Terroryzm medialny

Obrazek użytkownika Zygmunt Zieliński
Kraj

 

            W Naszym Dzienniku” 4 lipca 2016 r. ukazał się artykuł p.t. Kpiny i szyderstwa. Mowa tu o niemieckich mediach i to wcale nie tych z dolnej półki, gdyż można tam znaleźć FAZ, „Der Spiegel”, „Die Zeit” ze stacji tv ARD piszących  i robiących programy o Polsce jako o kraju zmierzającym rzekomo do totalitaryzmu, odwracającym się od idei europejskich, liberalnych, w ogóle od Europy. To tak, jak by mówił Schetyna lub ktoś przezeń na mównicę wysłany. (Opozycja, ta istniejąca formalnie, tzn. w ławach sejmowych, ma teraz zwyczaj wypychanie do wypowiedzi dla mediów ludzi nieznanych, prawdę mówiąc, mało rozgarniętych, co chroni głównych menedżerów od publicznego gadania głupstw, czego szef PO i tak nie do końca potrafi uniknąć). Na widelcu mediów niemieckich znaleźli się czołowi politycy polscy, w pierwszym rzędzie Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, ostatnio także Macierewicz. Przedmiotem brutalnych, a gdy chodzi o humor, iście niemieckich skeczy, był też ś. p. Prezydent Polski, Lech Kaczyński. Dowcip Niemcy zawsze mieli przyciężki, ale to sprawia, że potrafi on być brutalny, czyli mało zabawny, a za to obrzydliwie złośliwy. Nasz rząd nie reaguje na uwłaczające Polakom i Polsce ekscesy prasowe. Może to i lepiej, bo lekceważenie jest najtrafniejszą reakcją.

            Z tonu artykułu „Naszego Dziennika” przebija zażenowanie, zasmucenie i, powiedziałbym, pewna bezradność. Ja bym tu dodał inny jeszcze element wynikający z oceny tych wydarzeń. Jest nim obawa przed uwiedzeniem pewnej i to znacznej części społeczeństwa niemieckiego, od zawsze podatnego na wiarę we wszystko, „was stand in der Zeitung”. Pamiętam jeszcze z czasów okupacji, kiedy odwiedziła nas dalsza krewna stale mieszkająca w Niemczech. Słyszałem sprzeczkę między nią a moją mamą. Ta pani dowodziła, jakie to dobrodziejstwa są dziełem Hitlera. Kiedy mama dawała jej jaskrawe dowody zbrodni reżimu, ona trwała przy swoim, bo, das stand  im „Völkischen Beobachter”, a to pismo, które redaguje sam Goebbels i Hitler zapewne je czyta, nie może przecież kłamać. Ta tępota wielu Niemców trwa do dziś. Dlatego wypociny wielu ich pismaków są groźne. Jeszcze jedno mi się przypomina. Było to z okazji jednej z odwiedzin Jana Pawła II w Niemczech. Jakiś periodyk podał, że spośród dziennikarzy mających tę wizytę obsługiwać zaledwie 0,6 % przyznało się do jakiejś religijności. Autor tej notatki zastanawiał się co tacy ludzie mogą przekazać z relacjonowanego wydarzenia? Co w ogóle z tego zrozumieją? Rzeczywiście komentarze były żenujące.

            A co ci ludzie wiedzą o Polsce? Jedni zapewne sporo, ale nie oni dojdą do głosu  ale zostanie on oddany tym, którzy muszą przedstawić Polskę jako podżegacza wojennego (a co było przed 1939 rokiem? Przecież 1 IX 1939 r. Hitler powiedział: „Wir haben zurückgeschossen”. Odpowiedział zatem, rzekomo,  ogniem na polską agresję. I ogół Niemców kupił to kłamstwo za dobrą monetę. Wszystko już było. Hitler i Goebbels mieli swoich, a obecnym  bonzom też jacyś nowi i im posłuszni pismacy wyrośli. Może nie trzeba  by na to zwracać szczególnej uwagi, bo wiadomo, że dziennikarz musi spłycić, a nawet spłaszczyć obraz, tak, by pasował temu, kto go najął. Samodzielnych jest znikoma ilość i trudno na nich trafić. Przeważnie są to  najemnicy. Bywali tacy na garnuszku partii komunistycznych, hitlerowskiej, wszelkich możliwych reżimów, układów, koterii. Napiszą każdą bzdurę i się podpiszą za odpowiednie pieniądze. Oplują, oszkalują, zmieszają z błotem pamięć nawet najszlachetniejszych, z ofiar zrobią katów, z tamtych ofiary; napiszą czego tylko od nich zażądają. Są po prostu trucicielami, a zatruwają umysł ludzi Bogu ducha winnych, przekonanych, że poznają  prawdę.

            W tej nagonce na Polskę w mediach niemieckich trzeba  brać pod uwagę także indoktrynację w duchu niemieckiej teorii odpowiedzialności za wybuch wojny. Co drugi Niemiec obarcza nią Polskę, bo nie chciała oddać Korytarza.

            I jeszcze jedno źródło tej trucizny sączonej w umysły przeciwko Polsce. To źródło bije u nas, w kraju, a są nim ci, którzy jakimkolwiek sposobem starają się  powrócić do swej roli kolonizowania Polski w obcym interesie. Utrata takiej klienteli może gniewać jej „europejskich” mocodawców, a tym samym rodzić te wściekle ataki medialne, i to nie gdzie indziej, jak właśnie w Niemczech mających tak wielkie doświadczenie, gdy chodzi o niszczącą moc propagandy. Im lepiej dzieje się w Polsce pod rządami PiS tym większa wściekłość rodzimych i obcych wrogów Polski. Nazwijmy to po imieniu, odrzucając eufemizmy. Przecież to, co piszą w niemieckich gazetach ukazuje się najpierw mutatis mutandis w polskojęzycznej prasie krajowej. Sapienti sat.

            Dajmy więc spokój pismakom niemieckim, a popatrzmy na ręce obok  nas żyjącym. Obawiam się napisać „naszym” bo może to być źle zrozumiane. Terroryzm medialny jest zjawiskiem międzynarodowym, a przykład jego  leży jak na dłoni. Wskazał nań „Nasz Dziennik”. Szkoda, że ujawnił sam fenomen, a nie sięgnął do jego genezy i sposobu działania.  

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1516223

To dopiero początek. Przyszłość przyniesie jeszcze większą agresję niemieckiego imperializmu na Polskę. Kiedy Niemcy słabną gospodarczo i moralnie zawsze pojawia się u nich potrzeba obrabowania słabszych sąsiadów. Jeśli Polska będzie slaba to ją obrabują znowu.  

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1516351