Wiemy kto będzie na listach Kukiza! ;) - selekcja posłów

Obrazek użytkownika Mariusz Cysewski
Kraj





W jednej z ostatnich dyskusji poradzono mi życzliwie, bym z poparciem Kukiza czekał na skład jego list wyborczych. Uważam że nie ma co czekać, a Kukiza trzeba poprzeć w ciemno z przynajmniej dwu powodów wystarczających – ławy przysięgłych i JOW, w tej właśnie kolejności; ławy przysięgłych to warunek wstępny dla JOW, bo bez uczciwych sądów nie da się ścigać przestępstw wyborczych. JOW popierać trzeba głównie z przyczyn, których zwolennicy JOW jakby nie rozumieją ani nawet nie widzą: przez wpływ tej ordynacji na niepodległość i bezpieczeństwo państwa. Powtarzam apel o zaangażowanie się w kampanię referendalną i potem wyborczą Ruchu Kukiza. Listy wyborcze oczywiście pooglądam z zainteresowaniem. Ale również na temat tych list jest jeden element sytuacji, na który uwagi woli nie zwracać nikt.

 

Na listy Kukiza pcha się wielu i różnej naprawdę proweniencji. Cieszy choćby to, że będzie (o ile się zdecyduje) i pani Magdalena Ogórek. Choć jej zamiar pisania prawa na nowo był pewnie tylko hasłem, ale myśli słuszniejszej być nie może. Siłą rzeczy zwiększy to ideowość ruchu. Tak czy siak, konkurencja i tłok w kolejce do tych list są ogromne. 

 

Hasłem Pawła Kukiza jest, przynajmniej tak na paru znanych reklamówkach, przywrócenie Polakom biernego prawa wyborczego.

 

Otóż akurat tego hasła, o czym sam Kukiz pewnie nie wie, zrealizować się nie da.

 

Kto na tych listach może będzie - jest oczywiście niezmiernie ciekawe i pouczające.

 

Jak i to, kogo na nich nie będzie na pewno. Tytuł tego artykułu jest zwodniczy; idzie mi właśnie o tych, których na listach nie będzie jak i szerzej – o mechanizm lidwidacji resztek praw wyborczych Polaków.

 

 

Kilka tygodni temu Wolny Czyn opublikował artykuł[1] o tym, że 26 maja zostałem z Zygmuntem Miernikiem demonstracyjnie skazany w pokazowym procesie politycznym; jeśli oczywiście pokazowy może być proces tajny, jak mój. Formalnie skazano mnie za złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, co nawet w Polsce karalne nie jest[2]. Przestępstwa tego moim zdaniem dopuściła się prokurator z Krakowa Joanna Śliwa, zapewniając „kryszę” (przestępczą ochronę) autorom artykułu o tym, że sprawcami II wojny światowej byli Polacy. Z kolei faktycznym powodem wyroku – tak przynajmniej zapewniła przewodnicząca w nieprotokołowanym uzasadnieniu - były moje publikacje prasowe, filmy i pogarda dla sądów rasy panów. Naturalnie, prawdziwy nie musi być i tu pewnie nie jest ani powód formalny, ani nawet nienawiść do mnie ze strony kukieł sędziów. Powodów pewnie one same nie znają; kazali im skazać to skazały. Z kolei Miernika skazano nie wiem – on też nie wie - dokładnie za co, ale w procesie miał zarzut próby przeciwstawienia się gestapo, które w budynku sądu, na oczach dziesiątków świadków, w 2012 r. napadło na 79-letnią Elżbietę Postulka.

 

Nie pamiętają państwo – bo też i merdia, i wszystkie rodzaje ustawkowej „opozycji” wyłażą ze skóry, byście nie pamiętali – ale „Wybraną do Sejmu lub do Senatu nie może być osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.” – art. 99 § 3 konstytucji.

 

Tak się składa że byłem w sejmie, widziałem trochę z bliska i mam pewne tzw. wyobrażenie. Akurat ja wiem – zresztą: wie pewnie wielu, tyle że się z tym nie wychyla - jak w jedno popołudnie napisać nowelę kodeksu postępowania karnego by usunąć zeń największe azjatyckie babole, często przeze mnie opisywane, a urągające traktatowym zobowiązaniom Polski do np. zapewnienia charakteru sądowego sądowym procedurom[3]. Mimo to nie wiem jak koledze Zygmuntowi, ale mi z wielu względów do głowy by nie strzeliło, by kandydować.

 

Ale kukły sędziów Trzeciej Rzeszy Pospolitej – a dokładniej, ich wcześniej wstępnie wspomniany, nikomu nieznany właściciel, dyrygent[4] – miały swoje zdanie. Albo zadanie. W każdym razie, całkiem jak poseł Bartosz Kownacki i PIS z liczbą skazań, postanowiły zapewnić sobie 100% pewności. Naturalnie, nowele ustaw można pisać i poza sejmem dla zaprzyjaźnionych posłów; idzie więc o to, by funkcje posłów sprawowali ci, co słuchają argumentów, idą na kompromisy, jeden babol zastąpią trzema nowymi i dopiszą gdzie trzeba „lub czasopisma”. Osoby user-friendly, przyjazne dla użytkownika. Zatwierdzone. 

 

Obecna ordynacja proporcjonalna zapewnia, że sejm - a siłą rozpędu, za nim senat - nie są „reprezentatywne”. Posłowie nie reprezentują wyborców, a Führerów swych partii. Brykną im, to do sejmu nie wejdą. No taxation without representation jak się to ładnie mówi, bez reprezentacji nie ma „taksacji” czyli kasy; tedy brak reprezentacji wyborców każe wątpić – choć w tym zakresie można w pewnych granicach oponować – czy, a jeśli tak to w jakim sensie obecny ustrój można w ogóle uznać za demokratyczny. Pewnym lichym, li tylko formalnym bezpiecznikiem tego, że wola narodu w jakiejś nikłej choć mierze będzie respektowana było kiedyś bierne prawo wyborcze i teoretyczna możliwość wyboru posła nawet z dalszych miejsc na liście przy jeszcze bardziej teoretycznej maksymalnej mobilizacji wyborców; pod warunkiem naturalnie, że Führer delikwenta w ogóle na jakąś listę dopuści.

 

Ale od czego są sądy?

 

Czy nie skażą tu każdego? 

 

Ba… czy wszystkich oskarżonych nawet skazać nie trzeba? – bo poseł Kownacki i PIS chcą skazywać 100% nie chcąc, by uszła żywa noga… Rzesza mylić się nie może. Rzesza über alles.

 

Czy i nie uniewinnią każdego, kogo trzeba?

 

Czy „sądy” Kurwistanu nie skazały aby niedawno Kamińskiego? Nie uniewinniły Sawickiej?

 

Wyroki w obu sprawach zapadły, by tak rzec, w świetle jupiterów i przy podniesionej kurtynie. Może to dać pojęcie, jak mają się sprawy na hitlerowskiej prowincji. I o ile Mariusz Kamiński pewnie wygra apelację - po wyborach i w zależności od ich wyniku - to kamińscy prowincjonalni szans nie mają żadnych. Czytam w wPotylice, że pani Marta Kaczyńska w tygodniku „wSieci” właśnie wsparła frakcję stalinowską PIS w walce z mało sensowną, czysto deklaratywną, ale jednak próbą cywilizowania prawa w Polsce takimi oto słowy: „Dokąd zmierzamy, ustanawiając przepisy niweczące klasyczne pojmowanie prawdy?”[5] Klasyczne pojmowanie prawdy??? Pozwolę sobie na szczerość brutalną. Czyż „klasycznym pojmowaniem prawdy” w Trzeciej Rzeszy Pospolitej nie jest aby kłamstwo o zamachu w Smoleńsku? Czyż totalitarne państwo, co musi być über alles i jego nazistowskie sądy nie jest aby naturalnym środowiskiem, w którym władzę zdobywa się za pomocą trotylu? Któż jak nie atrapy sądów POPIS-u przyklepywał kolejne matactwa autorów zamachu i rządu, co zapewnił im „kryszę”? Czyż logicznym, nieuniknionym następstwem totalitarnego państwa i jego nazistowskich sądów nie jest aby Naczelna Prokuratura Wojskowa? Od kiedyż to państwo totalitarne, które stalinowcy w PIS uważają za über alles, byłoby zdolne do prawdy jakiejkolwiek?

 

Ktoś w NSDAP może kraść, gwałcić, mordować, uprawiać korupcję na wielką skalę – a włos mu z głowy nie spadnie, nawet gdy adwokata nie ma w ogóle; z kolei ktoś spoza NSDAP może nie robić nic, a mieć „przerąbane” i skończyć w polskim obozie koncentracyjnym (w „psychuszce”) - i nie pomoże mu najlepszy adwokat, choćby pękł. To też wiemy wszyscy.

 

Art. 99 § 3 konstytucji z inicjatywy PO uchwalił sejm 7 maja 2009, w tym jednogłośnie przez wszystkich posłów PIS[6] - zresztą PIS o tę samą zmianę konstytucji wcześniej zabiegał; zob. druk poselski nr 1834 z 17 kwietnia 2007 r. - i senat 1 lipca 2009 r., mimo negatywnej opinii dr R. Piotrowskiego[7] i negatywnych rekomendacji senackich komisji Ustawodawczej (sen. Zientarski) i Praw Człowieka, Praworządności i Petycji (sen. Piotrowicz, jeden z nielicznych głosów rozsądku w PIS). Senator Piotrowicz stwierdził, iż proponowane rozwiązanie stwarza niebezpieczeństwo, że kodeks karny zostanie zmieniony tak, iż „pozbawieni będą możliwości wybierania do parlamentu ci, którzy są z takich, czy z innych względów niewygodni politycznie”. Ostatecznie przeciw było tylko trzech senatorów (P. Ł. Andrzejewski, W. Cimoszewicz, G.M. Wojciechowski); wstrzymał się nawet cytowany wyżej sen. Piotrowicz.

 





To nie jest „partiokracja”, panie Pawle Kukiz. Przede wszystkim - sądokracja.

 

Swego czasu pewien rozmówca opowiadał mi o przebiegu zeszłorocznego protestu w Państwowej Komisji Wyborczej po sfałszowaniu wyborów samorządowych i o zachowaniu narodowców, panów Winnickiego i Bosaka, którzy jakoby wiedząc o bliskiej interwencji policji wyszli z PKW, bo nie chcieli być skazani a wybory za pasem. Podkreślam z całą mocą, że to plotki, a prawdziwego przebiegu tego protestu, udziału konkretnych osób i ich motywacji nie znam. Opowieść mówi o swym przedmiocie czasem, ale zawsze o opowiadającym - i mi chodzi wyłącznie o to, że dla mego rozmówcy jak i słuchających tej opowieści jakby zupełnie naturalne było, że jeśli może stać się nieprzyjemnie, niekorzystnie, to oczywiście trzeba wyjść. Uciec. Mogą być „skazani”? Dają konfitury gdzie indziej? – To chodu. Ot, w całej krasie fajnopolska sądokratyczna…   Gdy wobec perspektywy „nieprzyjemności” ktoś ucieka, to jaka może być jego odporność na haki? Perswazje? Oferty konfitur? 

 

Czy celem selekcji, czy nawet preselekcji nie jest aby hodowanie takich posłów, co zawsze uciekają

 

Zacytujmy jeszcze senatora Piotrowicza. „Wystarczy, że ktoś 15 lat temu, mając 18 lat, został skazany na wyrok trzech miesięcy w zawieszeniu na dwa lata za jakąś awanturę na dyskotece lub za jakieś inne drobne sprawy. To oznacza, że nie może startować, gdyż w ustawie jest mowa o ludziach skazanych. Ja pytam, kto się nad tym w Sejmie zastanawiał?”

 

Otóż to.

 

W sejmie nie zastanawiał się nikt.

 

Nie zastanawiał się, bo wiedział doskonale poza sejmem - ten, kto ma sądy i dyktuje im wyroki. I kto określa, kto może zostać „posłem”.

 



Liczę znów te miliony ofiar.

 

Myślę o tych 300 tysiącach fałszywych orzeczeń, 300 tysiącach przypadków „klasycznego pojmowania prawdy” tylko w sprawach karnych, tylko w tym roku. Jednym roku. A po tym roku będzie niestety rok następny. I następny.

 

I tak myślę o tych fałszywych opozycjach, co wymiaru niesprawiedliwości i zbrodni chcą bronić do ostatniego Polaka, co chcą skazać wszystkich, co wspólnie z rządem likwidowali bierne prawo wyborcze. 

 

Patrzę też po spasionych hitlerowskich ryjach w telewizjach i na wiecach.

 

I zastanawiam się, czy i których zatwierdził ten, kto ma sądy?

 

A może zatwierdził wszystkich?

 

 

Sięgamy znów do druku sejmowego nr 432, od którego zaczęła się likwidacja resztek biernego prawa wyborczego Polaków. Podano tam uzasadnienie tego pomysłu. Była nim mianowicie „poprawa wizerunku organów władzy ustawodawczej”.

 

Że co?

 

Poprawa?

 

Wizerunku?

 

Hitlerowskich ryjów?

 

Kurwistanu?

 

 

Mariusz Cysewski

 

Kontakt: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

https://www.facebook.com/groups/517163485099279

https://sites.google.com/site/wolnyczyn

http://www.youtube.com/user/WolnyCzyn  

http://mariuszcysewski.blogspot.com  

http://www.facebook.com/cysewski1



[2] Prof. Andrzej Marek, Komentarz do kodeksu karnego, art. 216, teza 6: „Oznacza to, że bez działania w takim zamiarze niepubliczne znieważające wypowiedzi formułowane pod nieobecność ich adresata nie wypełniają znamion przestępstwa”. Art. 212 teza 6: „Nie stanowią również pomówienia wypowiedzi dokonywane w ramach przysługujących jednostce uprawnień (np. zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa), związane z wykonywaniem obowiązków prawnych (np. zeznania świadka, pisma procesowe) albo realizowaniem prawa do obrony (z wyjątkiem fałszywego oskarżenia innej osoby - zob. uwagi do art. 234).” Podkr. ode mnie
[7] „„Jeżeli projektowana nowelizacja zostanie dokonana, to będziemy krajem, w którym jedynie dla poprawienia wizerunku parlamentu dokonuje się zmiany konstytucji” i „Ustawa o zmianie Konstytucji zakłada również, że przestępcy chcą kandydować, a wyborcy pragną właśnie na nich głosować. Wiedza projektodawców tej ustawy okazuje się zatem wewnętrznie sprzeczna: albo obywatele nie chcą przestępców – wtedy na nich nie głosują, a więc nie trzeba pozbawiać ich tej możliwości, albo też – wbrew twierdzeniom projektodawców – obywatele chcą przestępców w parlamencie, ale wtedy zabraniając przestępcom kandydowania nie wychodzimy „naprzeciw oczekiwaniom obywateli”, tylko odwrotnie, postępujemy wbrew tym oczekiwaniom mówiąc wyborcom „nie pozwalamy wybierać przestępców”. Rozwiązaniem tego dylematu, uzasadniającym przedmiotową ustawę o zmianie Konstytucji, może być uznanie, że wynik wyborów nie zależy od woli wyborców, ale przesądza o nim ten, kto wbrew wyborcom lokuje przestępców w parlamencie.”. Zob. Ryszard Piotrowski, „Opinia prawna do ustawy z dnia 7 maja 2009 r. o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej", 15 czerwca 2009.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 1.8 (głosów:5)

Komentarze

lex Gowin grozi dożywociem... A swoją jeśli Duda planuje jakieś wnioski do trybunału tu ta ustawa powinna być pierwsza.

Ponadto uważam, że trzeba zrobić śledztwo w sprawie układu minusującego.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-3
#1487344