, określanie zła i dobra, prawo do życia i śmierci. Taka uzurpacja człowieka sięgającego po atrybuty boskie, prowadzi w konsekwencji do usadowienia się człowieka miejsce Boga.

Ten fakt, najogólniej mówiąc, leży u podłoża ataku na tradycyjną cywilizację, jakiego świadkami dziś jesteśmy. W psalmie 53 (52), wierszach 2-4 psalmista mówi: Mówi głupi w swoim sercu: «Nie ma Boga».Oni są zepsuci, ohydne rzeczy popełniają, nie ma takiego, co dobrze czyni. Bóg spogląda z nieba na synów ludzkich, badając, czy jest wśród nich rozumny,
który by szukał Boga. Wszyscy razem zbłądzili, stali się nikczemni, takiego, co dobrze czyni,
nie ma ni jednego”.

Człowiek świadomie burzący porządek boski, nie mając niczego, co w sposób rozumny mogłoby go zastąpić, postępuje zgodnie z uwagami psalmisty. „Ostatnio otrzymałem list od znajomych Amerykanów, gdzie m. in. czytam: Ostatnio nasz speaker of the house Nancy Pelosi zrobiła tak zwany : „elimination of gender terms in honor of gender identities” (eliminację terminów gender na rzecz genderowskich identyfikacji). Zamiast używać słowa ojciec i matka teraz można tylko będzie mówić rodzic, a słowo córko i syn jest zastąpiono słowem dziecko. Nie będzie już zróżnicowania płciowego. Nie wspominając też że chłopcy i dziewczynki mogą też korzystać ze wspólnych ubikacji. Niesamowite prawda?

Oczywiście, że niesamowite, ale całkowicie zgodne z tym co czytamy w psalmie 53. Zlekceważenie Boga i praw natury owocuje zawsze głupotą, niezależnie, gdzie się ona produkuje. W tym przypadku w parlamencie USA. Bo ów speaker, o której mowa, to Nancy Pelosi (ur 1946), włoskiego pochodzenia, polityk Partii Demokratycznej, obecnie speaker Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych.

Ta głupota piętnowana w psalmie 53 ma szeroki rozrzut. W jednym z doniesień czytamy: „Genderowa rewolucja dotknęła również angielską służbę zdrowia. Od tej pory pracownicy oddziałów położniczych zamiast o karmieniu piersią, mają mówić o „karmieniu klatką piersiową”, zamiast matki – matka lub rodzący rodzic”. Takich zwrotów ma używać personel oddziałów położniczych szpitali w Brighton w południowej Anglii. W ten sposób mają się stać bardziej przyjazne transseksualistom”.

To ostatnie zdanie jest godne uwagi, bo ono potwierdza skądinąd oczywiste stwierdzenie, że obłęd gender i LGBT mają na celu zmianę na swoje kopyto nie tylko zasad moralnych umocowanych w naturze, ale także norm cywilizacyjnych kształtujących naszą codzienność. Tu musimy nieco uzupełnić werdykt psalmisty. Bo to już nie o samą głupotę tu chodzi, skądinąd oczywistą, ale o wywracanie porządku, którego człowiek nie stworzył, ale raczej od pokoleń uczył się w nim żyć.

Nie od rzeczy będzie przypomnieć inne wyczyny pani Pelosi, bo żeby móc się bronić przed wypaczeniami, jakie ona głosi z trybuny Izby Reprezentantów USA, trzeba poznać w całej rozciągłości ich treść. Otóż pani Pelosi to zwolenniczka LGBT, trzykrotnie głosowała przeciw definicji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety, uznanie związków homoseksualnych nazwała „historyczną” decyzją. W 2012 r. pani Pelosi stwierdzała, że jej stanowisko w sprawie praw osób LGBT, małżeństw tej samej połci, wynika z jej wiary katolickiej. Stwierdza dalej: „Moja religia zmusza mnie – i za to ją uwielbiam – do przeciwdziałania jakiekolwiek dyskryminacji w naszym kraju i uważam zakaz małżeństw homoseksualnych za formę dyskryminacji. Myślę, że jest to niekonstytucyjne”.

Deklaracja głosząca, jak powyższa wypowiedź, że podstawą czyjejś wiary – w tym przypadku pani Pelosi – jest konstytucja USA, przy jednoczesnym potwierdzeniu swego katolicyzmu przez tę damę, jest, jak nic innego, klarowną ilustracją dla cytowanego psalmu.

Można porównać dwie postawy, obie negujące Boga, ale w zgoła inny sposób. Pani Pelosi czyni to, powiedzmy z racji, w jej pojęciu humanitarnych, gdyż w imię akceptacji każdej postawy ludzkiej, przy czym porządek natury, tej niekwestionowanej, rozumianej jako „rzeczywistość niezależna od człowieka”, nie odgrywa u niej żadnej roli. I druga postawa, weźmy przykład pierwszy z brzegu, w tym przypadku Adama Darskiego, alias Nergala, który swą abominację do Boga manifestuje darciem kartek Pisma św., deptaniem wizerunku Matki Bożej. Nie wchodzę w to, jakie nim kierują motywy, choć zdziwienie budzi fakt, kiedy ktoś będąc ateistą zwalcza Boga, który jego zdaniem, nie istnieje. Zresztą nie wiadomo, czy Nergal jest ateistą, ale to w końcu tylko jego sprawa. Bogu nie wyrządza on szkody. Ludzi zapewne jego ekstrawagancje gorszą. Przekonać mogą co najwyżej jemu podobnych. Która zatem z tych dwóch postaw jest bardziej szkodliwa? Z pewnością to co czyni pani Pelosi, gdyż ona dysponuje pewnym autorytetem z racji sprawowanych funkcji, podczas gdy pan Darski jest wprawdzie dla chrześcijan przypadkiem przykrym, ale nie tak ważnym, by jego ekstrawagancje należało w jakikolwiek sposób rozpamiętywać, analizować

O problemach poruszonych tu trzeba jednak mówić i pisać. To nie sprawa czyichś fanaberii czy mody przemijającej bez następstw. Te idee wywodzące się z feninizmu, nihilizmu typu bolszewickiego, hołdującego najbardziej prymitywnemu materializmowi i wybujałej rozpuście seksualnej nie są bynajmniej pustym teoretyzowaniem. Już samo sięganie do szkoły, przedszkola, po duszę dziecka świadczy o dalekosiężnych planach nihilizmu. Mamy tu wzorce dobrze znane. Może niekoniecznie pani Pelosi, gdyż wiadomo jaka w Ameryce jest znajomość historii, zwłaszcza europejskiej. Ale nikomu nie powinno być tajne, jak wychowywano młodzież w Hitlerjugend, czy w ZSRR w organizacjach pionierskich, lub nawet w komsomole. To była szkoła janczarów bezmyślnie oddanych idei narodowego socjalizmu i komunizmu. Z szeregów tych rekrutowano SS i oddziały specjalne w sowietach. Tacy mordowali w kacetach i miejscach kaźni, jak Katyń, rozsiane po całej Polsce „Doliny śmierci”. Człowieka, który ochotnie godził się na taką wyznaczoną mu rolę wychowywano konsekwentnie. Przede wszystkim musiał pozbyć się wszystkiego, co wyniósł z rodziny, kościoła, ze środowiska, które go kształtowało. „Nowego człowieka”, o którym w systemach totalitarnych tak wiele mówiono, budowano na tabula rasa – tablicy dokładnie wyczyszczonej z wszelkich innych treści.

Wydawało się po wojnie, że te czasy nie wrócą. A jednak wróciły i to w postaci o wiele gorszej niż ich prawzory. Żelazna Kurtyna broniła nas przed zalewem tego wszystkiego, co powoli rozkładało Zachód. Kontrast między wojenną mizerią i nagłym skokiem ekonomicznym i technicznym, który w krajach zachodnich z jednej strony napędzał konsumpcjonizm i dobrobyt dość szerokich warstw społeczeństw, a z drugiej wywoływał bunt wśród młodzieży, różnie motywowany, ale głównie niesmakiem jaki budził awans nowobogackich, sprawiał, że z coraz większym zainteresowaniem spoglądano w kierunku Związku Sowieckiego, który wprawdzie otrząsnął się ze stalinizmu, ale przez to nie stał się bynajmniej wzorcem dla dążności wolnościowych i przemian społecznych, o których marzyli tacy reformatorzy jak Baader, Meinhof i mniej radykalni ich towarzysze.

Po przewrocie roku 1989/90, kiedy tzw. demoludy zakończyły żywot jako systemy państwowe, nietknięta pozostała ideologia a chęć „nadrobienie straconego czasu” sprawiała, że z Zachodu brano wszystko, w większości jednak towar wybrakowany. W ten sposób narodziło się w miejsce lewicy lewactwo, a w miejsce liberalizmu libertynizm. W systemach państwowych tworzonych w miejsce tzw. ustroju socjalistycznego, przeważnie zresztą przez jego pogrobowców, instalowano demokrację pełniącą często rolę szyldu, za którym działały grupy wspólnego interesu lub po prostu gangi przeżywające prosperity kosztem zawłaszczanego majątku narodowego. W układzie sił politycznych zabrakło opozycji z prawdziwego zdarzenia, a rolę jej przejęły koterie, mające cele dalekie od myśli państwowej. Do dziś w wielu krajach tzw. postkomunistycznych, w Polsce w pierwszym rzędzie, grupy niesłusznie nazywające się opozycją mają jedyny cel: sabotować każdą inicjatywę rządu. Zwłaszcza, jeśli ona godzi w ich interesy polegające na zagarnianiu nienależnych zysków.

Na tle tak zarysowanej rzeczywistości jawi się zjawisko pozornie marginalne, stanowiące wszakże groźbę rewolucji cywilizacyjnej i światopoglądowej zdolnej do podkopania dotąd istniejącego porządku, po którym pozostanie tylko masa upadłościowa, a po nią ktoś się zgłosi, ale będzie to ktoś podobny do tych, którzy zawłaszczyli ją pod koniec XVIII wieku. Stąd określanie tej rzekomej opozycji mianem Targowicy, to wcale nie chwyt propagandowy, ale reminiscencja do podobnych postaw, jakie wtedy zajmowali konfederaci targowiccy, a dziś naśladują politycy usiłujący torpedować każde poczynanie rządu, przy czym inspiracje obce – jak wtedy Petersburga – i dziś są namacalne.

Skupmy się tu na sferze cywilizacyjnej i światopoglądowej. Oparta na absurdzie teoria gender i promowanie zboczeń seksualnych – zboczenia, to określenie uzasadnione samą naturą tych inności – jako wiodącej kategorii w życiu społecznym zmierza do zastąpienia dotychczasowego modelu cywilizacyjnego czymś wręcz mu przeciwnym, tzw. opcjami seksualnymi, przy czym faktycznie to one uznane zostały za normę, na co wskazuje m. in. penalizacja usiłowań obrony modelu heteroseksualnego. Ten nowy totalitaryzm narzucający, jak kiedyś nazizm i komunizm czynił, ład społeczny, a właściwie zaprzeczenie ładu na rzecz oktrojowanego porządku społecznego i takiejże moralności zmienia więc zasadniczo dotąd powszechnie akceptowane normy cywilizacyjne. W ślad za tym idzie instalowanie potworków semantycznych w postaci takich pojęć, jak partner, rodzic, zamiast mąż, żona, ojciec matka, związek zamiast małżeństwo itd. Jak wyżej pokazano w niektórych krajach absurdalne nazewnictwo idzie znacznie dalej, nie bacząc, że ośmiesza ten nowy porządek rzeczy podporządkowujący wszystko i wszystkich seksualizmowi i graniczących z rodzajem obłędu idei genderowskich. Oczywiście gdyby wszystko pozostało tylko w granicach nowej onomastyki byłoby pół biedy – wspomnijmy sufrażystki z epoki fin de siècle’u – ich pomysły poszły w zapomnienie aż do dziś, kiedy odżyły w postaci zdeformowanej, jako ideologia półświatka. Jednakże ta ideologia pracuje nad rozkładem rodziny, nad wyjałowieniem wartości, do niedawna stanowiących o rodzinie jako budulcu społeczeństwa. Jest to jakiś zwariowany kosmopolityzm połączony z niewrażliwością na wszelkie wartości cementujące narody, zwalczający i ośmieszający patriotyzm, a w miejsce jego oferujący multikulti – będące jedną z najbardziej szkodliwych pomyłek promowanych przez ludzi bawiących się groźnym niewypałem w zatłoczonym lokalu.

Ogromnie destrukcyjną wobec rodziny rolę spełniają różnego rodzaju obecne produkcje filmowe, a zwłaszcza wiele seriali, które wręcz stanowią źródle wzorców na życie, nie tylko wchłanianych przez młodych, ale także bardzo często przez ich rodziców i dziadków. Słyszy się argumenty nie do odparcia, że to XXI wiek, że zmienili się ludzie i sposób życia. Jeśli spytasz, czy zmieniły się też przykazania, to jest argument, że księża to pedofile, czy coś w tym guście. W ten sposób zamiast ślubu bywa wprowadzenie się do dziewczyny czy chłopaka. Jest to dziś dość rozpowszechnione, ale rozgrzeszenie konkubinariuszy czy ich bliskich, dają właśnie seriale, z banalną treścią, ale z takimi właśnie wzorcami moralnymi i społecznymi. W Hollywood produkuje się filmy, gdzie co druga licealistka ma jedną ambicję, by pozbyć się jak najszybciej dziewictwa. Usiłowałem na miarę możliwości zbadać na ile odpowiada to rzeczywistości. Zapytany w tej sprawie doświadczony pedagog spytał mnie z kolei, czy pamiętam nazwiska producentów tych filmów. Nie wiedziałem. A więc proszę zobaczyć, bo to zawiera odpowiedź na postawione mi pytanie. Warto na to zwrócić uwagę, ale trzeba się liczyć z zarzutem anty.. czegoś tam. Wiadomo czego, na co jest embargo.

Propagowanie na siłę LGBT i usiłowanie nadania teorii gender charakteru naukowego, mimo, że teoria ta skonfrontowana choćby tylko ze zdrowym rozsądkiem jest absurdalna sprawia, że wiele środowisk przyjmuje ją jako atest poprawnego myślenia, a jako takie jest uważane wyłącznie lewactwo i libertynizm zalecający, co najgorsze, także najmłodszym korzystanie bez hamulców z „uroków życia”. Służy temu zagnieżdżanie się tych zgubnych idei w szkole, nawet przedszkolu. W ten sposób młody człowiek z natury bezkrytyczny staje się łatwo dostępny dla narkotyków nie tylko farmakologicznych, ale także tych, które obezwładniają człowieka moralnie i wystawiają na niebezpieczeństwo nihilizmu w decydujących o kształcie życia obszarach. Przykład zachowania części młodzieży w czasie żałosnych występów „strajku kobiet” powinien być dzwonkiem alarmowym. Ponoć były tam dzieci przyprowadzone przez rodziców. Trudno w to uwierzyć, ale wypadałoby, gdyż zamykając oczy na fakty, godzimy się na ich istnienie.

Jeśli zatem zgodzimy się na deprawację młodego pokolenia, jeśli wyrzucimy takie wartości, jak ojczyzna, patriotyzm, religia i tożsamość – będziemy jako naród niczym i sprawdzi się to, co niejeden autorytet powtarzał: Polska albo będzie chrześcijańska albo jej w ogóle nie będzie. Już raz przez ponad wiek jej nie było. Przypomnijmy to wszystkim, którzy partyjność i swój interes i poprawność najgorszego gatunku stawiają ponad Nią i przeciw

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)

Komentarze

Kiedy przeczytałem słowo "Nergal", od razu pomyślałem o tym, że trzeba być naprawdę chorym, by walczyć z Bogiem, w którego istnienie się nie wierzy. Ale zaraz potem przeczytałem to w tekście :)

Można tu jeszcze dodać jeden wiele mówiący werset, któego nie trzeba nawet specjalnie tłumaczyć, bo wszystko w nim jest aż nazbyt oczywiste:

Biada tym, 
którzy zło nazywają dobrem, 
a dobro złem, 
którzy zamieniają ciemności na światło, 
a światło na ciemności, 
którzy przemieniają gorycz na słodycz, 
a słodycz na gorycz!
(Księga Izajasza 5:20)

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Krispin z Lamanczy
Aby czynić dobro, trzeba umieć rozróżniać między dobrem a złem.
Każdy uczy się na błędach. Nie musisz się uczyć na swoich!

#1662330

Utrata rozumu? Taka myśl pojawiła mi się natychmiast kiedy usłyszałam o tragicznej śmierci Jana Lityńskiego, dokładnie o przyczynie tej śmierci.

https://warszawawpigulce.pl/polityk-jan-litynski-utonal-w-narwi-ratujac-psa/

Śmierć człowieka jest zawsze smutna i trudna do zaakceptowania, nawet jeśli zmarły jest z przeciwnego obozu politycznego i nie mamy wobec niego ciepłych uczuć.

Ale tu jest jakieś memento. Znany polityk, o którym trudno powiedzieć, że był lekkomyślny, albo nieświadomy zagrożenia jakim jest lód w okolicach mostu, naraża swoje życie dla PSA! I traci to życie, zostawiając osieroconą rodzinę. Trudno. Stało się. 

Tymczasem media i wielu komentatorów nagina rzeczywistość do zasady, że o zmarłym albo dobrze, albo wcale wychwalając nieboszczyka, jaki to był dobry i każdemu pomagał, nawet psu.

Wydawało mi się, że jest gdzieś granica bezczelnej głupoty. Jan Lityński miał chyba ważniejsze osiągnięcia niż "bohaterska" śmierć w nurtach Narwi w celu uratowania PSA?! Czy może jego osiągnięcia są mniej ważne niż ten pies, o którym nawet  nie wiadomo, czy wylazł sam z rzeki, czy przepadł w jej nurtach, stając się pokarmem dla sumów i szczupaków? Przy komentarzach jakie musimy słuchać, można odnieść takie wrażenie...

PS

Jak informuje właśnie TVP Info - ciało J. Lityńskiego zniknęło pod wodą i nie udało się go jeszcze odnaleźć.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

Alina

#1662379