Niemieccy biskupi uznali że ich poprzednicy są współwinni zbrodni III Rzeszy Niemieckiej i Adolfa Hitlera

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Świat

W końcu po tak długim czasie katoliccy biskupi Niemiec przyznali się do tej strasznej prawdy, oto przed Bogiem, sami przed sobą i przed całym światem. Wreszcie dokonali krytycznej oceny zachowań swoich poprzedników w tamtym czasie, gdy panował nazistowski demon nienawiści i śmierci. Ta prawda była znana powszechnie od dawna, były dokumenty, były zdjęcia ale nikt nie miał odwagi nazwać tego po imieniu. Teraz na szczęście to się stało! To dokonało się właśnie w tych dniach i za to Bogu niech będą dzięki. Zawsze lepiej późno niż wcale!

W środę 29 kwietnia 2020 r. przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec bp Georg Bätzing zaprezentował b. ważny, niejako przełomowy dokument: „Słowa biskupów Niemiec na 75. rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej”. Na specjalnej wideokonferencji oraz w prezentacji uczestniczyli także bp Heiner Wilmer z Hildesheim, przewodniczący Komisji Sprawiedliwość i Pokój oraz Christoph Kösters, historyk z Bonn, który uczestniczył w przygotowaniu tego dokumentu. Bp Georg Bätzing powiedział wprost: „W tej kwestii istnieje nie tylko luka w pamięci, ale także ‘luka w przyznaniu się’".

Na początku spotkania bp Georg Bätzing mocno podkreślił, że 8 maja 1945 był dla Niemców dniem kapitulacji, klęski, czasem w którym sami musieli ponieść konsekwencje wojny, głód, ale przede wszystkim wypędzenie i ucieczkę ze wschodnich terenów ówczesnej Rzeszy Niemieckiej. Z czasem Niemcy coraz bardziej rozumieli, że dzień 8 maja stał się i dla nich dniem wyzwolenia: wyzwolenia z plagi wojny, nazistowskiego ucisku i masowych mordów.

Po epokowej dyskusji na temat postępowania Kościołów, a zwłaszcza ich zwierzchników w okresie narodowego socjalizmu w Niemczech, przyszła i refleksja. Stało się jasne i przejrzyste, że są w ich bliskiej przeszłości i takie sprawy, które muszą być naświetlone, by więcej nie rzucały złowrogiego cienia. Dlatego napisano w tym dokumencie: "Niektóre rzeczy, które dają powód do wielkiej wdzięczności, zostały ujawnione, ale niektóre kwestie sprawiają, że czujemy się zawstydzeni. Są bolesne doświadczenia konieczne dla odnowy Kościoła, ale prawda jest nieodzowną częścią chrześcijańskiej drogi".

Dalej wspomniano, że to narodowosocjalistyczne Niemcy w 1939 roku, rozpętały wojnę, której ofiarą padło ponad 50 milionów ludzi. Na zachodzie kontynentu była to wojna o podporządkowanie, ale na wschodzie w Polsce i wobec narodów byłego Związku Sowieckiego, była to wojna o zniewolenie i zagładę. W jej trakcie narodowi socjaliści dokonali ludobójstwa, mordując sześć milionów Żydów, setki tysięcy Sinti i Romów.

Za tym poszły wielorakie konsekwencje dla Niemiec, Europy i świata, czytamy: "Wojna i jej ofiary, straty i niedostatki, poczucie winy i wstydu ukształtowały wiele rodzin na przestrzeni pokoleń. Również biskupi niemieccy doświadczyli i nadal doświadczają tego piętna. Dlatego też od 1945 roku wielokrotnie i krytycznie analizowali oni narodowy socjalizm i jego konsekwencje. Refleksja ta była często bolesna, ponieważ oprócz uznania dla ofiar, musiała być to kwestia poczucia winy i porażki".

W dokumencie wskazuje się ponadto na inny b. ważny fakt, że Związek Sowiecki wspierał niemiecki atak na Polskę, piszą o tym tak: "nie ma wątpliwości, iż narody byłego Związku Sowieckiego dokonały ogromnych poświęceń dla zwycięstwa nad narodowym socjalizmem. Ale równie ważną częścią prawdy o drugiej wojnie światowej jest to, że Związek Sowiecki wspierał niemiecki atak na Polskę w ramach paktu hitlerowsko-stalinowskiego i uczestniczył w niszczeniu Polski. Ponadto, zwycięstwu nad narodowym socjalizmem w Europie Wschodniej towarzyszyło ustanowienie dziesięcioleci komunistycznej tyranii".

Jednakowoż niemieccy biskupi podkreślają, że powojenna gotowość do pojednania, stała się: "trwałym darem". I dodają jednoznacznie: "Krytyczne spojrzenie na naszą przeszłość jest obecnie częścią wizerunku Republiki Federalnej Niemiec".

 

W kazaniach i listach duszpasterskich „melodia była taka sama”

 

W części pt. "Postawa biskupów katolickich w Niemczech podczas II wojny światowej" hierarchowie przypominają, że wraz z atakiem na Polskę we wrześniu 1939 r. narodowosocjalistyczne Niemcy rozpoczęły ideologiczną "wojnę zagłady" w trakcie której miały miejsce niezliczone zbrodnie, deportacje i morderstwa polskiej inteligencji, w tym duchowieństwa katolickiego. Prawie dwa miliony Polaków zostało wywiezionych na roboty przymusowe do niemieckich przedsiębiorstw, w tym do wielu instytucji Kościoła katolickiego w Niemczech.

Kościół katolicki w Niemczech był w tym strasznym czasie mimo dystansu: "częścią społeczeństwa czasu wojny". Zaznaczają, że duszpasterze dywizji, szpitali wojskowych, więzień i kapelani wojskowi działali duszpastersko w Wehrmachcie. Kapłani, seminarzyści i zakonnicy byli też zaangażowani w armii w ramach obowiązkowej służby wojskowej. Przypominają, że kilka tysięcy domów klasztornych i kościelnych służyło szpitalom wojskowym, a dziesiątki tysięcy zakonnic wypełniało swój "patriotyczny obowiązek", szczególnie w szpitalach. Codzienne życie wojenne, zarówno na froncie, jak i na "froncie domowym" ukazywało niezliczone przypadki pozytywnego duszpasterskiego i ludzkiego wsparcia, ale także karygodnych działań. A szczególnie problematyczną i negatywną rolę odegrał biskup polowy Franz Justus Rarkowski.

Wraz z atakiem wojsk niemieckich na Polskę i po żywych doświadczeniach pierwszej wojny światowej, niemieccy pasterze w swoich kazaniach i listach duszpasterskich wykazywali wyraźną powściągliwość. Jednak zachęcali żołnierzy i wiernych do lojalności, posłuszeństwa i wypełniania obowiązków w duchu poświęcenia i ofiary. Choć wypowiedzi poszczególnych biskupów były zniuansowane to "melodia była taka sama". Tylko biskup Berlina, Konrad von Preysing, zrezygnował z tego typu apeli i mówił o "niebezpiecznym czasie" i wskazywał na sposoby radzenia sobie z zagrażającą "rzeczywistością umierania".

Po doświadczeniach z lat 1914-1918 biskupi co prawda nie legitymizowali wyraźnie wojny nazywając ją "sprawiedliwą", ale mimo rosnącej liczby ofiar nie zrezygnowano z: "narodowego i patriotycznego sposobu myślenia".

Co ważne w dokumencie przypomniano, że po zwycięstwie nad Francją w 1940 roku w całej Rzeszy Niemieckiej zabrzmiały dzwony! Z kolei atak na Związek Sowiecki nazywany był krucjatą przeciwko "bezbożnemu bolszewizmowi", co dawało wojnie dodatkowe uzasadnienie religijne. W dokumencie czytamy: "Chociaż biskupi nie podzielali rasowo-ideologicznego uzasadnienia wojny przez nazistów, ich słowa i obrazy wzmocniły zarówno żołnierzy, jak i walczący reżim, nadając wojnie dodatkowe znaczenie".

Dalej biskupi niemieccy przyznają, że pod wpływem zbrodni na froncie, na terenach okupowanych i w Rzeszy Niemieckiej zmieniła się perspektywa wypowiedzi biskupów. Eufemistyczna koncepcja wojny jako szczerej i honorowej walki z wrogiem, stopniowo ustępowała coraz bardziej przerażającej świadomości ogromnego cierpienia i śmierci żołnierzy oraz ofiar ludności cywilnej na skutek alianckich bombardowań. Przy czym nawet wtedy szczerze i do bólu są zmuszeni napisać: "Z drugiej strony, cierpienie innych nie zostało dostatecznie wzięte pod uwagę. Zarówno we wrześniu 1939 roku, jak i później nie doszło do otwartego protestu biskupów niemieckich przeciwko wojnie. A także przeciwko potwornym zbrodniom na innych, dyskryminowanych i prześladowanych jako ‘obcy rasowo’, zwłaszcza na Żydach.”

Dokument zauważa, stwierdza wprost, że niektórzy z biskupów odważyli się jedynie na potępienie zbrodni eutanazji na niepełnosprawnych. Najbardziej znana jest ostra krytyka tej zbrodni jaka wyszła ze strony biskupa Münster, Clemensa Augusta Grafa von Galena. Dopiero w sierpniu 1943 r. Konferencja Episkopatu wystosowała list pasterski pt. "O Dziesięciu Przykazaniach jako życiowym prawie ludów", w którym publicznie mówi się o potrzebie związku prawa państwowego z prawem Bożym, o ochronie małżeństwa i rodziny, o posłuszeństwie sumieniu, bezwarunkowym prawie do życia i o ochronie własności. Nie zmieniło to jednak faktu, że żołnierze nadal byli wzywani do wiernego wykonywania swoich obowiązków, a ci, którzy wątpili, myśleli o dezercji. Natomiast ci, którzy faktycznie dezerterowali, nie znaleźli wsparcia w wypowiedziach biskupów. W dokumencie oficjlanym napisano: "Zostawiono ich samych z wątpliwościami sumienia".

Wreszcie, za co Bogu niech będą dzięki, autorzy dokumentu zaznaczają, że niemieccy biskupi nie znaleźli właściwego wyjścia z napięcia, które z jednej strony wynikało z idei zobowiązań patriotycznych podczas wojny, legitymizacji władzy państwowej, obowiązku posłuszeństwa, z drugiej z faktu świadomości oczywistych zbrodni. Przypominają, że biskupi nie wypowiedzieli wyraźnego "Nie" dla wojny, a większość z nich wzmacniając wolę walki, stała się współwinna za wojnę.

 

Demoniczne owoce "Kulturkampfu" i narodowego egoizmu

 

W trzeciej części pt. "Dążenie do zrozumienia" biskupi uznają, że, musieli się podjąć zrozumienia ich działań z perspektywy historycznej. Podkreślają b. negatywny wpływ wieloletniego doświadczenia "Kulturkampfu", oraz nadwyraz rozwiniętą potrzebę uwidocznienia narodowej lojalności, co uwidoczniło się w czasach narodowego socjalizmu. Potrzeby i prawa innych narodów były zarazem w dużej mierze ignorowane, gdyż powszechnie uważano za rzecz oczywistą, patriotyczny obowiązek "stania przy swoim kraju".

Biskupi przypominają, że w Kościele katolickim w Niemczech, a także wśród biskupów, odrzucono Traktat Wersalski, w którym przypisano Niemcom wyłączną odpowiedzialność za wybuch I wojny światowej, i postrzegano go jako upokorzenie. Wielu katolików (w tym biskupów) uważało, że trudne warunki narzucone krajowi przez Traktat są niesprawiedliwe i konieczna jest jego rewizja. Przypominają także, że obok myślenia kategoriami narodowymi obecny był jeszcze konflikt z komunizmem i walka z bolszewizmem. A miało to szczególne znaczenie dla propagandy nazistowskiej po najeździe Niemiec na Związek Sowiecki w 1941.

Autorzy dokumentu zaznaczają, że Kościół w Niemczech znalazł się w krytycznej sytuacji, po zawarciu w 1933 roku z III Rzeszą konkordatu, który dawał gwarancje dla działalności duszpasterskiej Kościoła. Paradoksalnie w oparciu o ten właśnie konkordat, zawarty na oczach całego świata z Watykanem: „reżim nazistowski starał się usunąć Kościół katolicki z życia publicznego do zakrystii”. I nic tu nie zmieniły nasilające się represje wobec Kościoła, zwłaszcza w czasie wojny, liczne uwięzienia księży, zakonników i świeckich. Mimo tego wszystkiego, biskupi niemieccy nadal uważali się za związanych z umową.

W rezultacie po dojściu do władzy narodowych socjalistów, których światopogląd został co prawda odrzucony przez biskupów, państwo niemieckie nadal było uważane za siłę porządkową, którą należało szanować i chronić. Tymczasem w warunkach nazistowskiego stanu niesprawiedliwości doprowadziło to nie tylko do problematycznej pozycji Kościoła, jak napisali biskupi w swoim dokumencie ale śmiem osobiście twierdzić, że i do jego pełnej kompromitacji przed Bogiem, ludźmi i przed historią. W liście bowiem czytamy: „Fakt, że przewodniczący Konferencji Episkopatu, kardynał Adolf Bertram, zablokował zmianę kursu pomimo coraz bardziej dramatycznych doświadczeń i nalegał na kontynuację polityki układu, sprawił, że Konferencja Episkopatu była niezdolna do działania właśnie w momencie, gdy reżim zdecydował w 1941 r. o zniszczeniu judaizmu”.

Dopiero w sierpniu 1943, po dwóch latach kontrowersji i sporów, biskupom udało się ogłosić list pasterski, w którym wyrażono wspólne stanowisko, aby "Dekalog stanowił podstawę prawa do życia wszystkich narodów oraz dla praw człowieka”.

 

Przestroga by nie wybielać zbrodniarzy

 

W czwartej części dokumentu pt. "Nauka na przyszłość" biskupi wyznają: "Dziś ze smutkiem i wstydem patrzymy na ofiary i tych, których pytania egzystencjalne pozostały bez właściwej odpowiedzi w duchu wiary w obliczu zbrodni i wojny. W miarę upływu lat szczególnie haniebny jest fakt, że przez długi czas brakowało dostatecznej uwagi wobec cierpienia i ofiar innych. Drogi pojednania z naszymi sąsiadami, zwłaszcza z Francją i Polską, pomogły nam zostawić za sobą te zawężone poglądy, naznaczone unikaniem, represjami i własnym bólem. W krytycznym, często napiętym i bolesnym badaniu doświadczeń i cierpień innych, zwłaszcza Żydów, Kościół w Niemczech stopniowo znajdował drogę do samego siebie. Mogliśmy doświadczyć, że te spotkania również przyczyniły się i nadal przyczyniają się znacząco do odnowy Kościoła".

Mają też przynajmniej odwagę nazwać rzeczy po imieniu, inaczej niż to się dzieje obecnie na współczesnej Ukrainie, gdzie nawet Cerkiew grecko-katolicka z jej zwierzchnikiem abp Światosławem Szewczukiem ze Lwowa, bierze czynny udział w gloryfikowaniu najbardziej podłych zbrodniarzy z OUN-UPA na czele z Banderą, Szuchewyczem i Diaczenką. I na ten obrzydliwy proceder od lat patrzy Watykan i sam papież Franciszek, na to patrzy Episkopat Polski na czele z jego przewodniczącym abp Stanisławem Gądeckim oraz Prymas Polski abp Wojciech Polak z Gniezna. I nic się nie dzieje i trwa to dalej w najlepsze, a nawet rozwija się dynamicznie, zatruwając skutecznie nasze wzajemne relacje. Ze zbrodni i kłamstwa nie zrodzi się bowiem miłość lecz nieczystość, pogarda i nienawiść, a za nimi przyjdzie jak zawsze śmierć.

Biskupi niemieccy inaczej odważnie wyznając winy swoich rodaków, zaznaczają, że: „zachowania naszych poprzedników były zakorzenione w uwikłaniu w narodowego ducha czasów i w kościelnych ideach dotyczących relacji państwo-Kościół, które rozwijały się w różnych realiach historycznych i z teologicznego punktu widzenia nie mogą rościć sobie uniwersalnej ważności”.

I dodają jasno i klarownie: „Trzeba było przerażających doświadczeń naszych czasów, a także krytycznych badań egzegetycznych i teologicznych, by Kościół na nowo zdefiniował relacje między społeczeństwem a religią i zaakcentował rolę Kościoła w państwie w sensie krytycznej oceny współczesności”.

Na koniec biskupów niemieckich stać na piękne świadectwo o naszym humaniźmie i prawdziwym człowieczeństwie, gdy zwracają uwagę, że dziś Kościół: „będąc świadomym, że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, domagać się od każdego rządu i w każdym państwie godności dla wszystkich ludzi, niezbywalnych praw człowieka, zasad moralnych w ładzie społecznym oraz wszystkiego, co służy zbawieniu dusz. Na nowo odkryliśmy, że przesłanie Ewangelii nie kończy się na granicy własnego kraju i solidarność w duchu chrześcijańskim nie ogranicza się do własnego narodu, a pokonanie wszelkich cierpień na świecie jest naśladowaniem Jezusa”.

Nie da się ukryć, iż prawdą jest szczególne znaczenie: `memoria passionis`, czyli pamięć o cierpieniu ofiar. W nich bowiem spotykamy Chrystusa. Nadto prawdą jest, że ta wola zmierzenia się z palącymi pytaniami i problemami: „przybliżyła nas do Chrystusa i do głębszego zrozumienia Ewangelii." I za to Bogu raz jeszcze niech będą dzięki wielkie.

Informacja na ten temat została opublikowana na stronie:

https://ekai.pl/historyczny-dokument-niemieckich-biskupow-o-ii-wojnie-swiatowej/

 

Warto zobaczyć i ten filmik pt. „Niemieccy biskupi: Nasi poprzednicy byli współwinni II wojny światowej.”, opubliowany 30 kwietnia 2020 r. przez Niezależny Serwis Wiadomości, a zatem:

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

Tak zdecydowanie niemieccy biskupi piętnują dziś błędy swoich poprzedników z czasów nazistowskiej dyktatury. Uznają tym samym ich bezdyskusyjną współwinę w wybuchu krwawej II wojny światowej. W tekście szeroko opisano zaniechania, jakich dopuścili się niemieccy pasterze w czasie rządów Adolfa Hitlera. W 23-stronicowym dokumencie można przeczytać: „Biskupi nie przeciwstawili wojnie jednoznacznego nie, ale większość z nich umacniała wolę kontynuacji i w ten sposób obarczyła się współwiną za wojnę”.

Bp Georg Bätzing nie ukrywa, że jest to być odpowiedź na często podnoszą krytykę wobec działań niemieckiego Kościoła katolickiego w czasie wojny. W Kościele za Odrą całe lata uznawano, że wystarczy deklarować sprzeciw wobec nazistowskiego światopoglądu oraz podkreślać męczeństwo męczenników i ofiar nazistowskiej machiny przemocy. Niemieccy hierarchowie uznali, że nadszedł stosowny czas, by to radykalnie zmienić: „Dzisiaj patrzymy ze smutkiem i wstydem na ofiary i tych, których egzystencjalne wątpliwości wobec przestępstw i wojny pozostały bez właściwej odpowiedzi ze strony wiary”.

Poprzednikom zarzucono publicznie, że nie sprzeciwili się dość energicznie nazistowskim zbrodniom. W tekście dokumentu czytamy: „Zarówno we wrześniu 1939 roku jak i w okresie późniejszym zabrakło otwartego protestu niemieckich biskupów wobec narodowosocjalistycznej wojnie na wyniszczenie”.

Co więcej ośmielono się nawet napisać: „W Kościele w Niemczech nie podniesiono niemal żadnego głosu przeciwko potwornym zbrodniom wobec osób dyskryminowanych jako rasowo obce i innych prześladowanych, przede wszystkim Żydów”.

W podsumowaniu całości bp Heiner Wilmer z Hildesheim napisał wreszcie: „Przy całym wewnętrznym dystansie do narodowego socjalizmu i niekiedy także otwartym sprzeciwie, Kościół katolicki w Niemczech był częścią wojennej wspólnoty.” Źródło: Katholisch.de

Cały wpis jest dostępny na stronie: http://www.pch24.pl/niemieccy-biskupi--jestesmy-wspolwinni-ii-wojny-swiatowej,75754,i.html#ixzz6LCCbokYG

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1628520

......i kandydat na Ołtarze abp Andrzej Szeptycki ze Lwowa?! Nadal masz żywą nadzieję co do tego moralnego potwora, nadal żywisz takie tęsknoty?! Popatrz kontrik szanse twojego pupilka rosną, wszak on osobiście błogosławił bestię Adolfa Hitlera, kalclerza III Rzeszy Niemieckiej i jednego z największych ludobójców wszechczasów. Pewnie ci trochę szkoda, że teraz jego szanse rosną ale w drugą stronę?! Nawet Niemcy się oficjalnie odcieli od swoich ziomków, to ci dopiero szkops! Cholercia trudna sprawa. Co ty teraz zrobisz kontrik, by ratować image Imć Przewielebnego Szeptyckiego?! Ciekaw jestem niezmiernie.  No dalej kontrik ulżyj sobie na forum, podziel się z nami swoją wiedzą i swoimi odczuciami. Nie daj się długo prosić..... . Pozdrawiam b. serdecznie Sław

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1628526

Co komu przyjdzie z takich pustych słów? Czy to drwiny?
Po co to wszystko?

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-2

Verita

#1628556

Skoro biskupi niemieccy się poczuwają do winy to arcybiskup Polak nie może być gorszy.
A Biskup Rzymu - ten to dopiero nosi na sumieniu ciężar! Przecież Rzym prześladował żydów jeszcze przed Chrystusem - z takiej oto tradycji czerpie rzymski katolik. Wśród jehowych powtarza się nawet, że to rzymscy katolicy ukrzyżowali Jezusa.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3
#1628562

.....to się już staje u Was nieciekawą tradycją. Miejcie więc w sobie choć tyle przyzwoitości i znajdźcie czas, by odpowiedzialnie wypowiedzieć się przy tak ważnej kwestii. Nasz wielki rodak św. Jan Paweł II wszak uczył nas zawsze: miłość i odpowiedzialność. Niszczycie, minusujecie, degradujecie świadectwa męczenników Wołynia i Kresów i to dość regularnie, kiedy jednak są takie publikacje, jak powyższa, nabieracie wody w usta i cicho, cicho, cicho sza. Niestety ale tak to trochę pachnie nieładnie: przemilczeć, zapomnieć i dalej robić swoje. No dalej klakierzy kontrika, dość liczni na tym b. pożytecznym portalu niepoprawnych blogerów i blogerek. No nie dajcie sią długo prosić, dajcie głos..... Pozdrawiam b. serdecznie Sław

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1628608

Pierwsze co przychodzi mi do głowy to dłowa Pana Jezusa: Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem.
Łatwo jest osądzać innych i udawać bohatera w czasach, gdy za słowa prawdy goziła śmierć lub pewna smierć np w Dachau. Episkopat niemiecki z wyjatkiem dosłownie kilku osób jest ostatnia organizacją, która powinna obarczać kogolwiek winą. To ten episkopat, który dąży do schizmy, popieranie i błogoslawięnstwo związków homoseksulanych, promowanie diakonatu kobiet i zniesienia celibatu. To ten espiskoppat, który jest odpowiedzialny za zniknięcie sakramentu pokuty praktycznie na terenie Niemiec. To ten episkopat, który robi z liturgii jakąś szopke. ten epsikopat jest odpowiedzialny za deprwacje i zgorszenia milionów ludzi w swoim kraju. i oni śmią oskarżać kogolwiek?
Niemiecki epsiskopat za czasów Hitlera miał do wyboru albo przeciwstawić sie Hitlerowi co równałoby sie z rozpoczeciem przesladowan i smiercią nie tylko kapłanów ale i świeckich. Zamknięciem kościółow, brakiem sakramentów dla wiernych, itp. Trudne decyzje, nie mi osądzać.
W Dachau dochodziło w ukryciu do święceń kapłańskich za pozwoleniem lokalnego biskuopa proszę sobie wyobrazić
https://ikomutoprzeszkadzalo.pl/dachau/
Co działo się z niemieckim klerem gdygłośno potepiali Hitlera:
https://en.wikipedia.org/wiki/Bernhard_Lichtenberg
o to jeden przykład, urodziliśmy sie z tym Błogosławionym w jednym mieście.
Niemiecki epsikopat oczekiwał męczęństwa od swoich poprzedników ale sami nie popierają męczeństwa dzisiejszych katolików i nic nie mówią o umowie Watykanu z reżimem chińskim, skazującym na jeszcze większe prześladowania tamtejszych katolików.
Apleuje głośno to Episkopatu Niemiec - Zamilknijcie, pokżcie pokore i wróćcie na łono Kościoła.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Grzesiek

#1628727

Jednym z zapomnianych, a przez wielu w ogóle nie znanym wątkiem niemieckiej okupacji Rzeczypospolitej podczas II Wojny Światowej są zbrodnie, jakich dokonywano wówczas na polskich dzieciach. Obóz koncentracyjny dla polskich dzieci w Łodzi. Eksperymenty medyczne. Wywózki w głąb III Rzeszy i „zniemczanie”. Rozstrzeliwania, podrzynanie gardeł i w końcu wprowadzenie miejscami nawet przymusowej aborcji. Skąd i po co to bestialstwo? Dlaczego nawet niemowlętom Niemcy nie okazywali litości? Na te i wiele innych pytań odpowiada prof. Wojciech Polak, współautor książki „Zbrodnia i grabież. Jak Niemcy tuszują prawdę o sobie”. Wywiad opublikowany 17 października 2020 r. przez PCh24TV (Polonia Christiana), a zatem:

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1648427